SPIRITS WAY – Nienawiść może być inspirująco piękna

Chwilę przed tym jak Wasz wigilijny karp oberwał młotkiem w głowę, mogliście przeczytać recenzje trzech death metalowych wydawnictw, które pod koniec roku wywarły na niżej podpisanym (niektórzy mówią – karawaniarskim psie) mniejsze lub większe wrażenie. Dziś zapraszam Was na słów kilka, które zamieniałem z Tomkiem, gitarzystą Spirits Way, który już za chwilę objawi światu swój drugi, naprawdę dobry album.

Spirits Way to zespół młody scenicznym stażem i tworzony przez ludzi młodych. Dziś mamy takie czasy, że wydaje się iż w muzyce metalowej powiedziano już właściwie wszystko, więc młode kapele nie mają chyba łatwego startu; co Twoim zdaniem jest dziś najtrudniejsze do pokonania gdy startujesz z nowym projektem?

Istotnie, zespół jest młody stażem lecz zawsze miałem dość ambitne i konkretnie sprecyzowane cele, które to konsekwentnie realizuję. Myślę, że jest bardzo wiele trudności takich jak bardzo duża „konkurencja”. Na naszej scenie ekstremalnej jest bardzo wiele wspaniałych, młodych zespołów. Sądzę, że dużym problemem jest zamykanie się na siłę w sztywno utartych schematach co zabija kreatywność oraz świeżość w muzyce. Myślę, że trudno przeskoczyć czasami swoją wyobraźnię … Ważnym elementem też jest wspomniana konsekwencja i wytrwałość, której to wielu zespołom brakuje.

Młode zespoły są też dużo surowiej oceniane niż uznane akty. Z jednej strony oczekuje się od Was oryginalności z drugiej z nieufnościąSW1 patrzy na odważne podejście do kanonów danego gatunku. Twoim zdaniem młody twórca powinien mieć w sobie więcej pokory czy bezczelności? Która z tych cech pomaga w wybiciu się z panującego na scenie metalowej przeciętniactwa?

Wiesz, to doświadczenie uczy pokory. Ilość zagranych koncertów, wydanych płyt, udzielonych wywiadów to wszystko ma wpływ na to jak zaczynasz się odnajdywać w tym wszystkim. Pokora jest bardzo ważna na wielu płaszczyznach sztuki, natomiast wspomniana bezczelność pomoże ci w osiąganiu swoich celów. Generalnie uważam, że trzeba znać swoją wartość, ale i miejsce w szeregu i pokornie, konsekwentnie tworzyć własną markę. Pragnę też przytoczyć słowa, które powiedział Karl Kraus: „Skromność jest prawem artystów, próżność ich obowiązkiem„.

Mówisz o tym, że od początku miałeś plan na Spirits Way, jak zatem dziś oceniasz jego realizację? Planowanie zawsze kojarzyło mi się z kalkulacją, oceną własnych działań przez pryzmat mody, trendów, ale sam fakt, że lokujecie się w death metalowej niszy w zasadzie temu przeczy. Wybór kontekstu gatunkowego, w którym osadza się Spirits Way to w większej mierze zasługa planu czy inspiracji a co za tym idzie emocji?

Sztuka to język emocji. Daleko mi do chłodnej kalkulacji co się opłaca co się nie opłaca… Robię swoje i nie oglądam się na modę. Gdy artysta zaczyna wprowadzać kalkulacje w swoją muzykę i zadaje sobie pytanie co ma zrobić żeby się sprzedało, zapominając o istocie tworzenia sztuki, to w moim odczuciu jego koniec. Jeden z moich przyjaciół kiedyś powiedział, że generalnie aby muzyka była jak najbardziej „Twoja” trzeba to robić w zgodzie ze sobą, ze swoim poczuciem estetyki. Mówiąc o planie na Spirits Way nigdy nie miałem na myśli, że będziemy grać tak jak ten czy inny zespół. Moje inspiracje sięgają znacznie głębiej niż death metal… Tworzymy sztukę w zgodzie ze sobą a jak fani zaczynają nas chwalić za naszą pracę, tylko możemy się z tego cieszyć. Poza tym droga pod prąd jest znacznie ciekawsza.

Parafrazując klasyka – death metal jaki jest każdy widzi. Dzisiejsza scena to, niestety, niekończący się festiwal wtórności. Naprawdę trudno w ostatnich latach znaleźć metal z przedrostkiem „śmierć”, który byłby intrygujący, dawał nadzieję na to, że scena zacznie wznów być płodna i pełna kreatywnej mocy. Jeśli mam być szczery to Wasze pierwsze wydawnictwa również wpisywały się w ogólny trend nawiązywania do klasyków z pozycji oddanego fana. Uważasz, że ten „pokorny” okres mocno inspirowany choćby Autopsy dał zespołowi doświadczenia, które zaprocentowały drugą płytą już z muzyką „bezczelną”?

