ZEROVA – pozwólmy wszystkim na odrobinę fantazji

Opinię o płycie Gombrowicz grupy Zerova, mieliście okazję przeczytać na łamach Violence, teraz czas na dokładniejszą rozbiórkę rzeczonego dzieła i samego zespołu. Trio porwało się na trudną sztukę, bo Gombrowicz i kontrowersyjny jest i niełatwy w odbiorze.  Zauważony w zasadzie dopiero po śmierci, dzisiaj ma tyluż przeciwników co oddanych zwolenników. Czy Zerova przyczyni się do popularyzacji jego prozy? Cóż, odpowiedź będzie niejednoznaczna, bo też i wysiłek podjęty przez muzyków może być różnie odbierany. Ok – mieli prawo wybrać takie akurat urywki twórczości Gombrowicza i zrobić z nich taki a nie inny użytek. Na pewno należy się szacunek, bo połączenie elektroniczno – alternatywnych kolaży ze słowami mistrza na pewno intryguje i nie pozostawia słuchacza obojętnym. Więcej dowiecie się z rozmowy z Mają Chmurkowską i Pawłem Dudzińskim.

Nie jest to na pewno Gombrowicz w pigułce, tylko Gombrowicz porwany, polepiony i zaśpiewany.

Na początek banalnie i głupio, ale to pierwsza zajawka dla Violence – jak się w Waszym przypadku wszystko zaczęło, oczywiście pod szyldem Zerova?

Paweł: Zaczęło się dawno, bo osiem lat temu i chyba typowo, bo w garażu, na sprzęcie pożyczonym i zdezelowanym. Gitary miały pordzewiałe struny a akordeon przedziurawiony miech. Postanowiliśmy założyć zespół po warszawskim koncercie mum. Nie brakowało chęci i inspiracji, ale tez samozaparcia, bo pomimo już tylu lat trzymamy się razem.

Wasza muzyka jest różnie określana – avant pop, alternatywa, może ja dodam jeszcze jedno – dream pop. Irytuje Was to, że tak po prawdzie nikt do końca nie wie, jak Zerova „ugryźć”?

Maja: Nie sądzę. Sami nie klasyfikujemy się, bo chyba nie jest to potrzebne. Siłą rzeczy nie ma tu miejsca na irytację, jest za to miejsce na muzykę i podejście do niej z jakiejkolwiek strony się tylko chce. Myślę, że jakby się tak zastanowić, każdy odkrywa w takiej „nieklasyfikowalnej” muzyce swoje ulubione gatunki. Pozwólmy wszystkim na odrobinę fantazji.

Ostatnie pytanie z gatunku głupich – przyznam się, że nie wiem, skąd wzięła się Wasza nazwa. Raczej rzadko pytam o takie sprawy, ale słowo „zerova” mnie intryguje?

Paweł: Sami chcielibyśmy to wiedzieć… Nazwa urodziła się w głowie Przemka, jednego z założycieli Zerovej, basisty, który z nami już, niestety, nie gra. Jak go kiedyś spytałem dlaczego akurat tak, to mi odpowiedział: A nie brzmi to dobrze?Gomb1

Odpowiedź idealna. W Waszym zespole elektronika zawsze ściera się z normalnymi/akustycznymi instrumentami – jak udaje się Wam zachować równowagę? Czy muzyka komponowana jest w tradycyjny sposób (np. gitara) a potem „opakowywana” w elektronikę, czy odwrotnie?

Maja: Składamy nasze dźwięki na różne sposoby. Czasem zaczyna się od tak zwanego „motywu”, czyli pomysłu przyniesionego na próbę przez Pawła, Adriana lub przeze mnie. Wtedy wszyscy sobie słuchamy i włączamy się w improwizację. Czasem na próbach powstaje cały zarys nowej piosenki, czasem tylko jej fragment, nad którym jeszcze pracujemy, a czasami nie powstaje nic. Najważniejsza jest ta równowaga, o którą pytasz. Słuchając się nawzajem, po prostu wiemy, kiedy jest dobrze czyli kiedy to co wychodzi nam wspólnie, zaczyna się zgadzać z tym co pobrzmiewa w głowie. Dlatego jesteśmy zespołem. Każdy nas lubi zarówno dźwięk instrumentów jak i dobrze wysmażony bit.

No i w tym momencie pojawia się „Gombrowicz”. W recenzji płyty napisałem, że traktuję ją jako coś w rodzaju słuchowiska, sztuki teatralnej, co w pewnym sensie powoduje, że muzyka staje się tłem dla tekstów, a to z kolei prowokuje pytanie, czy faktycznie tym razem dźwięki są jedynie oprawą słów, czy też do gotowych fragmentów muzyki dobieraliście wyrywki twórczości Gombrowicza?

