TUFF ENUFF – poza schematy…

Z dzisiejszego punktu widzenia scena metalowa lat 90 – tych jawi się jako niezły tygiel, w którym mieszały się skrajne, muzyczne style i choć aktualnie patrzymy na te wszystkie mariaże z nieco rozbawioną pobłażliwością, należy pamiętać, że poszukujący artyści, którzy chcieli zmierzyć się z ówczesnym, metalowym betonem mieli ciężko. Trudno mi wyrokować, czy Tuff Enuff miał pod górkę czy raczej nie, choć z wywiadu wynika, że zespół dobrze się bawił i miał wszystko gdzieś. Grupa pozostawiła po sobie dwie płyty, będące połączeniem thrash metalu, hardcore’a i niezłej dawki dowcipu. A także kilku prób pogodzenia techno świata z metalowym riffem. Jak wiele projektów sprzed dwóch dekad, grupa nie przetrwała millenium i do niedawna była tylko wspomnieniem. Na szczęście Metal Mind zdecydował się na reedycje  trudnodostępnych krążków a za tym poszła kolejna zresztą próba reaktywacji zespołu, tym razem w oryginalnym składzie z Tarachą na wokalu. Ten ostatni udzielił był naszemu portalowi wywiadu, z którego jasno wynika, że w przypadku Tuff Enuff przymrużenie oka szło w parze z fajną muzyczką, która na szczęście jakoś przetrwała próbę czasu. Kiedy piszę te słowa, zespół gra na warszawskim Torwarze sentymentalny chyba koncert w towarzystwie Illusion i Flapjack, na koncie ma także nagrany nowy numer… Pytanie – co dalej? Myślimy o przyszłości – kończy wywiad Taracha… To chyba najlepsza puenta…

W zasadzie ten wywiad jest jednym, wielkim skokiem w czasy, które dla wielu maniaków metalu są tylko zamierzchłym wspomnieniem albo tak samo abstrakcyjnym czasem jak dla mnie lata 80 – te. Czy dzisiaj, z perspektywy własnego doświadczenia również pałacie sentymentem do dekady zamykającej się w okresie 1990 – 2000?

Chyba jakoś specjalnie nie jesteśmy sentymentalni, owszem, był to czas, kiedy ciężkie granie stało się naprawdę popularne, można było w RMF – ie usłyszeć np.Roba Zombie, ale teraz przecież teraz też powstają nowe zespoły, nagrywają zajebiste płyty a fani nadal chcą chodzić na koncerty!

Kiedy przypominam sobie scenę muzyczną lat 90 – tych często odnoszę wrażenie, że obowiązywała/panowała wtedy specyficzna „braterka” – tworzyły się swego rodzaju obozy, trzymające się razem, grające razem trasy, często wspomagające się na koncertach. Czy faktycznie tak to wyglądało?

Tak, było poczucie wspólnoty, mniej się myślało wtedy o biznesie, więcej o muzyce, emocjach, o radości grania… Każdy był ciekaw nowej płyty Acid Drinkers czy Illusion ale tylko ze względów artystycznych, jak to będzie brzmiało, czym zaskoczą? Była konkurencja, ale twórcza…

poza schematy...
poza schematy…

Nigdy się nad tym nie zastanawialiśmy i teraz tez się nie zastanawiamy. Gramy swoje, ma być groove i ma to nam sprawiać przyjemność. Etykietki ograniczają, Tuff stara się wychodzić poza schematy…

Debiutancki album był nieskrępowaną erupcją agresji, spontaniczności i zabawy. Wysil się na kilka wspomnień z sesji nagraniowej, jeśli coś oczywiście dzisiaj jeszcze pamiętasz…

To był Rzeszów, zima, śnieg… Energii dostarczały nam kromki chleba ze smalcem i muzyka country w barze, gdzie te kromki serwowano… W żołnierskich słowach: przyjechali, nagrali i wypad do domu…

Jedynym elementem „Cyborgs Don’t Sleep”, który do dzisiaj mnie drażni, jest okładka płyty – kto wymyślił ten kolaż? Czy może jest to swego rodzaju prowokacja?

Jak widać okładka spełniła swoją rolę – była prowokacyjna, charakterystyczna… co innego miałoby tam być na tej okładce? Gołe baby?! Chyba nie puścili by nam tego w firmie (śmiech…).

Byliście w tamtym okresie atrakcją koncertową – jak wyglądały koncerty i trasy – czy możecie porównać to, co działo się po wydaniu pierwszej płyty z koncertami, jakie gracie obecnie, po reaktywacji?

Teraz jesteśmy trzeźwi! No, może nie wszyscy… bez koncertów i tras zespółnie żyje, to najistotniejszy element tej układanki! Kiedyś to było spontaniczne i czasem wymykało się spod kontroli, teraz bardziej świadomie i profesjonalnie podchodzimy do grania koncertów, to wynik doświadczenia, ale też z szacunku dla fanów…

Poważną zmianą w składzie było odejście wokalisty Tarachy i dołączenie Workiego. Czym było to spowodowane? Jakie różnice wtedy między wami się pojawiły?

Chyba już nikt dokładnie nie pamięta o co tak naprawdę poszło, wersja oficjalna głosi. że Taracha chciał grać po prostu inne klimaty…

Możesz z dzisiejszej perspektywy porównać debiut z drugą płytą? Jakie są Waszym zdaniem największe różnice?

Jedynka jest luźniejsza, bardziej zróżnicowana, bardziej przebojowa, dwójka natomiast jest skondensowana, brzmienie jest ciemniejsze, utwory ostrzejsze…

Działaliście wtedy razem z kilkoma ciekawymi zespołami. Pamiętasz np. Corozone? Często słyszy się, że zespoły typu Corozone, Tuff Enuff czy Kobong nie wykorzystały swojego potencjału – myślisz, że można było zrobić to lepiej?

