TRAUMA – Traumatyczny pierdolnik

Niedoceniani w wystarczającym stopniu death metalowcy z Elbląga zrobili ogromny prezent maniakom ekstremalnej rzeźni. Wznowienie Invisible Reality, pierwszego demo Traumy, to prawdziwa gratka dla fanów polskiego metalu śmierci. O tym i nie tylko pogadałem z filarem formacji – Misterem.

Nie tak dawno w twoim rodzinnym Elblągu wizytę raczył złożyć największy filantrop RP, Jarek Kaczyński. Byłeś na tym spotkaniu (śmiech)?

No przykro mi niezmiernie ale nie byłem (śmiech). Ominęła mnie pewnikiem dobra okazja aby posłuchać na żywo o kolejnych rewelacjach spiskowych, związanych z katastrofą Smoleńską i obowiązkowy apel ku czci poległych… i jak to dwa bratanki chcą dominować w Europie, he, he…

Czy jak wielu metalowców jesteś gorącym przeciwnikiem „dobrej zmiany”?

No raczej, chociaż to nie jest tak, że pozostałe opcje są supcio, bo to też łosie popromienne. Szczerze nienawidzę głupoty a w polityce od jej nadmiaru aż kipi. Staram14796008_1242770075762385_863045977_o się trzymać dystans do tego co się wokół dzieje, ale jak wszyscy wiemy, nie jest to możliwe. Nic nie wiemy i na nic nie mamy wpływu. Historia oceni ten czas zupełnie inaczej niż my to postrzegamy w tej chwili. Wszystkie przełomowe decyzje podejmowane są „pod stołem”. Korporacje żądzą światem a nie żaden Władimir Obama czy  Barack Putin. Smutne to niestety, ale biznes musi kwitnąć a my wszyscy jesteśmy tylko pionkami na obsranej planszy!

Mówisz, że nienawidzisz głupoty. Nie uważasz, że jest ona immanentną cechą wielu metalowców?

Głupota jest znamienną cechą wyłącznie ludzkiego gatunku. Niezależnie od wyznawanej ideologii czy przynależności do danej subkultury, koloru skóry i języka jakim się posługujemy. Zwyczajnie – zawsze głupota była i będzie bo jest  po prostu w nas. Co przykre, rozwija się wraz z cywilizacją, co tylko potęguje niebezpieczeństwo tego świata w następnych latach.

Czyli nie widzisz świetlanej przyszłości dla naszej cywilizacji?

Zmierzamy do ciągłego regresu. Pożeramy samych siebie i świat, dzięki któremu mamy możność egzystowania.

Przeżywałeś jakąś traumę w niedalekiej przeszłości?

Nie.

Pytam, ponieważ mija już 3 rok od wydania waszego poprzedniego studyjnego krążka – który, ku mojemu zdziwieniu, przeszedł bez echa w meandrach scenowych – i prawdziwą traumą dla fanów kapeli może być oczekiwanie na nowego długograja. 

Masz rację, minęło trochę czasu od wydania „Karma Obscura”, ale nie odczuwamy żadnej presji i  nie zamierzamy się  z czymkolwiek spieszyć, podczas pracy nad nowym albumem. Zajmujemy się wieloma innymi rzeczami w tym czasie, które dotyczą bezpośrednio Traumy i wymagają naszego zaangażowania.  Pewne działania musimy rozkładać w czasie i planować je ze sporym wyprzedzeniem aby nie utonąć w otchłani chaosu. Będę kompletnie nieobiektywny, ale „ Karma Obscura” to dla mnie wyjątkowy album. Brzmi wspaniale i ma w sobie olbrzymi potencjał; nie zauważyłem też słabych recenzji tej płyty. Gusta ludzkie są jednak kompletnie odmienne i nie ma co o nich dyskutować.  Wiem jedno – nie da się zadowolić wszystkich i nawet nie należy tego robić. Nie zgodzę się też z Tobą, że „Karma Obscura”  przeszła bez echa, bo gdyby tak było to w 8 miesięcy od jej premiery nie wyprzedałby się cały nakład tej płyty. Witching Hour Prod. był zmuszony zrobić drugie tłoczenie tej płyty i to mnie cieszy bo był moment kiedy nie można było jej dostać. Graliśmy przez ostatnie 3 lata sporo koncertów, były też recenzje i wywiady największych polskich periodykach, więc w zasadzie zależy co masz na myśli bo trasy w Stanach, ani w Japonii nie ma się co spodziewać po takim podziemnym bandzie jak nasz.

