TT – Migawki końca to mój ulubiony temat…

Jakże uboga jest nasza scena skoro zespoły takie jak TT pozostają ciągle mało znane i co gorsza, są skazane na egzystencję w bardzo głębokiej niszy. Na szczęście fakt, że zespół nie gości na okładkach magazynów muzycznych i nie supportuje Sabaton nie przekłada się na wartość artystyczną tego, co słyszymy po wrzuceniu do odtwarzacza „Corona Regni Satanae” czy od niedawna „Rzeczpospolita Czartowska”. Tak, nowy album zespołu Atamana Tolovego to projekt zacny i ze wszech miar zasługujący na uwagę. Zanim będziecie mieć okazję posłuchać w czym rzecz, zapraszam na rozmowę z głównym sprawcą całego zamieszania, szanownym panem Atamanem!

Witaj Atamanie! Jaka siła pcha artystę do tego by tworzyć muzykę trudną, niełatwą w odbiorze, wymagającą od odbiorcy myślenia, taką jaką tworzysz pod szyldem TT?

Czołem. Sądzę, że nieczysta i stoi z tyłu. Musi stać z tyłu, skoro pcha, w znaczeniu popycha ku. Bo gdyby pchała od przodu, pewnie mielibyśmy do czynienia z uwstecznianiem, a to się nie godzi. Choć, jeśli się zastanowić, bardzo przyjemnie jest mi ostatnio uwsteczniać się muzycznie. Można to porównać do podróży w czasie, ale z lukami wehikułu wypełnionymi nowoczesnymi narzędziami masowego mordu. Ale wracając do tematu, wcale nie podoba mi się, że stoi z tyłu i popycha. Zadajmy sobie lepiej pytanie: cóż mnie ciągnie?

„Rzeczpospolita Czartowska” to kontynuacja debiutanckiego „Corona Regni Satanae” czy zupełnie odrębna wizja, inny muzyczny świat?

To samo, ale nie do końca. Słychać, że nie to samo. Dzieje się tak poprzez zmianę metody twórczej. Metoda twórcza jest dla mnie ostatnio najważniejsza. Muzyka wypływa sama, z tym nie ma problemu. Obieram metodę w zależności od tego z kim gram i czy wpadnę wcześniej na żelazne jej założenia czy wyjdą w trakcie. Z różnych ludzi można różne rzeczy wyciągnąć i staram się tak wszystko okiełznać, żeby wyciągnąć maksimum a jednocześnie urzeczywistnić wizję.

Jesteś autorem całości muzyki jaka znalazła się na nowym krążku TT? Metoda twórcza według Atamana to…? Potrzebujesz specjalnych warunków do tego by przyszło natchnienie i pojawiła się chęć tworzenia muzyki?

Nie, nie jestem wyłącznym kompozytorem. Ciche wejście gitary do utworu „Zima skuje nam mordy” skomponował kniaź Niechęć Przekora, miał też pomysł na aranżację końcówki tego kawałka. Stworzył również solo do „Kobiety z zamkniętymi oczami”. Większą część materiału ogrywaliśmy w trójkę, później we dwójkę z kolegą perkusistą i dla mnie ta różnica jest słyszalna. Imć pan Śmierć nadał swoim niemetalowym stylem gry sznyt całej płycie, każdy miał jakiś wpływ na aranżację materiału. Metoda twórcza, to proste – jest to całokształt procesu począwszy od napisania muzyki do zgrania ostatecznej wersji na nośnik, zgodnie z przyjętymi przez twórcę założeniami. Jeśli chodzi o tę płytę, pierwszym założeniem było oparcie numerów na jednej konstrukcji rytmicznej bębnów powtarzanej przez cały utwór. Dopiero później, podczas ogrywania materiału, uwypuklić należało pewne części, podkreślić pewne riffy i tym sposobem mniej lub bardziej odejść od surowego szkieletu. Najbardziej szkielet ten wystaje z „Więzienia z kości”, „Autodefenestracji” czy „Deszczu III”. Później przyjąłem pewne założenia co do realizacji samego materiału, np. gitary nagrywałem w tzw. czasie wolnym, czyli wpadając na kwadrans na kwadrat gdzie mam sprzęt. Wokale w większości pochodzą z rejestracji dziewiczej samego pomysłu, czyli po prostu wziąwszy tekst do ręki, pierwszy raz próbowałem go osadzić na muzyce i tak zostało. I tak dalej i tak dalej. Wszystkie te szczegóły składają się na metodę. Płytę kolejną realizuję natomiast w taki sposób, że począwszy od ustalenia brzmienia, biorę gitarę do ręki i bez przygotowania piszę kawałek od razu go nagrywając. Bardzo zacna inicjatywa.

