VADER – Angielski zabójca

Z oczywistych powodów najczęściej w imieniu Vadera wypowiada się Peter, aczkolwiek nie jest on jedynym członkiem zespołu. W 2011 do składu dołączył wyjątkowo młody (rocznik 1990!) i nieprzeciętnie utalentowany James Stewart. Dwóch poprzednich bębniarzy Vadera, Daray i Paul, też zaczynało wcześnie. Mieli po 24 lata, gdy zostali wcieleni w szeregi olsztyńskiego oddziału szturmowego. Różnica polega na tym, że Stewart jest pierwszym obcokrajowcem zasiadającym za perkusją najbardziej legendarnego polskiego zespołu death metalowego. Człowiek drobnej postury, ale wielkiej pasji.

Wrzesień 2014 minął pod znakiem trasy Blitzkrieg VII. Czy te kilkanaście koncertów różniło sięJames Vader 2014 fot. Kobaru czymkolwiek, od tych które daliście w poprzednich miesiącach?

Jestem przekonany, że ta trasa była dużym krokiem do przodu. Pod każdym względem. Graliśmy lepiej, równiej i sprawniej niż kiedykolwiek wcześniej. Same koncerty były większe. Mieliśmy bardziej widowiskową produkcję, użyliśmy masy efektów pirotechnicznych na scenie. Reakcje publiki były wyjątkowo entuzjastyczne. Zdecydowanie najlepsze koncerty jakie dałem od czasu wstąpienia w szeregi Vadera. A to dopiero początek koncertowego promowania Tibi Et Igni!

Opowiedz trochę o tym skąd pochodzisz, jakim miastem jest Twoje rodzinne Reading?

To średniej wielkości miasto położone 40 kilometrów na zachód od Londynu. To typowe, nudne, robotnicze, angielskie miasto, w którym niewiele się dzieje. Jedynym jasnym punktem i eventem, przez który miasto jest rozpoznawalne jest Reading Festival. Anglia to prawdziwy etniczny miks. Polacy od pewnego czasu także stanowią dużą grupę imigrancką. Bardzo lubię Anglię właśnie za te różnorodność i przekrój kulturowo-społeczny.

Mieszkasz w Anglii, ale grasz w polskim zespole. Jak to działa od strony logistycznej?

Tak, na co dzień jestem w Reading. Jeśli szykuje się trasa, przylatuję do Polski kilka dni wcześniej. Gramy wtedy intensywnie próby. Kiedy jestem w Anglii ćwiczę i gram sam. Staram się trzymać formę. Biorąc pod uwagę, że mam z Reading tanie połączenia lotnicze z Polską, nie ma żadnego kłopotu, by dotrzeć gdziekolwiek w Polsce na czas. Często zabiera mi to mniej czasu niż reszcie zespołu, jeśli podróżują samochodem.james3-fot. peter reimer

Zapewne spędziłeś w Polsce na tyle dużo czasu, aby mieć przygody. Podzielisz się czymś?

Tych przygód było już tak wiele, że ciężko spamiętać wszystkie. Myślę, że jedna z tych, których nigdy nie zapomnę to moja pierwsza wizyta w Waszym kraju w 2010 roku. Miałem ledwie 19 lat i miałem zastąpić Pawła „Paula” Jaroszewicza na trasie Crionics. Strasznie się denerwowałem i byłem bardzo spięty. Miałem raptem dwa tygodnie, aby opanować cały materiał. Przygotowywałem się w domu. Potem poleciałem do Poznania i złapałem pociąg do Krakowa, który kulał się osiem godzin, więc byłem wykończony. Odebrał mnie Wacek Borowiec, klawiszowiec Crionics, a dziś mój techniczny w Vader. Udaliśmy się na nocleg. Padłem do łóżka, bo byłem skonany, ale w domu trwała impreza. Okazało się, że wokalista Crionics tak się nawalił, że wyrzygał się i przewrócił się na mnie. Obudziłem się, zobaczyłem, co się stało i zadałem sobie pytanie: „co ja tu kurwa robię?”.

Czym pierwotnie kupił Cię metal?

Kurcze, sam nie wiem, dobre pytanie. Lubię samemu odkrywać pewne rzeczy, a metalem nie zainteresował mnie starszy brat, ponieważ to ja jestem najstarszy za rodzeństwa. Około 2000 roku trafiłem na Slipknot i połknąłem bakcyla. Szybko się zainteresowałem i zacząłem drążyć temat, poznawać kolejne zespoły. Jestem zupełnie uzależniony od metalu. Lubię także inne style, ale metal jest dla mnie zdecydowanym numerem jeden i nie zapowiada się, aby to miało się zmienić.

Kiedy pierwszy raz natknąłeś się na Vader?

W angielskim wydaniu „Metal Hammera” przeczytałem recenzję „The Beast”. Między innymi przez ten magazyn oraz przez „Terrorizer” w tamtym czasie bardzo dużo dowiedziałem się o scenie i najciekawszych zespołach. Pamiętam, że płyta dostała bardzo wysoką ocenę 9/10, więc musiałem sprawdzić ten album. Zdaję sobie sprawę, że nie jest to najbardziej popularna płyta wśród fanów Vadera, ale mnie bardzo się podoba. Zachwycony sięgnąłem po „De Profundis” oraz „Litany” i od tamtego momentu Vader dołączył do moich ulubionych kapel.

angielski zabójca

angielski zabójca

Która płyta Vadera, z pominięciem „Tibi Et Igni”, jest Twoją ulubioną?