To, że ostatni pełnohczasowy materiał ma już 3 wiosny, nie znaczy, że próżnowaliście. Półtora roku temu bowiem światło dzienne ujrzał split z Offence. Jak oceniasz to wydawnictwo?

Któregoś razu chłopaki z Offence złożyli nam propozycję wydania splita, a że my akurat nigdy wcześniej nie zrobiliśmy nic w podobnej formie, uznaliśmy to za ciekawy pomysł. Oprócz tego Offencje jest bardzo dobrą kapelą i fajnie, że ich podejście do death metalu jest nieco odmienne od naszego, bo dzięki temu wydawnictwo to ma znacznie szerszą paletę brzmieniową. Nie musieliśmy specjalnie  nagrywać kawałka na tego splita, gdyż miałem w szufladzie utwór, który skomponowaliśmy w dwóch wersjach i podczas sesji u braci  Wiesławskich w Hertzu zrealizowaliśmy obie.  Jedną zamieściliśmy na mcd „Hamartia” zaś druga wylądowała w dyskowym odmęcie oczekując na lepsze czasy. Przyszła oferta ze splitem i od razu do głowy wpadło mi, aby to właśnie ją dać na owe wspólne wydawnictwo.  Reasumując: ze splita jestem bardzo zadowolony. Wykazałem się także graficznie, ponieważ cały layout i front cover naszej części materiału są moją robotą. Fajne doświadczenie, zwłaszcza, że jestem prawdziwym pasjonatem grafiki.

Stwierdziłeś, że Trauma nie musi robić niczego na zawołanie. Irytują cię kapele, które miast dobrego jakościowo materiału za cel stawiają sobie jak najszybsze wydanie?

Irytują to za dużo powiedziane bo każdy jest  w gruncie rzeczy kowalem własnego losu i guzik mi do tego jak pracują inni.  Artysta powinien mieć stuprocentową wolność twórczą, ale biznes muzyczny wywiera jak wiemy jednak presję na wykonawcach, którzy są zmuszeni pracować według pewnych reguł. Nie jest to łatwe ponieważ wena jest, albo jej nie ma i nie przyleci do nas na komendę jak policyjny pies. To jest pewnie frustrujące, ale tak jak powiedziałem, nie moja to rzecz.  Zawsze tworzyłem muzykę w Traumie, kiedy „żarło”. Brałem gitarę i z miejsca czułem potencjał riffów. I to jest jeden z powodów, dla którego od trzech lat nie ma nowej płyty. Od jakiegoś czasu znów poczułem wiatr w żaglach i chęć do pracy nad muzyką Traumy i to jest uczucie, które wręcz uwielbiam.

Traumatyczny pierdolnik

Traumatyczny pierdolnik

Mówisz, że w Traumie komponujecie tylko wtedy, gdy zażre. I tak sobie zażarło kilka dobrych lat temu, kiedy tworzyliście „Neurotic Mass”. Chyba najbardziej eksperymentalny album Traumy, duszny i pełen industrialnych wpływów. Co do tych ostatnich – nie kusi cię, by pograć jeszcze w tej stylistyce?

