WATAIN ‒ Polowanie musi trwać

Ich albumy „Casus Luciferi” czy „Lawless Darkness” w oszałamiającym tempie zdobyły powszechne uznanie sceny black metalowej. Swoje doskonałe nagrania Szwedzi z Uppsali dodatkowo wspierają ekscytującymi i realizowanymi z rozmachem koncertami na całym świecie. Nakładem Century Media w sierpniu tego roku ukazał się ich długo oczekiwany, piąty studyjny materiał The Wild Hunt. Nie spotkał się z tak jednogłośnym chórem zachwytu, jak poprzednie wydawnictwa, ale jest prawdopodobnie najciekawszym i najbardziej intrygującym dziełem w historii zespołu. O szczegółach dotyczących płyty, współpracy ze Zbyszkiem Bielakiem oraz życiu poza trasą rozmawiałem z frontmanem szwedzkiej ekipy – Erikiem Danielssonem.

Erik, w jednym z wywiadów powiedziałeś, że każdy z albumów Watain to odrębna historia. W związku z tym jaka jest historia „The Wild Hunt”?

Płyta „The Wild Hunt” ma dla mnie wiele znaczeń. Postrzegam ją jako dość szeroki koncept. Najprościej mówiąc, to co robimy z Watain, patrząc z perspektywy mitologicznej, ma swoją duchową stronę oraz tę zwykłą, przyziemną. „The Wild Hunt” to droga, którą obraliśmy, to nasza pielgrzymka, niebezpieczna i ryzykowna podróż, podczas której zapuszczamy się wEster Segarra nieznane. Symbolizuje nasze dążenie do ostatecznej wolności, poszukiwanie innej rzeczywistości. Świata bez słów, bez kształtów, bez nazw, bez życia, bez śmierci.

Wasza poprzednia płyta „Lawless Darkness” była reklamowana jako album, za pomocą którego odrodzi się black metal. Uważasz, że to zwykły slogan marketingowy czy faktycznie była to płyta przełomowa?

W mojej opinii jest to niezwykle ważny dla sceny black metalowej album. Dzięki tej płycie wyszliśmy przed szereg i stanęliśmy na czele całego nurtu. Jesteśmy pierwszym zespołem od lat, który swoją postawą w pełni odzwierciedla czym jest black metal, ale także bezwzględnie trzyma się korzeni gatunku. Mam tu na myśli fanatyczne oddanie naszej sprawie, paląca pasja dla tego, co robimy, brak zgody na jakiekolwiek kompromisy oraz nieprzezwyciężona i niezłomna wola działania.

Autorem obrazu zdobiącego okładkę „The Wild Hunt” jest Zbyszek Bielak. Zresztą pracowaliście już wcześniej przy „Lawless Darkness”. Jak wygląda Wasza współpraca?

„The Wild Hunt” to pojemny koncept, który wymagał niezwykle posępnego, ale także głębokiego i pojemnego obrazu. Zbyszek świetnie urzeczywistnił naszą wizję, którą przekazaliśmy mu za pomocą być może dość zawiłych słów. Pracowaliśmy już wcześniej, więc obie strony wiedziały czego się spodziewać. Oczywiście trochę to trwało, bo każdy jeden szczegół był długo dyskutowany i omawiany. Obraz przedstawia łupy, które weszły w nasze posiadanie. Każdy przedmiot jest pewnym odniesieniem, metaforą. Pewne treści zaszyfrowane zostały właśnie pod postacią symboli.

 polowanie musi trwać

polowanie musi trwać

W wywiadzie dla Terrorizera powiedziałeś, że mieszkasz w chatynce na jakimś pustkowiu. To była przenośnia czy faktycznie tak wygląda Twój dom?

To nie żarty. Naprawdę mieszkam w bardzo odosobnionym miejscu. Jest to zupełne pustkowie otoczone polami. To bardzo ważne dla mnie miejsce. Szczególnie kiedy wracam tam po całym zamieszaniu związanym z życiem w trasie. Graniem na całym świecie, poznawaniem setek nowych ludzi, nierzadko użeraniem się z niuansami i pierdołami. Po trasie potrzebuję samotności, przestrzeni i czasu wyłącznie dla siebie, gdzie mogę skupić się na sprawach, które mają dla mnie wartość. Każdy z Watain ma podobnie. Różnica polega na tym, że pozostałe chłopaki mieszkają odrobinę bliżej Uppsali, a ja jednak trochę dalej.

Czy w Twojej opinii Watain i Electric Wizard łączy cokolwiek? Oczywiście gracie w innej stylistyce, ale diabelstwa jest w Was chyba równie dużo. Jestem ciekawy jak odbierasz ich nagrania?

Myślę, że mamy akurat zupełnie inne podejście do spraw związanych z religią, ale naturalnie zauważam pewne elementy wspólne. Bardzo lubię ich muzykę. Co więcej, rozmawialiśmy nawet kiedyś o wspólnej trasie. Może w przyszłości uda się ją zrealizować. To byłby dobry pomysł, bo mamy wiele wspólnych pasji.

Nergal kilka razy występując w polskiej telewizji miał na sobie koszulki Watain. Przy okazji spraw sądowych oraz muzycznego reality show, w którym brał udział. Czy takie rzeczy mają dla Ciebie jakiekolwiek znaczenie?

Nie przywiązuję do takich spraw wielkiej wagi, ale przyznam się, że z zainteresowaniem śledzę sprawę sądową Nergala o obrazę uczuć religijnych. Jest moim przyjacielem i mamy dla siebie dużo szacunku. Jego zacietrzewienie, upartość i wola bardzo mnie inspirują. Watain

Wasze rodzinne miasto Uppsala jest znane między innymi z tego, że pochodzą z niego takie osobistości jak Anders Celsjusz, Ingmar Bergman, Dag Hammarskjold czy Hans Blix. Jak się czujesz w takim towarzystwie?

Bardzo dobrze, dzięki. Warto jeszcze wspomnieć także o innej niezwykle fascynującej postaci, Peterze Nilsonie (1937-1998). On też pochodził z Uppsali. Był przede wszystkim astronomem, ale także pisarzem wstrząsających powieści grozy. Warto zapoznać się z jego dorobkiem. Jego dzieła są pełne radykalnych teorii i ciekawych idei.

Mam poczucie, że muzyka Watain i film Nicolasa Winding Refna „Valhalla Rising” (2009) tworzą ze sobą niezamierzoną, ale dopełniającą się całość. Znasz ten film?

Sam osobiście nie zauważyłem jakichś elementów łączących naszą twórczość z tym filmem, ale z drugiej strony trudno mi jest odnosić się do mojej własnej twórczości. Watain to nierozerwalna część mnie, więc moje spojrzenie na zespół i naszą muzykę byłoby prawdopodobnie niezrozumiałe dla kogoś innego. Mimo to interesują mnie takie porównania i uwagi, z chęcią ich słucham, bo to jest ciekawe. Z tego, co pamiętam film był świetny, więc jeśli będą oglądał go po raz drugi to zwrócę uwagę, na to, co mówisz.

Używając najprostszych słów, jak określiłbyś najważniejszą wartość jaka istnieje dla Watain?

Wolność.

Erik, dzięki za wywiad. Do zobaczenia po drugiej stronie…

Być może się tam spotkamy, kto wie, być może tak się stanie…

Rozmawiał: Adam Drzewucki

Zdjęcia: Archiwum zespołu/Ester Segarra/Linda Åkerberg