VAGITARIANS – łeb w głośnikach

Był sobie kiedyś taki zespół, co muzykę oryginalną bardzo chciał grać…. Ile tak zaczynających się historii słyszeliście? Pewnie dużo. Vagitarians to bajka podobna, tyle, że zakończona happy endem w postaci debiutanckiej płyty „Wood”, która ogniskuje wszystko to, co w światowym sludge/doom/stoner metalu jest dobrego. Psychodeliczne eksperymenty, potworny ciężar riffów, wielominutowe odjazdy i brzmienie, którego Vaginkom mogą pozazdrościć panowie z DOWN. Bo warszawiacy na swoje wydali mniej dolarów a efekt jest podobny. Cóż, pozostajemy w tym zaklętym, bajkowym kręgu, bo chcemy dowiedzieć się czegoś więcej.  Poniższy wywiad to w zasadzie praca zbiorowa całej (!) kapeli; nie ma to jak jedność w zespole…

 

Krótki przegląd postaci występujących w tej bajce:

Grb – Grabarz czyli Bart Gamracy

Piotras – Rutkoś czyli Piotr Rutkowski

Pit – Piter czyli Piotr Pstrzoch

Sag – Sagan czyli Kuba Saganowski

Mar – Marian czyli Marian Odsłuch

 

Parę słów o waszych początkach – jak to się wszystko zaczęło i jak doszliście do pomysłu na granie akurat takiej odmiany muzycznego hałasu?

Zaczęło się jakieś 4-5 lat temu u mnie w domu, gdzie była wtedy sala prób. Majkel – poprzedni perkusista i ja graliśmy wówczas w hardrockowej kapelce, zaś Rutkosiowi dopiero co rozpadł się Hellbound. Wszyscy mieli za to chęć na granie mocniejsze niż to, co robili do tej pory. Coś na modłę Down, Corrosion of Conformity z płyt „Deliverance” czy „In The Arms of God”, Superjoint Ritual z dodatkiem Crowbar, Eyehategod, Clutch i innych, mądrych rzeczy z południa Ameryki. Jakieś pojedyncze riffy istniały przed pierwszą próbą, która odbyła jakoś w listopadzie/grudniu 2007, ale zasadniczo spotkaliśmy się na niej, będąc ciekawi, co wyjdzie. Efekt był taki, że na pierwszych czterech spotkaniach powstały cztery numery, po kolei „Stoner Ceremony”, „Exodus Attack”, „Flesh and Bones” ( ten akurat był gotowy wcześniej, wystarczyło go zgrać wspólnie…) i „Ignore It”. Całe próby nagraliśmy a wyciętymi fragmentami z „gotowymi” kawałkami jaraliśmy się strasznie, jakbyśmy dorwali jakieś nieznane demówki, któregoś z wyżej wymienionych zespołów, jakbyśmy sami nie wierzyli, że coś takiego mogliśmy w ogóle stworzyć. A potem… normalna ewolucja. Doszedł Sagan, potem Marian, z czasem mającego ciągłe problemy gastryczne Majkela zastąpił Grabarz. Chyba ta zmiana była kluczowa, bo Grabula ma inny styl grania niż Majkel, dużo bardziej techniczny i hardcore’owy, bez niego nie powstałoby ani „Wood” ani parę innych rzeczy (Pit)

Dlaczego w Polsce nadal pokutuje dość stereotypowe myślenie odnośnie muzyki? Chodzi mi o to, dlaczego muzyka jaką gracie nadal nie stała się szerszym trendem i jest raczej kultywowana małych grupach fanatyków?

Cholera wie, może dlatego że po prostu tyle ludzi się tą muzą jara? To pytanie z rodzaju dlaczego w Polsce rośnie tak mało palm – bo nie ma takiego klimatu. Klimat się ociepli to ich więcej urośnie (śmiech). Trzeba grać, grać i ładnie się przy tym bawić. To i więcej ludzi to przyciągnie. Proste. (Pit)

Może dlatego, że ludziom wpaja się cały czas, że przedstawiciele stoner’a, sludge’a i southern’ metalu to tylko Corruption, Leash Eye i JDO? (Grb) i Elvis Deluxe (Piotras)

Słuchając Waszego poprzedniego materiału i najnowszej produkcji można się nieźle zdziwić, bo ewolucja jest niesamowita. Zazwyczaj wszystko przebiega w odwrotnym kierunku – najpierw gra się ostro a potem łagodnieje. Wy wcześniej graliście bardziej klasycznie a dopiero teraz ujawniacie zdolności do eksperymentu i bardzo mrocznego, „ciężarowego” grania. Dlaczego?