TT - migawki końca...

TT – migawki końca…

Czy muzycy, którzy wspomagają Cię w TT muszą zgadzać się z Twoją wizją zespołu, muzyki? Dopuszczasz współpracę z grajkiem, który będzie chciał zmienić oblicze muzyki, który Ty stworzysz?

Tak, dlatego trzecią część trylogii pod znamiennym tytułem „Brud. Smród. Ubóstwo” robię od początku do końca sam. Demokrację zapowiedziałem wszem i wobec po zakończeniu prac nad ep „Deliryki”, mamy w końcu pełnosprawny, żywy skład.

Pełny skład oznacza to, że będzie dużo bardziej głośno o TT? Myślisz też o tym by ten pełny, żywy skład zaciągnąć na sceniczne deski?

E, pełny skład nie ma nic wspólnego z natężeniem hałasu wokół zespołu. Co do grania na żywo, nie jest to jakiś priorytet. Kończymy recital, może zaprezentujemy go na żywo. Recital ten nie ma nic wspólnego z żadną z płyt.

Może to przedwczesne pytanie, ale skoro sam o tym wspominasz jak i zapowiadasz we wkładce do „Rzeczpospolita…” to kiedy możemy spodziewać się kolejnego LP? Jak w ogóle przedstawiają się Twoje plany jeśli chodzi o ten zespół?

„Brud. Smród. Ubóstwo” jest w siedemdziesięciu procentach skończone. Akurat tak się złożyło, że w ostatnim czasie nie było weny do skończenia ostatnich trzech utworów, a zgodnie z założeniami ma być wszystko spontanicznie. Kończymy szlifować materiał na wspomnianą ep, którą nagram na kasety co to je trzymam w szafie. Zacząłem realizację płyty z przeróbkami szlagierów polskiej muzyki rozrywkowej, pojawią się tam goście, których nie zna nikt. Ale tylko w tych momentach, gdzie to konieczne. Ta idea liczy sobie mnóstwo lat, teraz ją staram się materializować, jeden numer mam już nagrany. Po nagraniu ep bierzemy się za „demokratyczny” materiał TT, cóż z tego wyjdzie za potwora, jest obecnie największą niewiadomą. Mam jeszcze ze dwa pomysły w rękawie, ale co za dużo to i na starość trąci.

Pierwsza płyta TT porównywana była do bardzo różnych gatunkowo formacji, pojawiały się nazwy Voivod, Mayhem, Godflesh… Swoisty eklektyzm jest dla Ciebie wyznacznikiem kierunku w jakim chcesz rozwijać swoją twórczość? Jak myślisz, do jakich zespołów będzie porównywana zawartość nowego krążka?

Kiedyś porównałem moją nieżyjącą babcię do potwora z bagien. W ogóle nie była podobna. Myślę, że płyta będzie porównywana częściowo do tego, co będzie akurat na tapecie w Internecie, a częściowo nie. To drugie „częściowo” będzie już zależało od konkretnego osobnika. Częściowo będzie też porównywana do potwora z bagien.

