VEDONIST – czuć chemię…

Z Danielem Szrederem – organizacyjnym mózgiem stołecznego Vedonist rozmawiamy m.in. o zmianach w składzie grupy, nowej płycie w barwach Witching Hour Productions, wzmożonej działalności koncertowej – w tym na europejskich festiwalach.

Pierwsze pytanie jakie w ogóle nasuwa mi się na myśl, gdy słyszę nazwę Vedonist to, dlaczego tak długo musieliśmy czekać na nowy album? Już po wydaniu „The World Of Reversed Decalogue”; twój brat mówił, że większość materiału na nowy album jest gotowa. Zatem, co spowodowało tak długą przerwę od nowych nagrań?

Na tę przerwę miało wpływ wiele czynników… Od wydania „The World Of Reversed Decalogue” zagraliśmy 6 dużych tras po Polsce oraz sporo pojedynczych koncertów. Tak naprawdęDaniel Szreder promocję koncertową poprzedniego albumu skończyliśmy dopiero pod koniec 2010 roku na drugiej części Rebellion Tour, na której graliśmy wraz z Decapitated i Hate. Musieliśmy także uzupełnić skład, gdyż nagrywanie płyty z muzykami sesyjnymi mijało się z celem. Nagrania rozpoczęliśmy na przełomie 2011 i 2012 roku, ale ze względu na codzienne obowiązki oraz na to, że nagrywaliśmy we własnym studio, bez ciśnienia czasowego, proces nagrywania nam się przeciągnął. Na szczęście, jestem zadowolony z efektu końcowego, więc nie narzekam na długi czas poświęcony na produkcję „A Clockwork Chaos”.

Wspominasz o zmianach w składzie. Według mnie, za każdym razem kiedy dołączał do Was – choćby sesyjnie – gitarzysta, byli to ludzie reprezentujący bardzo wysoki poziom, znani w death metalowym środowisku. Najciekawszą postacią był Hubert z Banisher. Jego obecność w tym zespole od samego początku miała sesyjny charakter?

Status Huberta w zespole nie do końca był jasny. Na początku miał być muzykiem typowo sesyjnym, z czasem zaczęliśmy się zgrywać jako przyjaciele i muzycy. Hubert ma jednak od lat Banisher, w którym zresztą przez jakiś czas wraz z Xanem tworzyliśmy sekcję rytmiczną, i zaczynało mu brakować czasu na dwa zespoły. Ostatecznie nasze drogi się rozeszły, ale dalej pozostajemy w świetnych relacjach.

ArturDziś w składzie macie nie tylko nowego, permanentnego gitarzystę – Domina, jak i nowego krzykacza, znanego śląskim fanom metalu – Pacha z HugeCCM. Łukasz wcześniej zagrał z wami serię koncertów i zdecydowanie tchnął nowego ducha w stare utwory. W którym momencie złapaliście się na tym, że „to jest to”, i warto Łukasza zatrzymać na dłużej? Pachu przecież znacząco odstaje od Vommbatha i Daffy’ego…

Z Pachem znamy się kupę lat i zawsze byliśmy dobrymi kolegami. Kiedy przed trasą z Decapitated odszedł od nas z powodów zawodowych Vommbath, poprosiliśmy Pacha o pomoc. Od pierwszych koncertów czuć było między nami chemię na scenie, nie mówiąc już o tym, jak idealnie Pachu wpasował się w rock’n’rollowy styl bycia zespołu. Po trasie postanowiliśmy kontynuować współpracę, której efektów można posłuchać na nowym albumie. Uważam, że wokale na „A Clockwork Chaos” są najlepszymi ze wszystkich nagranych na płytach Vedonist i, sądząc po recenzjach, moja opinia nie jest odosobniona.

Najbardziej charakterystyczny utwór, właściwie dokładnie odwzorowujący zmiany i na płaszczyźnie muzyki, brzmienia czy właśnie wokali, to singlowy i promowany lyric video, bardzo motoryczny i groove’ujący „Internal Bleeding”. Wybór tego utworu był dla Was oczywisty?