Takie było założenie. Zresztą mnie osobiście granie takich typowo stoner’owych kawałków, gdzie niewiele się dzieje na zasadzie „trzy riffy, refren i do widzenia”, znudziło się. Od zawsze miałem szersze pojęcie o muzyce, bez klapek na oczach typu „tłuczemy DOWN i tyle”. Na płycie słychać trochę Meshuggah, trochę Mastodon, nieco bluesa ze wsi itp. Rozwinęło się to naturalnie; moim zdaniem eksperymentowanie w muzyce przychodzi właśnie z czasem. (Piotras)

U nas to wygląda tak, że między demo, a „Drewnem” była skibidibiEPka, o której chyba mało kto pamięta… Już na niej było ostrzej i mocniej, ale jednocześnie dużo szybciej niż na „Drewnie”. Myślę, że Feel the Doom miał spory wpływ na to wszystko… Wtedy już wiedzieliśmy, że musimy to nagrać. (Grb)

Analizując stylistykę waszej płyty, muszę zadać to pytanie – czy fakt, że po odwróceniu tytułu z „Wood” robi się „Doom”, ma jakieś znaczenie czy to tylko przypadek?

Zabieg z odwróconą czcionką jest jak najbardziej zamierzony i ma ścisły związek z zawartością krążka. Tym samym puszczamy oko do słuchaczy, którzy znają nas z nieco innego repertuaru. Pomysł na tytuł i odwróconą literę ‚d’ powstał dość spontanicznie w środku nocy. To chyba jedyna rzecz, która niemalże od razu została zaakceptowana przez wszystkich podczas tworzenia okładki. (Sag)

Na płycie dominują utwory długie a wśród nich kolosy mające powyżej 10 minut. Jak przygotowuje się takie kompozycje? Czy to zlepek pomysłów, zaplanowane działanie, czy raczej długie jamowanie na sali prób?

łeb w głośnikach...

łeb w głośnikach...

To na bank nie jest zlepek pomysłów. W niektórych przypadkach to połączenie zaplanowanego działania z jamowaniem w sali. Dodałbym jeszcze, że w momencie, kiedy jamowaliśmy i ogrywaliśmy gotowe pomysły, decydowaliśmy po próbie lub od razu po zagraniu czegoś: „tak… ten riff i tamten muszą iść dłużej i lepiej będzie wydłużyć to i tamto, a na koniec spróbujemy dać jeszcze to”. Niektóre pomysły powstały jeszcze w Demontażowni podczas samego nagrywania pilotów do bębnów… (Grb)

Pierwsze dwa utwory powstały na przykład tylko dlatego, że zbliżał się koncert Feel The Doom w Warszawie. Chcieliśmy zagrać, ale lekko odstawaliśmy ze swoimi wesołymi przyśpiewkami. Więc – myk-myk – zrobiliśmy „Dooma 1” i „Dooma 2” (tak się roboczo nazywały „Spirit is Free'” i „Close to The Window”). Zaś „Stones from a Blank Sky” to już moja inicjatywa – wymyśliłem to jadąc któregoś dnia do studia. Brakowało mi na płycie takiego tłuka, kolosa, brudasa itp. No i wyszło. Gitarki nagrane z łbem w głośnikach… (Piotras)

Miejscami muzyka wyraźnie zbacza w stronę mrocznego, zabagnionego sludge metalu. Czy takie jawne odejście od stoner rocka jest w waszym przypadku ewoluowaniem stylu czy świadomym rozbratem z etykietką?

