WIEŻE. FABRYK – prosto, surowo i po polsku

O tym, że w czasach kapitalistycznego rozpasania, pstrokatej ulicy i smartfonów można grać muzykę ponurą jak kanapka z salcesonem na początku dnia pracy w fabryce, przekonuje nas przykład łódzkiego zespołu Wieże. Fabryk.  Przekonuje na tyle skutecznie, że nawet w słoneczny dzień można sobie ich drugiej płyty „Cel i światło” posłuchać. Nie gwarantuję efektów takiej decyzji, mogę jednak zapewnić, że obcować będziecie z muzyką na wysokim poziomie, pod każdym względem. Za żadne skarby nie słuchajcie jej jednak w formie mp3, bo dbałość o oprawę graficzną i detale edycyjne, zmusza wręcz do zapoznania się z tym wydawnictwem w formie jak najbardziej fizycznej. I z takiego punktu widzenia chylę przez muzykami czoła, bo nic tak mnie nie cieszy, jak dbałość o wizualną stronę projektu. Wieże to w sumie ewenement na krajowej scenie, dlatego, jak każdego rarytasa, trzeba zespół szanować. Na moje pytania zwięźle i chłodno odpowiedział Tomasz Kaczkowski, odpowiedzialny w zespole za wokale, teksty i grafikę.

Słuchałeś ostatnio swojej płyty przy 30 stopniach i w słońcu? Jakie wrażenia?

Nie, ostatnio nie słuchałem. Wiem jednak, że będzie mi się podobać tak samo w każdych warunkach. Znam tę płytę na pamięć i nie potrafię spojrzeć na nią chłodnym czy gorącym okiem. Wiesz, „Cel i światło” było nagrywane w pełnym słońcu przy 30-stopniowym upale, więc jest to równie dobre środowisko do odbioru tej płyty.

Wieże. Fabryk działają już bardzo długo, wydały dotychczas dwie płyty, jakichś spektakularnych – z całym szacunkiemWF – sukcesów nie ma – co zatem trzyma Was razem i cały czas każe budować muzykę ponurą niczym Bastylia?

Nie wiem, czym dla Ciebie jest spektakularny sukces. Finansowy? Płytowy? Nie realizujemy żadnego planu. Myślę, że WF jest takim zespołem, który niezmiennie robi swoje. Kilkadziesiąt koncertów na różnych scenach. Dużych, małych, festiwalowych, squotowych. Dwie płyty, bootlegi, fani, którzy nie zawodzą na koncertach. Przyjmijmy jednak, że to sukces trzyma zespół razem. Zatem ostatnie 3 lata (dwie płyty, winyle) trzymają nas mocniej niż do tej pory. Pytanie powinno brzmieć – co przez pierwsze 10 lat nas trzymało razem, mimo ewidentnego braku płyty? Odpowiedź na jedno i drugie pytanie jest taka sama: granie muzyki.

Zastanawiam się, jak z dzisiejszej perspektywy można sklasyfikować muzykę Wież? Czy zadowalacie się typowym „zimna fala”, czy może macie apetyt na coś innego? Denerwują Was porównania do „Nowej Aleksandrii”?

Zimna fala jest wyczerpującym określeniem. Myślę, że ten termin się nie starzeje. „Nowa Aleksandria” w oczywisty i prosty sposób przychodzi na myśl. Jest to o tyle męczące, że po tych kilkunastu latach graniu niektórzy słyszą tylko tyle.

Zżymacie się, że tylko Siekiera jest przywoływana jako porównanie do Wież. Może zatem młodszym adeptom sztuki zdradzicie, jakie jeszcze płyty mogą być traktowane jako korzenie i drogowskaz drogi, jaka przebyliście?

Jeśli młody, jak to powiedziałeś, adept sztuki zna Nową Aleksandrię to zakładam że Variete, Madame, 1984, Aya RL też nie są mu obce. To nie jest droga, którą przebyliśmy a raczej kanon, w którym się poruszamy. WF od początku chciał grać prosto, surowo i po polsku.

 prosto, surowo i po polsku

prosto, surowo i po polsku

Jakie grupy, wydarzenia muzyczne wpłynęły na ukształtowanie Waszych gustów?

Każdy z nas słucha bardzo różnej muzyki. Żaden z nas nie ogranicza się do „mroków”. Słuchamy dobrej muzyki i taką też staramy się grać. Od początku chcieliśmy grać prosto, surowo i po polsku. Nie wynikało to z jakiegoś konkretnego wydarzenia.

Muzyka Wież od razu kojarzy się z Polską lat 80 – tych, szarością i wisielczym klimatem. Czy takie umiejscowienie jest Wam na rękę, czy raczej bronicie się przed takim szufladkowaniem?

