SO SLOW – Wyjście z miasta

Poniższy wywiad dokumentuje specyficzną sytuację, w której znalazł się zespół So Slow na początku 2016, po nagraniu nowej płyty. Z zespołem pożegnał się wokalista Łukasz Jędrzejczak, autor partii wokalnych i tekstów na Nomads, godnego zastępcę znajdując w Michale Głowackim z Latających Pięści. Dlatego wywiad składa się z dwóch części: w pierwszej porozmawiałem z obecnym składem o zespołowej teraźniejszości i przyszłości, w drugiej zaś z Łukaszem o tekstach, współczesnych wędrowcach i Zygmuncie Baumanie.

CZĘŚĆ I – Rozmowa z Adamem Sanockim i Michałem Głowackim.

SkałaKiedy stało się jasne, że coś takiego jak drugi album So Slow powstanie?

Adam: Nie wiem jakie było podejście innych członków zespołu, ale ja jestem długodystansowcem, i od początku myślałem, aby zrobić z So Slow coś fajnego, co będzie funkcjonowało. Z mojego punktu widzenia druga płyta była więc czymś oczywistym od samego początku. Zaczęliśmy nad nią pracować niedługo po tym, jak pierwsza „ostygła”, kiedy pograliśmy trochę koncertów. Z The Band of Endless Noise gram już od dwudziestu pięciu lat i cały czas funkcjonujemy, co jest moim zdaniem naszym ogromnym sukcesem i mam nadzieję, że tak samo będzie z So Slow. Ba, mam nadzieję, że tych sukcesów będzie więcej i że przed nami jeszcze wiele płyt.

So Slow powstał jako zespół nawiązujący do noise rocka lat 90. Na ile jest to aktualne w kontekście Nomads?

Adam: Wydaje mi się, że estetyka pozostała, ale samo granie odeszło od mocno wyczuwalnego wpływu muzyki gitarowej z lat 90. Pojawiły się natomiast inne muzyczne inspiracje, materiał przez to jest bardziej eklektyczny. Album „Nomads” niesie także wiele innych, dodatkowych elementów związanych z naszym postrzeganiem świata… czy też „zwiedzaniem” go. Poczynając od tekstów, okładki, zdjęć, motywu przewodniego… muzyka jest jednym z elementów tych puzzli.SoSlow_Nomads_cover Jest bardzo ważna, ale na niej So Slow się nie kończy i nie wyraża ona zespołu „wprost”… Ten album mocniej niż Dharavi może być punktem wyjścia do innych, także pozamuzycznych form przekazu. Paradoksalnie przez ten swój eklektyzm album wydaje mi się być bardziej spójny niż nasza pierwsza płyta. Może Michał powie jak to wygląda oczami człowieka, który jest w zespole najkrócej?
Michał: Jestem na uprzywilejowanej pozycji, ponieważ do zespołu dołączyłem już po nagraniu materiału, na chwilę przed wydaniem drugiej płyty. Nie mam osobistego stosunku do tego materiału, bo nie brałem udziału w jego powstawaniu, więc te utwory mogą mi się tak po prostu „podobać”. Przez miesiąc chodziłem z nimi non stop na uszach i wgryzałem się w nie, próbowałem je jak najlepiej poznać. Moim zdaniem jest różnica między tymi płytami – Dharavi to gęste, zaludnione miasta, natomiast „Nomads” to wyjście na otwartą przestrzeń. Jakby zespół wyszedł z dusznego ludzkiego mrowia, nabudowania jednego budynku na drugim. Teraz jest to uporządkowana, bardziej przestrzenna, ale wciąż dzika architektura… Nie wiem, czy to są lata 90., w ogóle tego w tych kategoriach nie postrzegam.
Adam: Ta płyta jest bardziej obrazowa, jak to trafnie Michał określił – przestrzenna, wychodzi poza obszar miasta – do czego nawiązywało „Dharavi”. Samo pojęcie „nomads”, jest dla nas dosyć szerokie. W dzisiejszym świecie nomadami jesteśmy na wiele sposobów – nie tylko w dżungli miejskiej, ale także w dżungli cyfrowej, w relacjach międzyludzkich, czy kwestiach politycznych.

Łukasz pozostawił po sobie nie tylko teksty, ale bardzo konkretne wytyczne co do interpretacji, wskazując na autorów i idee, które go inspirowały. W jakim stopniu ty, jako nowy wokalista, utożsamiasz się z tymi tekstami?

Michał: Jest mi to bliskie, ale nie odbieram tego na poziomie intelektualnym. Nie wiem do końca co w Łukaszu siedziało. Mam za to idealną sytuację: fan zespołu może zostać wokalistą i śpiewać piosenki, które mu się podobają. Ja je odbieram na gruncie emocjonalnym. Nie brałem udziału w ich tworzeniu, wchodzę w ten materiał tak, jak go czuję. Tak, jak się czyta poezję. I znajduję w tym dla siebie cenne i ważne treści. Nie mógłbym być po prostu wodzirejem i śpiewać piosenek, których bym nie czuł.