Nigdy od niczego nie odchodzimy. Chcemy pokazać ludziom, że mamy w dupie szufladkowanie i zamykanie się w konkretnej stylistyce. Granie w kółko stoner rocka i duszenie w sobie całej masy innych pomysłów, które różnią się stylistyką byłoby bardziej biedne niż polska piosenka na Euro 2012, jednocześnie będąc najbardziej wysublimowaną formą masochizmu. Jest wiele etykiet, które do nas pasują (o czym wkrótce się przekonacie…) i dzięki temu możemy być jednocześnie umazani błotem sludge’owym, bawiąc się akustycznymi aranżami, szykować pustynny materiał i być równie tłuści jak Grycanki nie ujmując przy tym godności, mądrości i ładnej zabawy. (Grb)

Nadal, mimo znacznych zmian w muzyce macie ten sam szyld, który kojarzy mi się z jakąś szaloną, może i hedonistyczną postawą. Jak powstała ta nazwa i jak Wy ją interpretujecie?

Nazwa powstała parę miesięcy zanim narodziła się sama kapelka i od samego symbolizowała pełen luz, szaleństwo, ładną zabawę, mądrość i godność w graniu. To były dla mnie ładne czasy, w Sulejówku istniała Jungla, w której co dzień się coś działo, a co weekend były koncerty, które wspólne ze znajomymi organizowaliśmy. Mój drugi dom, w którym przebalowywałem w znakomitym towarzystwie większość mojej ówczesnej pensji (Pit)

Teraz już hasło Vagitarians kojarzone jest z filozofią ładnej zabawy, która przedstawia się mniej więcej tak, żeby bawić się tak, jakby przysłowiowego jutra nie było. Dzięki temu nasze koncerty to jedna wielka orgia złożona z wszelkich aspektów tejże ładnej zabawy. Warszawa już się nauczyła, ze jak przychodzą na vaginy, to przychodzą na imprezę. Będziemy próbowali to wdrożyć w innych miastach, myślę że w takiej Gdyni już zaznaczyliśmy teren. (Piotras)

Czy były jakieś założenia podczas prac nad płytą, czy raczej wszystko wyszło spontanicznie i po zakończonej pracy ze zdziwieniem krzyknęliście „wow!!”

Głównym założeniem było stworzenie płyty spójnej stylistycznie, która swoją zawartością i brzmieniem wyrywa z butów i przyprawia o opad szczęki (śmiech). Tak zupełnie poważnie, chcieliśmy nagrać to dobrze i dzięki Damianowi z Demontażowni (wielkie propsy, człowieku!) udało nam się osiągnąć satysfakcjonujący efekt końcowy. (Sag)

Gdzie waszym zdaniem przebiega granica między sludge czy southern’ metalem? Jest taki podział, czy też to tylko  dziennikarskie fanaberie?

Granica – napisała ją Zofia Nałkowska z tego, co pamiętam. Może chodzi o granicę między Luizjaną, a Arkansas? Nie interesuje nas to… (Grb)

Ja wiem! Sludge  to tłuste riffy i wolne tempa, nie przypominające Sabbathów. Southern metal to metal + trochę Lynyrd Skynyrd czy country. Żadne fanaberie. (Piotras)

Jeśli możecie zdradzić – lektura jakich płyt wpłynęła na to, że „Wood” brzmi tak a nie inaczej?

Z mojej strony leci: Thou – “Peasant”, Atlas Moth – “An Ache for a Distance”, Doomriders – “Darkness Come Alive”, Indian – „Guiltless” (Sag). Majka Jeżowska, trochę doom’owych dinozaurów a trochę nie…(Grb) Mastodon “Remission”, dyskografia Eyehategod, “Chaosphere” Meshuggah… Neurosis… Tak na szybko…(Piotras)  Mastodony, Crowbary, kiedyś słuchane, różniaste doomy z K666 radio (Pit)

Wydanie własnym sumptem płyty to duży wysiłek – nie mieliście żadnych propozycji czy tez chcieliście zwyczajnie zachować artystyczna niezależność?

filozofia ładnej zabawy

filozofia ładnej zabawy

Czasy są teraz takie, że chyba łatwiej jest właśnie wydać samemu. Zresztą, ani to teraz trudne ani przesadnie drogie. Nas nagranie i wydanie „Wood” kosztowało jakieś 2-3 średnie krajowe, co w podziale na pięciu nie stanowi jakiegoś niewyobrażalnego, finansowego obciążenia. Inna sprawa, że płyty teraz mało kto kupuje, chyba że jest dużym fanem i chce mieć coś namacalnego. Takich ludzi jest nie tak znowu dużo. (Pit)

Interesuje mnie niezłe nagromadzenie agresji na tej płycie, szczególnie wyczuwanej w partiach wokalnych, które autentycznie niszczą. Co Was tak wkurwia?

