SQUASH BOWELS – dobrze nam z tym, co mamy…

Squash Bowels to zespół, który, jak myślę, nie potrzebuje wśród czytelników Violence rekomendacji. Jedna z najlepszych, grindowych ekip w Europie od lat prze do przodu i z każdym kolejnym albumem coraz wyżej zawiesza poprzeczkę. Tym razem głównym pretekstem do rozmowy była niedawna reedycja „Tnyribal” na którą to okoliczność Andy udzielił mi odpowiedzi na kilka pytań… Zapraszam do lektury!!

Witaj Andy!! Jak się sprawy mają w obozie Squash Bowels? Jednym z powód dla, których  postanowiłem pomęczyć Cię trochę moim pytaniami jest niedawna premiera reedycji „Tnyribal”. Dlaczego zdecydowaliście się na ponowne wydanie tego materiału? Czy zmiany w stosunku do          wersji oryginalnej dotyczyły jedynie oprawy graficznej czy też pogrzebaliście trochę również w dźwięku?

A: Witaj… Póki co sprawy mają się mocno wakacyjnie, gdyż jest połowa sierpnia. Każdy z nas spędza teraz czas są na rozjazdach, weekendach, grillach, imprezach itp. rozrywkach. W zasadzie to w okresie wakacyjnym nie mamy nawet prób. Reedycja pierwszego krążka „Tnyribal” oraz występ na tegorocznym Obscene Extreme Fest to jedyne wakacyjne akcenty w obozie Squash Bowels. Jeśli chodzi o ponowne wydanie „Tnyribal”, to ścieżka dźwiękowa jest w stanie niezmienionym. Nie chcieliśmy ingerować w to, co kiedyś zespół nagrał i jaki efekt końcowy uzyskał, więc zdecydowaliśmy się na wydanie w pierwotnej wersji, ze zmienioną i zaadoptowaną dla potrzeb digipack’a okładką.

Płytka jest już w sprzedaży, stąd na miejscu wydaje się pytanie o zainteresowanie fanów tym wydawnictwem. Macie informacje odnośnie tego jak się odnowiony „Tnyribal” sprzedaje? Jedynym wydawcą tego albumu jest Selfmadegod czy też poza granicami kraju w dystrybucji płyty wspierają Karola inne firmy?

Niestety, nic mi jeszcze nie wiadomo na temat ilościowych danych dotyczących sprzedaży tego albumu. Wiem, że był on poszukiwanym wydawnictwem i wielokrotnie ludzie pytali nas o „Tnyribal” lub jego ewentualną reedycję. Myślę iż pod koniec roku będzie można zapytać o to Karola /SMG. Tak, jak pisałem, mamy okres wakacyjny i mało kto myśli o zakupie płyty. Tak, SMG jest jedyną firmą, która wydała tę reedycję.

„Tnyribal” to można powiedzieć kawał historii polskiego gore/grindu a reedycja to doskonała okazja na poznanie tego albumu dla młodszych fanów. Cholernie dziki, brutalny i bezkompromisowy grindowy atak, który moim zdaniem doskonale zniósł próbę czasu… Jak oceniasz zawartość tego wydawnictwa z perspektywy tych kilkunastu już lat, które minęły od premiery?

Jak zapewne wiesz, nie jestem twórcą tego materiału, gdyż w tych czasach grałem jeszcze w  swoim macierzystym zespole Damnable. Pamiętam, że wtedy „Tnyribal” wywarł na mnie dość spore wrażenie, pomimo tego iż brzmiał jakoś tak dziwnie, zupełnie inaczej niż wcześniejsze dokonania Squash Bowels z 7”EP i demówek. Był jakiś dziwny, nieco industrialny i myślę, iż właśnie ten pierwiastek oryginalności pozwolił przetrwać tym utworom i bronić się nawet dziś, po dwunastu latach od ich nagrania.

