TOMEK LIPIŃSKI – to czego nie masz…

Kiedy w maju pisałem o nowej płycie Tomka Lipińskiego, wyraziłem pogląd, że twórca „To, czego pragniesz…” to postać kolorowa, ale i ciut kontrowersyjna. Dzisiaj mogę zdecydowanie przychylić się do drugiej części tej opinii, bo „zwięzłość” odpowiedzi, jakich udzielił mi artysta można pod „kontrowersyjność” bez problemu podciągnąć. Choć z drugiej strony można uznać, że to po prostu przejaw bardzo zdecydowanych poglądów na takie i inne sprawy. Nie chciałbym zabrnąć w tych rozważaniach do miejsca, w którym stwierdzę, że pan Tomasz Lipiński potraktował nasz portal lekceważąco, pozostańmy zatem przy opinii, że „artysta taką miał wizję„. Bo każdy ją może mieć i wyrażać swoje zdanie w najdogodniejszy sposób. Nawet zwięzły. Dołącza zatem pan Tomek do grona osób pozytywnie zakręconych. Choć na razie lidera Primus, Lesa, któremu zdarzało się udzielać odpowiedzi jednowyrazowych, nie przebił. Ale wszystko przed nami. 

Czy w 2015 roku czujesz się nadal punkowcem i rebeliantem?

Nie. W najmniejszym stopniu. Zresztą nigdy nie byłem punkowcem.

Miałeś w swoim życiu pewne epizody związane z polityką. Czy dzisiaj, kiedy ta polityka wdziera się w nasze codzienne życie, kiedy – chcąc, nie chcąc – musimy się z nią „zaprzyjaźnić”, Ty także nadal chcesz w tym pędzie uczestniczyć?

Nie uczestniczę w tym “pędzie”, więc nie mogę “nadal” w nim uczestniczyć.

Jakiś czas temu Robert Brylewski przyznał się w mediach społecznościowych, że pomimo licznych zasług w temacie krzewienia kultury i nagrania wielu znaczących płyt,  jest dzisiaj człowiekiem, który musi walczyć o przetrwanie. Jak odnosisz się do tej deklaracji? Jest zrozumienie, czy raczej potępiasz takie stawianie sprawy?

Bez komentarza.

Jak postrzegasz to co dzieje się dzisiaj w Polsce? Szeroko komentowany „ruch oburzonych”, strach w PO o jesienne wybory parlamentarne? Czy dostrzegasz coś w rodzaju oddolnego fermentu, który coś w Polsce może zmienić?

Tak. Niestety, na gorsze.

Pytam o to wszystko, bo w Twoich tekstach jest sporo wątków polityczno-społecznych. Uważasz, że z sprawą tych słów, możesz zmienić punkt widzenia swoich słuchaczy, czy traktujesz je jako coś w rodzaju autoterapii?

Ani to, ani to. Chyba, że potraktujemy wszystkie przejawy autentycznej działalności artystycznej jako autoterapię.

Traktujesz nową płytę jako coś w rodzaju nowego otwarcia? Punktu zwrotnego w karierze?

To dla mnie bardzo ważna płyta, mam nadzieję, że otwiera coś nowego. Czy będzie punktem zwrotnym? Okaże się.

Uważam, że nowa płyta jest chyba najspójniejszym dokonaniem w Twojej karierze. Jaka w tym zasługa sekcji rytmicznej? Nie miałeś pokusy, żeby wykorzystać potencjału Karola i bardziej „połamać” piosenki?

Nie, potencjał Karola został wykorzystany w 100%, a beaty są mocno połamane, ale w bardzo subtelny sposób.

Odnośnie współpracy z Ludewem i Leniewiczem, mam taką teorię, że pomogli Ci oni wyrwać się z marazmu. Czy to tylko ryzykowna teoria, czy faktycznie tak było? Jak oceniasz tych muzyków na tle pozostałych, z którymi miałeś przyjemność grać w całej swojej karierze?

To fantastyczni muzycy, gramy razem 8 lat i nie zamierzamy przestać. Jesteśmy sobie bliscy jak najbliższa rodzina, a teraz dołączył do nas gitarzysta Maciek Dłużniewski – nasz czwarty brat.TL

Czy są na nowej płycie utwory, które traktujesz w sposób szczególny, które znaczą dla ciebie więcej niż pozostałe kompozycje?

Nie, wszystkie są równie ważne, choć każda inaczej.

Razem z płytą pojawiła się Twoja biografia. Uważasz, że jest dobry moment na takie dzieło? Są teorie, w myśl których na biografię zasługują głównie artyści nieżyjący…

To nie jest biografia, a takie teorie są idiotyczne.

Na „To czego pragniesz…” znajdziemy teksty, które mogą wywołać kontrowersje – czyli rzeczy o płk. Kuklińskim i „Sześćdziesiąty ósmy”. Skąd pomysł na te mocne tematy i dlaczego są Ci bliskie?

Pomysł na te tematy wziął się stąd, że są mi bliskie. A są mi bliskie, bo stanowią ważną część moich życiowych doświadczeń. Brzydzę się antysemityzmem i wszelkimi podobnymi przejawami dyskryminacji i prześladowań. A płk. Kukliński to jeden z największych polskich bohaterów.

Chciałem zapytać jeszcze o sławetny song „Jeszcze będzie przepięknie…”, który stał się Twoją wizytówką. Dalej się z nim identyfikujesz? Nie denerwuje Cię, że ludzie ciągle chcą go słuchać, np. na koncertach?

Gram dla ludzi i jestem im wdzięczny za to, że chcą słuchać moich utworów.

Jesteś muzykiem, który pamięta jeszcze dawną, PRL – owską Polskę. Możesz porównać tamte czas z dniem dzisiejszym, ale z pozycji muzyka, wykonawcy? Jak reagujesz na powszechny sentymentalizm, dość mocno gloryfikujący PRL?

Zachęcam do przeczytania książki “Dziwny, dziwny, dziwny” – tam obszernie o tym opowiadam. A gloryfikacja PRL dowodzi głupoty gloryfikujących. Lub problemów z pamięcią.

„To czego pragniesz…” ukazuje się w momencie szczególnym, ze względu na natłok muzyki w mediach – mamy tysiące płyt, przez co ich siła rażenia staje się coraz mniejsza, bardzo szybko odchodzą w niepamięć. Myślisz, że Twój krążek ma szansę pozostać w świadomości słuchaczy nieco dłużej?

Tak, na pewno będzie słuchany długo po mojej śmierci.

Jak wygląda kwestia promocji – szykujesz coś ciekawego, trasę koncertową?

Tak, koncerty planowane są na jesień, zimę i wiosnę. W tym pięć wyjątkowych koncertów klasy “prestige” dla moich dorosłych fanów – w Warszawie, Poznaniu, Wrocławiu, Krakowie i Gdańsku. Oczywiście, także koncerty klubowe dla wszystkich.

Rozmawiał Arek Lerch

Zdjęcie: archiwum artysty