THE STUBS – trendy mamy w dupie!

No to wpuszczamy kilka kropel świeżego powietrza, dobrej zabawy i hałasu. Warszawska załoga, która przebojem zdobyła Antenę Krzyku, teraz już oficjalnie może znaleźć się pod każdą strzechą. Muzycznie nie prezentują niczego nowego, to raczej wariacje na temat Ramones, Stooges czy nawet Motorhead, podane w prostych, żołnierskich riffach i rytmach. To bardzo rozrywkowa muzyka, która za naturalne miejsce do życia obrała sobie scenę. The Stubs, wywodząc się w prostej linii ze sceny hc/punk, dokładnie wiedzą, o co chodzi w żywym graniu i z tą wiedzą serwują nam mocny, rock/punkowy kop w tyłek. I chyba o to w tej muzie chodzi. Na  moje pytanie kolektywnie odpowiadał cały zespół, czyli panowie Tomasz, Łukasz i Radosław. Jak demokracja, to demokracja…

Co dla was jest najistotniejsze w muzyce; kompozycja czy nieskrępowane szaleństwo?

R: Hmm, chyba mieszanka jednego i drugiego. Dla mnie muzyka musi dawać przysłowiowego kopa. Czy to jest punk, rock’n’roll czy metal jeśli jest pozbawiony naturalnej energii to choćby nie wiem jak był zajebiście wyprodukowany w studiu, nie będzie „klepał po głowie” jak trzeba…
T: A tam kompozycja, ważne żeby się laskom podobało!
Ł: Energia musi być, to pewne, poza tym nie ma co przesadzać i umieć znaleźć zloty środek, tzn żeby nie było przaśnie, ale też nie przekombinowanie, bo nie jesteśmy jakimiś metaluchami z „podjarem” na przegięte solówki. Siła i przebojowość tkwi w prostocie he, he, poza tym oczywiście Tomek ma rację.

Kilka słów na temat historii zespołu – kto, kiedy i dlaczego?

R: Pomysł założenia STUBS powstał w głowie Tomka i Łukasza po rozpadzie Jordy Warsaws. Zaproponowali mi wspólne granie a że lubimy się i miałem już z nimi do czynienia przy okazji grania w HULKHOGAN bez namysłu się zgodziłem.
T: Miejmy jasność, nie codziennie wpada ci okazja grania w jednym zespole z TYM Łukaszem Dadasem.
Ł: Tobie codziennie ale masz DZIECKO i nie możesz, a podobno to ja jestem stary… Poważniej, to jest jak mówi Radek, współpraca między nami w „hulaszce” była miód – malina i po paru wspólnych z Tomkiem próbach w kilku innych bandach, postanowiliśmy wrócić do sprawdzonego układu z turbo-Radziejem, który jest złotym człowiekiem w kwestii współpracy i tyle…

trendy mamy w dupie!
trendy mamy w dupie!

R: Ciężko powiedzieć, bo w sumie nie nam to oceniać . Ja mogę jedynie wyjaśnić, dlaczego te dwa pierwiastki się spotykają . Ogólnie autorem całej muzyki jest Tomek, który przynosi na próby pomysły na kawałki, przerabiamy to nieznacznie a że Tomek jako jedyny w zespole punkiem nie jest to i ten pierwiastek rock’ n’ rollowy góruje na punkowymi resorami całości.
Ł: trzeba czasem Tomkowi powściągnąć bluesowe wędzidło he, he, ale przecież on też jest trochę takim pankiem, przynajmniej jeśli chodzi swobodne myślenie, więc nie ma z tym myślę problemu. Poza tym gramy garażowy r’n’r a to jest dla mnie pre-punk i tyle więc wszystko jak gdyby zawiera się w tym w idealnych proporcjach.
T: Radek i Łukasz to moje punkowe resory.

Debiutancki album to 10 hitów, wśród których można łatwo wychwycić inspiracje  ; ja usłyszałem tu min Ramones i Motorhead, ale z łatwością dostrzeże się też inspiracje klasykami The Stooges. Interesuje mnie czy macie jakichś swoich faworytów, którzy wpłynęli na dźwięki jakie tworzycie?