Ostatnio waszym partnerem biznesowym jest wspomniana Selfmadegod Rec. Czy na tle wszystkich wydawców z którymi do tej pory jako Squash współpracowaliście firma Karola wyróżnia się czymś szczególnym, in plus lub wręcz przeciwnie?

dobrze nam z tym, co mamy...
dobrze nam z tym, co mamy…

Szczerze powiem, iż jesteśmy bardzo miło zaskoczeni Karola podejściem do zespołów i profesjonalizmem jakim wykazuje się prowadząc własny label. Wszystko jest realizowane zgodnie z założonym planem, słowa nie są rzucane na przysłowiowy wiatr i przed wszystkim nie ma niejasności i niedomówień. Oczywiście, jesteśmy realistami i nie wymagamy od SMG organizacji europejskich czy amerykańskich tras koncertowych, gdyż na to stać tylko molochy wydające death metalowe zespoły. My gramy grind core (czyli gatunek mniej „dochodowy”, o ile można to tak nazwać…), nagrywamy dla undergroundowych wytwórni i dobrze nam z tym, co mamy.

Wydanie „Tnyribal” to dla fanów gratka, ale i tak wszyscy zaczynają już chyba pytać o nowe dźwięki z obozu Squash Bowels. Jak wyglądają prace nad następcą „Grindvirus”, macie już jakieś konkretne plany co do szóstej pełnej płyty?

Oczywiście, plany są już od dawna, tylko jakoś ciężko nam je urzeczywistnić. Jeśli chodzi o zestaw numerów, to nie będę ukrywał, że ten jest już praktycznie gotowy od około pół roku. Pozostała kwestia zabrania się, ustalenia warunków z wydawcami i oczywiście nagrania całości w Hertz Studio. To ostatnie wydaje się najtrudniejsze, gdyż w codziennym życiu, natłoku spraw służbowych i rodzinnych, ciężko znaleźć dwa tygodnie, który trzeba spędzić w piwnicy braci Wiesławskich. Finalnie myślę jednak, że już bliżej niż dalej. Jest gotowy materiał i wcześniej czy później przecież go zarejestrujemy.

Czy nadal aktualną sprawą jest fakt, że zespół egzystuje rozrzucony po Europie? Wyobrażasz sobie istnienie kapeli w takiej formie gdyby nie było Internetu?

Nam w zasadzie Internet nie jest potrzebny do egzystowania zespołu. Nie robimy prób przez Internet, chociaż czasami, tą droga przesyłamy Arturowi nagrane w formie próby utwory. Z Mariuszem staramy się grać raz w tygodniu, Artur przylatuje do nas raz na miesiąc, czasami na dwa. Nie ma co ukrywać, że kondycja zespołu byłaby co najmniej lepsza, gdyby wszyscy byli na miejscu, ale tak, jak mówię, nie jest to też jakąś barierą nie do przeskoczenia, Europa zrobiła się po prostu mała he, he…

Na swoim profilu myspace, zapowiadacie wrześniową trasę po Meksyku. Ile prawdy jest w tych wszystkich opowieściach odnośnie fanów w Ameryce Południowej/Łacińskiej? Jest jakaś szansa na to by Squash jesienią zagrał również jakieś sztuki w naszym kraju?

Niestety, nasza wrześniowa trasa w Meksyku została odwołana z zupełnie nie zależnych od nas przyczyn. Najprawdopodobniej odbędzie się ona w przyszłym roku. Szkoda, gdyż koncerty w Meksyku to naprawdę doskonała zabawa no i dla nas Polaków mocna egzotyka. To tak, jakby przenieść się na koncert w Polsce w latach osiemdziesiątych dwudziestego wieku. Na imprezy przychodzą dosłownie grube setki fanów i wszyscy zachowują się naprawdę niesamowicie. W trakcie koncertu pod sceną gotuje się prawdziwe piekło, a przy takiej publiczności gra się naprawdę wyśmienicie. Dla przykładu podam nasz ostatni koncert w Mexico City, gdzie do klubu weszło około 600 osób i to był już full. Przed klubem zostało około 200 osób, którzy nie weszli do środka z powodu braku miejsca. Znajdź proszę w Polsce, ot w Europie koncert grind core’owy w  klubie, na który przyjdzie 800 osób. Co do koncertów w Polsce, póki co się nie zanosi. Gdyby wypaliła ta trasa w Meksyku, to mielibyśmy zlewkę, iż częściej gramy w Ameryce Łacińskiej niż w Polsce, he, he… takie są realia!!! Dosłownie kilka dni temu otrzymaliśmy propozycję trasy koncertowej w Azji. Chodzi konkretnie o Singapur i Malezję. Organizatorem trasy ma być Dratsab Rec., która wraz z niemiecką  Apathic View Production była wydawcą „Grindvirus” w formacie LP. Na obecną chwilę, niestety, nie mamy jeszcze żadnych szczegółów.