Paweł: Najpierw były teksty, pieczołowicie wybrane nie tylko przez nas. I tu się zaczęła zabawa: jak ograć prozę? Próbowaliśmy od przodu, od tylu, z boku… Trwało to aż 3 lata, ale się udało wszystko poskładać do kupy i poskromić wersety Gombrowicza. Racja – czasami jest to słuchowisko, ale często też granie ze słowem, z wydźwiękiem zdania, a nie z samym jego sensem. Powtarzamy wersety jak mantrę, tak, żeby ich przekaz wbił się w głowę, zostawiając bardzo dużo miejsca na dowolną ich interpretację, bo to przecież tylko strzępy i skrawki. Nie jest to na pewno Gombrowicz w pigułce, tylko Gombrowicz porwany, polepiony i zaśpiewany.

Były jakieś kryteria wyboru tekstów? Co zdecydowało o tym, że zabraliście się za twórczość Gombrowicza?

Maja: Punktem zaczepienia było zaproszenie na Piknik Gombrowiczowski w Ostrowcu Świętokrzyskim, na którym zagraliśmy kilka specjalnie na tę okazję skomponowanych utworów (z tekstami pisarza). Praca nad tymi piosenkami i pozytywny oddźwięk jaki dostaliśmy jak i podpowiedzi przyjaciół, spowodowały, że powstała myśl o całej płycie z tekstami Gombrowicza. Poszukiwaliśmy wtedy pomysłów i ścieżek na nowy materiał i tak się pięknie złożyło. Mogę powiedzieć, że był to dla mnie zarówno intrygujący proces twórczy jak i po prostu regularny fun.

pozwólmy wszystkim na odrobinę fantazji

pozwólmy wszystkim na odrobinę fantazji

Chciałem się dowiedzieć, jaki macie stosunek do twórczości Gombrowicza – jako czytelnicy, nie artyści? Coś Was szczególnie pociąga w jego pisarstwie?

Paweł: Tu mogę mówić za siebie – jego kompletna bezpośredniość i naturalność. Jakby miał wszystko gdzieś. Wolność gimnastyki myśli i słowa. My przez pracę z jego prozą wiele się Gombrowicza nauczyliśmy i uczymy dalej.

Mam wrażenie, że na tej płycie słychać, że jesteście poza granicami i kanonami, gracie to co chcecie, zupełnie nie przejmując się efektem. Czy można to nazwać „swobodą artystyczną”, w oderwaniu od tekstu, czy to właśnie proza gombrowiczowska wpłynęła na ten dość swobodny i nieprzewidywalny „lot”?

Maja: Myślę, że nie możemy mówić o oddzielaniu od siebie tego co na nas wpływa. Na pewno Gombrowicz, jego słowa i jego rytm na nas wpłynęły, bo gdy śpiewasz że „ciało zabija ciało, ciało ciału odbiera moc” to czujesz co śpiewasz, wiesz, że każde słowo niesie skojarzenie i znaczenie. Ale chyba nikt z nas nie zajmowałby się muzyką, gdyby czuł, że coś lub ktoś go ogranicza. Tu zawsze chodzi o swobodę. Na tym ten romans polega.

Paweł: O tak, to prawda, gramy co chcemy i jak chcemy. Tylko tak można być najbardziej szczerym. Wydaje mi się, że nie można dostosowywać się do pewnych kanonów tylko dlatego, że śpiewa się teksty wybitnego twórcy.

„Gombrowicz” to chyba niełatwa muzyka do prezentowania na żywca. Trudno uznać ją za rozrywkę, a to pociąga za sobą – w moim odczuciu – potrzebę nieco innej prezentacji niż tradycyjnie pojmowany koncert. Jak to wygląda z Waszego punktu widzenia?

Paweł: Koncertowanie z tym materiałem to wielka przyjemność. Czujemy się faktycznie słuchani, a nie odbierani. To nowe uczucie. Co do prezentacji, zawsze coś staramy się przemycić, żeby było jeszcze ciekawiej. Jakieś wizualki, lampki choinkowe. Adrian czasami narysuje jakiś komiksowy obrazek i postawi w kącie. Zgodzę się, że trudno ją uznać za klasyczną rozrywkę. Publiczność raczej patrzy i słucha, buja się na boki a nie szaleje. No ale już taka nasza rola.Gomb

Na koniec, jako że jesteście dość nieprzewidywalni, zdradźcie, co czeka nas z Waszej strony w najbliższym czasie? 

Maja: Na razie planujemy się na krótkie dystanse. 27 sierpnia zagramy w Warszawie, później we wrześniu w Muzeum Gombrowicza we Wsoli. Wydaje mi się, że zagramy ten materiał jeszcze w kliku miejscach w Polsce, zwłaszcza tam, gdzie nas nie było. A dalej? Nie rozmawialiśmy jeszcze o tym. Na razie jesteśmy tu i teraz.

Paweł: Zgadza się, na razie musimy ochłonąć po ciężkiej pracy nad stworzeniem i wydaniem „Gombrowicza”. Chcemy go pokazać wszystkim! A potem zabierzemy się za piosenkę autorską. Po Polsku!

Rozmawiał Arek Lerch

Zdjęcia: archiwum zespołu/Kee Zoo Engram