R: Każdy z nas w mniejszym lub większym stopniu lubi i słucha wymienionych przez Ciebie kapel, więc pewnie jakoś odbija się to za brzmieniu zespołu. Zresztą, jak już z kogoś zrzynać to chyba z najlepszych!? Lubimy The Hives, Ramones, Stooges czy Hellacopters – to nas na pewno łączy . Z takiego punk – rollowego poletka ja lubię The Bones, The Generators, dużo współczesnego, amerykańskiego punka 77′  ( jak US Bombs , Die Hunns , The Briefs etc)
Słucham też sporo Oi/Street Punk jak Evil Conduct czy brytyjskich klasyków jak Cock Sparrer i to myślę, ma wpływ na to, jak gram na perkusji w tym zespole. Te fascynacje niekoniecznie są podzielane przez resztę zespołu z naciskiem na Tomka (śmiech…) Nie dociera do niego taki „żeglarski” punk, jak On go nazywa.
Ł: Też nie przepadam za szantami, żeby było jasne (śmiech…) Słucham wielu wielu rzeczy, ale inspiracje to zdecydowanie Clash, Buzzckocks, Wipers, Hives, Stooges, ale także trochę rockendrola w stylu The Who czy czarnego bluesa. Nie miałbym nic przeciwko by w przyszłości można było usłyszeć w naszej muzyce trochę Fugazi czy Sonic Youth czy nawet Radiohead, ale pewnie nie przejdzie i mnie zakrzyczą te wariaty pędu i energii. A kiedyś byłem narrow minded oldschool hardcore he, he, na szczęście, z tego się wyrasta..
T: Dokładnie, Łukasz jest ponad to!

W recenzji wspomniałem, że słyszę tu też Mudhoney; czy to już przesada z mojej strony, czy może jednak nie mam kompletnie drewnianego ucha?

R: Będę szczery – nie znam Mudhoney, więc nie wiem, czy ich tu słychać  Owszem, ta nazwa nie jest mi obca, ale nigdy bliżej się z tym zespołem nie zapoznałem (na pewno sprawdzę , he, he… ) nawet w okresie młodzieńczej fascynacji zespołami z Seattle.
T: Moje oficjalne stanowisko brzmi: „zrzynają z nas”.

Udało Wam się też opakować muzykę w brzmienie które idealnie pasuje do koncepcji: surowe i garażowe. Zauważyłem, że Mad Greg ma już pewne grono zwolenników, ale też przeciwników, zarzucających mu właśnie ową garażowość. Jak wy oceniacie jego dzieło/umiejętności  ; dobrze się współpracowało?

R: Ogólne założenie faktycznie jest takie, żebyśmy brzmieli dość surowo i Grześkowi udało się na płycie ten efekt osiągnąć . Nie miał chyba zresztą z tym większego problemu , bo po pierwsze zna się na swojej robocie jak mało kto a i nasze umiejętności można nazwać surowymi , ha, ha. Nie można też zapomnieć o zajebistej atmosferze, która zawsze towarzyszy pracy z Grześkiem i jego bratem Marcinem. Jest luz i kupa śmiechu.
Ł: Lubię współpracę z Gregiem, bo jest basistą i zawsze mogę polegać na jego uchu i tym jak finalnie bas zabrzmi. Nagranie robiliśmy na tzw. setkę a nie na ścieżki właśnie by było jeszcze bardziej autentycznie i garażowo, umiejętności braci Twin dobrze wpasowywały się w tą koncepcję.
T: Właśnie, trzeba zwrócić uwagę, że Grzesiek nie nagrywał nas sam. Ma on jeszcze dwóch bliźniaków – asystentów, Marcina i Piotra z wojska. Ten drugi, co prawda, akurat był na morzu, ale konstruktywnych uwag Marcina nie da się przecenić.

Płytę wydała całkiem spora i jednocześnie historyczna firma, bo Antena to dzisiaj własność Rockers Publishing ale i oficyna, która zaczynała w mitycznych dla niektórych latach 90   tych. Jak się współpracuje?

R:To bardzo fajna sprawa wydać płytę w tak zasłużonym labelu. Współpraca na razie przebiega wzorowo, my przynajmniej zastrzeżeń do naszego wydawcy nie mamy póki co . Nie wiemy jak druga strona ocenia współpracę z nami  na razie się nie skarżą…
T: Kurde, mam traumatyczne wspomnienia dotyczące mojego pierwszego kontaktu z Arkiem z Anteny, Miało ono miejsce w przedostatni dzień trasy z Tejpsiakami, we Wrocławiu. Byłem podchorowany i wpadłem na genialny pomysł, że obok pastylek na katar, z przeziębieniem najlepiej poradzi sobie alkohol. Tym samym udało mi się doprowadzić swoją osobę do jakiegoś kompletnie żałosnego stanu, który nadawał się do kurwa niczego, a już na pewno nie do rozmów z potencjalnym wydawcą. Ocknąłem się w momencie, kiedy Arek pytał Bolka z Black Tapes: „On zamierza coś powiedzieć, czy będzie się tak gapił na mojego papierosa?”. Potem próbowałem coś jeszcze dukać, ale skończyło się tak, że musiałem posłać po Radosława, żeby kontynuował dalsze rozmowy.
Ł: Radek to konkretny facet, moje zupełne przeciwieństwo i już sam fakt, że jako obecny przy tej rozmowie chyba nie zostałem nawet przez nikogo zauważony, świadczy o tym, że bez jego wsparcia stalibyśmy pewnie tak na tym CRK do dzisiaj, he, he…

Jak znajdujecie się w naszym, podziemnym światku? Czy liczycie, że uda się Wam osiągnąć taki rozgłos, jaki spotkał The Black Tapes?

