TOXIC HOLOCAUST – niemieckie brzmienie i punkowy duch

Wystartowałem z zespołem bo miałem przemożną ochotę pograć muzykę metalową w tradycji Venom, Bathory i Slayer. W czasach, kiedy zaczynałem grać, nie miałem zbyt wygórowanych planów czy aspiracji. Chciałem po prostu hałasować...” Tak Joel, lider Toxic Holocaust, wspomina swoje początki. Dzisiaj jego zespół to uznana instytucja, ciągle promująca ideę punkowej i metalowej braterki. Najnowsza płyta to także duża zmiana w sposobie pracy lidera, który do produkcji “Conjure and Command” zatrudnił pełny zestaw muzyków. Nie zmieniła się za to muzyka, nadal łącząca metalowy/thrash’owy riff, proste, punkowe bębnienie i wściekłe wokale. Proste, oczyszczające i z pozytywnym kopem. Słychać, że odświeżenie studyjnej formuły wyszło Joelowi na zdrowie. Może wreszcie Toxic stał się pełnoprawnym zespołem?

Wprawdzie inspiracje, jakie legły u podstaw TH są dość oczywiste, ale jeśli możesz, sprecyzuj – kto  miał największy wpływ na muzykę, teksty i grafikę Twoich płyt?

Jestem ciągle pod takim samym wpływem, jak przed laty. Inspirują mnie mroczne strony naszej natury i to, co z tego wynika w naszym życiu – wojny, okultyzm, religia, apokalipsa itp… Wiele rzeczy ciągle wpływa na to, co dzieje się w mojej głowie. Na szczęście, ja mam możliwość odreagowania w muzyce, pewnie dlatego jest tak agresywna i raczej mało kompromisowa…

W jednym z wywiadów powiedziałeś, że o Toxic Holocaust ludzie mówią, że brzmi bardzo “niemiecko”. Co myślisz o tym w kontekście nowej płyty, nadal lubisz niemieckie zespoły thrash’owe?

Tak, ciągle mam fioła na punkcie tych zespołów. Thrash to moja ulubiona muzyka, zaś swego czasu niemieckie zespoły stworzyły coś w rodzaju kodu thrash metalu. Wiesz o co chodzi – kiedy słyszysz zespół, od razu wiesz, że musi być z Niemiec. To coś bardzo indywidualnego, odróżniającego od innych. Ta agresja, zahaczająca o prymitywizm, wyraźny, punkowy klimat i wściekłość. Nie ma możliwości, by tę muzykę pomylić z czymś innym. Myślę, że “Conjure and Command” jest wypadkową wszystkich wpływów, jakie pojawiły się na mojej muzycznej drodze…

Po raz pierwszy postanowiłeś nagrać płytę nie jako zespół jednoosobowy ale zatrudnić muzyków. Czy to oznacza, że Toxic staje się pełnoprawnym zespołem?

niemieckie brzmienie i punkowy duch
niemieckie brzmienie i punkowy duch

Myślę, że był to kolejny, logiczny krok w historii Toxic Holocaust. Zawsze sam piszę muzykę. Przy poprzednich płytach rzeczy które stworzyłem były odpowiednie dla moich umiejętności, więc nie musiałem się wspierać zbyt wieloma pomocnikami. Tym razem napisałem muzykę, która, by osiągnąć odpowiednie brzmienie, wymagała pełnego składu. Myślę, że każdy, kto usłyszy płytę zgodzi się, że był to tym razem dobry pomysł, który dodał naszej muzyce agresji. Po nagraniu płyty nie miałem już wątpliwości do do tej decyzji. Czy Toxic będzie pełnoprawnym zespołem? Tak bym tego nie ujmował. Przecież na koncercie zawsze wspomagałem się muzykami sesyjnymi….

Jak czułeś się, mając w studiu za plecami muzyków?  Lepiej dłubać w samotności czy dzielić się swoimi pomysłami?

Myślę, że dla Toxic Holocaust to nowe rozdanie. Nie traktuję jednak tego jako odcięcia się od dawnego sposobu traktowania mojego zespołu. To nadal ta sama grupa, którą zbudowałem i dla której pisałem muzykę. Tu chodzi raczej o to, by lepiej wizję tej muzyki zobrazować i zrealizować. A w tym pomogli mi nowi muzycy, którzy nie tylko potrafili odegrać moje kompozycje, ale także nadali im coś ze swoich emocji, zmienili nieco kształt moich wizji. W ten sposób nawet mnie zaskoczyły te dźwięki.

Jakie są twoim zdaniem różnice między “An Overdose of Death” a nowym albumem?

Udało mi się tym razem lepiej przedstawić sound gitar, dokładnie taki, jaki mam w głowie. Mieliśmy więcej czasu, by wypracować brzmienie bo robiliśmy to we własnym  studiu, w zasadzie dla siebie. Nowe nagrania są też nieco bardziej agresywne, wściekłe niż na “Overdose…”, nieco szybsze, zaś zwolnienia miażdżą dużo wydajniej niż miało to miejsce wcześniej. Co mogę dodać – to lepsza płyta, bo bliższa mojemu ideałowi muzyki łączącej metalowe uderzenie i punkowego ducha. Bo w duszy jestem nadal punkowcem…

Zaskakujące jest dla mnie to, że ta muzyka jest… zabawna. To znaczy, słuchając jej miałem na twarzy szeroki uśmiech. Myślisz, że twoje kompozycje nabrały takiego właśnie wymiaru?

Wesoła? Nie sądzę… Nie było moim zamiarem tworzenie muzyki wesołej. Zawsze podchodzę do swojej muzyki poważnie, bo to dla mnie istotna część mojego życia. Jako słuchacz nie lubiłem nigdy komediowych zespołów w rodzaju Anthrax. To nie moja działka, choć oczywiście, jeśli moja muzyka Cie bawi, nie mogę temu zapobiec, bo każdy odbiera moją sztukę w swój indywidualny sposób. Podobnie jest z tekstami – jeśli ktoś uzna, że są bezczelne, policzkują kogoś, to fajnie, bo dla mnie każde słowo jest jak najbardziej poważne.

Z Twoich wypowiedzi ciągle wypływa wielkie uwielbienie do muzyki prostej, prymitywnej wręcz – co  Cię w niej pociąga?

Właśnie… ten prymitywizm. Pociąga mnie energia, która najlepiej generują właśnie proste, prymitywne zagrywki. Uwielbiam każdą muzykę, która jest prosta, co wcale nie musi oznaczać, że jest banalna. Tyle…

Toxic to zespół bazujący w Portland – jak się żyje w tym mieście – masz jakieś uwagi, czy jesteś zadowolony z egzystencji?

Portland to autentycznie fajne miejsce do życia. Dużo tu zieleni a także znakomita scena muzyczna. Dobrze się tu czuję, mam kumpli i nigdy się nie nudzę. Oprócz zespołu zajmuję się elektroniką a także strasznie dużo czytam, to mój konik. Czasami to pomaga, bo Portland to miejsce, gdzie niemal cały czas pada deszcz…

Dzięki za wywiad, na  koniec oddaję Ci głos – kilka słów dla czytelników Violence…

Dzięki za wywiad… Mam nadzieję, że wkrótce znowu uda mi się zagrać w Polsce! Wspierajcie scenę punk i metal!!

Rozmawiał Arek Lerch