THE KONSORTIUM – intergalaktyczni, dźwiękowi maniacy…

Norweska scena już wielokrotnie zaskakiwała stając się teatrum dla większych i mniejszych objawień metalu. Celowo nie piszę, jakiego, bo po pierwsze – wszyscy wiedzą, gdzie diabeł zimuje,  po drugie zaś samo słówko “metal” idealnie pasuje do debiutanckiego dzieła tajemniczej grupy The Konsortium. Grupy, która ogniskuje w sobie i thrashowe riffy, sporo black’owych smaczków i death metalową moc. Miesza jednak te gatunki z iście awangardowym zacięciem i choć finalnie dostajemy w ryj potężnego, metalowego kopniaka, to dla niestrudzonych poszukiwaczy znajdzie się tu sporo ciekawostek. Dość niejednoznacznych odpowiedzi udzielił mi kolega o równie mało oczywistej ksywce #01.

Kilka słów o waszych początkach – jak wyglądała geneza powstania zespołu?

The Konsortium wystartowało jako projekt w 2003 roku, kiedy udało mi się wyprowadzić z Oslo. Nie mieliśmy innego celu oprócz komponowania muzyki dla samych siebie i tak wyglądało to przez pierwsze lata istnienia zespołu. Kiedy zdecydowaliśmy się wydać w 2008 roku demówkę, wszystko nabrało poważniejszych i wyraźniejszych kształtów. Przez te lata funkcjonowaliśmy bardziej jako normalny, konwencjonalny zespół niż  luźny projekt indywidualistów. Kiedy skończyliśmy nagrywać i produkować debiutancki album, znowu powróciliśmy do pierwotnego, luźnego układu artystycznego.

Możesz przedstawić swój zespół – wiem, że raczej trudno nazwać was „konwencjonalnym” składem… Czy poza Konsortium są jeszcze jakieś projekty?

Niektórzy z nas chcą być zwykłymi członkami zespołu, nie używają artystycznych pseudonimów czy prawdziwych nazwisk tak jak ja. Tak więc mamy członków od #01 do #07. Dodatkowo w skąłdzie mamy Telocha, który jest bardziej znany jako członek takich zespołów jak Nidingr, Umoral czy Mayhem. Jest też Waldejer zaangażowany  w wiele różnych projektów poza Konsortium, większość jednak nie jest związana z metalem. Ja dodatkowo pracuję nad wokalami debiutanckiego albumu projektu nazwanego “M”. To bardzo pokręcony stuff, zapewne będzie interesujący dla ludzi, którzy lubią takie zespoły jak Ved Buens Ende dla przykładu. Album ukaże się nakładem wytwórni Adversum Records pod koniec roku, tak myślę. Przygotowuję też partie gitarowe dla black metalowego tworu zwącego się Malmeheim. Czysty, old scholoowy stuff…

Wasza muzyka to dość specyficzna mieszanka – metal, ale z wieloma wpływami – jak wy definiujecie swoje dźwięki?

Intergalaktyczni maniacy...
Intergalaktyczni maniacy…

Nie jest dla nas istotne, jaką etykietkę przykleimy do swojej muzyki. Dla niektórych będziemy zespołem black metalowym, inni powiedzą, że to awangarda a jeszcze dla innych będziemy czystym gównem, jak kto woli… Dla mnie wystarczające jest określenie, że The Konsortium jest zespołem grającym metal.

Kiedy dotarła do mnie wasza muzyka, uderzyło mnie jej podobieństwo do poszukiwań Zyklon, w pewnym sensie zajmujecie miejsce, które ten zespół zwolnił?

Tak… może masz rację? Rozumiem twój punkt widzenia, ale on najmniej odnosi się do stylu riffów, jakie gramy. Zyklon to znakomity zespół, ale nie mogę zgodzić się, że mieli wpływ na to, co gra The Konsortium. Ale oczywiście ludzie będą prawdopodobnie czuć taki sam rodzaj agresji w naszej muzyce.

Jak postrzegasz waszą płytę teraz, z perspektywy, czasu jaki dzieli Cię od sesji nagraniowej – masz jakieś uwagi, faworytów na płycie?

Osobiście, myślę, że Tesla mógł lepiej wykończyć brzmienie płyty. Nie jestem szczęśliwy w związku z tym jak zostały połączone w miksie wokale z resztą muzyki. W pierwotnej wersji wokale nie były przepuszczone przez efekty a brzmiały bardziej… inter-galaktycznie (śmiech…). Osobiście lubię  “Slangenes Barn”, głównie dlatego, że okres, w którym powstawał ten kawałek, był dla mnie bardzo dobry. Następny jest może “Lik Ulven”, bo jest dokładnie tak agresywny, jak lubię.

Jakie inspiracje legły u podstaw waszej muzyki – czy są zespoły, jakie szczególnie zainspirowały The Konsortium do tworzenia, czy też raczej unikacie porównań?

Jeśli chodzi o inspiracje, to było wiele źródeł. Słucham każdego rodzaju muzyki i ciągle piszę różne kawałki. Myślę, że dobrze będzie powiedzieć, że The Konsortium jest rodzajem filtra, gdzie wszystkie doświadczenia, wydarzenia, wspomnienia i emocje krystalizują się i zmieniają z czegoś abstrakcyjnego w coś namacalnego. Efektem jest muzyka, która wychodzi z głośników.