Waham się między „The Ultimate Incantation” oraz „Black to the Blind”. Kompozycje zawarte na tych krążkach są niesamowite. Gra Docenta to ogromna zaleta tych albumów, ale generalnie całość jest powalająca i ponadczasowa. Największą przyjemność sprawia mi granie na żywo „Fractal Light”, „True Names”, „Breath of Centuries” oraz „Chaos”.

Biorąc pod uwagę różnicę wieku, Peter mógłby być Twoim ojcem. Czy w związku z tym odczuwasz w relacjach z nim barierę pokoleniową?

Nic z tych rzeczy. Oboje jesteśmy zawodowymi muzykami, a na trasie znacznie bardziej liczy się profesjonalne podejście do obowiązków niż sam wiek. Dogadujemy się idealnie.

W Vader przed Tobą było kilku zabójczych bębniarzy. Styl którego jest najtrudniejszy do podrobienia i dlaczego?

Ciężko mi to ocenić, ponieważ robię wszystko, aby nie kopiować ich gry. Docent, Daray i Paul mają swój niepowtarzalny styl. Jeśli chodzi o starsze kawałki Vadera to starałem się usłyszeć, w jaki sposób interpretował je każdy z nich i wyciągnąć coś dla siebie. Pewne elementy pozmieniałem, część pozostała wierna z oryginałem. Jeśli chodzi o nowszy repertuar, nie staram się mechanicznie kalkować ich patentów. Wsłuchuję się w riffy i podążam za nimi, tak buduję swoje własne partie. Często słyszę, że ludzie porównują moją grę do Docenta i choć jest to ogromny komplement, mam wrażenie, że nie chodzi tyle o sam styl, a instynktowne podejście do perkusji i grę z odpowiednim feelingiem.

Najtrudniejsza rzecz w byciu pałkerem Vadera to…

Death metal to niezwykle fizycznie wymagająca muzyka. Podczas trasy trzeba dbać o to, żeby być dobrze wyspanym i wypoczętym. Trzeba dobrze jeść. Jeśli, któryś z tych elementów jest zaniedbany, odbije się to na Twojej dyspozycji podczas koncertu. Ograniczam alkohol, staram się trzymać dietę i pić dużo wody. Największe wyzwanie to być w dobrej kondycji, bo to bardzo często oznacza odpuścić zajebistą imprezę i iść wcześniej spać lub odmówić kolegom piwa.

Jakie masz wspomnienia z sesji nagraniowej „Tibi Et Igni”?

Byłem zaskoczony, że była to tak błyskawiczna akcja. Siedzieliśmy w Hertz Studio dzień i noc pracując nad materiałem. Praca i granie non-stop. Bardzo wyczerpujące i męczące doświadczenie, ale jakże satysfakcjonujący jest tego efekt!

W lipcu zagraliście w kilku egzotycznych miejscach. Czy faktycznie Vader jest tak popularny w Japonii jak mówią legendy?

Bez dwu zdań mamy w Japonii dużą rzeszę oddanych fanów. Na koncerty przychodzi bardzo dużo ludzi i jesteśmy tam popularni. Myślę, że to zasługa faktu, że Vader był jednym z pierwszych światowych death metalowych zespołów, który przyjechał do Japonii w latach 90. Stąd ich miłość do nas. Byłem tam z Vaderem już dwukrotnie i ciężko opisać to słowami, po prostu rewelacja. Poza tym byliśmy w Singapurze, Tajlandii, Korei, Hong Kongu. Scena metalowa jest tam niewielka, ale ludzie przyjęli nas z otwartymi ramionami.

Podczas ostatniej polskiej trasy dawałeś w międzyczasie lekcje gry na perkusji. Cieszyły się zainteresowaniem? Kto Ciebie uczył grać?

james2-fot. peter reimerZrobiłem eksperyment z lekcjami, bo chciałem się przekonać jaki będzie odzew. Dzięki uprzejmości dwóch portali: www.rockarea.eu oraz www.beatit.com.pl udało mi się dotrzeć do odpowiednich zainteresowanych i jestem przekonany, że pomysł powtórzę w przyszłości. Na bębnach gram od 12 roku życia. Uczęszczałem na lekcje do Steve’a White’a, Adama Bushella, Martina France’a, Pata Garveya. Być może w Polsce nie są tak znani jak w Anglii, ale to topowe nazwiska w branży. Dzięki nim otworzyłem się na różne gatunki muzyczne i poznałem ciekawe techniki. To, czego się od nich nauczyłem, chcę przekazywać dalej, na płytach Vadera oraz podczas lekcji.

Wciąż grasz z Divine Chaos?

Jak najbardziej. W maju tego roku ukazał się nasz pierwszy długograj A New Dawn in the Age of War, ale nie tracimy czasu i piszemy już nowy materiał. Wkrótce ruszamy także na trasę, więc nie siedzimy na tyłkach!

Rozmawiał Adam Drzewucki

Zdjęcia: Peter Reimer oraz Kobaru