TRIPTYKON – Jestem tylko człowiekiem

Już za kilka miesięcy Triptykon zagości na deskach polskich klubów w ramach krótkiej trasy. Na koncertach na pewno usłyszymy coś z ostatniej, wydanej w 2014 roku płyty Melana Chasmata. Z tej okazji zamieniliśmy kilka słów z wokalistą formacji, jednocześnie kultową postacią w świecie ekstremalnego metalu – Tomem „Warriorem” Fischerem.

Jesteś bardzo skromnym człowiekiem, lecz wciąż utożsamianym z największymi legendami muzyki metalowej. Nie jest to przytłaczające?

Bycie ważną postacią dla tak wielu ludzi to ogromny honor, aczkolwiek nie mam powodów, by uciekać od skromności. Jestem tylko człowiekiem, jak każdy z nas. Znam swoje złe i dobre strony. Popełniłem w życiu wielkie błędy, za które jest mi żal, ale przy tym wiem, że z każdego z nich wyciągnąłem wnioski. Zwyczajnie dzielę swoją pasję do mrocznej muzyki z naszymi słuchaczami.

Ale zdajesz sobie sprawę, że na świecie jest wielu artystów, którzy mimo niezaprzeczalnie mniejszego wkładu w muzykę są w stanieTGF gloryfikować samych siebie?

Też to zaobserwowałem, ale nie jestem człowiekiem bez skazy. Splamiłem swoją twórczość okropnym albumem. Najgorszą ludzką cechą wtłaczaną w sztukę jest egoizm. Nie zamierzam przytaczać konkretnych nazwisk, ale materialne żądze i nadmierna pewność siebie prowadzą do zguby. Muzyka powinna stanowić sedno, nie muzycy. Mimo wszystko, żyjemy w wolnym świecie i każdy ma prawo do postępowania wedle własnych wartości. Z pewnością nie planuję rozwlekać się na temat scenowych konwenansów i tym podobnych.

Wątek „ego” w sztuce, o który zahaczyłeś, poruszało już wiele osobistości z muzycznego światka. Jedną z nich był Mike Patton. Stwierdził on, iż najgorszym elementem muzyki jest to, że tworzą ją ludzie. Trafna opinia?

Jestem nawet jeszcze bardziej radykalny. Nie oszukujmy się, początek najgorszego rozdziału w historii tej planety przypada na czasy, w których zawładnęli nią ludzie. Historia jest jedną z moich największych pasji od dwunastego roku życia. Kiedy zacząłem zgłębiać wiedzę nt. postępowań człowieka wobec natury i zwierząt, poczułem ogromny smutek. Trwa on po dziś dzień. Myślę, że niefortunnie mamy to zakodowane w naszych genach: dążyć do celu po trupach, bez cienia empatii. Jak sam widzisz, ludzka natura nie jest negatywnym punktem jedynie w sztuce.

Krytykujesz ludzi za ich postępowania, zatem starasz się być lepszym od nich. Nie zdarzyło ci się jednak zrobić w życiu czegoś, czego żałujesz do dziś? Pomińmy sztukę szeroko pojętą.

Nie wiem, czy postępuję lepiej od innych. Staram się z całego serca. Jak już wcześniej powiedziałem, jestem jedynie człowiekiem, jak każdy z nas. Zapytałeś, czy w swoim życiu zrobiłem coś, czego żałuję. Oczywiście, że tak. Mam na sumieniu kilka takich występków, lecz staram się pojąć swoje błędy i wyciągnąć z nich nauczkę. Co prawda prowadzę zdrowe życie, nigdy nie podniosłem ręki na zwierzę, nie zaśmiecam środowiska, lecz daleko mi do stwierdzenia, jakobym był lepszy od innych. Na szczęście, są wśród nas inne jednostki głoszące opinie podobne do moich. Mam wrażenie, że dzięki ludziom z poczuciem misji może być lepiej.

Nie ma na świecie ludzi postępujących idealnie względem tego, czym zostaliśmy obdarowani przez ewolucję. Może zetknąłeś się za to z artystą, który jest dla ciebie wzorem, ideałem?

Nie. Pod tym względem także nie ma ideałów. Są artyści, których wyjątkowo cenię i uznaję za inspirację, lecz sama geneza sztuki nie polega na osiągnięciu perfekcji. Wręcz przeciwnie, jest ona najczęściej skutkiem ubocznym cierpienia i ogromnego bólu wywołanego w duszy. Tworzą ją anarchiści i ludzie zniesmaczeni kondycją świata. Uważam, że na Ziemi nie funkcjonuje nieskazitelny byt.

