SUPERHALO – kopalnia pomysłów

Superhalo to przykład determinacji, dominującej nad polskim narzekactwem. Przykład wykorzystania możliwości nawet tam, gdzie inni widzą tylko straty. Bo komu dzisiaj chce się przeprowadzać z całą rodziną tylko po to, by założyć zespół? Wydawać płytę w bajeranckim formacie, kiedy wokół każdy ściąga mp3? Wiadomo, to zgrane i sztampowe pytania, ale dzisiaj mam na nie akurat odpowiedź. Brzmi ona: Superhalo. Zespół, w którym udziela się szef świetnego studia nagraniowego Vintage, oraz były muzyk kOŚCI, o którym to zespole rozmawiałem całkiem niedawno z Wojtkiem Garwolińskim. Poniższa rozmowa porusza takie właśnie tematy – rock, psychodelia, szczerość w muzyce i perypetie związane z powstaniem grupy, tudzież nagraniem płyty „Czerwona”. Bez typowego, lokalnego narzekania, smucenia i kompleksów. Przed Państwem gitarzysta i wokalista Superhalo – Paweł sAIMOn Galus.

Zanim przejdziemy do kwestii muzycznych, dla wyjaśnienia kilku spraw – czy Vintage to: tylko studio nagraniowe, wytwórnia płytowa, czy trampolina dla Superhalo? A może wszystko na raz? Gdzie przebiega granica?

Vintage Records to studio nagraniowe i mała wytwórnia płytowa, gdzie głównym kierownikiem całego zamieszania jest Szymon Swoboda, nasz bębniarz. Wiele lat temu stworzył sobie w SH_logogłowie wizję takiego miejsca i ją konsekwentnie, z pełną determinacją realizuje. Dla Superhalo to główna baza zespołu, miejsce regularnych spotkań, wspólnej pracy twórczej i izolacji od całego świata.

Wiem, że to nudne pytanie, jednak jak na razie o Superhalo w polskich mediach jest dość cicho – jak się zatem zaczęła wasza przygoda z muzyką i jak doszło do powstania Superhalo?

Pomysł na Superhalo narodził się w naszych głowach (mojej i Szymona) dużo wcześniej, zanim udało nam się faktycznie pierwszy raz spotkać by wspólnie pohałasować. Szymonowi wpadła w ręce płyta „Sun Dro” mojej poprzedniej formacji kOŚCI, ja zaś natknąłem się w sieci na stronę jego studia i pojawił się ten charakterystyczny błysk w moich oczach he, he… Już wtedy wiedziałem, że z tego coś będzie, jednak była jeszcze pewna przeszkoda w postaci 180 km odległości, jaka nas dzieliła. Spakowałem więc żonę, córkę, zabrałem gitarę, kilka par skarpet, szczoteczkę do zębów i przenieśliśmy się w jego okolicę. Potem już było „z górki”. Na celowniku znalazł się bardzo utalentowany, aczkolwiek już nie najmłodszy basista Wrzos, który wkleił się w całość w 3 sekundy. W takim trio zaczęliśmy pracę nad pierwszymi kompozycjami, po części opartymi o moje pomysły z wcześniejszego okresu oraz świeże dźwięki, które udało nam się wydobyć podczas wspólnych spotkań. Gdy już nazbierała się odpowiednia ilość tych dźwięków, przystąpiliśmy do nagrań, czego efektem jest właśnie „Czerwona”. Paweł (drugi gitarzysta) dołączył do nas jak już płyta była praktycznie skończona, ale brakowało nam tego jednego ogniwa, w postaci jego osoby, aby uzyskać na żywo brzmienie Superhalo. Na dzień dzisiejszy jest on pełnoprawnym członkiem naszego zespołu, choć nie przypominam sobie aby „postawił” tzw. wpisowe.

Muzyka rockowa – temat rzeka… Co z tej przepastnej działki jest Wam najbliższe, co wywarło na was wpływ i jak wyglądał Wasz pierwszy kontakt z takim rodzajem sztuki?

