TUFF ENUFF – stare Tuff, nowe Enuff…

Kiedy niedawno wspomniałem koledze, że przygotowuję wywiad z Tuff Enuff, roześmiał się szczerze i zapytał – o kurczę, to jeszcze ktoś o nich pamięta i ich potrzebuje?! Cóż, ostatnia, studyjna płyta zespołu ukazała się… siedemnaście lat temu, trudno zatem porównywać to co było w latach 90 – tych z obecnym statusem/sytuacją zespołu. Dość, że wszyscy dojrzeli, częściowo rozjechali się po świecie a teraz chcą zwyczajnie pohałasować w starym, dobrym stylu, czemu dają upust na świeżutkiej płycie „Sugar, Death and 222 Imperial Bitches”. Zespół odrodził się w pierwotnym składzie, na wokalu drze się znowu znany z debiutanckiego krążka „Cyborgs Don’t Sleep” Rafał Taracha, z którym to wymieniłem kilka uwag na temat tego co było, jest i jak w tym kontekście umieścić comeback jego zespołu.

Jak należy traktować Waszą nową płytę – jako początek czegoś owego czy kontynuację tego co było w latach 90-tych? Pierwszym numerem sugerujecie w zasadzie – to My, tacy jak zawsze!!

Hmmm, jako pierwszy poszedł „Jedna Myśl” i trochę namieszał w głowach starszym fanom, ale to jest tak, że to i kontynuacja i coś nowego po tylu latach. Nie ma pewnie z pięciu płyt pomiędzy, a my się rozwijaliśmy, coś nas inspirowało przez ten okres, ale też ciągle jesteśmy tą samą bandą pięciu chłopa, więc na nowej płycie jest i stare Tuff i nowe Enuff .

Ale przecież wiesz, że nie można dogodzić wszystkim na raz (śmiech). Nie baliście się tego powrotu? W sumie realia zmieniły się dość mocno…

Wiesz, nic nas nie zmuszało, żeby robić nową płytę, ruszyć w trasę… Robimy to bo to kochamy, ciągnęło nas do siebie, do grania, do fanów… Nie robimy nic na siłę, nie musimy nic nikomu udowadniać, gramy swoje… Realia? Zawsze są jakieś tam realia, takie życie…

Mimo wszystko – zanim przejdziemy do płyty, muszę powrócić do waszej burzliwej historii. Pamiętam, że zrezygnowałeś z śpiewania, bo ponoć muzyka TE zmierzała w zbyt mocne rejony. Jak dzisiaj oceniasz drugą płytę TE „Diablos Tequilos”?

Nasze drogi zaczęły się rozchodzić, ja szukałem inspiracji w innych gatunkach i chciałem wmiksować to w muzę Tuff, reszcie niespecjalnie wtedy to odpowiadało, więc się rozstaliśmy. Co do „Diablos”, to bardzo dobra, ostra płyta. Przy powstawaniu większości utworów miałem jeszcze swój udział, teraz gramy je na koncertach i wszystko jest jak najbardziej ok!

stare Tuff, nowe Enuff...

stare Tuff, nowe Enuff…

Czyli jednak musi być ta dojrzałość, która powoduje, że to co dzieliło przestaje mieć znaczenie. Uważasz, że dzisiaj Tuff Enuff jest bardziej demokratycznym tworem? Przynajmniej tak sugeruje muzyka…

Tak, dojrzeliśmy, żeby być znowu razem w tym bandzie, szanujemy się, szanujemy swoje gusta, tak naprawdę to jest siła Tuff Enuff – miks pięciu różnych charakterów. Ta konfiguracja personalna jest bardzo kreatywna, są kłótnie, dyskusje, ale wszystko zawsze jakoś dobrze się teraz kończy… A kiedyś kończyło się np. bijatykami.

Kończąc wątki historyczno – osobiste – wyjechałeś w 2005 roku do Norwegii – opowiedz o tym fakcie i jak to wygląda dzisiaj? Rozumiem, że wróciłeś do Polski, czy nadal jesteś mieszkańcem zimnych krain?

Obecnie mieszkam w Irlandii, nosi mnie trochę, taką mam naturę, lubię zmiany… Chętnie pomieszkiwałbym tak po 5 lat i przeprowadzka do innego kraju, nowy język, nowa kultura…

O, to nieźle – a jak w tym kontekście wygląda Wasza współpraca? Często jak muzycy są z różnych miast, to jest problem, a tu taka odległość? Korespondencyjno – internetowy zespół?

Dokładnie, nowa płyta powstała w necie, jak gramy koncert to spotykamy się dzień wcześniej i ogrywamy materiał a potem jazda! Jest ciężko… ale dajemy jakoś radę!

A co z trasą? Wracasz do Polski jak zacznie się robić gorąco?

Mamy zaplanowaną na cały listopad trasę, więc wtedy wszyscy siedzimy w Polsce i gramy koncerty, mimo że może nie wyglądamy, to potrafimy się dosyć dobrze zorganizować. Poza tym jesteśmy dosyć dyspozycyjni, samoloty latają wiec nie ma jakiegoś specjalnego problemu…

Jest jedna rzecz, która mnie intryguje. Dwie pierwsze płyty wydał MMP, ta sama firma zrobiła reedycje, a trzeci krążek ukazuje się za sprawą zupełnie innego medium. O co chodzi – chore poczucie niezależności? MMP nie byli zainteresowani? Jakiś inny powód?

