SPHERE – muzyka do dobrej zabawy

Warszawski Sphere powrócił do gry. Panowie zrobili to w bardzo dobrym stylu wydając płytę, która zdecydowanie przebiła poziomem debiut sprzed kilku lat. Mocny, death metalowy materiał… Na moje przydługie pytania konkretnie odpowiadał Andrzej czasami zwany Analripper!!

Witaj Andrzej!! Na początek pytanie, które, myślę, że nie tylko ja chciałbym Ci zadać: co działo się ze SPHERE po wydaniu debiutanckiego krążka? Przeciętny obserwator sceny sądził pewnie, że podzieliliście los wielu kapel, które zniknęły po nagraniu debiutu…

Czołem. Zagraliśmy trochę koncertów, m.in. z Vital Remains, z Master, po drodze też Metalmania i kilka lokalnych gigów. Między innymi w Puławach, gdzie publika po prostu wyszła z siebie… Potem rozpoczęliśmy niespieszne lepienie nowego materiału, porodziły się dzieci i tak nam zeszło te parę latek.

Debiut SPHERE ukazał się wraz z magazynem Thrash’em All, ciekawi mnie to jak z perspektywy czasu oceniasz to posunięcie? Wiele zespołów było ostro krytykowane za to, że ich płyty ukazały się jako „dodatek do gazety”…

Najlepiej krytykować siedząc przed monitorem nie chodząc na koncerty. Zdecydowaliśmy się na ten krok z dwóch powodów – nakład – 5 tysięcy, jak na początkujący zespół to niemało, dystrybucja – w każdym Empiku i sklepie muzycznym. W tamtym czasie polski rynek muzyczny ewoluował w różne dziwne strony, w tym właśnie i w kierunku dodatków do gazet. Takie były realia i żeby zaistnieć trzeba było iść na kompromisy. Kontrakt z Empire pozwolił nam zagrać na Metalmanii, plus na kilku większych imprezach, pozwolił też dotrzeć do świadomości wielu metalowych duszyczek w tym kraju. To „posunięcie” spełniło swoje zadanie.

Właściwie już za chwilę oficjalna premiera nowego dzieła SPHERE czyli Homo Hereticus. Moi szpiedzy donoszą, że nie jest to materiał aż tak świeży jak można by sądzić i był już gotowy rok temu? Jaki był powód tego, że płyta poleżała trochę w szufladzie?

Owszem, od jego nagrania trochę już minęło. Złożyło się na to wiele rzeczy. Pertraktacje z wytwórniami, życie osobiste itd. Pocieszamy się tym, że mimo upływu czasu ten materiał w dalszym ciągu nam się podoba. Pewnie jest jak wino, im dłużej leży tym lepszy he, he…

Płytę wydała debiutująca Masterful Rec. czyli wytwórnia za powołanie której odpowiedzialny jesteś Ty? Czy wydanie płyty praktycznie własnymi środkami było jedyną opcją?

Nie jedyną, ale koniec końców najsensowniejszą. Było kilka propozycji, ale albo zbyt odległych w czasie, albo zbyt absurdalnych. Nosiłem się z założeniem podziemnej wytwórni już jakiś czas i dobrze się stało, że w tym momencie wzięliśmy sprawy we własne ręce. Mamy kontrolę nad każdym posunięciem w temacie promocji, nikt nas nie ogranicza, a do tego sami uczymy się na własnym przykładzie.

Dlaczego zdecydowaliście się na wydanie limitowane? Taki hołd, ukłon w stronę podziemia czy też realne spojrzenie na to jakie jest dziś zapotrzebowanie na płyty z muzyką ekstremalną?

I to i to. Fajnie jest wiedzieć, że nakład jest mimo wszystko ograniczony i że nie będzie dodruków, „repressów” itp. Płyta wyszła raz i już. Lepiej, by album dotarł do ludzi, którzy chcą go słuchać niż miałby się pałętać po wyprzedażach. A, że Masterful Records to label czysto podziemny to i limit w odpowiedniej ilości.

Homo Hereticus od strony brzmieniowej wypada po prostu świetnie. Na wskroś death metalowo, gdzie trzeba mocno i selektywnie a czasem niszcząco w swej bezpośredniości. Jesteście zadowolenie z tego, jaki efekt udało się Wam osiągnąć podczas pracy w ZED Studio?