So Slow nowy skład zdj. Janek Fronczak

Wyjście z miasta

Biorąc pod uwagę te teksty i nazwiska w ich „tle”, czy So Slow jest w jakimś stopniu zespołem politycznym?

Adam: Oficjalne stanowisko zespołu jest takie, że jako zespół nie jesteśmy w żaden sposób zaangażowani politycznie, nie opowiadamy się po żadnej ze stron tzw. politycznego konfliktu. Jako zespół nie wyrażamy ani nie głosimy żadnych postulatów ani się pod niczym nie podpisujemy. Natomiast myślę, że każdy z nas ma pewną wrażliwość społeczną, swoje poglądy i jest zaangażowany w różne projekty. Osobiście od wielu lat zajmuję się kwestią Tybetu, działałem w wielu organizacjach, wspierałem Amnesty International, teraz jestem w radzie Akcji Demokracji. Zawsze inspirowały mnie organizacje, które wspierały prawa człowieka, a tam, gdzie są prawa człowieka, tam jest i polityka. Reasumując – każdy z nas ma swoje poglądy, w dużym stopniu myślę że zbieżne, ale jako zespół nie mamy takiego konceptu, aby je wyrażać.

Ile z Łukasza „pozostało” w So Slow, poza tekstami? Piję tu również do utworu Dépeceur, w którym słychać dużo T’ien Lai…

23Adam: Z Łukaszem się przyjaźnimy i pozostaliśmy w dobrych relacjach. Faktycznie, „Nomads” jest bardziej eksperymentalny, chociaż sam model pracy był podobny jak przy „Dharavi”, tzn. korespondencyjny. Łukasz był w Bydgoszczy, my w Warszawie, omawialiśmy wszystko przez internet. Być może faktycznie „Dépeceur” wieścił swoiste pożegnanie. Nie byliśmy tego do końca świadomi, a w nim pewnie już ta myśl kiełkowała. Natomiast Michał, poza wokalami, wnosi także dużo fajnych przeszkadzajek i elementów, które wzbogacają tę muzykę. Na razie na koncertach, ale myślę, że na następnej płycie będzie to wyraźniej słyszalne.

Czy mnogość klimatów, gatunków na „Nomads” jest rezultatem jakiejś wewnętrznej szarpaniny zespołu, w której każdy ściera się z każdym i stara się przeforsować coś własnego?

Adam: Poruszyłeś ciekawą kwestię, bo po „Dharavi” było parę rozmów o tym, jaki ma być kolejny album, czy dalej gramy gitarową muzykę, czy wychodzimy trochę szerzej. „Ścieranie” to może zbyt mocne słowo, ale takie tematy podnosiliśmy. Może z zewnątrz faktycznie to słychać, że szukaliśmy tego rozwiązania, ale to było fajne, że sami do końca nie wiedzieliśmy jak ta płyta ma wyglądać i nie odtwarzaliśmy jej rzemieślniczo. Wyrzuciliśmy do kosza wiele numerów, które nie podobały się niektórym z nas, gramy tylko to, co podoba się wszystkim członkom zespołu tak, aby każdy mógł się podpisać pod każdym numerem, aranżacją i tekstem. Inną kwestią jest to, jak do tego dochodziliśmy. Przy jednym zaskakiwało od razu, przy innych zmienialiśmy aranż, musieliśmy się do czegoś wewnętrznie przekonać, może dojrzeć. „Produkt finalny” musiał być jednak taki, aby wszyscy się z nim utożsamiali. Innych kawałków po prostu nie gramy.

CZĘŚĆ II – Rozmowa z Łukaszem Jędrzejczakiem.

SkałaPodobnie jak przy „Dharavi”, w materiałach towarzyszących „Nomads” wskazujesz na konkretnych autorów i dzieła, które stanowiły inspirację tekstów. Jak ważne jest dla ciebie to, aby właściwie naprowadzić odbiorcę na tropy interpretacyjne?

Ważne o tyle, iż nie czuję się dobrym tekściarzem czy poetą, który miałby dar zwięzłego i pięknego przekazywania myśli. Te tropy, które pojawiły się na „Dharavi” czy „Nomads” pełnią rolę czegoś w rodzaju aneksu do płyty. Są sygnałem, że tematy, mniej lub bardziej polityczne czy socjologiczne, które podjęliśmy w naszych kawałkach, nie biorą się znikąd. Wykorzystując m.in. fragmenty poezji Trakla czy Rilkego w piosenkach na pierwszej płycie czy cytat z „Globalizacji” na ostatnim krążku, chciałem po prostu przypomnieć o tych świetnych pisarzach i ich ciekawych pomysłach i tezach.

Teksty na „Nomads” nawiązują do książki Zygmunta Baumana „Globalizacja i co z tego dla ludzi wynika”. Dlaczego akurat to dzieło i ten autor?

