VAPOUR TRAILS – Trochę inne piosenki

Nowa, choć już doświadczona twarz na polskiej scenie rockowej alternatywy. Powłóczyste spojrzenie w stronę Wysp. Solidny przester i chowane na razie gdzieś za plecami klawisze. Szczypta hałasu i sporo solidnego, miejscami nieco melancholijnego grania. Indie rock z dużymi szansami na coś więcej. Promowana właśnie płyta Vapour Trails stała się pretekstem do rozmowy z szefem zespołu, znanym też z Komet i utytułowanego Phantom Taxi Ride (z którego wykluł się Vapour Trails…), Krzysztofem Rychardem, który wyjaśni parę kwestii i rozwieje wątpliwości. Zapraszamy!

Pierwsza rzecz, jaka nasuwa mi się w związku z zespołem, jest taka, że strasznie tajemniczy z Was projekt. Informacji prawie żadnych, strony nie ma… Skąd to kamuflowanie?

Myślę, że nie aż taki tajemniczy (śmiech…). Na naszym facebooku są wszystkie informacje o nas oraz odnośniki do strony naszej wytworni Sonic, gdzie również można je znaleźć. Jeżeli chodzi o oficjalną stronę, aktualnie jesteśmy w trakcie jej przygotowywania. Myślę, że niedługo powinna ruszyć.

Powstanie zespołu zawsze wiąże się z pewnymi wydarzeniami, iskrą itp. Wy wyrośliście niejako na gruzach formacji Phantom Taxi Ride. Co ta zmiana symbolizuje? Nowe otwarcie? Nowy kierunek muzyczny itp?

Vapour Trails częściowo jest kontynuacją PTR – w tym sensie, że cały czas jest to gitarowe granie. Jednak nowe utwory brzmią już trochę inaczej, wydaje mi się że są bardziej dojrzałe. Myślę tutaj m.in o „Teenage Heart”, „Planet D.” czy „Postcard From Serbia”. U nas na ten nowy początek i nazwę złożyło się parę wydarzeń – zmiana składu, wydanie płyty, oraz po prostu trochę inne piosenki.VT1

Vapour Trails muzycznie balansuje na granicy szeroko rozumianego rocka i nowoczesnego indie. Czyli muzyki, która jeszcze niedawno w Polce była postrzegana jako coś gorszego, bo de facto nie związanego z żadną sceną, ruchem itp. Czy myślisz, że dzisiaj rynek „znormalniał” czy nadal takie zespoły jak VT odstają?

Nie zgadzam się z tezą, że muzyka indie była w Polsce postrzegana jako coś gorszego. Nigdy nie miałem takiego poczucia. Był okres, kiedy tworzyły się zalążki tego młodego, gitarowego grania – okolice 2007/2008 roku – wtedy bardzo aktywnie na tym polu działał Piotr Stelmach z Trójki, wydając składanki Offensywa 1, 2 i Offsesje. Zespoły z tych składanek – min. Muchy, L.Stadt, Car Is On Fire, Renton, Hatifnats, czy właśnie Phantom Taxi Ride występowały na Offie, Openerze i innych festiwalach. Myślę, że to właśnie była młoda, polska scena indie rockowa. Dzisiaj jest trochę inaczej – po pierwsze, ludzie rzadziej chodzą na koncerty, częściej na imprezy taneczne, różnego rodzaju live acty, czy występy producenckie. Nie mówię, że w tym jest coś złego, to trochę znak czasów. Mówię tu o Polsce – bo np. w Anglii prym cały czas wiodą gitary, może w trochę mniejszym stopniu niż parę lat temu, ale jednak. Tam włączając np. Xfm (jedna z bardziej popularnych stacji, powiedzmy tak jak RMF u nas…) usłyszysz Jamie T, Blur, Strokes, czy Suede. U nas te zespoły z reguły usłyszysz tylko w alternatywnych audycjach. Także Vapour Trails, grając rock’n’rolla inspirowanego brytyjskim, gitarowym hałasem, ma u nas trochę pod górkę. Zwłaszcza w dobie mody na elektroniczne i folkowe składy. Ale uważamy, że żywa, rock’n’rollowa muzyka jest ponadczasowa i na pewno nie zamierzamy zmieniać się, żeby trafić w czyjeś gusta.