Jak najbardziej! Tomek Zed to pierdolony wariat jeśli chodzi o dźwięki, człowiek ze słuchem absolutnym potrafiący z każdego muzykanta wyciągnąć ile się da, a potem z zadowoleniem cisnąć nim o ściany mieląc jelita (śmiech…). A poważnie, to o to nam chodziło. Masywne, death metalowe brzmienie. Klarowne, ale mimo wszystko brudne i brutalne.

Moim zdaniem nowy album zdecydowanie przebija poziomem to co mogliśmy usłyszeć na debiucie, jest to po prostu zdecydowany krok na przód… w zdecydowanie dobrym kierunku. Uważasz, że zespół grający dość klasyczny w swej formie death może się rozwijać? Co jest wyznacznikiem rozwoju w przypadku SPHERE?

To by grać muzykę, która nas jara. Nie jakieś wyrachowane wygibasy czy mega skomasowaną mielonkę. Muzykę, której z chęcią będziemy słuchać. Bez zbędnego ciśnieniowania się i założonych celów. Po prostu muzyka do dobrej zabawy. Również koncertowej…

Jak długo trwała sesja nowego albumu SPHERE? Macie jakiś sprawdzony system pracy w studio, wchodzicie do studia z gotowym materiałem czy też podczas Waszych sesji jest jeszcze miejsce na zmiany i kombinowanie z samymi utworami?

muzyka do dobrej zabawy
muzyka do dobrej zabawy

Nie ma tak, że jedziesz do studia i nagrywasz wszystko sekunda w sekundę co wymyśliłeś. Przynajmniej nie u nas i nie z Zedem. To praktycznie szósty członek zespołu. Kiedy jedziemy do niego oczekujemy przede wszystkim świeżego spojrzenia na to, co przywozimy. Tomek trawi te dźwięki i coś proponuje… czasem któryś z nas doda smaczek, pomysł, który zmienia obraz całego utworu. Do studia jedziemy ze szkieletami numerów, ok 80%,  resztę robimy w studio.

Jako że sesja nagraniowa Homo Hereticus miała miejsce w 2010 roku nie mogę nie zapytać o to czy macie już skomponowany nowy materiał?

Coś już nam po głowach chodzi, ale żadnych konkretów (śmiech…)

Kto był pomysłodawcą tego by death metalowy wyziew SPHERE połączyć z mroczną elektroniką autorstwa Andego z Conquest Icon? Jesteś zwolennikiem tego typu mariaży gatunkowych?

Ja. Mi zawsze po łbie pałętało się by zrobić album ze wszystkimi utworami połączonymi introsami. No i w końcu znalazł się ktoś, kto urzeczywistnił moje pomysły. Intra powiązane są z każdym utworem, zarówno dźwiękowo jak i tematycznie… wystarczy posłuchać. Ja jestem bardzo zadowolony z efektu końcowego!

Death metal to koncerty, po wydaniu nowego materiału przydałoby się zagrać kilka sztuk promujących płytę. Macie jakieś plany z tym związane, gdzie w najbliższym czasie będziemy mogli poszaleć pod sceną w rytm przebojów SPHERE?

Oczywiście. Już 9 marca gramy w Poznaniu, później parę sztuk w kraju, m.in Zduńska Wola i zaraz przed samymi wakacjami gig z Cannibal Corpse i Embrional we Wrocławiu. Na pewno dojdzie jeszcze kilkanaście koncertów bo planujemy szerzyć herezje gdzie się tylko da!

Płytę wydajecie sami a co z tak zwaną za granicą”? Są plany wydania albumu gdzieś poza granicami Polandu?

„Homo Hereticus” dostępny jest już w Polsce zarówno przez masterful-records.com jak i w większych sklepach internetowych – choćby Witching Hour, Selfmadegod, Arachnophobia, Old Temple czy Malignant Voices. Można też zamawiać go przez paypal – to głównie dla zagranicznych zainteresowanych. Aktualnie pracuję nad dystrybucją na „weście”.

Na zakończenie tradycyjnie ostatnie słowo oddaję Tobie! Dzięki za poświęcony czas!

Bóg zapłać, idź i grzesz więcej. Dzięki za wywiad, idźcie i szerzcie herezje. Zapraszamy na koncerty i do nabycia „Homo Hereticus”. Nie zawiedzie Was.

Rozmawiał Wiesław Czajkowski