 Ataman Tolovy w akcji

Ataman Tolovy w akcji

Nie mogę oprzeć się wrażeniu, że brzmienie „Rzeczpospolita…” nawiązuje w swej surowości do nurtu sludge – czy rzeczywiście zespoły pokroju Eyehategod były dla Ciebie inspiracją podczas prac nad ostatecznym kształtem krążka?

Ja w ogóle niedawno zauważyłem, że istnieje coś takiego jak sludge. Mam jedną kasetę EHG, czekaj, sprawdzę tytuł… znalazłem – „In the Name of Suffering”. Nie pamiętam, kiedy słuchałem, ale chyba raz w zeszłym roku, a wcześniej bardzo dawno. Nie znam innych zespołów z gatunku. Chyba. Nie zastanawiam się wcale jak grać, bo to się dzieje automatycznie, wiem co mnie w graniu pociąga. Natomiast brzmienie uważam za tak samo ważny element składowy, jak sama muzyka, teksty czy oprawa graficzna. Nad brzmieniem spędziłem dużo więcej czasu i poświęciłem mu dużo więcej pracy niż samemu komponowaniu. A, że jestem dyletantem w tej materii, było ciężko, miałem bardzo wyraziste wyobrażenie jak to ma brzmieć. W związku z tymi pracami żona wprowadziła całkowity zakaz odtwarzania TT w jej obecności. A to nie jest zwykła żona. Ja na szczęście mogę sobie słuchać TT przez osiem bitych godzin w pracy.

Który proces jest trudniejszy – komponowanie czy praca nad rejestracją materiału? „Rzeczpospolita Czartowska” powstała w Twoim „Home studio”, czy może znalazłeś jakieś miejsce, w którym nagrywa się równie komfortowo jak na własnych śmieciach?

W tej chwili już wszystko wydaje się łatwe, choć biorąc pod uwagę przeszłość, pisanie muzyki jest łatwiejsze. Bardzo dobrze i lepiej technicznie nagrywa mi się wokale u kolegi Piotrka Lekkiego, gdzie robiliśmy dawniej również płyty Stillborn czy Genius Ultor. Dopasowuję jednak wcześniej opisaną metodę twórczą do możliwości i na odwrót, tak aby zbliżyć się do marzenia jak najbliżej. Jednym z założeń bieżących i przyszłych jest wykorzystywanie własnego sprzętu i umiejętności oraz posiadanie pełnej kontroli nad każdym aspektem realizacji albumu.

Nie obawiasz się tego, że samodzielne stworzenie albumu od początku do końca spowoduje, że pozbawiony on będzie często potrzebnego i prowadzącego do zmian na lepsze krytycyzmu?

Uważam, że będzie megaultraprzezajebisty z tego powodu.

Muzyka to jedno, ale właściwie każdy, kto słucha TT zwraca uwagę na dziwne, czy jak mawia młodzież odjechane liryki. W annałach encyklopedii metalu tematyka tekstów została określona jako „snapshots of the end, abstractions and dreams”. Jesteś w stanie powiedzieć nam teraz co właściwie poeta piszący te słowa miał na myśli?

Sam to tam napisałem, i była to do pewnego czasu jedyna autoryzowana i miarodajna informacja. Chciałem wpisać więcej, póki była wolna rubryka, ale, niestety, jest tam ograniczenie co do ilości znaków. W pierwszym okresie działania zespołu tematyką tekstów była głównie abstrakcja, opis dziwnych idei oraz nierzeczywistych zdarzeń i krajobrazów sennych. I to było dobre, nie widzę siebie w tamtym okresie jako komentatora rzeczywistości, nawet mocno metaforycznego, jak to do pewnego stopnia ma miejsce dzisiaj. Migawki końca to mój ulubiony temat, jest tyle aspektów z jakich można go ująć. Generalnie jednak na tych dwóch płytach piszę o Polsce.

Na zakończenie zdradź nam proszę co to za praca, w której słuchasz TT przez bite osiem godzin?

To jest wspaniała praca. Dzięki za wywiad,

Rozmawiał Wiesław Czajkowski