Takie były czasy, potencjał zespołów, które wtedy grały był ogromny… Zabrakło profesjonalnego zaplecza, wsparcia firm, mangerów. Zawsze można coś zrobić lepiej… a Corozone oczywiście pamiętamy, byliśmy razem na trasie przecież…

Która płyta zniosła próbę czasu? Wydaje mi się, co może zabrzmieć dziwnie, że jednak lepiej słucha się w 2011 roku debiutanckiego albumu…

Tak „Cyborgs don’t Sleep” ma lepszą opinię u fanów, to płyta tak naprawdę rockowa a więc bardziej uniwersalna, przez co chyba też bardziej trafiająca do ucha i serca…

Działaliście w okresie, kiedy do głosu dochodziło techno i pojawiły się próby łączenia metalu z syntetykami. Czy uważasz, że tego typu mariaż bardziej zaszkodził metalowej muzie czy wręcz przeciwnie?

To zabawna historia: mieliśmy gotowe remixy pierwszej płyty i graliśmy wtedy akurat na Metalmanii wraz z Fear Factory; Amerykanie dostali od nas te nasze remixy i co!? Za jakiś czas pojawiły się… rewolucyjne remixy Fear Factory… Łączenie gatunków to fajna rzecz, oczywiście czasem może być z tego kiszka, ale do odważnych świat należy!

Tzw. późne losy Tuff Enuff to już prawdziwa woltyżerka – zawieszaliście działalność, potem była reaktywacja, aż wreszcie powróciliście w składzie znanym z pierwszej płyty. Co  było bezpośrednim bodźcem? Tylko metalmindowe reedycje płyt, czy chęć poczucia  tamtej adrenaliny?

Reedycje są tylko konsekwencją powrotu Tuff Enuff na scenę, a powrót nastąpił za sprawa nacisków fanów!

Możecie opowiedzieć, jak potoczyły się Wasze losy, bo wiem, że nie wszyscy korzystają z dobrodziejstw polskiego państwa? Co się z Wami dzisiaj dzieje, gdzie żyjecie i z kim muzykujecie?

Qlos (bas) gra w Lipali i mieszka w Gdańsku, Maryan (bębny) gra w Piersiach i mieszka w Świętochłowicach, Sivy (git.) gra w Hard Work i projekcie producencko – dj – skim Secretservice75 a mieszka na Śląsku, ja mieszkam w Norwegii  a Ziuta (git) w Anglii…

Zawsze w przypadku reaktywacji pojawia się pytanie, czy będzie to tylko odcinanie kuponów, czy może zdecydujecie się na nagranie nowej płyty? Jakie są plany i pomysły na Tuff Enuff? Czy może chodzi jedynie o chwilową zabawę?

Szczerze, to nie wiemy, robimy sobie oczywiście jakieś plany, pojawiają sięciekawe, nowe propozycje np. mini trasa dużych koncertów z Illusion i Flapjack. Nie mamy jakiegoś specjalnego ciśnienia, ale z drugiej strony chcemy dać ludziom coś fajnego i porządnego, więc cały czas myślimy, jak to wszystko pogodzić…

Aktualna scena jest widownią wielu spektakularnych powrotów – co to za fluidy rządzą takimi decyzjami, czy jest to spowodowane konkretnymi sytuacjami czy coś „wisi w powietrzu”?

Śmiejemy się z tego, tak, zdecydowanie „coś wisi w powietrzu!”

Jak oceniasz dzisiejszą scenę metalowo/hardcore’ową w Polsce – czy jest coś, co robi na Tobie/Was wrażenie. Możesz porównać swoje wczesne fascynacje z tym, co dzisiaj hałasuje i wrzeszczy?

Chyba się zradykalizowałem w gustach, jeśli chodzi o mocne granie; jeśli coś ma zapierdalać to musi zapierdalać na maxa! Podoba mi się ostatni album Decapitated… zapierdalają chłopaki!

Wiem, że to może trochę niepolityczne pytanie w kontekście wydawcy reedycji, ale jak oceniasz działalność MMP w latach 90 – tych i jak odnosisz się do tych wszystkich zarzuty, jakie często względem katowickiej firmy padają?

Szczerze? Dziubiński zrobił w Polsce wiele dla metalu, jeśli nie najwięcej i chwała mu za to! A cała otoczka jego działalności to, niestety, biznes…

Jaki jest w zasadzie aktualny status Tuff Enuff – chwilowy kaprys, reunion związany z reedycjami płyt czy regularna i długoterminowa reaktywacja? Bo jeśli to ostatnie, to pytanie o ew. nową płytę jest bardziej niż oczywiste…

Mamy nagrany jeden nowy utwór „I am your Conscience” – to dla nas sprawdzian, czy w tej konfiguracji personalnej, przy kilometrach, które nas dzielą i wszystkim tym, co było po drodze, nadal jesteśmy w stanie zrobić coś ciekawego, świeżego, tuffowego… Wyszło na tyle fajnie, że postanowiliśmy się tym podzielić i pokazać fanom, jak to teraz wygląda, pokazać jak wygląda nasz proces twórczy, pokazać, że myślimy o przyszłości zespołu…

Jak czujecie się teraz, bogatsi o niebanalne  doświadczenie życiowo-muzyczne znowu razem na scenie. Jest łatwiej czy raczej trudno się znowu zgrać?

Jesteśmy teraz bardziej tolerancyjni dla siebie, lepiej się dogadujemy, każdy zna swoje miejsce w kapeli, ta atmosfera przekłada się na to, że lepiej nam się ze sobą gra i przez to dajemy naprawdę dobre koncerty!

Rozmawiał Arek Lerch