W~T~Z – Jak tylko naprawimy Jelcza to zawracamy!

Wędrowcy~Tułacze~Zbiegi to kolejna odsłona Sarsowych wizji muzycznych. Wspomnianego Pana chyba nie trzeba przedstawiać. Widaomo kto, wiadomo co robi, co robił i czego się dorobił. Nie wiadomo tylko dokąd we własnej wizji zmierza. Nowe dzieło tegoż stawia przed nami niełatwe i nietypowe pytanie: Kiedy deszcz zaczął padać na zawsze? Muzycznie W~T~Z wymyka się wszelkim schematom, zaprzecza oczekiwaniom, wprowadzając słuchaczy w klimat karczemno-biesiadny, ludowo-balladowy. I tak, siedzimy w lesie, śląskim lesie, obserwując wisielca i utopca, by po chwili zbiec przed burzą do pobliskiej karczmy. Tam czarcia biesiada trwa do świtu. Rankiem zaś, pokonując wiatry, wraz z Gilgameszem wędrujemy w “góry cedrami porosłe”, a po drodze spotykamy twórcę. Tak więc Panie, Panowie, przed Państwem – Sars, osadzony w deszczu pytań o kwestie nie tylko stricte muzyczne, ale też takie, które wyrwane z kosmosu, spokojnie jak dotąd dryfowały gdzieś w okolicach Saturna.

I stała się ewolucja, żeby nie stwierdzić rewolucja. Duszę Wypuścił przekształciło się w Wędrowców~Tułaczy~Zbiegów. Duszę Wypuścił – on jeden, w kolejnej odsłonie zdaje się być Was więcej. Czy zaangażowanie w swój projekt dodatkowych osób było powodem tejże zmiany? Czy może wszystko stało się bez wyraźnego powodu? Dlaczego zdecydowałeś, że twój wcześniejszy projekt duszę wypuścił?

Zawsze nas było więcej – Duszę Wypuścił od pierwszego materiału aż do splitu liczyło od 2 do 5 osób i kobiet. Wędrowcy~Tułacze~Zbiegi, w kontekście pierwszej części pytania, to raczej kontrrewolucja i 3 kroki w tył w wyjącym, lekko zagubionym i zdziwionym, męskim towarzystwie. Zmiana miała mieć czysto symboliczny charakter. Nazwa Duszę Wypuścił promieniowała smętnością, potrzeba było nowej jakości dziadostwa i znalazłem ją w rosyjskiej części Azji. Nie jest to jednak permanentny wybór i w kolejce do sławy czeka już kolejna nazwa – dziecko rewolucji październikowej i duchowych fikołków. Ale zasadniczo mógłbym zamiast tego wszystkiego napisać, że wyraźnego powodu nie było i nie będzie.

Dlaczego właśnie Wędrowcy~Tułacze~Zbiegi? Topos wędrowca – tułacza jest dość powszechny, skąd inspiracja do nazewnictwa? Czy ma to jakieś odniesienie do biblijnego Kaina, który po swoim występku, został skazany właśnie na bycie „tułaczem i zbiegiem” lub w innym przekładzie „tułaczem i wędrowcem na ziemi”. Czy jesteście takimi świadomymi buntownikami – specjalistami od buntu? Przekornymi poszukiwaczami?

Wędrowcy, Tułacze, Zbiegi to prawosławna sekta założona przez dezertera w końcówce XVIII wieku. Dla tych dla których najistotniejsze jest zbawienie duszy, WTZ zalecają ucieczkę w las w myśl słów „Wędrowcy, nic wspólnego z tem życiem nie mają; kto zaś przywiązuje się do świata, ten razem z nim zginie”. My las już mamy w sobie, więc pozostało nam pałętanie się po duchowych i emocjonalnych śmietnikach. Do Kaina nam daleko… już bardziej jesteśmy Ahaswerami. Również wielokrotnie znieważaliśmy, jednak w odróżnieniu od tego żyda, my gubiliśmy życie a nie śmierć.wtz2

Zarówno Duszę Wypuścił jak i obecnych Wędrowców~Tułaczy~Zbiegów wydaje Devoted Art Propaganda. Sądząc po bardzo ograniczonych limitach i wydawaniem tychże na taśmach lub winylach, uparcie stroniąc od powszechnych CD-ków, można stwierdzić, że nie kierujesz się z pewnością chęcią zysku. Dlaczego wybrałeś akurat Devoted Art Propaganda? Czy nie myślałeś nad przejściem do większej wytwórni? Wszak Sars jest personą znaną w podziemiu.

