TEHACE – Zaskakiwanie słuchacza jest potrzebne.

Powrót TEHACE zaliczyć należy do udanych. Zespół wypuścił niedawno drugi w swojej karierze krążek, który jest kontynuacją poszukiwania death metalowego absolutu w wydaniu, co tu dużo mówić, bardzo dobrym. Dzięki takim płytom i takim zespołom nadal można wierzyć, że death metal cięgle może mieć do powiedzenia coś oryginalnego i świeżego. Moim rozmówcą był odpowiedzialny za TEHACE od samego początku Krzysztof. Zapraszam do przeczytania wywiadu w całości i zapoznania się z  Yearning for the Slime, który to materiał dzięki uprzejmości zespołu możemy Wam zaprezentować w całości!

Krzysztof, na początek pytanie, które na kilometr trąci banałem, ale myślę, że kilka osób zastanawiało się nad tym dlaczego po wydaniu debiutanckiego LP Tehace praktycznie zapadło się pod ziemię i co tu dużo mówić, poza okazjonalnymi koncertami było o was cicho? Co działo się w zespole przez te osiem długich lat jakie minęły od premiery „Zipped Noise from Hell”?

Przede wszystkim, zmiany personalne. Kilka lat graliśmy w stałym składzie, później nie wdając się w szczegóły, zmiany w naszym życiu prywatnym oraz optyka postrzegania świataTEHACE1 sprawiły, że powoli nasz monolit pękł. Jako, że byłem inicjatorem powołania do życia zespołu i pracowałem nad tematem od roku 1995 do 2000 to uznałem, że nie zgadzam się na zakończenie działalności zespołu. Moje własne prywatne zawirowania plus poszukiwanie nowych ludzi, dokończenie pisania nowych utworów i nagrania, to ten właśnie okres, w którym zespół był przyciszony, ogłuszony, ale nie martwy. „Zipped Noise from Hell” minął i teraz jest „Yearning for the Slime”.

Nie uważasz, że „Zipped…” był materiałem, który przeszedł trochę bez większego echa? Twoim zdaniem wydanie tej płyty w Mystic pomogło zespołowi czy wręcz przeciwnie, Tehace zginęło w przepastnym katalogu tego labelu? Czego zabrakło po wydaniu debiutu by dziś zespół Twój miał silniejszą pozycję na scenie?

Z jednej stronie brak wystarczającego wsparcia wytwórni, z drugiej dezorganizacja w samym obozie zespołu. Jestem daleki od oceny, że wszystkiemu winny jest brak wsparcia wytwórni. Gdybyśmy dali sobie szanse zagrania większej liczby koncertów byłoby z tą promocją lepiej. Będziemy jednak naszych nowych słuchaczy namawiać do powrotu do starszych nagrań. Rozpoczęliśmy również prace nad następną płytą, ale póki co koncentrujemy się na promocji „Yearning…”.

Dziś zaczynacie nowy rozdział w historii Tehace – nowy skład, nowa płyta; jak oceniasz wasze szanse na współczesnej scenie metalowej? Płyta wydana po ośmiu latach od debiutu to właściwie nowy start dla zespołu? Uważasz, że nowy skład Tehace to ekipa, z którą osiągniesz więcej niż do tej pory?

To nie jest mój cel, bo nie mam do tego stosunku sportowego. Liczy się dla mnie możliwość dzielenia się swoją muzyką oraz możliwość grania koncertów. Z pokorą przyjmę, co przyniesie czas. Nie mam presji sukcesu, choć oczywiście, miłe słowa od kogoś komu się podoba to, co robimy, głaszczą próżność. Dla mnie muzyka to przede wszystkim emocje i możliwość dzielenia się nimi.

Jeśli nie spektakularny sukces to czego oczekujesz po nowej płycie?

Zaproszeń na koncerty (śmiech). Satysfakcji z tych, które ludzie obejrzą i zainteresowania powtórną wizytą w danym miejscu. Traktujemy to typowo hobbystycznie, zatem nie szukamy poklasku na siłę, a jedynie chcemy pokazać nasz punkt widzenia. Jeśli ktoś go podziela, to miło.

Przed chwilą zaliczyliście mały wypad koncertowy za naszą wschodnią granicę. Jak się udały sztuki w Wilnie i Kaliningradzie? Promocja nowego LP to świetny pretekst by pojeździć trochę po kraju i Europie, jakie będą kolejne kierunki koncertowej ekspansji Tehace?