Też lubię ten album, ale padały i negatywne opinie na jego temat. I widzisz, tutaj znowu sprawdza się to, o czym mówiłem. Twórca musi mieć poczucie wolności i – brzydko mówiąc – kłaść lachę na opinie malkontentów. Jeśli jesteś podatny na to, co mówią o twojej muzyce, można kompletnie zgłupieć i utracić  instynkt, który sprawia, że muzyka ma to przysłowiowe „ coś” w sobie i jest autentyczna i szczera. A wracając do „Neurotic Mass”. Zawsze w Traumie zostawiałem otwartą furtkę, by nie ograniczać się do jednej konwencji. Spowodowane jest to tym, że słucham przeróżnej muzy i lubię przemycać wpływy rożnych odmian metalu a nawet innych rodzajów muzyki na grunt naszej własnej stylistyki. Chyba nie ma w metalu żadnego podgatunku, którego bym ewidentnie nie lubił. Nigdy też nie komponuję muzyki tylko na potrzeby Traumy. Mam w kompie kilka rozgrzebanych projektów, nad którymi pracuję w wolnych chwilach już od lat. Zwyczajnie nie mam potrzeby, by chwalić się tym na lewo i prawo. Zawarte są tam rzeczy nie tyle industrialne, co po prostu rozstrzelone stylistycznie. Przykładowo, przez 10 lat byłem głównym kompozytorem w nieistniejącym już Lafayn. A była to zupełnie inna muzyka. Niektórzy mogą nas jeszcze kojarzyć. Kiedy w Traumie mamy swoisty zastój, nie oznacza to, że odstawiam gitarę do futerału na wiele miesięcy bo tak na prawdę nigdy tego nie robię  na taki okres czasu. Nie dalej jak rok temu współtworzyłem bardzo ciekawy, rockowo stonerowy projekt, z muzykami, którzy kompletnie nie byli związani ze sceną metalową. To była świetna zabawa, mimo że nie udało się oficjalnie wydać żadnego materiału, ani zagrać nawet jednego koncertu. Tak to, niestety, bywa, ale każde takie granie na boku sporo uczy i poza frajdą buduje po prostu doświadczenie.

Niejako uprzedziłeś moje pytanie. Lafayn stylistycznie było bliskie europejskiemu power metalowi – gatunkowi bardzo kontrowersyjnemu. Co o nim powiesz?

Nie jestem jakimś wielkim fanem power metalu, ale kilka kapel lubię, chociażby Helloween. Wciąż uważam, że ich pierwsze materiały to przede wszystkim świetna, perfekcyjnie zrobiona muza. Taki power metal to ja lubię. Ale nie wiem do końca, czy Lafayn było power metalową kapelą. Zawarłem tam raczej moje wielkie muzyczne miłości. Stary Sabbath, Dio, Diamonda i jego Mercyful Fate, Queensryche, Fates Warning, Dream Theater… Ostatnimi czasy w ogóle nie sięgam po twórczość formacji power metalowych. Nie chcę nikogo urazić, ale męczy mnie granie takiego Sabaton, chociażby. Za to słucham dużo death metalu. Po prostu, death metalu bez mizdrzenia się. Włączam „play” i jest git albo nie. Cała filozofia. Muza ma dostarczać nam radość, by potem powymądrzać się w busie na temat jednego lub drugiego zespołu, kiedy jedziemy na nasz koncert (śmiech). Wracając do Lafayn – to była dziwna kapela i chyba przez brak określonej szufladki stylistycznej mieliśmy poważny problem ze znalezieniem wydawcy w tamtych czasach.

Z Małym (perkusista – przyp. Brzoza) jesteście jedynymi, oryginalnymi członkami kapeli. Mieliście momenty, w których chcieliście powiedzieć sobie „dość”?