DAP to manufaktura, która idealnie odpowiada moim potrzebom. Współpracujemy na płaszczyźnie, której daleko do typowych kontaktów zespół-wydawca. Mam wrażenie, że zarówno Cezarowi z DAP jak i mi chodzi o odtańczenie tego życia przy akompaniamencie trupich dźwięków, przy zapachu kiełbasy smażonej z cebulą i z ciepłą wódką w gębie . No i jak na każdej dobrej imprezie, tutaj pieniądze się wydaje a nie zarabia. Cały tabor się niespiesznie toczy w stronę zachodzącego słońca i w pierwszym wozie już szykujemy z DAP kolejne wypady w step. Większa wytwórnia to większe problemy, konieczność większego zaangażowania i więcej roboty. To są trzy rzeczy, których nie chcę. Ponadto uważam, że WTZ to nisza w dole zasypanym wapnem i nawet tak sławna i podziwiana w podziemiu persona jak Sars nie przekona do siebie i swoich hałasów dużej wytwórni. Nie po drodze nam wszystkim. Oni jadą sprowadzanym z Niemiec BMW a my naprawiamy Jelcza w lesie.

We wkładce do „Kiedy deszcz zaczął padać na zawsze?” zamiast przykładowo tekstów, znajdziemy garść zagadnień z astronomii, m.in. krzywe zmian blasku typowych gwiazd zmiennych różnych typów opisane tytułami utworów, czy zdjęcia Saturna sprzed prawie 100 lat. Skąd ten pomysł?

Pomysł jest z kosmosu.

Saturn wydaje się być symbolem znaczącym. Prócz wspomnianej już wkładki, pojawia się w tytule utworu czwartego oraz na samej okładce. Widniejące nań hasło „I dupnie promień z Saturna i bydzie koniec świata” kojarzy mi się z pewnym surrealistycznym filmem (chodzi oczywiście o „Angelus”), a to z kolei przywodzi na myśl wizję końca świata według Janowskiej Grupy Okultystycznej, powstałej na Śląsku w latach 30-tych ubiegłego wieku, która zrzeszała malarzy nieprofesjonalnych, posiadających wspólną wizję świata i wspólne zainteresowania, w krąg których wchodził m.in. okultyzm, mistycyzm czy parapsychologia. Określana była mianem „fenomenu na skalę światową”. Jaki jest Twój stosunek do wspomnianej grupy? Czy w jakimś stopniu podzielasz ich wizję?

Teoretycznie różnimy już u podstaw. I tu nie chodzi tylko o to, że oni byli (niektórzy jeszcze w sumie są) utalentowanymi, nie tylko w malarstwie, ale też w swej szczerości, artystami a ja jestem 30 letnim mentalnym dziadem. Ich wizja świata osadzona była głęboko w chrześcijaństwie i mimo okultystycznych wtrąceń, ta wizja była bardzo spójna. Dla mnie to dość odległy świat. Doceniam jednak ich umiejętność patrzenia i widzenia a nie tylko patrzenia. A widzieli to co najistotniejsze, pomiędzy tym co pozornie jest ważne. Oni stali w jednym szeregu z innymi, ale zwróceni byli w drugą stronę. To fajne miejsce w szeregu, szczególnie, że nie da się dziś nie stać w szeregu. Chyba, że pierdolniesz sobie w łeb, ale to i tak się automatycznie wypisujesz z jednego szeregu i wpisujesz do innego. Abstrahując od niezdrowej podniety wyczynami tych panów, warto wspomnieć że ich wartością jest to nie jacy byli ale jacy chcieli być. Cała historia Janowskiej Gminy Okultystycznej jest świetną historią, świetnie przedstawioną przez Lecha Majewskiego we wspomnianym przez Ciebie filmie. On w tym filmie powiedział o nich wszystko, tak naprawdę nie mówiąc nic! Zauważ, że metaforyczny motyw uratowania ziemi przed promieniem z Saturna, w kontekście okładki WTZ, stawia nas po drugiej stronie barykady. Jesteśmy celowniczymi! C’est la vie!wtz5

Kolektyw Let The Word Burn, którego jesteś częścią, zdaje się być podobnym fenomenem, choć zamiast sztuki malarskiej prezentuje sztukę muzyczną. Nie sposób odmówić Wam nietypowej wizji świata i przemycania w swojej twórczości m.in. motywów filozoficznych, rodzimowierczych czy światopoglądowych. Nie sądzisz, że porównywanie Was do wspomnianej wyżej grupy może mieć jakiś sens?

Na początku XX wieku bolszewicy wcielali w życie dość nietypową wizję świata, w której przemycali motywy filozoficzne i światopoglądowe. Czy jesteśmy więc bolszewikami ? Zasadniczo nie jesteśmy ani filozofami, ani rodzimowiercami ani „światopoglądowcami”. To inni w taki sposób odczytują to co my w muzykę wkładamy tak po prostu. Nie gonimy się z nikim i mamy ten wewnętrzny komfort, że możemy być szczerzy. Tutaj możemy mieć więc coś wspólnego z Ociepką, Gawlikiem, Sówką i innymi.