Zabrzmi to jak klisza, ale im większy ból odczuwasz, tym lepszą muzykę tworzysz?

No, trafiłeś z tą kliszą, lecz nie jestem w stanie zaprzeczyć. Gdy spojrzę na swoje największe dokonania, od razu przypominam sobie, w jak negatywnych dla mnie okolicznościach powstawały. Oczywiście, nie karmię się smutkiem. Poszukuję spełnienia i szczęścia, jak wszyscy ludzie.

Czy wciąż jesteś artystą poszukującym nieznanego, czy też wolisz trzymać się stabilnego gruntu?

Zawsze szukam czegoś nowego, lecz nie w takim stopniu, jak 30 lat temu. Myślę, że to naturalna kolej rzeczy. Dużo eksperymentowałem, nagrałem płyty, które chciałem nagrać, aż nadszedł moment stabilizacji. Dodam jeszcze, że jestem niesamowicie szczęśliwy z obecnego stanu rzeczy. W Triptykon staram się rozwijać z każdym kolejnym albumem, lecz nie odczuwam maniakalnej potrzeby odkrywania siebie na nowo co rok. Już dawno to zrobiłem. Dobrze mi teraz.

Zapytałem, ponieważ niektórzy ludzie uznają, że stoisz w miejscu, a po „Monotheist” nie stworzyłeś niczego nowego. Jak odczytujesz takie opinie?

Mogę jedynie ich wyśmiać (w tej chwili Tom po raz pierwszy i ostatni uśmiechnął się). Jestem bardzo ciekawy, czy to, co oni zrobili w życiu można porównać z rzeczami stworzonymi przeze mnie na przestrzeni 35 lat. Jeśli tak, z chęcią to zobaczę, ale w innym przypadku mogę się tylko pośmiać. Ludzie, którzy uważają Triptykon za słaby zespół, nie są przecież zmuszani do słuchania tej muzyki. Niech słuchają innej, mogą nawet nie przychodzić na koncerty. Preferowałbym taki obrót spraw. Moim zdaniem, Triptykon to jedna z najlepszych kapel, w jakich miałem okazję grać. Zresztą, zrobiłem już swoje lata temu, tak jak wspomniałem. Kiedy konserwatywna scena metalowa trwała przy stereotypach i sprawdzonych rozwiązaniach, ja szukałem i odkrywałem. Myślę, że po tylu latach mogę grać i brzmieć, jak mam ochotę.

Jestem tylko człowiekiem

Jestem tylko człowiekiem

To interesujące. Wokalista zespołu Vader z Polski prezentuje podobne stanowisko do twojego. Kilka miesięcy temu – przed premierą nowej płyty formacji – miała miejsce internetowa burza o okładkę wydawnictwa. W ramach obrony własnej odparł on, że krytykanci zamiast wyzłośliwiać się, mogą zrobić to lepiej.

Zgadzam się z Peterem, bardzo mądrze podszedł do tej sprawy, przedstawił jej sedno. Vader również jest legendarną formacją w kręgach ekstremalnego metalu. Spędzenie życia na pisaniu zawistnych komentarzy jest bardzo proste, ale zamiast bezsensownego plucia jadem, można zrobić coś pożytecznego.

Ale gdy masz do czynienia z tzw. „konstruktywną” krytyką, starasz się wziąć rady słuchaczy do serca?

Oczywiście, ale to zupełnie inna rzecz. Konstruktywna krytyka potrafi być esencją i wytrącić zapatrzonych w siebie muzyków z bujania w obłokach. Z chęcią przyjmuję do siebie takie komentarze. Dzięki nim wiem, co mogę zmienić w swojej muzyce i zapoznać się z sugestiami słuchaczy. Szczerze mówiąc, dopiero gdy przyjmiesz do siebie konstruktywną opinię, możesz dojrzeć jako artysta.

Nowoczesna scena ekstremalnego metalu wciąż obfituje w ciekawe nowinki i wiele innowacyjnych kapel. Śledzisz ją, czy eksplorujesz inne muzyczne terytoria?

Na obecnym etapie swojego życia nie zasłuchuję się w ciężkiej muzyce. Ostatnio przeżywam fascynację na punkcie muzyki progresywnej i jazzu. Mój muzyczny gust jest bardzo zróżnicowany i stale dbam, by się rozwijał. Poczucie świeżości jest bardzo ważne przy tworzeniu. Pozwala nabrać mi odrobiny oddechu i ruszyć do komponowania ze zdwojoną siłą.