Jest to utwór, który powstał jako jeden z pierwszych na nowy album i był pierwszym zgrywanym przez nas kawałkiem na próbach. Mam więc do niego specyficzny sentyment. Dodatkowo od trasy z Vader otwieramy nim wszystkie koncerty i reakcja publiki jest zawsze bardzo pozytywna. Nie wiem, czy jest to najbardziej charakterystyczny utwór, ale ma świetny feedback wśród ludzi, więc cieszę się, że go wybraliśmy.

 czuć chemię...

czuć chemię…

Przez lata zespół Vedonist zdążył sobie wyrobić miano jednego z najciężej pracujących w death metalowym środowisku. Niestety, ten nasz nieszczęsny underground nigdy nie darzył was szczególnym uczuciem, być może . Myślisz, że teraz, kiedy materiałem, jego promocją i wydaniem zainteresował się Bart z Witching Hour Vedonist zjedna sobie przychylność „true” metali? Jest to Wam w ogóle potrzebne? Jaki jest aktualny target Vedonist?

Nie wiem, czy chodzi nam o przychylność „true” metali, bo kim oni właściwie są? Mam nadzieję, że dzięki współpracy z Bartem dotrzemy do jak najszerszego grona ludzi, którzy zainteresują się naszym nowym wydawnictwem. Uważam, że każdy odbiera muzykę na swój własny sposób, a czy ludzie pod sceną będą ubrani w ramony, katany czy kolorowe koszulki z wizerunkiem Kapitana Bomby nie robi nam absolutnie żadnej różnicy. Ważne są emocje, jakie zachodzą między nami a publiką podczas grania na żywo i w zasadzie głównie to się dla nas liczy.

Na ponad pół roku przed podpisaniem dealu z wytwórnią, materiał testowaliście na trasie z zespołem Vader. Te kilkanaście koncertów było zarówno przypomnieniem o swoim istnieniu jak i starciem z kolejnym pokoleniem fanów death metalu. Jakie wnioski wyciągnęliście z tego „testu”?

Na pewno takie, że Kuba i Vacek, czyli technika Vader’a, to zajebiści koledzy, ale przebywanie z nimi do późnych godzin nocnych ma wpływ na nasz koncert następnego dnia, he, he. A takDomin na poważnie, były to pierwsze występy na żywo w nowym składzie i z nowym materiałem. Nie obyło się bez stresu przed pierwszymi koncertami, ale reakcja fanów na nowe brzmienie Vedonist była niesamowicie pozytywna i upewniła nas w przekonaniu, ze obrana przez nas ścieżka była tą właściwą.

Kolejne koncerty to pojedyncze sztuki w ramach różnorakich plenerowych imprez. „A Clockwork Chaos” promowaliście m.in. na Metal Feście w Jaworznie. Jak oceniasz waszą obecność na tej imprezie? Wolisz grę w klubie czy na świeżym powietrzu?

To wszystko zależy od danej imprezy. Zazwyczaj wolę Open Air’y szczególnie, jeżeli trafia nam się slot wieczorem, gdzie można pobawić się w fajną oprawę świetlną koncertu. Jeśli chodzi o wspomniany Metalfest, to była to dla nas ciężka sztuka. Ja z powodów organizacyjnych nie spałem prawie od tygodnia i byłem totalnie wykończony. Dodatkowo przez trzy dni festiwalu świeciło słońce i było wręcz nie do wytrzymania z powodu panującego upału, a tuż przed setem Vedonist przyszła taka nawałnica, że ze względów bezpieczeństwa trzeba było przerwać festiwal… Na szczęście, po niecałej godzinie zaczęło wychodzić słońce, nastąpiła lekka roszada w kolejności zespołów i udało nam się zagrać. A jak było, ciężko mi ocenić – powinny się wypowiedzieć osoby, które stały po drugiej stronie barierek, choć z usłyszanych opinii było OK.

Festiwal zakończył się sukcesem. Tegoroczna druga już edycja pozwala wierzyć w sens organizacji takich imprez w Polsce. Jednakże, zawsze jest coś do poprawy. Co ty zarówno z perspektywy muzyka jak i organizatora koncertów chciałbyś poprawić w tym evencie?

Wiesz, ciężko jest mi odpowiedzieć na to pytanie, biorąc pod uwagę fakt, że byłem współorganizatorem tego wydarzenia. Uważam, że festiwal typu Open Air w Polsce ma sens, w przeciwnym wypadku bym się za to nie brał. Oczywistym jest, że już w trakcie trwania festu wiedzieliśmy, co należy poprawić i zmienić w przyszłym roku, ale szczegóły pozwolę sobie zachować dla siebie. Dowiesz się, o co mi chodziło, obserwując przyszłoroczną edycję.