Zanim zacznę drążyć w muzycznej warstwie sprezentowanej niedawno taśmy, chciałabym podpytać o warstwę liryczną. Autorką części tekstów jest niejaka Ewa Górska, która wspierała wokalnie twoje muzyczne wizje w Duszę Wypuścił. Domyślam się, że teksty te nie powstały na potrzeby wydawnictwa. Jak nawiązała się ta współpraca? Kim jest ta niewiasta o cudownym głosie?

Autorka tekstów jest jedną z trzech wokalistek, które tańczyły w DW. Teksty rzeczywiście nie były dedykowane dla WTZ jednak okazało się, że z tej mąki będzie chleb. W pierwotnej wersji teksty te miały być zaśpiewane przez 3 wokalistki, ale musiały się wszystkie udać na Babią Górę, więc zamieszki na WTZ wywołali i prowadzili panowie. Dotychczas nie opowiadałem w wywiadach zbyt dużo o niewiastach o cudownym głosie, więc niech tak zostanie.

Część tekstów ma charakter niejako ludowo-balladowy, są to opowieści o wisielcu, utopcu i czarcie. Czy wciąż żywe ludowe legendy, tradycje Śląska w dzisiejszych czasach mają dla Ciebie jakieś znaczenie? I jeszcze Gilgamesz. Fragment eposu o sumeryjskim herosie wplatasz w tekst ostatniego utworu. Dlaczego wybór padł właśnie na tak archaiczny tekst?

Ludowe legendy to ostrzeżenia, przestrogi i moralizatorskie opowieści. Taką też funkcje pełnią utopce, południce i inne istoty z tamtego świata… to wyjaśnienie jest jednym z najbardziej chujowych i smutnych jakie znam i wpisuje się idealnie w panujący dziś paradygmat. Ja jednak gotowy jestem twierdzić, że kiedyś świat był inny i te 100-200 lat temu, w ciemnościach o których ludzie bali nawet myśleć, czaiły się i iskrzyły mądre ślepia, które z niezrozumieniem obserwowały zatopioną w księżycowym świetle wieś. Czy te oczy były prawdziwe, czy były tylko manifestacją wewnętrznego lęku to już inna, nieistotna sprawa. Było wtedy mniej, było wtedy lepiej, było wtedy ciszej. To ma dla mnie znaczenie. Epos o Gilgameszu jest manifestacją dumy. Wyprostowana sylwetka, oczy wpatrzone w odległe niebo, w sercu las a daleko z tyłu codzienność błagająca o uwagę. Brakowało mi czegoś takiego w mojej muzyce, brakowało mi tego T-34 któremu nie groźne są leje po bombach i błoto. Gilgamesz okazał się nie tylko wspaniałym towarzyszem lektury ale też plastycznym materiałem dla piosenkarza. Można by dać się ponieść i krzyknąć ZWYCIĘSTWO!wtz4

Muzycznie „Kiedy deszcz zaczął padać na zawsze?” jest moim zdaniem bardziej „przystępne”, niż to co tworzyłeś w Duszę Wypuścił. Zarówno teksty jak i muzyka układają się w wizję mocno alternatywnej biesiady. Pewna złowrogość przeplata się z chwytliwymi melodiami, prostymi rytmami. Co skłoniło Cię do takich niebanalnych połączeń? Właściwie rezygnujesz też z mocno obecnej w Duszę Wypuścił elektroniki.

Z niczego nie rezygnuję. Robię nadal wszystko. Zaraz po splicie z Licho pojawiła się w mojej głowie wizja muzyki spoconego, dusznego lata, pachnąca świeżo skoszoną trawą. Dlatego więc muzyka na KDZPNZ to głównie akordeon, tamburyn, cymbałki i dwa wrześniowe wieczory poświęcone na nagranie. Jak już napisałem na początku, staram się systematycznie cofać. Idealnie będzie jak nagram 3 dźwięki i usatysfakcjonowany powiem, że to już wszystko i mogę się zbierać. Ogólnie to wszystko można skwitować stwierdzeniem, że nagrywam taką muzykę jakiej sam bym chciał słuchać.

Twoje autorskie projekty to wyraz twórczej, niczym nieograniczonej, wolności. Czy na chwilę obecną jesteś w stanie powiedzieć cokolwiek na temat ewentualnych przyszłych poczynań? Czy będzie to wędrówka w podobne rejony? A może kolejna, odmienna odsłona własnych wizji?

Jak tylko naprawimy Jelcza to zawracamy!

Rozmawiała Justyna Bochenek

Zdjęcia: archiwum zespołu