Ciężko mi wypowiadać się na ten temat w imieniu chłopaków. Mój pierwszy, prawdziwy kontakt z muzyką to koncert Kazika, na który poszedłem zupełnie nieświadomy tego, co mnie czeka. Dziś Kazik przypomina bardziej przedwczorajszy kisiel niż artystę z tamtego okresu, ale pamiętam, że wtedy, gdy byłem jeszcze gówniarzem z podstawówki, zrobił na mnie (wraz ze swoim zespołem) ogromne wrażenie. Potem chłonąłem wszystko jak gąbka, wszystko… wiesz, takie były czasy. Duży wpływ wywarła na mnie muzyka z Seattle, potem dojrzałem do Led Zeppelin i wszystkiego, czego dotyka do dziś Dave Grohl, dla niektórych pajac i komercyjna świnia, dla mnie artysta, którego bardzo szanuję i podziwiam. Pierwszy zespół założyłem SH_foto_2równe 20 lat temu i przez ten cały szmat czasu „wciągnąłem” taką ilość różnej muzyki, że ciężko jednoznacznie stwierdzić, co na dzień dzisiejszy jest dla mnie główną inspiracją.

Jeszcze przed przesłuchaniem płyty zagłębiłem się w historię tajemniczego samochodu, w którym odkryto nagrania nieznanego zespołu… Superhalo. Nie macie problemów z rozbuchaną wyobraźnią?! Skąd taki, skądinąd znakomity, pomysł? Czym się inspirowaliście?

Chcieliśmy, aby wszystko tworzyło pewną całość. Nie tylko muzyka jest ważna, dążymy do tego, aby Superhalo było kojarzone z dobrą jakością. Do tego wszystkiego Szymon jest kopalnią pomysłów, niektóre są na tyle ciekawe, że uznaliśmy wspólnie, iż warto je wykorzystać. Nie jestem w stanie sobie wyobrazić, że nasz odbiorca dostaje produkt, z którego sami nie jesteśmy w pełni zadowoleni. Wracając jeszcze do naszej rozbuchanej wyobraźni, uważam, że odpowiednia ilość tego typu ubarwień w każdej dziedzinie sztuki działa in plus. Jasne, że nie można przesadzić, ale sam przyznałeś, że to znakomity pomysł, więc myślę, że cel został osiągnięty.

W pewnym sensie wspomniana historia dużo mówi już o muzyce zespołu, która faktycznie brzmi, jakby przywędrowała do nas sprzed czterech co najmniej dekad. Nie sądzę, że z premedytacją chcecie włączyć się w cały ten retro – nurt muzyczny, jednak nie sposób nie zapytać się, dlaczego zamierzchła przeszłość muzyki jest atrakcyjniejsza od współczesności?

Trudno jest oceniać w jakikolwiek sposób własną twórczość. Na tę chwilę muzyka Superhalo wygląda tak, jak „Czerwona”, nie potrafię powiedzieć jaką przybierze formę za jakiś czas. Nie mamy zamiaru kompletnie wklejać się w jakikolwiek nurt, po prostu gramy to, co nam zagra w głowach i jedynym kryterium, jakim się kierujemy, jest to, czy nam się coś podoba, czy nie. Co do drugiej części pytania, pozwolę sobie na odpowiedź również pytaniem: a czy nie uważasz, że samochody kiedyś były wykonane z lepszej jakości materiałów niż obecne, plastikowe gówna ? Z muzyką jest podobnie, chociaż jest też dużo nowych, bardzo wartościowych płyt.

Powrócę jeszcze do kwestii studia – o ile posiadanie własnego, nieźle zaopatrzonego lokum do nagrywania pomaga przy realizacji płyty a o ile przeszkadza? Jeśli przeszkadza…

Chyba spodziewasz się jak odpowiem… jest to zajebisty komfort pracy. Nikt nie stoi nad tobą, zegar na ścianie nie zmusza do wystawienia na allegro kolejnych swoich rzeczy, no i nie ma opcji, że „czegoś się nie da zrobić”. Jeśli chodzi o taką kwestię, to jest doskonale.

Polska zawsze była miejscem, gdzie rockowa sztuka ma się dobrze, mimo, że zazwyczaj brylowała w podziemiu, jednak ostatnie lata przynoszą wyraźne wyjście z cienia dla wszelkiej maści rockowo – metalowych stworów. Czy dla Superhalo jest coś takiego jak płaszczyzna komercyjna, w której chcielibyście zaistnieć czy też zakładacie stricte podziemny charakter działalności?