R: Właściwie to nie liczymy na jakikolwiek rozgłos , chcemy po prostu grać fajne koncerty, żeby komuś chciało się je robić i na nie przychodzić.
T: I oczywiście zgarnąć szmal.
Ł: Ja liczę jedynie na dobrą zabawę, nie gramy by osiągać rozgłosy tylko z własnej wewnętrznej potrzeby i jakkolwiek zainteresowanie potencjalnej publiczności i frekwencja na każdym koncercie to rzeczy miłe i nie mam nic przeciwko temu, jednak najważniejsze dla mnie jest robić coraz fajniejszą muzykę i rozwijać się wraz z moimi kompanami w przestępstwie. Rozgłos nam nie grozi, myślę, bo po pierwsze – nie gramy na słowiańską nutę i w The Stubs nie usłyszysz inspiracji Budką Suflera czy Lady Pank, po drugie nie podążamy za trendami więc dubstepowych sampli też nie będzie. A już zupełnie nie wyobrażam sobie rezygnowania z czegokolwiek, bo producent tak doradza…

Wydaje mi się, że mimo pozornego szacunku, zespoły, które chcą grać muzykę czysto r’n’rollową, mają problemy z dotarciem do odpowiednich słuchaczy. Czy wy także coś takiego czujecie, czy po prostu gracie na punkowych imprezach i dobrze się z tym czujecie?

R: Faktycznie, w Polsce scena rock’n’rollowa praktycznie nie istnieje, no może poza sceną psychobilly/rockabilly, ale to jest dość hermetyczne i bardzo małe środowisko, nawet jak na alternatywę. My jako The Stubs czujemy się częścią szeroko rozumianej sceny hardcore/punk, przynajmniej jak tak to czuję. Nie robi nam różnicy, czy gramy w piwnicy, u kogoś w garażu, na skłocie czy w dużym klubie (takich za wiele nie było…).
T: Polacy po prostu nie słuchają rock’n’rolla w formacie w jakim ja sobie go wyobrażam. Jasne, że dobrze czujemy się na punkowych imprezach chociaż czasem, jak gramy z hardcorowymi zespołami to czasami mam wrażenie, że ludzie patrzą się na nas jakbyśmy tańczyli balet w apaszkach. Z kolei jak gramy z zespołami typu Indie-pierdu-pierdu-rockowymi to patrzą się na nas jak na jakichś wariatów.
Ł: A kto chce grac czysty r’ n’ roll? The Stubs gra brudno i zawsze tak zostanie a scena rockowa w Polsce tak jakoś kojarzy mi się z fanami Aerosmith i zespołu z Radomia, więc nasze definicje tej muzyki nieco się rozmijają. jesteśmy i pozostaniemy zespołem grającym alternatywny garaż z mocnymi inspiracjami punkowymi. nie bardzo wierzę w to, że w Polsce ludzie nagle zaczną słuchać podobnych rzeczy, tutaj się słucha tego, co modne jeśli masz odrobinę inteligenckie aspiracje lub muzyki z radia i hip – hopu, jeśli jesteś Polakiem – robakiem. My trendy mamy w dupie, w radiu nas nie zagrają (bo Budka Suflera…), więc zawsze będziemy częścią sceny hardcore/punk, możecie być spokojni.

Jakie są Wasze plany na najbliższą przyszłość?

R: Jesienią tego roku chcemy połupać trochę koncertów, oraz nagrać winylową 7- calówkę z nowymi, premierowymi kawałkami; być może uda się ją wydać jeszcze w tym roku. Chcielibyśmy również wydać winylową edycję naszej debiutanckiej płyty, choć to pewnie najprędzej wydarzy się w pierwszej połowie przyszłego roku.
T: Taka prawda.
Ł: Ja szukam dziewczyny.

I na koniec: kto w Waszym zespole odpowiada za sprzątanie na sali prób?

R: Będziemy musieli rzucić monetą…

Rozmawiał Arek Lerch