Właśnie – brytyjska alternatywa, brit pop itp. Przyznam bez bicia, że kiedyś krzywiłem się na taką muzykę, dzisiaj mnie fascynuje a jednak nie do końca wiem dlaczego. Może mnie oświecisz? Co takiego intrygującego jest w brytyjskim graniu? Ta wrodzona arogancja?

Uwielbiam gitarową scenę brytyjską lat 90. – na niej się wychowałem, wtedy też zaczynałem grać na gitarze i śpiewać. Do dzisiaj słucham Blur (to zdecydowanie mój ulubiony zespół) – świetne, przenikliwe, socjologiczne teksty, nieprzewidywalna muzyka i harmonie no i… dobra zabawa. Uwielbiam płyty „Blur”, „Think Tank”, czy „Parklife”. Czuło się, że to jest głos pokolenia w Anglii, to wtedy na prawdę była duża rzecz. Myślę tutaj o takich zespołach jak Suede, Pulp, Radiohead, Supergrass, czy Oasis (tutaj zdecydowanie można przytoczyć arogancję o której piszesz, ale ona też miała w sobie coś pociągającego, ludzie za tym szli). Te zespoły grały na prawdę świetną, inteligentną muzykę, a przy tym poruszali serca ludzi. Do dziś żałuję, że nie mieszkałem wtedy w Anglii…

Cały czas uważam, że naszej scenie indie tego brakuje – takiej buty, która hipnotyzuje i ujmuje w pewien, może nawet skandalizujący kontekst, muzykę. Właśnie dlatego brytyjskie zespoły będą pamiętane. Jesteśmy trochę zbyt, hmmm, skupieni na muzyce jako takiej. Drażni mnie to sławetne „my tylko lubimy grać”.

Masz rację, mi też tego trochę brakuje. My przede wszystkim wywodzimy się z innej kultury – tam byli Stonesi, Sex Pistols, The Who, The Kinks – ci, którzy później zakładali zespoły, o których pisałem wyżej, mieli trochę inne wzorce niż u nas. No, ale tego nie przeskoczymy.

A co dajemy w zamian? Co daje np. Vapour Trails? Czy jest coś takiego jak, nazwijmy to, ideologia/przekaz VT?

My dajemy słuchaczom płytę, w którą przede wszystkim włożyliśmy nasze serca. Płytę energiczną, głośną, ale miejscami też melancholijną. Płytę, z której jesteśmy dumni i którą uwielbiamy grać na żywo. Ale nie jesteśmy zespołem, który w warstwie lirycznej ma jakąś jedną, konkretną ideologię/przekaz. Piszemy piosenki o zwykłych, uniwersalnych ludzkich sprawach. Ja też nigdy nie słuchałem zespołów, które za cel obrały sobie szerzenie jakiejś konkretnej ideologii, nie interesowało mnie to.

Na Waszej płycie biją się o palmę pierwszeństwa świetne melodie („Teenage Heart” to murowany przebój), gitarowy hałas i elementy syntetyczne, które dodają muzyce zaskakującego wyrazu. Zastanawiam się, ile jest w tym spontaniczności a ile premedytacji?

Dziękujemy, miło to słyszeć. Tutaj nie było żadnej kalkulacji – napisaliśmy i nagraliśmy numery dokładnie w taki sposób jak czuliśmy. Dla mnie najważniejsza w utworach jest zawsze melodia, to ona sprawia, że albo chcę czegoś słuchać albo nie. Jednocześnie, jak słusznie zauważyłeś, na płycie pojawia się też elektronika – i to też było dla nas naturalnie. Ja słucham bardzo różnej muzyki, nie tylko rock’n’rolla. Bardzo lubię np. solową płytę Thoma Yorke’a „The Eraser”, czy jego projekt Atoms for Peace.

Wyprowadź mnie z błędu, ale mam wrażenie, że proces nagrywania i budowania płyty był dość burzliwy – naliczyłem aż… siedem studiów nagraniowych, w połowie numerów na perkusji grał Dariusz Gosk, zresztą gości jest sporo. robi się z tego niezłe zamieszanie. Skąd ten tumult? A może rozmach? Trudno było wszystko ogarnąć w jednym miejscu i czasie?