Chcemy być niezależni, wiemy już jak to wszystko funkcjonuje, na chwilę obecną żaden kontrakt z firmą płytową nie był nam niezbędny.

TUFF ENUFF Sugar, Death and 222 Imperial Bitches Takie powroty po latach są trudne, żmudne i w zasadzie nigdy nie będą wróżyły sukcesu. Poprzedni krążek Tuff Enuff ukazał się 17 lat temu. W tamtej epoce zespół obracał się w kręgu ówczesnej śmietanki metalowej z Flapjack na czele. Dzisiaj ten ostatni zespół próbuje powrócić do łask fanów, co okazuje się być trudniejsze niż wyglądało. Co zatem z „tafami”? Cóż, za jakiś czas okaże się, jak przyjęta zostanie nowa płyta. Produkt solidny, dopracowany, ciekawy, choć jednocześnie odnoszę wrażenie, że zespół chciał stworzyć dzieło, które przypadnie doTuff okładka gustu starym fanom, młodym adeptom metalu, jaki i przeciętnemu zjadaczowi melodyjnego, rockowego chleba. Stare przysłowie mówi: jak coś jest do wszystkiego, to… Ale zamiast bawić się w dykteryjki, spróbujmy ugryźć ów powszedni produkt codziennego użytku. Zasadniczo podzieliłbym płytę na dwie części. Pierwszą stanowią kawałki, które kłaniają się staremu i dobremu hc/thrash’owi. Zaczynamy od na milę pachnącego Acid Drinkers intro „RU Tuff”, przejeżdżamy przez mocny groove „United”, zawadiacko thrash’owy „Pig Head”, aż do machinhead’owatego „New Paradise” i niemal czystego metalcore’a „Wróć do korzeni”. Łącznikiem z drugą częścią płyty jest dla mnie „Sunday Morning”, gdzie mocno nu metalowy, mocarny riff zwrotek kontrastuje z radiowym, melodyjnym refrenem. No właśnie – druga część płyty, to piosenki (dosłownie), które swoją konstrukcją mogą przysporzyć problemu twardogłowym. Są jeszcze tacy? Po kolei – „Suicide Girl” spokojnie narozrabia w eterze, bo ten refren zostaje w głowie, jeszcze bardziej przebojowo robi się w „Jednej myśli”, która natrętnie przywodzi mi na myśl klimaty Golden Life, co mnie jednak ciut uwiera. Wreszcie „Kto błaznem a kto królem jest”. Może nie jest to przebój, jednak klimat tego utworu, pewna nostalgia też stawiają go w grupie, nazwijmy to „piosenkowej”. Pozornie ta mieszanka może wydawać się dość wybuchowa, jednak wszystko tu pasuje, dlatego przyjmuję takie oblicze TE z całym dobrodziejstwem inwentarza, zauważając jednocześnie, że zespół faktycznie wydoroślał, bo nie uświadczymy na tej płycie elementów rubasznych, typowych dla metalu z wiadomej dekady. Jak zatem spuentować krążek? Nowoczesny metal? Raczej nie, bo to nowoczesność rodem z lat 90 – tych. Dzisiaj takie zestawienia już nie zaskakują ani tym bardziej nie gorszą. Może zatem „tuff – metal”? Wiem, że mój rozmówca szufladek nie lubi, daruję sobie zatem dalsze poszukiwania. Jeśli ktoś nie ma ciśnienia na przesadną oryginalność, ma w swojej płytotece krążki Acid Drinkers i nie gardzi melodią oplecioną mocnym riffem, odnajdzie się w tej rockowo – metalowej karuzeli. Powrót Tuff Enuff stał się faktem, teraz poczekamy na rynkową weryfikację i oby nie była zbyt bolesna, czego zespołowi zupełnie bezstronnie życzę… 

Myślisz, że dystrybucyjnie uda się to „ogarnąć”? Jakie formaty będą dostępne, poza mp3 oczywiście?

Mamy dystrybucję w Polsce przez Fonografikę, dobra sprawdzona firma, za granicą mamy Ditto do wszystkich form elektronicznych, co do innych rzeczy, zobaczymy jak się sytuacja rozwinie; jesteśmy w trakcie rozmów.

No ja czekam na kompakt… TE powraca w pewnym sensie na fali ogólnie sentymentalnych westchnień w stronę 90′. Niepokoi mnie jednak to, że większość zespołów, które powracają po ponad dekadzie nieobecności w zasadzie przechodzi bez echa, że wspomnę tylko o Flapjack. Nie boicie się, że swoją skądinąd udaną płytą wpadniecie w taką, dziurę „pomiędzy”?

Na pewno nie będziemy „jechać” na jakichś sentymentach z przed lat. Nagraliśmy płytę pamiętając skąd się wzięliśmy, ale też myśląc głównie o tym, że idziemy do przodu. Nigdy nie wiesz, jaka będzie reakcja na kolejną płytę, nawet taka Metallica ma ten problem.

