TT – stare i nowe

Ataman Tolovy nazywa TT ansamblem zachciankowym i to jest chyba klucz do istoty tego muzycznego indywiduum. Muzyka, która jest wynikiem chęci tworzenia zawsze będzie szczera a to, że czasem trudno choćby otrzeć się o zrozumienie tego co poeta miał na myśli… Jeśli szukamy rzeczy prostych, nie szukajmy ich w podziemiu. Pod koniec tradycyjnego okresu urlopowo-odpoczynkowego TT wypuścił dwa nowe materiały – LP „Brud. Smród. Ubóstwo” oraz ep-kę „Boży plan zniszczenia”. Poniżej zapis rozmowy z prawdziwym poetą, w którym praca nad muzyką wyzwala zalew endorfin. Miłą pogawędkę uciąłem sobie oczywiście z Atamanem Tolovym… Zapraszam!

Witaj Atamanie! Jak samopoczucie? Trzy premierowe materiały w jednym roku to osiągnięcie dostępne nielicznym, jaka jest recepta na aktywność i powód tego, że TT jest w ostatnich miesiącach bardzo płodny twórczo?

Cześć. Samopoczucie wybornie, dziękuję. Acz kończyn nie czuję gdyż dawnom fizycznie nie pracował, a w takiej sytuacji mnie znajdujesz. Co do przyczyn tej płodności, myślę, że wystarczyło chlać dwie i pół dekady bacznie obserwując rzeczywistość. Teraz ejakuluję.

Mam takie wrażenie, że mimo świetnych dźwięków jakie komponujecie, rejestrujecie, trochę kuleje tzw. marketingowa strona całego przedsięwzięcia i TT nadal pozostaje tworem bardzo niszowym, z którego muzyką nie zetknęło się zbyt wiele osób. Czy nie jest trochę tak, że po nagraniu materiału jesteś już myślą przy kolejnych dźwiękach i na zabiegi promocyjne zwyczajnie nie starcza czasu i energii? Może nadszedł czas by poszukać dla TT wydawcy?

Czasu i energii nie starczy na pukanie do drzwi. Ale chęci bardziej. Nigdy nie miałem parcia na bycie częścią tego wszystkiego bo znałem tych ludzi. I nigdy nie szukałem wydawcy ani nie rozsyłałem demówek. Fakt, poprosiłem Grześka z Godz ov War aby zasięgnął języka w temacie, sam dosyć luźno rozmawiałem z jednym gościem będącym właścicielem wytwórni, ale na tym się skończyło. Nie zależy mi. Mam możliwości robienia tego co chcę i to mi wystarcza. Nie zamierzam też zmieniać nazwiska na Kałnawardze.

Nie masz takich ciągot by być twórcą lubianym, szeroko rozpoznawanym?

Nie.

Wyczerpmy temat do końca; do kogo w takim razie mają się zgłaszać chętni do posłuchania nagrań TT? Posiadasz jeszcze CD z „Corona…”, „Rzeczpospolita…”, które chętni mogą od Ciebie nabyć?

Kilku gości napisało, wysłałem, nie podziękowali. Nie sprzedaję tego, tylko rozdaję. Co do dostępności, jedynki nie ma od dawna, dwójce i trójce brakło na chwilę obecną poligrafii. Jak pokończę bieżące sprawy, dodrukuję.

 stare i nowe

stare i nowe

U schyłku lata objawiłeś światu dwa kolejne materiały mianowicie „Brud. Smród. Ubóstwo” oraz „Boży plan zniszczenia”, która z tych płyt sprawiła Ci więcej satysfakcji?

Odpowiedź jest prosta. Kiedy pracowałem nad jednym, on wyzwalał zalew endorfin, kiedy nad drugim, drugi.

„Brud. Smród. Ubóstwo” w moim odczuciu jako zwieńczenie trylogii TT jest płytą, która również muzycznie nawiązuje do poprzednich materiałów a nawet w swoisty sposób je podsumowuje. Przed nagraniem tej płyty zakładałeś, że ma to być taka właśnie klamra, która podkreśli wszelkie walory stylu jaki prezentowały „Corona Regni…” oraz „Rzeczpospolita…”?

Przed nagraniem płyty postanowiłem, że powstanie ona według metody: nagrywam – skomponowane. Minimum pracy nad kompozycjami. Taka na przykład „Melancholia” powstała całkowicie w ten sposób. Wziąłem gitarę, włączyłem nagrywanie i bez przygotowania, z wewnątrz siebie, zagrałem cały utwór, a nawet nieco go później przyciąłem. Generalnie, w mniejszym lub większym stopniu, tak samo powstały inne numery. Wyjątek stanowią dwa, które napisałem kilka lat temu, ale pasowały do konceptu, bo powstały w piętnaście minut każdy. Nie miała być to klamra, to miał być i jest ostatni krok.