Rzeczywiście, nagrywaliśmy płytę w różnych studiach. Z jednej strony było to spowodowane tym, że najpierw szukaliśmy miejsca, żeby dobrze nagrać perkusję – to zawsze jest najtrudniejsze, musi być odpowiednie pomieszczenie itd. Reszta instrumentów, czyli basy, gitary, klawisze, oraz wokal były potem nagrywane w innym studiu/studiach. Z drugiej strony, na pewnym etapie nagrywania nie byliśmy zadowoleni z niektórych numerów i po prostu wyrzuciliśmy je z płyty. I nagraliśmy nowe, ale już w innym studiu. Cały czas naszym głównym studiem/ bazą – gdzie miksowaliśmy, nagrywaliśmy wokale, klawisze oraz gitary akustyczne – było studio Contrabanda Piotrka Zabrodzkiego. To prawda- w niektórych numerach na perkusji gra jeszcze poprzedni gitarzysta PTR Darek Gosk (serdecznie pozdrawiamy!). Te partie bębnów były tak dobre, że postanowiliśmy je wykorzystać nawet już z nowym składem. Zatem fakt, że było tak dużo miejsc, gdzie nagrywaliśmy płytę, nie był jakoś specjalnie zamierzony, po prostu wszystko tak się naturalnie ułożyło.

Czy tym długim procesem należy tłumaczyć fakt, że koniec płyty, ostatnie numery są taką bardziej eksperymentalną odsłoną VT?

Wydaje mi się, że chyba nie. Gdyby proces nagrywania był szybszy, to myślę, że na płycie i tak znalazłyby się te same numery. Tutaj bardziej chodziło o naszą wygodę nagrywania – a wizje numerów mieliśmy od początku. Oczywiście, w trakcie nagrywania niektóre pomysły ewoluowały, ale tak jest zawsze.VT2

Ale tak to się układa, że słuchając płyty, mam wrażenie, że śledzę niejako ewolucję zespołu. Dobry trop, czy raczej stawiacie znak równości między tymi hałaśliwymi i gitarowymi songami a pieśniami spokojniejszymi, przesyconymi elektroniką?

Jeśli tak jest to chyba ułożyło się to naturalnie. Oczywiście, jako muzycy dojrzewamy i ewoluujemy, to naturalny proces. I to pewnie słychać na tej płycie. Jest tu pewien flirt z elektroniką, ale jednak cały czas jesteśmy zespołem gitarowym. Nie traktuję też tego, że numery gitarowe są lepsze/gorsze od elektronicznych – to po prostu dla mnie inny rodzaj wyrażania emocji.

A co myślisz o radykalizowaniu formy, chociażby a la ostatnia płyta Organizmu „Plaża Babel”?

Kurczę, niestety, nie mogę się wypowiedzieć, bo nie znam tej płyty, ale chętnie posłucham…

Jak doszło do Twojej kolaboracji z Kometami?? Lesław daje w kość?

Z Lesławem znamy się od dawna. Kiedyś słuchałem jeszcze Partii, nawet przychodziłem na ich próby, o ile dobrze pamiętam. Często wymienialiśmy się poglądami muzycznymi, a od jakiegoś czasu również instrumentami do nagrań. Kiedyś zagrałem z Kometami na basie jako zmiennik trzy koncerty i w momencie, kiedy Wojtek Szewko odszedł z zespołu, Lesław zadzwonił do mnie z propozycją grania. Nie wiem, czy daje w kość, ja tak tego nie odczuwam. Oczywiście jest wymagający, ale to dobrze. I na pewno ma swoją wizję zespołu.

Na koniec zamiast tradycyjnego pytania o przyszłość wlałbym się dowiedzieć – jako, że powoli zbliża się czas podsumowań – jakie płyty w tym roku były dla ciebie zaskoczeniem?

Na pewno płyta Blur – zupełnie nie wiedziałem, w którą stronę pójdą po takiej przerwie. Polecam utwór „Pyongyang” – dla mnie najlepszy na płycie, rozmachem przypominający „This is a Low” z „Parklife”. Nie wiem właściwie czy jakieś płyty mnie zaskoczyły – na pewno bardzo podobały mi się: nowa płyta Johnny Marra – za melodie i riffy, nowe The Cribs, solowa płyta Gaza Coombes. Nowe The Vaccines, The Charlatans. A z polskich jestem fanem Justyny Święs- nie znalem wcześniej za dobrze The Dumplings, ale nowy singiel jest moim zdaniem super. Mam sporo płyt, których po prostu nie miałem jeszcze czasu przesłuchać; mam nadzieję, że w najbliższym czasie mi się uda…

Rozmawiał Arek Lerch

Zdjęcia: archiwum zespołu