Wiesz, powodów do frustracji mnoży samo życie. Banał, ale prawdziwy do bólu. Każdy z nas ma swoje powody do bycia wkurwionym. Dla mnie to, co robimy jest sposobem na kontrolowane i twórcze rozładowanie negatywnych emocji. (Sag)

A propos wkurwiania – o czym traktują wasze liryki? Były jakieś wydarzenia, które na nie wpłynęły?

Tematyka tekstów na płycie oscyluje wokół ambiwalentnych uczuć, silnych emocji. Opisują proces rozpadu osobowości, przejścia od wolności do zniewolenia, od uwielbienia do okrucieństwa. Bad trip, zagłada, mizantropia; postępujące szaleństwo. Inspiracje masz na wyciągnięcie ręki, otwórz jakąkolwiek gazetę, obejrzyj wiadomości.. (Sag)

Jest płyta, ale to tak naprawdę dopiero początek drogi – gdzie zmierzacie i co z tego wyniknie?

Nastawiamy się głównie na koncertowanie w Polsce, myślimy o jakiejś mini-trasie za granicą. Powoli przysiadamy do opracowania nowych utworów i cały czas ładnie się bawimy. Co z tego wyniknie? Oby jak najwięcej. Po wygranej w konkursie Pepsi Rock Batllefield (w grudniu 2011) nabraliśmy mocy i staramy się utrzymywać tendencję zwyżkową. Sky is the limit! (Sag)

Cel: Europa. Póki co. Chcę zagrać na Roadburn, zanim umrę, w tego typu miejscach. Zaznaczyć się w historii mądrej muzyczki. Na wrzesień planujemy trasę po Niemczech. Jeśli wyjdzie w porządku, to w przyszłym roku ciśniemy w Europę bez żadnego wstydu! (Piotras)

Jak przedstawia się grafik na najbliższe tygodnie miesiące i lata?

Tak się składa że Rutek i Marian tworzą Ceremony Booking, póki co zrobili koncerty takim zespołom jak Church of Misery, Karma to Burn, Weedeater, Saviours, The Flying Eyes. Zaś w lipcu przy współudziale paru innych osób robią w Warszawie koncerty w ramach Days of the Ceremony, a tam z najmądrzejszych zespołów zagrają: Ufomammut, Weedeater, The Flying Eyes, szwedzki Horisont oraz najważniejszy – EyeHateGod. W ramach „befora” i „aftera” zagrają St. Vitus i Crowbar. Vaginka weźmie udział w paru z nich, a potem jedziemy na wakacje robić nowe piosenki, ładnie się bawić itp.

Mamy też w zanadrzu akustyczną ep-kę do wydania w postaci fizycznej, ale może coś jeszcze do niej dogramy? (Pit)

Na koniec krótka sonda. Dokończcie zdania:

Vagitarians to….. Pięciu dobrych ziomków, którzy lubią to co robią. (Sag) Ładna zabawa i do widzenia! (Grb) Ładna zabawa jak do widzenia! (Piotras) Ładna zabawa z niedowidzenia !! (Pit)

Świat bez gitary to… Strasznie biedne i smutne miejsce (Sag)  …nie istnieje ( Pit) …jest strasznie stary (Piotras)

Chciałbym zagrać z …EHG, już niebawem! (Sag) i koniecznie z Panterą! (Grb) … Pride and Glory, The Allman Brothers, Mastodon ( Pit) lista kapel się znacznie zredukuje po wakacjach (Piotras)

Nasza płyta świadczy o …tym, że zajawka na granie nie przemija z wiekiem (Sag) …tym, że da się to zrobić własnymi siłami (Pit) …że czuć mądrość w życiu człowieka (Piotras)

Na emeryturze będę …?? (Sag), …polował na jednorożce (Grb), …pewnie miał AIDS (Piotras), …przesiadywał na ławce w parku i ślinił się oglądając się za zgrabnymi dziewczętami(Pit)

(Marian był zbyt zajęty jedzeniem burgerów i ładną zabawą by się wypowiedzieć, ale słuchał i kiwał twierdząco głową dając tym samym wyraz akceptacji mądrych według niego stwierdzeń).

Żywioł próbował ogarnąć  Arek Lerch

Zdjęcia: Paweł Wygoda