No tak, ale w kontekście Twojej wypowiedzi układa mi się w całość Wasza płyta, bo jest to materiał, taki, w stylu: dla każdego coś miłego – od thrashu, przez groovy hard core po melodyjne, radiowe refreny. Mieliście chęć na nagranie płyty „uniwersalnej”?

Może dlatego, że znowu gramy w składzie z Cyborgow, tam też są różne, bardzo różne klimaty, ale nawet na „Diablos” było mocno, ale tez dosyć różnorodnie… Tuff tak gra – nic nie kalkulowaliśmy, płyta skomponowała się bardzo szybko, w jakieś 3 tyg, to są wszystko świeże pomysły, my tą mieszankę nazywamy „Power Groove”!

Ale z drugiej strony jest to muzyka, która pozostaje w korelacji z dawnym TE. Nie korciło Was, żeby sięgnąć po modne dzisiaj klimaty stoner/sludge i trochę przybrudzić płytę?

Wychodzi na to że… nie wiemy co jest teraz modne…

Aaaa i tu Cię mam! Czyli przyznajesz się, że zostaliście w swoim świecie, który zahibernowany w Waszych głowach został przeniesiony do roku 2014 pod postacią nowej płyty?

TE promoTo był żarcik, słuchamy różnych, nowych rzeczy, dookoła jest tyle muzy, że jakoś podświadomie zawsze coś ci zostaje w głowie, ale jakoś nikt z nas nie jest specjalnym fanem stoner rocka, więc tych wpływów u nas raczej nie ma… Wiesz, ja i Ziuta mieszkamy za granicą co najmniej 10 lat i patrzymy na rynek muzyczny z trochę innej, szerszej perspektywy…

Ok, to w zasadzie gdzie Wam bliżej? Hardcore? Metal? Miałem mały problem, żeby jednoznacznie określić muzykę z nowej płyty TE. Pomożesz?

Te szufladki są bez sensu! Bo jeśli za metal uznasz Sabaton, to my nie jesteśmy takim zespołem metalowym, ale jeśli za metal uznasz Panterę, to chyba jednak jesteśmy zespołem metalowym… Mogę przytaczać przykłady z każdego podgatunku… Myślę, że mieścimy się w nurcie metal, harcore, punk rock…czyli głośno, bezkompromisowo i do przodu!

Odżegnujesz się od jednoznacznego zaszeregowania, ale ok – powiedz zatem, do kogo dzisiaj trafiacie? Możesz porównać koncerty TE kiedyś, w latach 90′ z tymi co graliście teraz?

Jest przekrojowo, są starzy fani, ale są też nowe dzieciaki.

Dużo koncertów mieliście okazję zagrać po 2011 roku?

Od 2011 w zasadzie mieliśmy przerwę, jeśli chodzi o koncerty.

A jak już do nich dojdzie – będziesz śpiewał kawałki z drugiej płyty? Nie masz z tym problemu?

Pytasz czy podołam?

Bez przesady – pytam, czy w tym składzie będziecie chcieli do tej płyty wracać, czy przyjmiecie opcję 1-3?

Tak, walki z „Diablos Tequilos” to nieodłączny element naszych koncertów, super się sprawdzają, zawsze je graliśmy. Tym razem dojdą jeszcze walki z „Sugar Death and 222 Imperial Bitches” i będzie piękne piekło!

Tytuł nowej płyty trochę przewrotny – mianowicie chodzi teksty. Mam wrażenie, że są… takim trochęTuff Band 2013 napominaniem, chęcią pokazania, że świat jest zły a przecież my możemy żyć dobrze. Bałbym się użyć słowa moralizatorskie, ale mają w sobie coś z takiego dobrodusznego napominania. Dobrze to widzę?

Nie będę analizował swoich tekstów, każdy i tak pewnie usłyszy inne emocje i inne sytuacje. Może jest tak, świat jest zły… i będzie tylko gorzej.

Właśnie – na koniec może troszkę o tych strachach. Wprawdzie mieszkasz daleko, ale jako Polak – nie boisz się, że to ukraińsko – ruskie szaleństwo sprowadzi na nas większe gówno?

O tym właśnie mówię. Świat chyba się pogubił… Ludzie zapomnieli jak być ludźmi, jak żyć, cieszyć się każdym dniem…

Oby to szaleństwo dalej nie poszło. Może w tramach reklamy powiedz coś na samiutki koniec – jak będzie wyglądać promocja płyty, gdzie będzie można Was zobaczyć, i czy z racji swojego zamieszkania próbujesz wkręcić TE na jakieś koncerty na Wyspach?

Premiera „Sugar Death and 222 Imperial Bitches” to 10 października, w listopadzie robimy najazd na Polskę i odwiedzamy z koncertami 16 miast. To pierwsza część trasy, drugą planujemy na początku przyszłego roku i w planach mamy też zagraniczne koncerty. Wszystkie detale trasy, płyty bilety, koszulki na naszej stronie www.tuffenuff.pl.

Rozmawiał Arek Lerch

Zdjęcia: archiwum zespołu