Oczywiście, że chcielibyśmy wyjść do szerszej grupy odbiorców i staramy się mniej lub bardziej skutecznie w tym kierunku podążać. Wymaga to jednak czasu oraz dużej ilości pracy, a nie będę oryginalny mówiąc, że chcemy być pieprzonymi gwiazdami rocka i zarobić milion baksów, ale tak faktycznie jest. Chyba większość muzyków też tak twierdzi, lecz wstydzą się do tego przyznać. Nie widzę nic w tym złego, jeśli artysta próbuje „sprzedać” światu swoją prawdziwą twórczość, gorzej gdy zaczyna „dawać dupy”…

 kopalnia pomysłów

kopalnia pomysłów

Słuchając płyty zastanawiałem się, do kogo właściwie ja adresujecie, bo zrozumieć ją mogą i ci starsi, wychowani na Breakout i Hendrixie wąsacze, ale też i zakochani w retro – wynalazkach młodziki, słuchający Vagitarians, Leash Eye czy innych Belzebongów…

Nie będę się tu specjalnie mądrował, gdyż już kilkukrotnie zostałem skutecznie zaskoczony widząc szesnasto czy pięćdziesięciolatka słuchającego naszej płyty. Gdybym miał podać statystycznie, która grupa wiekowa jest najbardziej w nas wsłuchana, to osoby w wieku 25-35 lat.

Zaskakująca jest też paralela z płytą „Magnetic Dog” G.Wolf – te dwie płyty brzmią, jakby powstawały podczas jednej, wielkiej orgii w Waszym studiu… Jak było naprawdę??

Ciekawe jest to, co powiedziałeś – faktycznie nasze płyty powstawały w podobnym okresie, lecz nie podczas wspólnej orgii, niestety. Dziesięć lat wspólnego grania z Garwolem musiało w jakimś stopniu wpłynąć na to, że słychać pewien wspólny pierwiastek na naszej i wspomnianej przez Ciebie płycie Wolfa. Do tego dochodzi to samo miejsce, w którym powstały obie płyty plus czujność Szymona i moja skromna pomoc przy realizacji „Magnetic Dog”. Powiązania są niby mocne, ale myślę, że muzycznie to całkiem dwa różne albumy.

Jak w zasadzie definiujecie swoją muzykę – jest jakieś zespołowe określenie, które warto przytoczyć?

Muzyka męska, mocna, rock&rollowa… bez pierdolenia.

Dużo na „Czerwonej” odniesień do rocka psychodelicznego, nieco, improwizowanych lotów, przynajmniej takie odnoszę wrażenie. Czy to, co słyszymy na płycie jest do ostatniej sekundy zaaranżowane, czy daliście sobie swobodę wykonawczą i czas na „odjazd”?

Faktycznie, w jakimś stopniu pewna zawartość płyty jest improwizowana, ale większa część kompozycji jest raczej zaaranżowana. Dużą ilość zmian i nowych pomysłów wprowadziliśmy już na etapie samej rejestracji materiału, stąd te lekko psychodeliczne fragmenty, które skutecznie potem ubarwiły całość.

Z racji posiadania własnego studia – pozwoliliście sobie na nagrywanie na tzw. setkę, czy odbyło się to wszystko tradycyjnie przez „wbijanie” śladów? Jakieś ciekawostki z sesji?

Na tym etapie funkcjonowania kapeli nie byliśmy w stanie wbić tego na „setkę”. Uznaliśmy, że lepiej będzie, jeżeli nagramy wszystko po kolei. Nagranie całego zespołu na raz wymaga pewnej dojrzałości i zgrania, niektóre zespoły dochodzą do tej świadomości latami ciężkiej pracy. My się do tego zbliżamy wielkimi krokami i jest duże prawdopodobieństwo, że w ten sposób nagramy drugi album, zobaczymy… Ciekawostki z sesji ? Hmm, poza ciężką pracą do granic wyczerpania i grillem przy temperaturze -25 st.C z kiełbasą, której termin ważności do spożycia upłynął rok wcześniej, to niewiele pamiętam (śmiech…).

Vintage kojarzone jest z naturalnym, analogowym brzmieniem – jakiego sprzętu używacie, żeby osiągnąć taki poziom dźwięku – na ile efekt jest zależny od umiejętności i świadomości zespołu a na ile od kręcenia gałami?

Powiedziałbym, że efekt ten jest zależny w 50% od umiejętności i świadomości muzyków i w drugich 50% od kręcenia gałkami. Do rejestracji materiału używaliśmy w większości starego sprzętu, który jest na wyposażeniu studia. Stare, wysłużone mikrofony, preampy i instrumenty a na samym końcu komputer, który to wszystko zapisywał. Dla mnie nie jest istotne w jaki sposób jest to wszystko zorganizowane, liczy się efekt końcowy. I tu się kłania właśnie te drugie 50%, o których wspomniałem wcześniej, czyli wkład i umiejętności, pewna wizja osoby, która jest odpowiedzialna ostatecznie za dźwięk, jaki się wydobywa z głośników podczas odsłuchu gotowej płyty. W naszym przypadku pilnowaliśmy tego wszyscy, ale to przede wszystkim dzieło Szymona, który niejednokrotnie z wycieńczenia przybił przysłowiowego „gwoździa” za konsoletą.Superhalo

„Czerwona” płyta wydana jest bardzo bogato – kartonowe pudełeczko, rozkładana wkładka, naklejki. Myślicie, że takie „gadżeciarstwo” – które mnie osobiście rozczula – może przyciągnąć w 2013 roku fana muzyki?