Koncerty, trasy u boku znacznie większych zespołów sporo nas nauczyły, dały dużo inspiracji. Cholera, grasz dzień w dzień z jakimś zespołem to przesiąkasz ich aurą i doświadczeniem. Masz rację, nasze pierwsze produkcje były bardzo surowe w formie, nawiązywały do naszych ówczesnych inspiracji i ulubionych zespołów, ale w pewnym momencie zaczynasz się zastanawiać czy świat potrzebuje kolejnego zespołu Autopsy czy Deicide? Choć uważam, że nigdy nie ich kopiowaliśmy to nowa płyta jest już zdecydowanie bardziej „nasza”. Nowa płyta jest tą „bezczelną”? Jeśli tak uważasz to dziękuję za komplement.

„Devoid of Morality” to materiał świeży i przede wszystkim dość odważny w formie. Trudno jest nie zauważyć tego, że zaliczyliście znaczny progres odchodząc od walcowatej toporności w kierunku brutalności i przestrzeni. Dziś więcej w Waszym graniu piekielnego huraganu spod znaku Vital Remains niż ciężaru Autopsy, jednak przede wszystkim słychać, że jest to muzyka inteligentnie skomponowana, łącząca ciężar i przestrzeń w dusznej, mocnej formie. Co Twoim zdaniem wywiera największy wpływ na taki kształt materiału? Brzmienie? Otwarta forma kompozycji?

Generalnie materiał jest bardziej „muzyczny”: kompozycje i ich aranż. Uważam, że wiele czynników decyduje o tym, że materiał jest taki jak mówisz. Poza tym lubię jak muzyka oddycha, ta przestrzeń w formie jest częścią składową tych dźwięków.

Przestrzeń to rzeczywiście bardzo ważny element „Devoid of Morality”. Zaryzykowałbym nawet stwierdzenie, że połączenie selektywnego przestrzennego brzmienia z surową brutalnością to właśnie ta cecha, która wyróżnia Waszą drugą płytą na tle innych. Wspominasz o „muzyczności” tego materiału i trudno się z Tobą nie zgodzić; czy komponując death metal trzeba mieć szerokie horyzonty muzyczne? Czy znajomość twórczości gitarowych wirtuozów (wiem, że inspirujesz się klasycznym rockiem…) kształtuje też własny pogląd na death metalową estetykę?

Tworząc sztukę warto szukać inspiracji w różnej muzyce. Ja wychowałem się na Pink Floyd, Yes, Dream Theater – te zespoły zawsze mnie fascynowały z uwagi na to jak podchodzą do kwestii kompozycji i aranżu. Jest tam melodia a przecież muzyka się na niej opiera. Poza tym słuchanie i inspirowanie się tylko ekstermalną muzyką to jak jedzenie codziennie np. schabowego. Warto urozmaicić swoją dietę. Eksplorując nowe tereny nabywasz doświadczenia, twój gust się wyrabia, dysponujesz większym zapleczem, większą paletą barw, których możesz użyć w swojej muzyce, a tym samym łatwiej przekazać swoje emocje.

Nienawiść może być inspirująco piękna

Nienawiść może być inspirująco piękna

Muzyka rockowa, prog rockowa kojarzy się bardzo mocno z pojęciem wrażliwości. Jak inspirująca Ciebie rockowa wrażliwość i otwartość znajduje wspólny język z warstwą liryczną „Devoid…”, która skupia się w dość czytelny sposób na przekazie antyreligijnym?

Muzyka rock’n roll’owa zawsze była kojarzona z buntem jak i wrażliwością, nie widzę tu żadnej sprzeczności mimo, że inspiracje są różne cały czas siedzimy w konwencji death metalu. Gramy metal, jesteśmy zespołem, który ceni sobie piękno w sztuce, jesteśmy wrażliwi na pojęcie estetyki. Co do warstwy lirycznej, pragnę tu zaznaczyć, że za teksty jest odpowiedzialny mój serdeczny kolega Jakub Tokaj ze Sphere, który to wykonał tytaniczną pracę tworząc arcydzieło. Przekaz w tekstach jest dość konkretny, natomiast ja odnajduję w tych słowach pewnego rodzaju piękno i utożsamiam się z nimi w pełni.

Uważasz, ze nienawiść do religii może być piękna?

Sama w sobie nienawiść to skrajne uczucie, które zwykle prowadzi do złego. Natomiast jeśli te wyraziste emocje zamienisz w sztukę, nawet nienawiść może być inspirująco piękna…

No cóż, antyreligia, satanizm to hasła, po które death metalowi twórcy sięgają nader często. Patrząc na okładkę „Devoid Of Morality” zaryzykować można stwierdzenie, że Spirits Way jest zespołem, który identyfikuje się właśnie z tym mrocznym, bluźnierczym zakątkiem sceny death metalowej. Nastawiony na pewnego rodzaju ideologiczną skrajność przekaz jest odzwierciedleniem Waszych poglądów? Uważasz, że można być w zgodzie ze sobą i grać death metal będąc praktykującym katolikiem?