Nie wiem czy się ze mną zgodzisz, ale każdy kolejny materiał TT brzmi trochę inaczej. „Brud…” to połączenie lo-fi i black metalu podlane doom’owym sosem a chwilami wręcz dzieło chwytliwe. Jednak na pierwszy plan zdecydowanie wybija się tu brudne, pozornie toporne brzmienie… Jesteś zadowolony z tego jak bsuzakończyły się prace w studio?

Oczywiście. Oprócz założeń dotyczących kompozycji, zaplanowałem jak to ma brzmieć i zbliżyłem się do celu bardzo blisko. Mam pewne ograniczenia, tak sprzętowe jak i w doświadczeniu, ale poszukuję cały czas i z zasady wszystkie materiały brzmią, brzmiały i będą brzmieć inaczej.

Pisałem o tym w recenzji „Brud…”, wspomniałem już wyżej, dla mnie płyta ta wyróżnia się ciągle czającą się w tle transową chwytliwością, dzięki której pozornie nieprzystępny materiał bardzo zyskuje na słuchalności. Dla Ciebie jako dla muzyka nagranie płyty takiej jak „Brud…” było zadaniem łatwym a może wręcz przeciwnie i trud to był niesamowity? Gdy rozmawialiśmy po premierze „Rzeczpospolitej…” mówiłeś, że kolejny album TT nagrasz sam – plan został zrealizowany i „Brud…” jest Twoim dziełem od A do Z?

Założenia opisałem już wcześniej. I przyszło mi to z wielką łatwością. Tyle, że nagle klops. Po pięciu czy sześciu kawałkach chuj twórczy zwisł smętnie. Odczekałem z miesiąc czy dwa, aż wróci do pozycji bojowej i dopisałem resztę z równą jak wcześniej łatwością. Od A do Z sam, zgodnie z kolejnym, przyjętym wcześniej założeniem. TT jest ansamblem zachciankowym i w zależności co zaplanuję, może działać w dowolnych konfiguracjach personalnych.

Idąc tropem zachciankowości, kolejny materiał TT czyli „Boży plan zniszczenia” jest muzycznie zdecydowanie inny niż trylogia, bardziej transowy a chwilami kojarzy mi się nieodparcie z noise… Miała to też być płyta, nad którą pracować będziecie zespołowo?

Ta ep-ka to połączenie starego z nowym. Znajduje się tam kilka kawałków, które mają naście lat oraz ze trzy świeże, ograne z kniaziem Qcorem i imć panem Śmiercią. Inkrustuje je kilka krótkich form napisanych wspólnie na jednej próbie do tekstów, które przyniosłem. Transowy jest jedynie „Kożuch ze smoły”. Miało to brzmieć jak na próbie i słyszę tę salę.

W moim odczuciu „Boży plan zniszczenia” to materiał bardziej otwarty muzycznie; taki „Uła” to numer z niemal rockowym zacięciem…

Coś mi się kojarzy, że jak go pisałem to rżnąłem z Mansona. Bo to było po tym jak wyszedł „Antichrist Superstar”. Stąd może skojarzenia. Reszta kawałków jest głównie zerżnięta ze Slayer.

Muzyka jaką tworzysz pod tym szyldem jest trudna i nieprzystępna, na pewno też oryginalna i surowa, ale o wiele bardziej trudne w choćby próbie interpretacji są twoje teksty… Powiedziałbym, że teksty TT do dziwna odmiana poezji. Czujesz się choć trochę poetą?

Jestem poetą pełną gębą. Nawet w połowie lat dziewięćdziesiątych wydawałem coś na kształt zine’a literackiego. Możecie mi mówić ataman „Pełną Gębą” Tolovy. Na obecnym etapie teksty są w TT najważniejsze. Pierwszy raz chcę zrobić coś nie na przekór i ta poprawność ma się objawić w realizacji założeń terminu „poezja śpiewana”. Najpierw wiersz później ilustrujące go dźwięki. Oczywiście, nie byłbym sobą gdybym nie skrzywił nieco definicji i tak TT wykonuje poezję ryczaną. Mało tego, TT powstał wykonując poezję ryczaną, o czem przypomniałem sobie analizując drogę i przemiany swoje, jak i swoich tworów. Tak też pisało na najpierwszych flyerach zespołu, a jak powszechnie wiadomo, flyer rzecz święta. Wszystko to ułożyło mi się niedawno w logiczną całość. Samo to, że poezja śpiewana jest gatunkiem charakterystycznym dla Polski, Litwy i Białorusi. To tak naturalne jak wpierdalanie kaszanki, słoniny i boczku. A teksty TT to nie jest poezja dziwna, ona jest normalna.