Bauman to świetny socjolog, który ma dar pisania w sposób bardzo lekki i przystępny. Lubię u niego ogromną erudycję i sposób w jaki dobiera metafory, gdy opowiada o zawiłościach świata. Skojarzenie jego twórczości i przede wszystkim tej konkretnej książki z tytułem i tekstami na płycie wynikło trochę ze słuchania surowej wersji „Księgi Rogera”, zanim dograłem tam wokale i elektronikę. Słuchając motorycznej perkusji i mechanicznych riffów, wyobraziłem sobie karawany futurystycznych koczowników, trochę jak z „Mad Maxa”, szukających nowych, lepszych miejsc do życia, ale przed oczami miałem też ogromne fabryki i maszyny. Tak przypomniałem sobie o „włóczęgach” i „turystach” – bohaterach „Globalizacji”.

Czy jest coś, co tekstowo łączy obie płyty? „Globalizacja” zawiera podobne wątki do tych, które obecne były na „Dharavi” – miasto jako świat w pigułce, ścieranie się uprzywilejowanych i poddanych, strażników i obserwowanych…

Tak, łączą je pewien rodzaj obsesji na punkcie tego, że żyjemy w świecie, będącym systemem naczyń połączonych, oraz tęsknota za czasami, kiedy o większej liczbie spraw decydować można było lokalnie (być może takie czasy nigdy nie istniały za naszego życia). Punktem wspólnym jest też sceptyczne podejście do obecnej formy kapitalizmu, który wciąż stawia na nierównomierny rozwój i którego logiką jest coraz bardziej pogłębiający się brak logiki. Jako, że bliżej mi do lewicy niż do prawicy, świat widzę raczej w kategoriach konfliktu, gdzie, w skali ogólnej, bogaci będą chcieli być jeszcze bogatsi i nie obchodzić ich będzie nędza najbiedniejszych i gdzie, bez jakiejś dobrej (i globalnej) koncepcji zmiany, wszystko szybko trafi na skraj przepaści.Łukasz Jędrzejczak

Tytułowi „nomadzi” są u Baumana wędrowcami z konieczności, bo „nie da się stać w bezruchu na ruchomych piaskach”. Czy to jest ten świat, który opisują twoje teksty?

Trochę tak, choć coraz częściej słyszymy o ludziach, którzy próbują nie tyle ustać w bezruchu na tych ruchomych piaskach, co te piaski unieruchomić, czy to jako zamachowcy-samobójcy szturmujący klub rockowy w Paryżu czy kolejni urzędnicy państwowi podejmujący decyzję o postawieniu kolejnego drutu kolczastego na kolejnej granicy. Drugiej strony, opisywanie akurat takiego świata wynika też trochę z osobistych doświadczeń kogoś, kto nie ma etatu, ubezpieczenia czy mieszkania na własność i kto raz na jakiś czas przypomina sobie o swojej niepewnej egzystencji zawieszonej w rynkowej próżni.

Bauman pisał, że poczucie odpowiedzialności zakiełkuje tylko tam, gdzie ludzie stykają się z sytuacjami niepewnymi, wieloznacznymi, gdzie mają kontakt z innością. Zbiorowość homogeniczna jest skazana na bierność i intelektualne uwstecznienie. Czy twoim zdaniem takie – pozytywistyczne, ale też prostoduszne – tezy można odnieść do współczesności i problemu uchodźców/imigrantów, któremu stawiamy czoła jako Europejczycy?

Nie wiem, czy to dobra diagnoza. Może mieć rację, jeśli mówimy o tendencjach nacjonalistycznych, które stawiają tylko na jedną grupę narodową czy etniczną w obrębie własnego kraju. Wtedy spada potencjał kreatywności i pomysłowości, pewnie nie tylko na polu kultury. Obserwując rozwój sztuki widać, że najciekawsze rzeczy dzieją się na styku różnych grup. Jeśli chodzi o migrantów, to poczucie odpowiedzialności pojawi się dopiero, kiedy nie będzie manipulacji ze strony mediów i różnej maści szaleńców, którzy wykorzystując dezorientację mas, zaszczepiają strach i nienawiść.

Uwierają cię w jakikolwiek sposób kontrowersje wokół osoby Baumana i jego przeszłości?
Nie interesował mnie nigdy ten epizod życia Baumana na tyle, żeby wdawać się w dyskusje z jego przeciwnikami, choć mogę zrozumieć ich zacietrzewienie. Nie rozumiem tylko negowania jego całego późniejszego dorobku przez pryzmat tego, co działo się w jego życiu, zanim został socjologiem. Można go krytykować jego decyzje z lat 40., ale podważanie jego naukowego dorobku to kompletny absurd.

Gdzie teraz będzie realizować się Łukasz Jędrzejczak – tekstopisarz/poeta?

Mniej jako tekściarz, za to bardziej jako instrumentalista w kapelach T’ien Lai i Alameda 5. Przed nami bardzo pracowity rok.

Rozmawiał Bartosz Cieślak

Zdjęcia: archiwum zespołu/Janek Fronczak/Kuba Kolan