Wśród landszaftów, jakie często spotykamy na sklepowych półkach dominują komputerowe bohomazy, które – dysponując dzisiejszą techniką – może zrobić nawet małe dziecko. W tym kontekście Wasza oszczędna, mroczna i stonowana grafika może się podobać. Jesteś zadowolony z obrazka zdobiącego album?

W zasadzie są dwa rodzaje okładek naszej płyty. Jedna dla wersji winylowej i druga dla kompaktu. Wersja na CD zrobiona została przez Trine i Kima, naszych dobrych przyjaciół. Dyskutowaliśmy o tym, co chcielibyśmy na okładce, o pomysłach i potem powiedzieliśmy im, że chcemy te pomysły zobaczyć fizycznie na płycie. Wszystko rozwiązane zostało perfekcyjnie – uważam, że nasza okładka odstaje od przeciętnych produkcji, jakie codziennie trafiają na półki sklepowe. Wersja winylowa jest kompletnie inna, mroczniejsza i bardziej chaotyczna. Pracę wykonał Costin z Twilight 13 Media; koleś dokładnie wie, co robi! Zrobił plakat załączony do winyla perfekcyjnie, wygląda on… wygląda mrocznie i okultystycznie, jak rzeczy używane, by cofnąć dzień…

W zasadzie jesteście bardziej projektem niż zespołem – czy zatem należy traktować The Konsortium jako twój odskocznię od rzeczywistości. Czy muzyka to Twój „inny świat”?

Taaa… Zazwyczaj tak… W wielu momentach jest to moja czasowa ucieczka z zewnętrznego “czasu”. Często jestem rodzajem dźwiękowego maniaka. Czerpię ogromną przyjemność z testowania nowego sprzętu, instrumentów, wypróbowywania różnych rozwiązań. Ciągle się czegoś uczę. Odczuwam dreszczyk emocji, kiedy widzę pewne idee wcielone w życie, warstwa po warstwie, instrument po instrumencie…

Opowiedz zatem coś na temat pracy w studiu – czy jesteś zadowolony z efektów?

W związku z naszą nową płytą wybraliśmy pracę z gościem, który nie do końca jest “metalowcem” I pod pewnymi względami był to zuchwały wybór.  Mieliśmy trochę sporów w studiu, ale w efekcie wszystko „zatrybiło” jak należy.  Jedynie czego żałuję, to kilka ważnych detali, które w miksie zginęły, co następnym razem na pewno się nie zdarzy.  Następnym razem będziemy chcieli mieć nad nagraniami większą kontrolę i sam sposób pracy na pewno będzie wyglądał zupełnie inaczej.

Masz jakichś faworytów we współczesnym, muzycznym świecie, śledzisz, co dzieje się w biznesie, czy raczej jesteś outsiderem, który skupia się na własnych wizjach muzyki?

Teraz nie mam  zbyt dużo czasu, by skupiać uwagę na nowościach. Banalne i nudne, ale prawdziwe. Z nowszych rzeczy nalegam na wszystkich, by sprawdzili Nidingr, ich najnowsza produkcja “Wolf-Father” jest miażdżąca. Bardzo lubię też “March of the Norse” Demonaz. Nie pokazali niczego nowego, ale nie musieli. Ich muzyka po brzegi wypełniona jest emocjami. Słuchanie tej płyty dostarcza mi takich samych wibracji jak lektura płyt Bathory. No i jest jeszcze świetny Den Saakaldte, który startuje z pracami nad nową płytą, razem z nowym wokalistą. Jeśli chodzi o niesamowite, awangardowe odmiany metalu, sprawdźcie zespoły z wytwórni Adversum Records. Takie nazwy jak Alfa Obscura, Delirium Bound czy Yurei to znakomity, zaskakujący muzyczny kalejdoskop.

Jak przedstawiają się plany koncertowe – zamierzacie tradycyjnie promować płytę, czy też charakter zespołu przeszkadza w takich zamierzeniach?

Aktualnie nie mamy niczego poza kilkoma zaproszeniami na koncerty. To jest jedna z kilku form funkcjonowania zespołu jako nomen omen konsorcjum. Wielu z nas jest zajętych w innych projektach, dlatego posiadane regularnego, mocnego składu jest autentycznie trudne. Ale pracujemy nad tym, wydaje mi się, że wreszcie mamy stałego pałkera, który zdeklarował się, co do swojego udziału w The Konsortium. Po wakacjach zaczynamy próby znowu jako zespół, więc mamy nadzieję, że uda się wreszcie zagrać kilka koncertów. Tak jak mówiłem, nasza formuła nie dotyczy zbytnio życia koncertowego. Ale kiedy nadejdzie pora, będziemy gotowi na wszystkie tego typu wyzwania… Intensywne koncertowanie jest tym niemniej i tak dużym problemem, kiedy większość z nas zaangażowana jest w szereg innych projektów, wymagających od nas wytężonej uwagi od czasu do czasu.

Na zakończenie pogawędki – co planujecie na najbliższe czasy, macie jakiś harmonogram działań?

Zaczynamy już prace nad nowym materiałem, który znajdzie się na następnej płycie, poza tym, jak wspomniałem, chcemy troszkę popracować nad możliwością pokazania The Konsortium na żywo. To oczywiście zajmie trochę czasu. Wszystko układa się tak, jak chcemy, dlatego w swoim czasie nadejdzie pora i na to, jak sądzę…

Dziękuję za rozmowę…

Rozmawiał Arek Lerch