Rozumiem, że pierwsze skojarzenia są z latami 80-tymi, jednak jest to muzyka tworzona tu i teraz. Nie udajemy epoki. Pisząc teksty nie wyobrażam sobie jak to jest stać w kolejce po ocet. Im bardziej będę się bronił przed szufladą tym bardziej będę z nią kojarzony. Ocenę zostawiam odbiorcom.

Zimna muzyka, teksty, w których aż piętrzy się od metafor raczej negatywnych – czy możecie zdradzić, skąd taki pociąg do ponuractwa, co Was tak dołuje?

WF to emocje, radość z grania. To, jak nazwałeś, ponuractwo nie jest obecne podczas tworzenia utworów. Koncerty nie są wieczorkiem przy świecach, na pierwszym miejscu jest energia. Myślę że dopiero wsłuchanie się w płytę przynosi te smutne refleksje.

Traktuję Wieże jako swego rodzaju, teatralną kreację pewnej rzeczywistości. Czyli odbieranie muzyki jako li tylko dźwięków jest trochę bez sensu – czy uważacie, że udaje Wam się stworzyć swego rodzaju, alternatywny świat, który jest atrakcyjny tu i teraz, w 2013 roku?

Jak każda muzyka, jest kreacją pewnego świata. Nie wiem czy tworzymy świat atrakcyjny czy tylko archaiczny. Zupełnie nie zastanawiamy się nad tym. Każdy odbiera WF na swój sposób.

Ktoś może Waszą muzykę potraktować jako dzieło archaiczne – możecie jakoś obronić ideę grania zimnej fali w XXI wieku?

Nie, nie mogę tego obronić. Po prostu gramy. Zimna fala to środek wyrazu który najlepiej oddaje nasze emocje. Jest to także pewien kanon, w którym się poruszamy i który nam całkowicie odpowiada.

Co w przypadku Wież jest pierwsze – słowo czy dźwięk? Mam wrażenie, że to muzyka powstaje jako odpowiedź na skrajnie negatywne, ponure widzenie rzeczywistości, mam rację?

Naprawdę nie wiem, gdzie są te skrajne negatywne emocje w muzyce WF-u. Myślę, że to gruba przesada. W naszym przypadku słowa i muzyka powstają osobno. W różnych głowach. Próba na sali jest tym momentem, w którym spajamy te elementy w jeden kawałek.

Czy jest coś takiego jak „przekaz” „Celu i światła”? Co tak naprawdę opowiadacie za pomocą tej płyty – z kim walczycie? Czy może jest to w pewnym sensie taka autWF_cel_i_swiatloo – terapia, za sprawą której pozbywacie się nadmiaru negatywnych emocji?

Dla mnie jako autora tekstów i wokalisty jest to kolejny po grafice i ilustracji obszar wyrażania swoich emocji. Przeżywania na nowo pewnych stanów. Szukania słów i tworzenia historii. Historii innych niż te, które realizuje w ilustracjach.

Powiedziałeś, że w tekstach tworzysz „pewne stany i historie” – możesz konkretnie zdradzić, o czym traktują poszczególne teksty, jakie wydarzenia się za nimi kryją?

Myślę, że moja odpowiedź sama jest podpowiedzą, w jaki sposób można odczytywać te słowa. Teksty są trochę dziennikiem, trochę przebłyskami. Nie widzę potrzeby i nie chcę podawać gotowych odpowiedzi.

Jak wyglądały prace nad płytą – czy w przypadku muzyki najpierw jest rytm, czy np. gitarowy pochód? Czy może po prostu improwizujecie na próbach i z tego wyłania się obraz?

Motyw na gitarze, sala prób, rytm, tekst, improwizacja… gotowy utwór.

Właśnie – kiedy czujecie, że dany kawałek jest już gotowy i można pokazać go światu? Co o tym decyduje?

Najczęściej już podczas grania na próbie widać, czy coś z danego kawałka będzie. Czasami pracujemy dalej a czasami odpuszczamy na samym wstępie. Część utworów sama odpadła z setlisty, a część utrzymuje się już kilka lat. W zasadzie nie ma żadnego założenia, albo coś brzmi jak WF albo nie.

Sesja nagraniowa „Celu i światła” – wbijanie pojedynczych śladów, nagrywanie na setkę? Kliniczne warunki, czy tworzenie odpowiedniej atmosfery, sprzyjającej budowaniu muzyki? Praca czy zabawa?

Muzyka na setkę. Dogrywane wokale. Bardzo dobra atmosfera. Granie to przyjemność i praca jednocześnie. Całość składa się na finalną płytę, która myślę, że jest najlepszą jaką mogliśmy teraz zrobić.

I co dalej – jakie ruchy z Waszej strony czekają na słuchaczy w najbliższym czasie?

Praca nad nowymi utworami, kolejne koncerty, LP „Cel i światło”. Czyli w dalszym ciągu robimy pomału swoje.

Rozmawiał Arek Lerch

Foto: Jakub Szczapiński