SORRY BOYS – chcemy ciągle zaskakiwać

Stałem się fanem muzyki, która łagodzi obyczaje. Dobrze zagranej, ustępującej aranżacyjnie pola instrumentom przyciskanym, bez zbytniego szarpidructwa. Sięgającej wstecz, zamiast nachalnego udawania nowoczesności, co zazwyczaj kończy się tragicznie. Sorry Boys wpisują się w te moje „chcenia” idealnie. Ich druga płyta Vulcano to faktycznie wulkan pomysłów: jest tu i pop, trochę indie rocka, trip-hopowe smucenie i depeszowa elektronika. Nade wszystko jest zaś świetny głos wokalistki Beli Komoszyńskiej, z którą uciąłem sobie krótką pogawędkę, efekty znajdziecie niżej…

Na początek przeskoczymy na moment do nieco innej bajki, choć też muzycznej – jak trafiłaś do składu Heart&Soul? Jesteś fanką Joy Division?

SB live2Dostałam zaproszenie od Bodka Pezdy i Sławka Leniarta, od długiego czasu rozmawialiśmy o tym – projekt istniał od kilu lat, aż któregoś dnia dostałam maila, w którym była instrumentalna wersja „Dead Souls” i zaproszenie, żebym zrobiła to po swojemu. Joy Division było dla mnie ważne, kiedy byłam nastolatką, takie rzeczy zostają na zawsze. Wersje „Heart and Soul” są producenckimi wersjami, nie wiedziałam jak pozostali muzycy zareagują na moją interpretację wokalną. Nie umiałam zaśpiewać jak Curtis, brzmiałabym komicznie. Na szczęście, spodobało im się to co zrobiłam z tą piosenką.

Dla mnie ten projekt jest o tyle zaskakujący, że z zimnej i max depresyjnej muzyki JD wyciąga ciepły i zaskakująco przebojowy klimat…

Dokładnie, bo to nie jest tribute na kolanach; to są reinterpretacje, które pokazują z jednej strony jak – wbrew pozorom – plastyczne są kompozycje Joy’ów, a z drugiej jak muzycy w Polsce mogą dziś zupełnie na nowo zinterpretować ten nowofalowy chłód.

Przechodzimy do meritum – Sorry Boys jest dla mnie potwierdzeniem teorii, że w tym kraju wreszcie przestały się liczyć punk i metal z jednej strony a z drugiej „stare dziady”. Myślisz, że zespoły w rodzaju Sorry Boys mają swoje miejsce wśród formacji kreujących nowe brzmienie polskiej muzyki rozrywkowej?

chcemy ciągle zaskakiwać

chcemy ciągle zaskakiwać

Kiedy patrzę na niezwykle liczne (!) podsumowania płyt roku 2013 w Polsce to widać tam same „młode twarze”, oczywiście uogólniając, ale to był znamienny rok, który miał w sobie być może coś z podmuchu tzw. zmiany warty w muzyce. Jest mnóstwo polskich młodych twórców, którzy robią rzeczy po prostu znakomite, trochę jeszcze czasu upłynie, zanim staną się rozpoznawalni dla pokolenia naszych rodziców, ale dla pokolenia naszego, internetowego, oni już dziś są najważniejsi, w tym sensie, że to ich płyt najczęściej słuchamy i na ich koncerty chcemy chodzić.

Ale chyba zespoły z panią frontmanką mają łatwiej? Chodzi o to, że pojawiające się coraz częściej świetne zespoły z dobrze wystylizowanymi panami zazwyczaj są traktowane podejrzliwie i nierzadkie są posądzenia o inną orientację seksualną… Myślisz, że jest szansa na zmianę tego stereotypu?

Wydaje mi się, że orientacja seksualna artysty na scenie w naszym homofobicznym społeczeństwie ma jednak mniejsze znaczenie niż w innych dziedzinach życia; dobrze wystylizowany pan nie budzi sensacji, myślę, że większą sensację wywołałby pan wystylizowany źle. Nie potrafię odpowiedzieć na to pytanie, bo nie spotykam się z takimi reakcjami, ale nie wątpię, że one istnieją. I nie wydaje mi się, że kobietom jest na scenie łatwiej…

Cofnijmy się na moment do Waszych początków – jak rozpoczęła się ta przygoda – czy Ty dołączyłaś do ukształtowanego zespołu, czy odwrotnie? Jak bardzo kręte były Wasze drogi artystyczne?

Dołączyłam do zespołu nieukształtowanego jeśli chodzi o skład, ale też artystycznie nie był to zdefiniowany twór. Od początku istnienia Sorry Boys stała jest trójka muzyków, a wielokrotnie zmieniała się sekcja rytmiczna. Nasze drogi były momentami naprawdę kręte, nie chcę żeby to było poczytane jako nieskromność, bo wręcz przeciwnie, to jest zwykła szczerość, co powiem – naprawdę ewoluowaliśmy muzycznie, w stosunku do tego co robiliśmy na początku, a co nie było najlepsze… Nauczyliśmy się dużo od siebie, dużo nauczył nas czas…

Zaskakuje mnie niesamowita ewolucja Sorry Boys. O ile pierwsza płyta była dla mnie nieco zbyt… hmmm… przeprodukowana, o tyle nowa, przy zachowaniu kierunku jest dużo bardziej organiczna, z świetną rytmiką i głębszym brzmieniem. Co ciekawe, zauważam, że w niektórych recenzjach pojawia się konstatacja, że „Vulcano” jest bardziej syntetyczną płytą. Jakie są największe różnice między „jedynką” i „Vulcano”, z Twojego punktu widzenia?