Nie uważasz, że to takie typowo Polskie zachowanie … ludzie narzekają, że Squash czy Dead Infection nie grają w kraju a gdy już zagracie to pod sceną pustki bo akurat wszyscy krzykacze mają coś ważniejszego do roboty niż ruszyć dupsko na koncert…?

Szczerze Ci  powiem, iż mam to mocno w tyle i tak naprawdę wcale nie rozpaczamy z powodu braku koncertów w naszym kraju. Jest coś do zagrania to zagramy, nie ma to też dobrze. U nas w kraju, muzyką grind core mało kto się interesuje, więc trudno się też dziwić organizatorom, iż wolą zapraszać zespoły death lub black metalowe, który ściągną większą publikę i ewentualnie jakieś czarne mewy. A jak są mewy to i sępy się zlecą he, he…

Praktycznie chwilę temu zagraliście jako jeden headlinerów na czeskim Obscene Extreme Fest. Jak oceniasz tegoroczną edycję tego festiwalu, ludziska mówią, że było wyjątkowo zacnie…

Dawno nie byłem na tym festiwalu. Chyba 3 lata. Kiedyś jeździłem na niego nałogowo. Z Damnable grałem na pierwszej i trzeciej edycji, następnie dwa czy trzy razy już ze Squash Bowels. W tym roku byłem zaskoczony, gdyż można było rzeczywiście dobrze zabrzmieć o ile zespół podchodzi do grania profesjonalnie i nie „schlewa” się jeszcze przed występem, he, he…To był duży plus, gdyż w poprzednich latach problemem było wyciągnięcie naprawdę sensownego  brzmienia. Organizacja nieco się zmieniła, też na plus. Jeśli chodzi o zawartość muzyczną, tak naprawdę widziałem i słyszałem tylko 2 – 3 zespoły i z tego co pamiętam Rotten Sound zrobił na mnie największe wrażenie. Towarzysko oczywiście jak najbardziej zacnie!!!

Pozostając przy temacie koncertów, jest jakieś miejsce na świecie, w którym wyjątkowo chcecie zagrać a jak na razie się Wam to nie udało?

Chyba naszym wspólnym marzeniem jest Australia i Oceania. To miejsca, które chciałbym najbardziej odwiedzić. Jednak jak do tej pory nie dostaliśmy z tego rejonu Świata żadnych propozycji koncertowych i wygląda na to że takie wycieczki pozostaną jednak w sferze marzeń. Japonią też byśmy nie pogardzili!!!

Jak dla mnie „Grinvirus” to zdecydowanie najlepszy materiał jaki ukazał się z logo Squash Bowels, perfekcyjnie brzmiący, energetyczny, po prostu grnid’owy majstersztyk. Jednocześnie jest to płyta w jakiś przewrotny sposób chwytliwa, cholernie koncertowa… Jak dużo materiału z ostatniego CD weszło do waszego setu koncertowego?

Świetnie, że da się to zauważyć, gdyż właśnie z takim zamiarem robiliśmy te numery.  Miało być prosto, szybko, do przodu i z przytupem he, he… Przede wszystkim chodziło nam o dużą zawartość muzyki w muzyce, o ile można to tak nazwać. Zwracaliśmy też uwagę na to, aby numery dobrze sprawdzały się w wersjach koncertowych i myślę, że to nam się udało. Praktycznie każdy numer ma w sobie coś co pozostaje w pamięci po jego wysłuchaniu a dzięki temu chce się do tej płyty wracać, przynajmniej mi się tak wydaje. Co do setu koncertowego to umieściliśmy w nim w sumie 16 numerów z czego 7 pochodzi z „Grindvirus”.