Byliśmy w miejscach, w których nas nie znali i odbiór był naprawdę znakomity. Ekspansja (śmiech)… Zagramy wszędzie, gdzie to możliwe. Mamy plany na sztuki zarówno w Polsce, jak i w pozostałych częściach Europy. Większość z tego prawdopodobnie na jesieni, bo teraz zaczynają się już festiwale letnie i nie jest to najlepszy czas na koncerty klubowe. Pukamy do wszelkich możliwych drzwi.

Zskakiwanie słuchacza jest potrzebne

Zaskakiwanie słuchacza jest potrzebne

Nie chciałbym być złym prorokiem, ale w mojej ocenie scena death metalowa znów zaczyna popadać w twórczy marazm, Tehace nagrał jednak album, który zdecydowanie broni się i po prostu intryguje. Uważasz, że death metal dziś nadal może być artystycznie stymulujący? Jak mamy rozumieć deklarację, że Tehace stoi niejako w opozycji do modnego ostatnio nurtu old school death metal?

Szanujemy i czerpiemy inspirację z klasyki, ale chcemy też infekować to innymi elementami. Nie widzimy problemu czystości gatunkowej. Jako fani słuchamy różnej muzyki, a ekstrema daje nam najwięcej przyjemności jako grajkom. Death metal powinien być w podziemiu – tam gdzie jego miejsce. Powinien być trudny w odbiorze dla przeciętnego zjadacza chleba. To, co kogo stymuluje, zależy jedynie od ograniczeń, które sami sobie stawiamy. Nie można nieść płomieni oświecenia, jednocześnie samemu sobie kneblując usta tzw. ramami gatunku, niewolić samego siebie krzycząc o wolności i eliminacji hipokryzji. Dla nas jest ważne, aby to było brutalne i ciężkie, ale to esencja ekstremalnego metalu, innych ograniczeń nie przyjmujemy.

„Yearning for the Slime” wyróżnia się na tle innych, death metalowych albumów za sprawą mocno zaznaczonej różnorodności brzmień jakie prezentujecie. Właściwie każdy numer łączy w sobie bardzo wiele elementów, często dość daleko odbiegających od death metalu… Wspomniałeś wyżej o ramach gatunkowych a gdzie widzisz granice tego jak może wyglądać death metal?

Ekstremalność i emocje, to moje definicje. Nie widzę problemu w czerpaniu garściami z innych nurtów muzyki. Najważniejszy podział w muzyce, to podział na muzykę dobrą i złą. Jeśli będę miał potrzebę nagrania czegoś delikatniejszego, to zrobię to w innym projekcie. Kwintesencją „death metalowości” tej płyty jest dla mnie jej ciężar brzmieniowy. Póki wpływy nie dominują ogólnego charakteru wszystko jest o.k. Np. chciałbym uniknąć sytuacji, jak mainstreamowa Metallica, która nagrała bardzo dobre płyty „Load” i „Reload”. Płyty uważam znakomite, ale rockowe. Gdyby panowie nagrali to jako rockowy projekt członków zespołu Metallica, nie znalazłoby się prawdopodobnie aż tak wielu kontestatorów tych albumów. W tym wypadku odeszli od meritum i uważam, że szacunek do słuchacza wymaga pewnej przejrzystości. Z drugiej jednak strony zaskakiwanie słuchacza w ramach konwencji jest potrzebne. Podsumowując: ewolucja tak, rewolucja nie.

Przy okazji premiery pierwszego albumu wspominałeś o bardzo klasycznych inspiracjach, Morbid Angel, Immolation – dziś nadal czerpiesz z twórczości bogów gatunku czy może szukasz inspiracji w zupełnie innych miejscach?

To nie jest świadoma decyzja, lecz coś samo z ciebie wychodzi i staje się częścią twojej tożsamości. To jak w słowach cytowanych przez Jeffa Walkera z Carcass: „jesteśmy tym, co jemy”. Ja bym to parafrazował: „Jesteśmy tym, czego słuchamy.” Oczywiście, moje inspiracje pozostają te same, jednak każda piosenka, którą wysłuchasz odciska piętno, buduje świadomość i wrażliwość muzyczną. Stare inspiracje zostają, ale pojawiają się również nowe. To bardzo filozoficzna, ale i naturalna kwestia. W gruncie rzeczy moją tożsamość muzyczną budują również piosenki, których nie lubię. Powiem więcej to się może nawet kiedyś zmienić, np. w 1992 uznałem debiut Brutal Truth za coś czego nie da się słuchać… Na szczęście, po roku dałem sobie szansę ponownie… i do dziś to jedna z moich ulubionych płyt.

