THE KANDIDATE – mam gdzieś, jak nas odbierają inni…

The Kandidate ma w składzie muzyków metalowych, ale duch zespołu jest iście punkowy. Dlatego trudno się dziwić, że wychodzi im muzyka wyluzowana, mocno nasączona death’n’roll’owym drajwem, który widoczny jest też w postawie zespołu. Raczej nie ma szans, by najnowsze, drugie dzieło  Duńczyków „Facing the Imminent Prospect of Death” otworzyło im drzwi na salony. Inna sprawa, że dobrze im w obskurnej kanciapie w małych klubiszczach, z których wyrywają się od czasu do czasu, np. do… Chin. Taka egzotyczna podróż ma miejsce dokładnie w kwietniu, kiedy będziecie czytać te słowa. Zaś za podkład dźwiękowy niech służy muzyka z  nowej płyty. Na pytania odpowiedział mi pięknie wytatuowany, były frontman Hatesphere, wyluzowany Mr. Jacob Bredahl.

 

Na początek zdradź naszym czytelnikom, dlaczego po odejściu z Hatesphere zdecydowałeś się pozostać w strefie hałasu i założyć The Kandidate?

The Kandidate działa w… tajemniczy sposób (śmiech…). Wszystko po prostu tak się potoczyło, ale ja nie miałem zamiaru rezygnować z hałasu, raczej w pewnym momencie byłem zmęczony, chciałem się naładować na nowo i w międzyczasie dołączyłem do zespołu. The Kandidate nagrywali w moim studiu płytę i szukali wokalisty, bo dzięki temu mogli zakończyć pracę nad krążkiem. Spodobała mi się ich muzyka, bo podobną rzecz robiłem w Allhelluja, postanowiłem zaśpiewać na płycie i tak już zostało. To cała historia. Mieszkamy w trzech różnych miejscach w Danii dlatego nie widzimy się zbyt często – Allan, gitarzysta mieszka w Kopenhadze, podobnie basista Kaspar (Boye Larsen – przyp. red.). Pałker NP Nielsen mieszka w Silkeborg a ja w Aarhus. Nie mamy zatem intensywnych prób ze względu na odległość, ale kiedy już uda nam się spotkać w komplecie, skupiamy się, by maksymalnie wykorzystać czas, to moim zdaniem jest całkiem dobre rozwiązanie. No, przynajmniej się staramy (śmiech…). Zazwyczaj spotykamy się przed koncertami – ustalamy set listę i ćwiczymy kawałki. Jeśli chodzi o pracę nad muzyką, to kompozycje przygotowuje zazwyczaj Allan i nasz basista, z racji tego, że razem mieszkają. Z nami kontaktują się mailowo, przedstawiają pomysły i wymieniamy sie opiniami. Spotykamy się potem w weekendy i staramy się połączyć różne pomysły i tak powstają nasze numery. Tyle o tym. Czasami chcielibyśmy żyć bliżej siebie, ale z drugiej strony teraz wszystko całkiem nieźle funkcjonuje no i nie denerwujemy się wzajemnie zbyt częstymi kontaktami (śmiech…). Po tym, jak dołączył do nas pałker jesteśmy kompletnym zespołem i nowa płyta powstała już jako dzieło całości, pełnego The Kandidate; mówię tak dlatego, gdyż debiutancki album był w zasadzie dziełem Allana i Kaspara…

Czym zatem różni się The Kandidate od np. Hatesphere?

Inni ludzie, inna muzyka… Mnie to odpowiada…

Znałeś wcześniej chłopaków z The Kandidate?

mam gdzieś, jak nas odbierają inni

mam gdzieś, jak nas odbierają inni

Znam ich już od lat. Może nie byliśmy bliskimi przyjaciółmi, ale spotykaliśmy się jako członkowie różnych zespołów na koncertach i tym podobnych miejscach. Cóż, Dania jest niewielka, więc w zasadzie z tego środowiska wszyscy się znają.

Słuchając waszej nowej płyty od razu przychodzi mi na myśl określenie death’n’roll, jako najlepsze do opisania muzyki. Czy taka szufladka Cię nie uwiera?

Nie, ale ja wolę swoje określenie – czyli metal spotyka punk rocka. To idealna definicja.

Oprócz punka, o którym wspominasz ja słyszę tu i hard core, te trzy elementy są ze sobą idealnie zmiksowane, zastanawiam się jedynie, czy jest coś, co chcecie szczególnie podkreślić? Np. Entombed, mimo tych wszystkich wycieczek, zawsze będzie kojarzony z metalem…

Oczywiście, my także na zawsze jesteśmy związani z metalem, ale także punk jest nam bliski, np. nasz basista właśnie z takiego środowiska się wywodzi i nadal mocno w nim tkwi. Punk i hardcore zawsze będą ważne, choć osobiście jestem raczej wybredny i w sumie nie słucham na co dzień takiej muzyki zbyt dużo.