Ciekawe. Nie kusiła cię nigdy inkorporacja progowych lub jazzowych elementów do muzyki Triptykon?

Nie, ale przez wiele lat odczuwałem taką pokusę. Mogę nawet stwierdzić, że na „Monotheist” czy „Into the Pandemonium” znalazły się pewne smaczki charakterystyczne dla progresywnego rocka. Płyty Triptykon również zawierają kilka elementów hołdujących takiej szkole grania, ale to na tyle. Nie słucham muzyki progresywnej, by potem włączać ją do tego, co tworzę w Triptykon. Po prostu, jestem jej fascynatem od wielu lat i stanowi ona jedną z moich inspiracji przy pisaniu utworów na następne materiały, nawet jeśli jej wpływów za bardzo nie słychać.

A nie chciałeś nigdy stworzyć projektu utrzymanego daleko od stylistyki metalowej?

Poniekąd zrobiłem to z Apollyon Sun (industrial-metalowa grupa Toma, wydali jeden pełnoprawny krążek pt. „Sub” – przyp. autora). Nawet nie wiesz, jak ważnym doświadczeniem było dla mnie stworzenie muzyki dla tego zespołu. Zetknąłem się z zupełnie innymi warunkami komponowania, nagrywania, pracy w studio. To był naprawdę niezwykle kreatywny twór i cieszę się, że brałem w tym udział. Później jednak odczułem potrzebę powrotu do grania agresywnego i trwam w niej po dziś dzień.

Wspomniałeś wcześniej, że obecnie nie zasłuchujesz się w ciężkiej muzyce. Kiedy jednak już do tego dojdzie, po jakie młode kapele sięgasz najczęściej?

Oczywiście. Mimo gadaniny niektórych ludzi, na świecie wciąż można znaleźć wiele nowej, fascynującej muzyki. Także tej z rejonów rocka i metalu. Świetnymi tego przykładami norweskie Leprous i Scorpion Child z USA. Te zespoły nie trwają kurczowo przy starych ideałach, lecz robią coś nowego, starają się pchać muzykę do Triptykonprzodu. Mimo wszystko, jestem neutralny wobec wszystkich podziałów scenowych i gatunkowych. Słucham wielu nowych kapel, gdyż samo łojenie nie dostarcza mi tylu emocji, co inne stylistyki muzyczne.

Skoro już wspomniałeś o Leprous: panowie przez pewien czas terminowali na solowych albumach Ihsahna. Jego płyty z kolei są bliższe ekstremalnemu metalowi, lecz można wychwycić pewne korelacje między twórczością obydwu kapel. Słuchałeś jego ostatniej płyty zatytułowanej „Arktis”?

Mam ogromny szacunek do Ihsahna, jesteśmy przyjaciółmi. Fascynuje mnie tajemnica, jaką owiana jest jego muzyka. Człowiek tworzy muzykę niespotykaną, ale jednocześnie intrygującą. Podoba mi się jego eklektyzm i otwarcie na nowości w połączeniu ze starymi rozwiązaniami. Jego ostatniej płyty, niestety, nie miałem okazji przesłuchać, lecz mam nadzieję to zmienić w najbliższym czasie.

W Szwajcarii funkcjonuje jeszcze zespół Bolzer. W zeszłym roku wydali album „Hero”, który mógłbym porównać do Celtic Frost. Oczywiście nie mam na myśli kopiowania riffów, czy tym podobnych, bo grają zupełnie inną muzykę od waszej, lecz twórczą odwagę. Ta płyta jest niesamowicie dziwna, zbiera skrajne opinie, ale mimo, że jej nie rozumiem, odczuwam satysfakcję przy słuchaniu jej.

Słuchałem tej płyty i muszę się z tobą zgodzić. Dobrze, że wspomniałeś o tej płycie, gdyż przypomniało mi się, że nie wspomniałem o niej, kiedy zapytałeś o wartościowe nowe kapele. Zresztą, „Hero” został wyprodukowany przez gitarzystę Triptykon, więc wszędzie czai się podskórny sens. Jak dobrze zauważyłeś są pewne powiązania między muzyką Hellhammer i Celtic Frost a Bolzer. Naprawdę dobra kapela.

Na sam koniec powiedz, gdzie widzisz siebie za 10 lat.

Mam nadzieję, że za 10 lat nie będzie mnie już na tej planecie.

Rozmawiał Łukasz Brzozowski

Zdjęcia: archiwum zespołu

TRIP

MINITRASA TRIPTYKON JUŻ W MARCU!