Z Małym gram non-stop od października 1990 roku, kiedy dołączył do Thanatos – protoplasty Traumy. Każdy z nas ma swoje życie, ale spotykamy się na tych próbach, mielimy tyle czasu i wciąż widzę w nas chęć aby grać nadal. To już prawie jak w małżeństwie, he, he. Kiedy byliśmy młodsi znacznie częściej między nami dochodziło do pewnych tarć. Dzisiaj jesteśmy w stanie wyjaśnić sobie wszystko jak dorośli ludzie. Może to wiek nauczył nas pokory do świata i wszystkiego wokół?  Oczywiście, miałem momenty, kiedy chciałem zawiesić gitarę na kołek. Sęk w tym, że nie trwały one dłużej niż najwyżej kilka godzin, a nawet kilka minut. Każdy z nas wie, że zawód czy rozczarowanie są pełne goryczy, ale z drugiej strony uczą też pokory, dystansu,  starannego pielęgnowania swojej pasji i tych najważniejszych wartości. Przyszedł kiedyś taki moment w życiu, gdy musiałem siąść i pomyśleć, po co tak naprawdę to robię. Prawda jest taka, że po prostu kocham cały ten Traumatyczny pierdolnik, tworzyć, grać wspólnie z chłopakami koncerty, poznawać ludzi etc. Miłość do muzyki przesłoniła chęć osiągnięcia spektakularnego sukcesu i  robienia muzycznej kariery. To jest  po prostu mój sposób na życie i realizowanie się w nim.maly

Czym obecnie zajmujecie się  poza  tworzeniem z doskoku nowego materiału?

Teraz zajmujemy się wznowieniem pierwszego wydawnictwa Traumy, które od kilku miesięcy za sprawą Deformeathing prod. jest na rynku. Promujemy razem z wydawcą ten stuff bardzo intensywnie i coraz bardziej widać tego efekty, zresztą, ta rozmowa również stanowi element tejże promocji. „Invisible Reality” od kilku miesięcy jest dla nas priorytetem i wszystkie siły skupiamy w tej chwili na jej promocji. W czerwcu była premiera a za nią poszła promocja medialna i rozpoczęliśmy również koncerty w ramach „ Invisible Reality tour 2016”. W wakacje pojawił się limitowany, metalowy box z tym materiałem a we wrześniu wydanie kasetowe w limicie do 100 sztuk i znowu wspieraliśmy w tym czasie promocję działaniami koncertowymi. Za dwa miesiące  Deformeathing prod. wypuści  vinyl z tym materiałem i to będzie przysłowiową wisienką na torcie. Mimo wszystko, od jakiegoś czasu trwają prace nad nową płytą. Zrobiliśmy już parę numerów ale, niestety, na pewnym etapie komponowania wyszedł techniczny problem. Mój dysk, na którym znajdowały się wszystkie pomysły odmówił posłuszeństwa. Nie mieliśmy kopi zapasowej co wprowadziło nas w prawdziwą konsternację i niepokój. Było z tym mnóstwo problemów, ale na szczęście odpowiedni informatyk odratował nasz skarb. Teraz gdy sobie odsłuchuję te utracone pomysły to spokojnie mogę stwierdzić, że są zrobione w zaawansowanym stopniu, więc tym bardziej odetchnąłem z ulgą, że udało się te pliki odzyskać. W listopadzie stopujemy z koncertami, by już kompletnie móc przysiąść do tworzenia muzy. Mam nadzieję, że następcę „ Karma Obscura” nagramy w przyszłym roku i jest szansa, że uda nam się ten zamiar zrealizować.

W czasopiśmie Thrash ‘Em All kilkanaście lat temu wymieniałeś 10 swoich ulubionych płyt, a wśród nich znalazło się „Consuming Impulse”. Parę tygodni temu Patrick Mammeli ogłosił trzecią już reaktywację Pestilence. Co powiesz o ich nowszych płytach?

„Consuming Impulse” to cholernie ważna dla mnie płyta. Polecił mi ją Peter z Vader, ponad 25 lat temu. Kiedy po usilnych próbach ją załatwiłem, bardzo poważnie podszedłem do samego rytuału słuchania. Idealna cisza, pusty pokój. Ten krążek po dziś dzień ma wpływ na sposób konstruowania riffów i harmonii w Traumie. Odnośnie powrotów… Nie wnikam. Interesuje mnie tylko muzyka, a tak się składa, że nowsze rzeczy Pestilence są bardzo fajne. Zwyczajnie mi się podobają. Ale z powodu sentymentu „Consuming Impulse” i tak jest nie do przebicia.

Rozmawiał Łukasz Brzozowski

Zdjęcia: archiwum zespołu