BelaPierwszą płytę produkowaliśmy sami, jako zespół. „Vulcano” wyprodukował Marek Dziedzic. Druga główna różnica polega na rytmice, która odgrywa ogromne znaczenie i która jest zupełnie inna niż na „Hard Woking…” bo zagrana przez innych muzyków. Odkąd dołączył do nas Maciek, groove Sorry Boys zmienił się diametralnie. Chwilę później, dołączył do nas Bartek. Maciek i Bartek znają się i grają razem od lat. Są też muzykami Moniki Brodki, poznaliśmy ich, grając jako support Moniki. Różnic jest wiele, dla mnie te dwie płyty dzieli mentalna  i emocjonalna przepaść. Nagrywając tę płytę miałam i ciężkie i najszczęśliwsze chwile na świecie, związane z obcowaniem z muzyką i ze samym sobą, z innymi muzykami. Ale wspominam pracę nad „Vulcano”  jako czas święty. Ogromna w tym zasługa Marka, który stworzył nam niesamowite warunki psychiczne i tzw. zaplecze. Nagrywał każdy szelest z poświęceniem szaleńca, był naprawdę idealny.

Zastanawiałem się nad tym, jak określić Waszą muzykę, bo jest tu i alt pop, jest trip-hop, indie, ale i skłonności do syntetyków… Jak sami określacie swoje dźwięki?

Nie mam pojęcia, czasem myślę, że gramy naprawdę dziwną muzykę. Nie czujemy potrzeby określania swojego gatunku, to jest potrzebne w sklepach, a tam jesteśmy pod hasłem „alternatywa”, chyba…

Chyba problem polega na tym, że praktycznie każda piosenka nasuwa inne skojarzenia – np. „The Sun” to klimaty Sinead O’Connor, „Back to Piano” – klasyczna ballada, z kolei „This New World” mógłby znaleźć się na którymś z późnych albumów Depeche Mode. Skąd takie „skakanie z kwiatka na kwiatek”?

Nie mam poczucia rozdźwięku, wszystkie piosenki mają wspólny mianownik, muzyczny i mentalny. To, że słyszysz tam tak różne rzeczy, mnie cieszy, bo znaczy, że płyta nie jest nudna, że utwory nie zlewają się w całość i po jej przesłuchaniu jesteś w stanie wyróżnić poszczególne piosenki. Ciekawe, wymieniłeś dwa zespoły, które silnie oddziaływały na nas w młodości. Sorry Boys ma duży, tradycyjnie rockowy, pięcioosobowy skład – naprawdę kipimy od pomysłów. Chcemy ciągle zaskakiwać siebie samych i siebie nawzajem. Każdy z muzyków Sorry Boys jest silną osobowością muzyczną, ma swój styl, swoje pomysły; nie wyobrażam sobie tego nie wykorzystać i nagrywać całe życie „jedną” i tę samą piosenkę. Już mogę Ci powiedzieć, że trzecia płyta będzie zupełnie inna niż „Vulcano”.SB live

Jako, że Sorry Boys nie należy w zasadzie do żadnej sceny (w sumie indie pop w Polsce dopiero raczkuje…), zastanawiam się, jaka publika pojawia się na waszych koncertach? Możemy mówić o czymś w stylu „fan Sorry Boys”?

Nie jest prosto jednoznacznie odpowiedzieć na to pytanie. Odbiorcy muzyki Sorry Boys są romantyczni, z bogatym życiem wewnętrznym i są muzycznie osłuchani. Nie umiem i nie chcę tworzyć jakiegoś profilu psycho – społecznego naszych słuchaczy. „Czuję” ich. Raczej nie noszą koszulek z napisem Sorry Boys (śmiech).

Ale rozumiem, że macie w swojej ofercie koszulki i inne, zespołowe, w sumie obowiązkowe  gadżety?!

Nasz mercz jest skromny, a w zasadzie rzeczywiście go nie ma. Mieliśmy lniane torby i właściwie one cieszyły się zainteresowaniem. Koszulek jednak nie ma… Teraz zresztą nie mamy żadnego merchu i trochę zaniedbujemy tę dziedzinę. Nasi odbiorcy nie są „t-shirt’owcami”, musimy się postarać dla nich o coś specjalnego. Mam na to kilka pomysłów…

Jak zatem wygląda/będzie wyglądać promocja z Waszego punktu widzenia? Szczególnie dzisiaj, kiedy w natłoku wydarzeń, zespołów itp. łatwo zginąć, nie zostać zauważonym…

Może jesteśmy staromodni i mało przedsiębiorczy, ale dla nas najważniejsza jednak jest muzyka: płyty, koncerty, teledyski… Choć merch też może być sztuką, musimy o tym pomyśleć.

Ok, na zakończenie zdradź, co nas czeka z Waszej strony w najbliższych miesiącach. Dzięki za poświęcony czas!!

W marcu i kwietniu gramy drugą część trasy koncertowej „Vulcano”. Na pewno będziemy w Szczecinie i Toruniu, pozostałe miasta ogłosimy niebawem. Szykujemy też urozmaicenia w stosunku do tego, co graliśmy podczas pierwszej części trasy.

Rozmawiał Arek Lerch

Zdjęcia: Robert Berent/Kuba Dąbrowski/Rafał Kudyba/Jil La Monaca/T. Dąbrowski (grafika)