THE MOTH GATHERER – W poszukiwaniu światła

W listopadzie ubiegłego roku miała miejsce premiera kolejnej, drugiej już produkcji sztokholmskiego, założonego w 2009 roku zespołu The Moth Gatherer. Grupa zadebiutowała niezłą płytą A Bright Celestial Light, ale dopiero najnowsze dzieło The Earth is the Sky zaskoczyło dużą rozpiętością inspiracji i zwinnym wymykaniem się metalowej klamrze. W zasadzie mamy dzisiaj do czynienia z klimatyczną, post rockową konstrukcją i jedynie nieco monumentalna atmosfera przypomina skąd panowie się wywodzą. Naszym gościem jest śpiewający basista Alex Stjernfeldt.

Nawiązując do tytułu jednej z piosenek waszej nowej płyty – miałeś przyjemność obejrzeć film „Dyatlov Pass Incident”?

Niestety, nie widziałem. Ale natknąłem się na tę historię i bardzo mnie zaintrygowała. Pisząc muzykę czułem, że mogłaby być dobrą ścieżką dźwiękową do tego filmu. Oczywiście, gdyby nakręcono go jeszcze raz…

Skoro przy filmach jesteśmy, zanim porozmawiamy o płycie, pozostańmy jeszcze chwilę przy obrazkach: myślisz, że film może mieć wpływ na muzykę, na jej tworzenie? To dobra inspiracja?

Muszę powiedzieć, że w naszym przypadku jest odwrotnie – to muzyka wywołuje obrazy w naszych głowach, tworząc pewne, wyimaginowane historie. Tak to działa…

Może powinniście pisać muzykę do filmów? Ok, ostatnie, „filmowe” pytanie: najlepszy horror w 2015 roku, wg Ciebie?

Może powinniśmy… Jeszcze nie mieliśmy takiej okazji, ale uważam, że mielibyśmy szansę stworzyć coś ciekawego i klimatycznego w tym temacie. A co do horrorów… och, to trudne pytanie… Myślę, że 2015 rok był słaby jeśli chodzi o horrory, ale np. It Follows (Coś za mną chodzi z 2014r.) miał świetną ścieżkę dźwiękową, choć sam obraz rozczarował. Cóż, muszę powiedzieć, że liczą się jak zwykle stare, ale jare filmy. Np. The Beyond Lucio Fulciego – najlepszy obraz, jaki zrobiono w historii kina grozy.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

A teraz do rzeczy – co i kto ma/miał wpływ na muzykę The Moth Gtherer?

Nudna i oczywista, ale jedyna sensowna odpowiedź na pytanie jest taka: największy wpływ ma na nas życie. A jeśli chodzi o inne zespoły, które gdzieś tam nas inspirowały to min. Breach, Neurosis, Cult Of Luna itp. Ale najważniejsze jest budowanie swojej własnej drogi i szukanie inspiracji w innych niż muzyka rodzajach sztuki.

Wasz nowy album jest jeszcze bardziej niż poprzednik prezentuje się jako twór mocno nieokreślony – mam wrażenie, że usilnie próbujecie uciec od porównań z sludge czy doom metalową niszą, z którą jesteście kojarzeni…

Nie wiem… Nigdy nie było naszym zamiarem uciekanie od jakichkolwiek porównań. Zawsze staraliśmy się robić muzykę bez oglądania na oczekiwania innych, raczej liczyło się nasze własne zdanie i potrzeby. Być może taki punkt widzenia wynika z faktu, że dzisiaj uciekanie od porównań i szufladek stało się czymś w rodzaju mody, czy może konieczności, żeby wybić się ponad tłum… nie wiem… Na pewno cieszy mnie, że nasza muzyka staje się coraz bardziej oryginalna, że mamy własne miejsce, które powoli budujemy. Skoro tak to odbierasz – dziękuję.

Idąc dalej – The Moth Gatheter to dzisiaj mariaż post rocka i czegoś co nazwałbym… post gotykiem.

Ha, ha, w zasadzie każdy może nas nazywać i określać jak tylko chce. Postrzeganie muzyki to rzecz bardzo subiektywna i nie mam prawa odmawiać własnego punktu widzenia każdemu słuchaczowi. Jeśli ktoś uważa, że gramy post – coś tam, jego prawo. Są i tacy, którzy wsadzają nas do szufladki z napisem industrial, zatem, jeśli wymyśliłeś ten post gotyk, niech będzie (śmiech). Być może jest to trochę związane z naszą nazwą – kiedy zgubisz się w ciemności, próbujesz znaleźć źródło światła, podobnie jak ćmy, dlatego myślę, że najlepiej opisuje nas nasz własny szyld.

W poszukiwaniu światła

W poszukiwaniu światła

Na potwierdzenie mojej teorii przytoczę utwór z nowej płyty – „Probing the Descent of Man”, który skojarzył mi się ze stylistyką The Cure, chodzi oczywiście o specyficzny klimat tego nagrania… To przypadek?

Ok, w porządku. O ile wiem, nikt w naszym zespole nie słucha The Cure. Ale jeśli ten kawałek tak ci zabrzmiał, nie ma problemu. Fajne porównanie.