„Boży plan zniszczenia” w całości dostępny jest na bandcampie czy w związku z tym zaczęły trafiać do ciebie opinie na temat TT również z poza Polski? Taka forma promocji jaką oferuje bandcamp odpowiada Ci w zupełności?

Przecież nikt tego tam nie odtwarza. W sumie mnie to nie interesuje. To samo nie działa. Robiłem tak: wrzucam kawałek na bandcampa i mówię o tym Grześkowi z GoW, on to pokazuje ludziom, oni na to patrzą i wchodzą na odnośnik, później nie wytrzymują presji i idą gdzie mniej boli. W ogóle nie interesują mnie za bardzo opinie spoza Polski, ponieważ tam nie są kierowane ani moje dźwięki ani słowa.

bpzDo niedawna dość często można było spotkać się z grafikami twojego autorstwa na okładkach i w layoutach różnych wykonawców, mam takie wrażenie, że ostatnio udzielasz się w ten sposób zdecydowanie mniej, dlaczego?

Nikt mnie ostatnio o to nie prosi.

Rok 2013 to rok aktywności TT, wiem, że macie już w dużym stopniu skończony kolejny materiał Genius Ultor, a co dzieje się ze Stillborn? Kiedy możemy spodziewać się nowych wydawnictw wspomnianych zespołów?

Genius Ultor jest skończony od roku. Niby jeden numer jest nieskończony ale jednocześnie jest skończony. Płyta leżakuje. Killer robi nowe kawałki do Stillborn z Augustem, ale ja nie gram w Stillborn od lutego 2012. Są na etapie komponowania. Rzulty natomiast koncertuje w ChRL.

A inne zespoły, z którymi współpracowałeś (Cremaster, Heatenic Noizz Architect) czy jest szansa na jakieś wspólne dźwięki w przyszłości? Szczególnie interesującym bandem był HNA, który zniknął po naprawdę świetnej Ep-ce „Taiga”… Pytanie trochę pod prąd czy dziś patrząc wstecz widzisz zespół, płytę, w którą z perspektywy czasu zwyczajnie nie było warto się angażować?

Jedna z zasad – nie żałuj niczego. Zresztą nie ma czego. Cremaster pracuje nad nową płytą, pracują już tyle czasu, że Grammy i Fryderyki zgarnięte z góry. Może nawet Nobla dostaną jak z rok jeszcze popracują. Zrobiłem z nimi w tym roku, jak było jeszcze zimno, zanim zrobiło się ciepło, przeróbkę o wybornym tytule „Hańba ożywicielom grzesznego Janusza”. Napisałem i wykonałem libretto do tego wspaniałego utworu, będące przeróbką „Warriors Prayer” Manowar. Podkład muzyczny jest trawestacją szlagieru rodzimej gwiazdy metalu z Pomorza, pomogłem nieco w jego zorkiestrowaniu. Miałem jeszcze chórek zaśpiewać, ale byłem już tak zmęczony, że ledwie stałem na nogach. O HNA nigdy nie słyszałem, jak również o tym, że przekształciło się w Late Awake, które nagrało materiał dwa lata nazad i wcale od jakiegoś czasu we dwóch nie grają pod roboczym szyldem Matoha. Całkiem inną muzykę zresztą.

Na zakończenie jako, że pytania o plany na przyszłość są z natury banalne, poproszę Cię być powiedział dla odmiany czego raczej się po tobie w najbliższym czasie spodziewać nie powinniśmy? Dzięki za rozmowę!

Z pewnością nie zaglądnę w najbliższym czasie do losowo wybranego kościoła, coś ostatnio od dłuższej chwili nie spożywam i jakoś nie mam ochoty prowokować kilku setek katolików naraz. Ale z ostatniego pobytu jest zarejestrowana ścieżka dźwiękowa, chytrze wpleciona w „Ksenofag” z B.S.U. Wracając do poprzedniego pytania, to żałuję jedynie tych pamiątkowych szalików zamiast czegoś bardziej użytecznego i praktycznego. Pozdrawiam i dzięki.

ataman Tolovy, Tarnów, 26 październik 2013

Rozmawiał Wiesław Czajkowski

Zdjęcia: archiwum TT