Jak wcześniej wspomniałem, tworzymy sztukę w zgodzie ze sobą, z własnym sumieniem i poczuciem estetyki. Podkreślamy myśl przewodnią pewnego rodzaju symboliką. Nie sprowadzałbym jednak tematyki, która jest poruszana na „Devoid..” wyłącznie do wspomnianych przez Ciebie haseł… Mówimy o sile jednostki, o chęci doskonalenia się, o celebrowaniu wiary w siebie. Czy można grać death metal będąc praktykującym katolikiem? Hmmm, nie wiem… Zupełnie mnie to nie obchodzi.

Zejdźmy ze śliskich tematów światopoglądowych i pogadajmy jeszcze chwilę o kwestiach związanych z muzyką. Wydanie albumu powierzyliście mało znanej w naszym kraju niemieckiej wytwórni Godeater Records. Uważasz, że to dobry krok? Z tego co wiem premiera płyty przesunęła się już o kilka tygodni…

Tak, to prawda. Byliśmy zmuszeni przesunąć datę premiery z przyczyn, które wynikły pod drodze, natomiast nie ma tego złego. Czas tu zadziałał na naszą korzyść i dzięki temu płyta będzie wydana i rozprowadzana na większym obszarze naszego globu!

Chciałbym wierzyć, że Twój entuzjazm nie pójdzie na marne, ale historia zna wiele przypadków gdy zespoły z naszego kraju porywając się na kontrakt z małym labelem z „zachodu” zrobiły dla siebie więcej złego niż dobrego. Czy współpraca z Godeater kończy się wraz z wydaniem albumu? A może Niemcy uruchomią swoje kontakty w podziemiu by pomóc Wam w organizacji koncertów poza granicami Polski?

Z wydaniem płyty wiąże się trasa koncertowa na terenie Niemiec oraz Holandii a co będzie dalej, zobaczymy. Mamy dużo planów i mam nadzieję, że wszystkie uda się zrealizować.

Zdradź proszę więcej informacji odnośnie planowanej trasy… Z kim macie zamiar dzielić sceniczne deski?

Cóż… życie mnie nauczyło aby za wcześnie się nie chwalić, ale z tego co wiem, jedziemy z kilkoma zespołami z Niemiec. Cały czas czekamy na daty oraz konkrety odnoście przebiegu trasy.

Pewnie doskonale zdajesz sobie z tego sprawę, ale jak oceniasz częste na metalowej scenie zjawisko , kiedy młode zespoły płacą uznanym gwiazdom by pojechać z nimi w trasę po Europie? Uważasz, że to dobra inwestycja a może jednak jesteś w tej kwestii idealistą i Twoim zdaniem o kształcie trasy powinna decydować wartość muzyczna suportów a nie to czy zespół X ma akurat wolne kilka tysięcy euro?

Oczywiście, że powinna decydować wartość muzyczna supportów i oczywiście jestem idealistą. Jestem gdzieś obok tego całego cyrku. Jak zespół chce nas na supporcie to nie dlatego, że mamy do zaoferowania dolary.SW Live

Jeśli o koncertach mowa to wiem, że angażowaliście się w imprezy charytatywne dla Covana. Mam takie wrażenie, że dla niektórych muzyków, którzy nigdy Covana nie spotkali, nie znali go, a prawdę mówiąc pewnie nawet średnio kojarzą jego działalność muzyczną, udział w tego typu wydarzeniach jest okazją na łatwą promocję. Jakie jest Twoje zdanie na ten temat? Uważasz, że idea idea Covan Wake Up skupia same szczerze, oddane sprawie persony?

Środowisko metalowe zawsze charakteryzowało się pewnego rodzaju elementem wspólnoty, walki za idee tak jak przy okazji koncertów dla Covana. Wiele zespołów dało wyraz chęci wsparcia inicjatywy. Odpowiadając na Twoje pytanie – możliwość zagrania na koncertach dla Adriana była dla nas bardzo ważna, uważam, że muzycy powinni się angażować w tego typu akcje bo dobrze wiem, że przynoszą efekty. Chciałbym wierzyć, że każdy zespół zagrał z czystej chęci pomocy dla Adriana, nie sądzę aby ktokolwiek chciał się wybijać za pomocą tych koncertów. Zwyczajnie nie ma tu na to miejsca.

Nowy rok, nowa płyta, koncerty – co musi wydarzyć się w 2016 byś mógł powiedzieć za 12 m-cy, że udało Cię się i zespół zrealizował wszystkie plany? Dzięki za poświęcony czas…

Chcemy bardzo skutecznie wypromować nową płytę koncertami czy trasą. Mam wiele planów, które zapewne są tylko małą częścią tego co mam nadzieję uda się nam zrealizować w nowym roku. Rok 2015 był dla nas bardzo pracowity: zagraliśmy sporo koncertów, nagraliśmy „Devoid..”, więc chciałbym aby nowy rok był bogaty w koncerty. Wtedy z czystym sumieniem powiem, że rok był udany.

Rozmawiał Wiesław Czajkowski

Zdjęcia: archiwum zespołu