Może tak rezonuje mój umysł. Na tym zresztą polega ta zabawa, na wyłapywaniu różnych, mniej lub bardziej przypadkowych wpływów, które krzyżują się w muzyce. Tak postrzegam nową płytę, która właśnie owym klimatem najbardziej różni się od poprzedniczki…

Wszyscy słyszymy w jednej piosence różne rzeczy i to jest właśnie fajne. Największa różnica między ostatnim a poprzednim albumem jest taka, że posłużę się obrazową metaforą: pierwszy album nie miał w sobie tego pojedynczego promienia światła, był takim czarnym monolitem. „The Earth is the Sky” symbolizuje poszukiwanie tego światła i choć nadal pozostajemy w cieniu, chcemy dążyć do czegoś lepszego. Pojawia się nadzieja.

Znaleźliście już to światło?

Nie…

Za to udało się okiełznać ów niesamowity, nieco mistyczny nastrój, jaki dominuje na „The Earth is the Sky” i to jest główna wartość płyty…

Klimat i mistyka są dobre w budowaniu odpowiedniego tła dla treści, dotykających takich zagadnień jak przeciwstawianie nauki i religii, śmierci przeciwko życiu. Opisujemy to co dzieje się między tymi biegunami. W sumie to nic innego jak opowieści o naszym życiu…

Opowieści o życiu brzmią bardzo intrygująco. Nie uważasz, że powoli zapominamy co to oznacza? Wiesz, Internet, facebook (ok, dzięki niemu możemy rozmawiać…), smsy, technologia. W zasadzie już dawno się w tym wszystkim zagubiliśmy.

Myślę, że to sytuacja, która może być rozpatrywana z różnych punktów; technologia tyle samo odbiera co daje. Oczywiście, tzw. media społecznościowe wyciągają z naszego życia sporo syfu i pokazują innym, uczą nas tez bezkarnego rozprawiania się z innymi, ale z drugiej strony, zyskaliśmy w pewnym sensie nowy wymiar społeczności, bo nie można zaprzeczyć, że dzięki temu możemy kontaktować się w dużo szerszym, globalnym wymiarze i to jest niezaprzeczalna wartość. Muzyka zyskała nową siłę, nowe płaszczyzny oddziaływania – dla mnie dźwięki są jak powietrze, bez nich nie istnieję a technologia pozwala na szersze realizowanie swoich wizji. Myślę, że tak już w życiu jest – są dobre rzeczy i złe rzeczy, potrzebne i zwykle bzdury a naszym zadaniem jest znaleźć w tym wszystkim równowagę.moth_photo_3-by-Eva-Eriksson

To wszystko bardzo dobrze brzmi, jest niezwykle idealistyczne, ale prowadzenie zespołu to także przyziemne, logistyczne sprawy – sala prób, umowy, pieniądze, trasy, sprzęt… Można pogodzić te dwie płaszczyzny?

Tak, bycie w zespole nie jest łatwe, są koszty, które ponosimy. Ale doświadczanie muzyki, dźwięków, moment, kiedy można usłyszeć nową kompozycję, to jest rzecz bezcenna, jakkolwiek banalnie by to nie zabrzmiało. To poszukiwanie i odkrywanie własnych możliwości a także nowej, nieznanej twórczości rekompensuje mi wszystkie problemy i wysiłek, jaki wkładam w bycie muzykiem.

Mamy nowy rok, zatem kilka słów co będzie się działo w Waszym obozie w najbliższych czasach?

Planujemy parę koncertów, myślimy powoli o nowych numerach i zobaczymy co się wydarzy. Staramy się podchodzić do tego wszystkiego ze spokojem, co ma być to będzie… Przede wszystkim – chcemy ruszyć i pojawić się w nowych miejscach, szczególnie w Europie. I wrócić do Polski. Uwielbiamy twój kraj – wiesz, że pierwszy koncert, jaki w ogóle zagraliśmy, miał miejsce w Krakowie?

O, to ciekawa informacja… Jednak w związku z planowanymi koncertami w Europie, pewna smutna konstatacja – coś się skończyło. Sytuacja w Europie przestała być komfortowa, niemieckie media piszą wręcz, że na naszych oczach zjednoczona Europa przestaje istnieć – co o tym myślisz?

Przede wszystkim, co chciałbym podkreślić, The Moth Gatherer nie jest zespołem zaangażowanym politycznie. Teraz nasz zespół składa się z czerech osób i każdy ma własne zdanie. Myślę, że to co dzieje się w Europie, ale i na świecie, jest okropne, zimne i kurwa, nieludzkie… Ludzie powinni sobie pomagać, uważać na siebie i działać na rzecz lepszego jutra. To co dzieje się teraz, można nazwać w jeden sposób: totalna porażka człowieczeństwa.

I na koniec powrócę do wątku, którym rozpoczęliśmy. Na nowej płycie znajduje się kawałek „Diatlov Pass”, który w zasadzie jest utrzymany w stylistyce ambientowej. Macie zamiar wykorzystać go na koncertach?

Jeśli chodzi o ten kawałek… cóż, zobaczymy (śmiech).

Rozmawiał Arek Lerch

Zdjęcia: archiwum zespołu