Uważasz, że tym razem, na drugiej płycie ten muzyczny mariaż jest już takim świadomym finałem ewolucji The Kandidate?

Trudno mówić tu o jakiejś ewolucji, bo my po prostu gramy co nam się podoba i raczej nie zastanawiamy się specjalnie nad tym co nam wychodzi. W naszym przypadku nie ma takiej sytuacji, że siadamy i zaczynamy kombinować – „czego by tu nie wymyślić, żeby ludzie byli zadowoleni?”. Nikt nie wie, jak zabrzmi następny album, jednak na podstawie nowej płyty możemy powiedzieć, że odnaleźliśmy się w takiej formie i dobrze się w niej czujemy, mogę zatem przypuszczać, że jesteśmy na dobrej drodze w stronę ideału.

Jak zwykle w przypadku takich płyt cieszy mnie brzmienie, które ucieka od tego typowego, współczesnego plastiku w stronę szorstkiej, właśnie mocno punkowej surowości – jesteście zadowoleni z efektu prac?

Dzięki za komplement. Nagrania w sumie były bardzo trudne – mieliśmy tylko tydzień na nagranie instrumentów a także miksowanie i szukanie brzmienia. Ale udało się. Próbowałem uchwycić takie chamskie brzmienie, nasze własne, tak jak wychodzi to na koncertach. To było coś w rodzaju koncertu w studiu, przynajmniej częściowo. Następna płyta zostanie dokładnie tak nagrywana – zagramy koncert bez żadnych dodatkowych bajerów… Na szczęście, mam swoje studio, bo to moja praca i życie, więc na pewno ułatwia nam to realizację planów.

Opowiedz może o koncertowych wojażach The Kandidate – gdzie udało się wam dotrzeć i jak było?

Nie gramy, niestety, tyle ile chcielibyśmy. Ale kiedy już udaje się nam wyrwać, to staramy sie skupić na tym, żeby wycisnąć jak najwięcej z wyjazdów. Ostatnio najlepszym wyjazdem był tour z Rotten Sound w Europie. Jechaliśmy razem z Gaza, Trap Them i Haust. Zajebisty wyjazd! Tych kiepskich chwil staram się nie pamiętać, choć np. nie lubię grać w Kopenhadze… A najlepszy występ jest ciągle przed nami…

Czy The Kandidate jest teraz priorytetem, czy coś jeszcze kręcicie na boku?

Powiedziałbym, że The Kandidate jest najważniejszy dla nas wszystkich, ale oczywiście mamy jeszcze inne zespoły. Ja gram na gitarze w zespole Last Mile, pracujemy właśnie nad nowym albumem. Mam też projekt z Christophem z Japanische Kampfhorspiele i wokalistą By The Patient. Perkusista ma swój hobbystyczny, rockowy projekt a Allan i Kaspar grają razem w crust punkowym zespole Parasight. Oczywiście Kaspar nadal gra w Thorium, ale nie wiem, jak wygląda aktualnie sytuacja tego zespołu. Na pewno Allan już z nimi nie ma nic wspólnego i w sumie dobrze. Mamy co robić, to pewne.

Myślisz, że The Kandidate we współczesnym biznesie muzycznym może coś konkretnego osiągnąć – są na to szanse w metalowym biznesie?

Myślę, że nie. Nie sądzę, że coś takiego jest możliwe, jeśli mam być szczery… My znajdujemy się w tej chwili w zupełnie innym miejscu i na pewno nie myślimy o podboju świata. Jesteśmy na to za starzy (śmiech…).

Na koniec zdradź jakie macie plany na najbliższą przyszłość?

Na pewno koncerty. W kwietniu jedziemy do Chin i to jest istotne wydarzenie, zaś w czerwcu wystąpimy na festiwalu Copenhell w Kopenhadze. Jeśli chodzi o Europę, na razie nie ma nic konkretnego. Dość trudno zabukować koncerty – potrzebujemy w tym względzie pomocy! Rozmawiamy z różnymi znajomymi o tym, żeby sklecić jakąś trasę na jesieni. Chcemy jak najszybciej dostać się na południe… Poza tym, oczywiście nowe numery, które nagrywamy na planowany split 7”. A potem nowa trzecia płyta.

Rozmawiał Arek Lerch