Czy „Grinvirus” spełnił pokładane w nim nadzieje bo o odzew na płytę chyba nie muszę pytać z tego co widzę recenzje generalnie były lepiej niż dobre…? Pytanie z zupełnie innej beczki, słuchasz czasem płyt Squash?

Najczęściej po wyjściu ze studia he, he. Później już raczej nie, choć zdarza się to czasami. Ogólnie           praktycznie wcale nie słucham takiej muzyki, po prostu mi się już przejadła. Lubię ją grać, ale jeśli chodzi o słuchanie, raczej takie gatunki jak szeroko rozumiana elektronika, dużo jazzu, new jazzu, funky, muzyki folkowej i tym pochodnych odmian. Praktycznie nie ograniczam się gatunkowo jeśli chodzi o muzykę.

Co sądzisz o bardzo modnych w ostatnich latach wydawnictwach DVD? Planujecie tego typu przedsięwzięcie? Ot, choćby zbliżające się dwudziestolecie zespołu jest chyba dobrym powodem by wydać materiał koncertowy w formie „wypasionego” (z mnóstwem dodatków) DVD…

Nie mam pojęcia, nie widziałem żadnego takiego wydawnictwa i szczerze powiem, że mało mnie one interesują, biorąc nawet pod uwagę wykonawców, których naprawdę słucham wręcz nałogowo. Nawet nie wiem, czy takie wydawnictwa wydali. Przyczyna tego jest bardzo prosta. Dla mnie zdecydowanie bardziej liczy się dźwięk niż obraz. Owszem, mamy taki koncert z Czech, zarejestrowany w całkiem niezłej jakości zarówno wizualnej jak i dźwiękowej, ale czy to się nadaje na DVD, to naprawdę nie wiem. Musiałby na to popatrzeć jakiś fachowiec. Co do dwudziestolecia, to może i rzeczywiście niezła okazja, aby coś takiego wydać, tylko pytanie, kto chciałby to kupić, he, he… Raczej nie będziemy jakoś specjalnie obchodzić 20 – lecia istnienia, więc może chociażby takie wydawnictwo?

Jest jeszcze jakakolwiek szansa na to by DAMNABLE wróciło do świata żywych? Band to wielce zasłużony dla naszej ekstremy i pewnie wielu osobom śni się po nocach premierowy materiał tej ekipy…

Niestety, nie sądzę aby było to kiedykolwiek możliwe. Ja i Mariusz gramy w Squas’ah i dobrze nam się tu gra. Rolly raczej nie jest zainteresowany, Bayn ma bardzo poważne problemy zdrowotne i osobiste i najprawdopodobniej już nigdy do muzyki nie wróci.

Czy Twoje zainteresowanie muzyką ekstremalną ogranicza się tylko do gry w zespole? Jakich dźwięków Andy słucha na co dzień? Jakieś pozycje z grind/metalowego podwórka godne Twoim zdaniem polecenia?

Tak, jak przed chwilą powiedziałem, kompletnie mnie taka muzyka nie interesuje poza jej graniem. Nie wiem, kto co wydał, nagrał itp. itd. O to trzeba by zapytać Mariusza, choć ten słucha jedynie starych, wysłużonych załóg. On chyba jako jedyny w Squash’ach pozostał przy takiej muzyce.

Dzięki za rozmowę i mam nadzieję, że jednak jesienią zagracie jakieś sztuki w kraju nad Wisłą!!!

Ja również dziękuję za ciekawy wywiad i możliwość zaprezentowania się na łamach Violence!!! Koncerty… chętnie. Jeśli ktoś nas zaprosi, to zapewne zagramy. Proszę więc o kontakt na nasz myspace – www.myspace.com/squashbowels

Rozmawiał Wiesław Czajkowski