SH_CzerwonaSpotkaliśmy się z wieloma pochlebnymi opiniami na temat sposobu wydania płyty. Cieszy nas to bardzo, bo dużo serca i energii włożyliśmy w to, aby efekt był taki, jaki ostatecznie udało nam się osiągnąć. Jasne, że muzyka w tym przypadku stoi na pierwszym miejscu i jak w tej kwestii coś się nie zgadza, nie ma to sensu, ale my chcieliśmy dać fanom jeszcze coś więcej, może to drobiazg, ale okazało się, że cieszy. W pewnej, losowo wybranej puli płyt, znajduje się jeszcze dodatkowa niespodzianka w postaci małych fragmentów spalonego przez nas auta z okładki, ale ciężko mi powiedzieć, kto stał się już szczęśliwym posiadaczem w/w spalenizny. Mamy jeszcze kilka innych, fajnych gadżetów, które sprzedajemy na koncertach i za pośrednictwem strony Vintage Records.

Płyta ukazała się bodajże w kwietniu – jakie macie sygnały ze strony mediów i słuchaczy?

Bardzo pozytywne, oby tak dalej…

Wydanie płyty jest dla zespołu momentem granicznym – traktujecie ją jako podsumowanie pewnego okresu, zakończenie etapu, czy raczej jako początek mozolnej promocji i wypychania jej w świat?

Raczej to drugie. Już zarejestrowaliśmy demo z kilkoma numerami na drugą płytę aby zobaczyć przynajmniej namiastkę tego, w jakim kierunku podąża nasza twórczość. Już na samą myśl, że za kilka miesięcy przystąpimy do nagrywania drugiej płyty, dostajemy „kota” na plecach, więc pewnie to się wydarzy szybciej niż nawet nam samym się wydaje. Na pewno muzycznie płyta będzie bardziej spójna od debiutu, ale za wcześnie by powiedzieć coś więcej. Nie ma na co czekać, skoro są pomysły, jest dobra energia, to należy z tego korzystać.

Jak oceniacie ogólną kondycję sceny rockowej w Polsce – szczególnie z perspektywy zespołu grającego tu koncerty?

Jeśli chodzi o to, co wciskają w nas ogólnie „popularne” media, kojarzy mi się to trochę z poziomem, jaki prezentuje obecnie nasza piłkarska reprezentacja. Daleki jestem jednak od stwierdzenia, iż w Polsce nie ma ciekawej muzyki. Niestety, ale większość naszych, młodych artystów jest skutecznie blokowana przez starych dziadów polskiej sceny i ludzi, którzy tylko udają, że próbują coś zrobić żeby było lepiej. Dla ludzi świadomych, których jest w naszym kraju jeszcze sporo, w dalszym ciągu nie sprawia żadnego problemu wykrycie ogromnej różnicy w wartości np. starych płyt Ścianki, dwóch płyt Deriglasoffa, Magnetic Dog G.Wolfa czy dokonań młodych zespołów takich jak Dead Snow Monster, In A House Of Brick a pseudo- twórczości budzących przerażenie cieniasów pokroju Szymona Wydry itp. Daleko nam jeszcze do Zachodu, zwłaszcza jeśli chodzi ogólnie o poziom wszystkiego, ale idzie to w dobrym kierunku. Będzie dobrze, a na pewno lepiej…

Jak przedstawiają się plany Superhalo na najbliższe miesiące?

Koncerty, koncerty, koncerty… płyta, koncerty, koncerty itd. Myślę, że jesienią popełnimy drugą płytę (i znów właśnie mam kota na plecach) he, he…

I ostatnie pytanie z innej bajki – jakie zespoły są mile widziane w Waszym studiu? Macie jakieś kryteria? Odmawiacie komuś?

Właścicielem studia jest Szymon i to On podejmuje decyzje. Mogę jednak potwierdzić, że do naszego studia trafiają raczej zespoły, które wiedzą, czego należy się spodziewać, ukierunkowane na zarejestrowanie tego jak ich zespół brzmi naprawdę.

Rozmawiał Arek Lerch

Zdjęcia: archiwum zespołu