„Yearning…” wydajecie własnymi siłami – to taki znak czasów, że podziemny zespół większość spraw promocyjno-realizacyjnych jest w stanie zrobić własnymi siłami czy konieczność spowodowana brakiem zainteresowania ze strony sensownych wytwórni?

Chyba obie kwestie, choć nie poszukiwaliśmy w zasadzie wydawcy. Zajęłoby to dużo czasu bez gwarancji efektu, a my mieliśmy sporą przerwę i chcieliśmy jak najszybciej płytę wydać i grać koncerty. Jeśli dzięki temu coś sensownego się wydarzy akonto następnej płyty, to świetnie. Idziemy swoją drogą, wszelką pomoc przyjmujemy z wdzięcznością. Najważniejsza jest przyjemność z muzyki, którą daje twórcy i słuchaczowi.

Pierwsze opinie już do Was trafiają? Jak Twoim zdaniem zostanie przyjęty ten materiał?

Póki co, kontrowersje budzi jedynie okładka (śmiech). Mimo, że mocno wierzymy w ten materiał, zaskakuje nas bardzo pozytywny odbiór. Nie dostaliśmy jeszcze ewidentnego negatywu. No to pewnie wywołam tym stwierdzeniem „wilka z lasu” i trole ruszą do akcji (śmiech).

No właśnie okładka… W moim odczuciu jest mocno kiczowata. Skąd pomysł na taki a nie inny obrazek? Okładka nawiązuje do warstwy tekstowej albumu?

Okładka to fotografia płótna. To opozycja do napompowanej, wszechobecnej grafiki komputerowej. Tak jak w przypadku nagrań chcieliśmy uniknąć syntetycznego efektu pseudo-perfekcji, opartej na „rzeźbieniu” , „wykręcaniu” i „kompresowaniu”. Nam się do tego to płótno podoba. Chyba opublikuję jego zdjęcie, może w świecie facebooka będzie to najlepszy komentarz. Wiele albumów w przeszłości miało na froncie reprodukcje obrazów. Poza tym nie oceniajmy książki po okładce… choć ja jestem z niej bardzo zadowolony. Każdy ma prawo Kaliningraddo własnego gustu i zdania. Z krytyki zwykle można nauczyć się więcej niż z komplementów. Nie znaczy to jednak, że presja zewnętrzna jest wstanie sprawić, iż weźmiemy to pod uwagę przy nowej kreacji. Nie może i na pewno tego pod uwagę nie weźmiemy – to nasz kawałek podłogi i bierzemy za niego pełną odpowiedzialność. Jeśli okładka „Yearning…” jest dla kogoś niestrawna, a mimo to spodoba mu się muzyka, przyjmiemy to z pokorą.

Okładka, muzyka. A jak ważny dla Ciebie jest tekst, który „śpiewasz” w Tehace? Wiem, że po raz kolejny sięgnęliście po sprawdzonego już wcześniej Michała Spryszaka (a raczej jego twórczość), jaką historię opowiada Tehace tym razem?

Pomoc Michała, była bardzo istotna. W całym bałaganie potrzebna była osoba, która podźwignie temat w sytuacji, gdy ja już nie miałem sił na kolejny element układanki. Zamiast samemu pisać teksty dałem Michałowi koncept. Życie człowieka od urodzenia po dzień śmierci. Wzrost, dojrzewanie, pozbywanie się złudzeń na temat świata, pierwsze doświadczenia życiowe… przekrój. W podsumowaniu manifest wolności i filozofii wolności oraz niezależności w postrzeganiu i opisywaniu świata.

Na zakończenie – drugie (mam taką nadzieję) – pytanie z gatunku przeraźliwie banalnych. Jaką przyszłość widzisz przed Tehace? Co będzie działo się w zespole w najbliższych miesiącach? Dzięki za wywiad i poświęcony czas!

Nie umiem odpowiedzieć na to pytanie, nie jestem jasnowidzem. Zamierzamy grać jak najwięcej koncertów i jak najszybciej skończyć prace nad nową muzyką. Potem nowe nagrania. Mam nadzieję, że nie zabraknie nam weny (śmiech). Dzięki również!

Rozmawiał Wiesław Czajkowski

Zdjęcia: archiwum zespołu/Artur Mieczkowski