Vedonist w akcji

Vedonist w akcji

Gig w Jaworznie to before przed wypadem na Ukrainę, gdzie będziecie dzielić scenę m.in. z Dying Fetus. Gra niejako u boku takich kapel w ogóle (jeszcze) ma na was jakikolwiek wpływ?

Zawsze fajnie jest grać z zespołami, które w jakimś stopniu Cię kiedyś inspirowały, tym bardziej, że z wieloma z nich utrzymujemy stosunki koleżeńskie. Metal Head’s Mission na Krymie to wyjątkowy festiwal, gdyż odbywa się na plaży nad Morzem Czarnym. Jest to największa impreza w Europie Wschodniej, jest parę tysięcy ludzi pod sceną, a zespoły z Polski mają zawsze bardzo ciepłe przyjęcie. Graliśmy tam z Vedonist w 2009 roku i nie możemy się doczekać, kiedy po czteroletniej przerwie znów staniemy na tej samej scenie.

Gdybyś miał wskazać zespół z którym chciałbyś zagrać trasę, była by to kapela z death metalowego środowiska? A może z przeciwnego bieguna? Trasy jednorodne gatunkowo mają jeszcze sens?

Uważam, że mają sens, gdyż mają swoich odbiorców. Sam jednak wolę imprezy wielogatunkowe, np. zderzenia hardcore’u i metalcore’u z czymś bardziej ekstremalnym, bo wtedy młode Pachupokolenie fanów, idące na występ ulubionego zespołu, ma możliwość poznania kapel z przeciwnego bieguna, na które w inny sposób może nigdy by nie natrafiło. Gdybym mógł wybrać jakikolwiek zespół, przed którym Vedonist miałby okazję zagrać w roli otwieracza, na pewno byłby to Rammstein. Nie dość, że bardzo cenię sobie ich twórczość, to jeszcze mają najlepiej wyprodukowane koncerty ze wszystkich zespołów rockowych na świecie. Przebywanie z nimi na trasie musi być niesamowitym przeżyciem.

Zgadzasz się z dość niefortunnym stwierdzeniem, że supporty utrzymują gwiazdy wieczoru? Zjawisko pay-to-play zapewne nie jest Ci obce…

Chyba wszyscy, którzy siedzą w jakimś stopniu w branży metalowej, wiedzą, co masz na myśli… Nie zgadzam się jednak z Twoim stwierdzeniem, bo zazwyczaj w tej formule nie chodzi oŁukasz Szreder opłacenie headliner’a. Jeśli mamy do czynienia z trasami undergroundowymi, pieniądze pobierane od supportu pokrywają ich własne przejazdy, backline, nagłośnienie, technikę na scenie itp. W przypadku dużych tras są to wyższe kwoty, ale też koszty produkcji są znacznie większe. Szczerze mówiąc, nie spotkałem się z sytuacją, w której taka kwota trafiłaby bezpośrednio do zespołu, a nie managementu, promotora, czy agencji koncertowej..

Jak bronić się przed takimi zagraniami „rynku”? Czy jest to w ogóle możliwe? Wydaje mi się, że dziś jeśli nie żyjesz na kredyt w kapeli, nie masz żadnej szansy na to aby wybić się poza własne krajowe podwórko.

Nie wiem w ogóle, czy jest jakakolwiek realna szansa na obronę przed takimi sytuacjami… Jest to smutna reguła, do której trzeba się chyba po prostu przyzwyczaić. Co do drugiej części Twojego pytania, to nie do końca się zgodzę, gdyż są w Polsce przykłady zespołów, którym w jakiś sposób się to udało, jak choćby Behemoth, Vader, Decapitated, Hate… Nie jest to na pewno łatwe, aczkolwiek przy wytrwałym dążeniu do obranego przez siebie celu, nie ma rzeczy niemożliwych.

Miejmy nadzieję, że ominie to Vedonist. Dzięki za Twój czas. Do zobaczenia na koncertach.

Również dziękuję. Do zobaczenia!

Rozmawiał Grzegorz „Chain” Pindor

Zdjęcia: Archiwum zespołu