SHOTS FROM DENEB – Ujęcia z Deneba.

Wszelkie odmiany hałasu spod znaku stoner/sludge metalu przeżywają w ostatnim czasie swoisty okres prosperity. Właściwie co chwila pojawiają się kolejne, nowe zespoły, tworzące muzykę w interesujący sposób penetrującą tę zdawałoby się całkowicie już poznaną krainę. Przykładem takiego młodego i oryginalnego bandu jest Shots from Deneb; niby stoner/sludge metal w ich wykonaniu nosi wszelkie znamiona tego nurtu, ale temat ten został potraktowany tak oryginalnie, że ich debiutancki album uważam za jedną z lepszych produkcji jakie ukazały się w tym roku na krajowym podwórku. Koniec   ględzenia; zapraszam na wywiad, którego udzielił mi Krzychu odpowiedzialny w Shots from Deneb za wokale i gitarę…

Shots from Deneb to nowe wcielenie The Chainguns czy zupełnie odrębny byt, który z waszym starym zespołem wspólny ma jedynie czynnik ludzki tworzący oba projekty? Dlaczego właściwie zdecydowaliście się na powołanie do życia nowego zespołu i niejako nowe otwarcie muzycznej drogi?

Najłatwiej stwierdzić, że SfD to rozwinięcie bytu The Chainguns, który w zasadzie powstał dawno temu, w zupełnie innych dla nas realiach muzycznych shotsi życiowych. Do tego doszły częste zmiany gitarzysty, które każdorazowo odciskały piętno na naszym funkcjonowaniu. Odkąd doszedł do nas Karol, działamy stabilnie, mamy już wypracowany styl pracy i ogólne pojecie o tym, jak ma wyglądać nasza muzyka. Stąd nowa nazwa i „nowe otwarcie”.

Debiut Shots from Deneb to materiał lokujący się w dość ostatnio popularnej stylistyce stoner/sludge, jednak granie takie w waszym wydaniu oferuje słuchaczowi coś więcej niż gatunkowy standard. Głównym celem było nadanie tak stylizowanym dźwiękom własnego piętna czy może tak po prostu wyszło, że materiał mimo iż bardzo klasyczny, brzmi inaczej?

Myślę, że kiepscy z nas naśladowcy, stąd wyszedł materiał zrobiony po swojemu. Każdy zespół to powtarza, ale wiadomo – w szufladce jest niewygodnie. Kolejny komunał, który można rzucić, to „każdy z nas słucha innej muzyki”, co jest jednak denebprawdą. Kawałki, nad którymi pracujemy to wolna amerykanka i nie przechodzą tylko rzeczy, które uznamy za głupio brzmiące albo przekombinowane. Jak uda nam się upchnąć blasty w naszej muzyce, to je tam usłyszysz. Na razie, niestety, się nie udało (śmiech).

Nie da się ukryć, że dziś granie pokrewne temu co tworzycie pod szyldem Shots from Deneb przeżywa swoisty renesans – czy w związku z tym widzicie szansę dla siebie? Macie nadzieję, że SfD zaistnieje na scenie europejskiej/światowej?

Wiadomo, że skoro gramy, to chcemy, żeby ktoś tego słuchał. Narobiliśmy sporo płyt własnym sumptem, więc sprzedajemy je po kosztach bądź rozsyłamy, gdzie się da. Nagranie można też pobrać za darmo w sieci – głównie liczymy na ludzi specyficznej kategorii, podobnych do nas. Co do pytania o zaistnienie – w dobie Internetu trudno to zdefiniować. Sam słucham kapel ze Stanów, które pobrałem z różnych blogów lub z bandcampów, trudno jednak mówić potem, że taka kapela u nas zaistniała (śmiech). Jeśli mi taki zespół przypasuje, to podsyłam go znajomym – mam nadzieję, że gdzie indziej też tak to działa, więc liczę na blogi tematyczne, recenzje etc. Co do popularności takiej muzyki, nie działamy wyrachowanie, nadal to jest bardzo wąska nisza i jeśli wpisujemy się w jakiś trend to dlatego, że jesteśmy jego częścią też jako odbiorcy.

Skoro przyznajesz się do tego, że chętnie szukasz nowych dźwięków może pochwalisz się przed czytelnikami jakimś interesującym odkryciem?

Nie wiem, czy to są odkrycia, ale z rzeczy, na które wpadłem, siedząc na forach ishots blogach, mogę wymienić: split Vestiges/Panopticon, Destroy Judas, Choking on Ash, Mutilation Rites, Black September, Tethered to a Dying Animal – generalnie szukam wszystkiego, co funkcjonuje na granicy metalu i hardcore, sludge w różnych odmianach (byle bez przesadnych „pejzaży”). W USA mają według mnie dobre ucho do tworzenia oryginalnych hybryd. Z europejskich kapel na pewno robi robotę coraz popularniejsze u nas Hangman’s Chair, z takich „odkrywczych” rzeczy wrzuciłem sobie ostatnio Cowards, Eibon, Tsar Bomba – paryska scena jest mistrzowska (śmiech).

 ujęcia z deneba...

ujęcia z deneba…

Z poprzednich pytań nietrudno wywnioskować, że brzmienie jakim legitymuje się Shots from Deneb zdecydowanie mi się podoba. Jestem pod wrażeniem tego, że udało się wam stworzyć bardzo specyficzny, rozjechany, brudny analogowy sound, który przy prostocie oferuje słuchaczowi głębię i specyficzny ciężar. Czy używaliście jakiegoś wyjątkowego sprzętu? Za nagrania odpowiedzialne jest profesjonalne studio czy coraz bardzie popularna opcja czyli „home PC studio”?

Cieszę się, że tak mówisz. Nagranie zrobiliśmy sami, własnym sprzętem, czego nam brakowało, to pożyczyliśmy (pozdrowienia: Piotr Giżewski, Marcin Rybicki, Leszek Szlenk). Zdecydowanie chcemy być 100% DIY, zamiast płacić za studio, kupujemy denebsukcesywnie swój sprzęt, sami opłaciliśmy tłocznię etc. Rezultat jest specyficzny, lo-fi, ale moim zdaniem słucha się tego dobrze, a nawet tak, jak to sobie wymyśliliśmy.

Oprócz brzmienia uwagę zwracają nietypowe harmonie wokalne, te wszystkie świetnie zaaranżowane chórki. Pracując nad materiałem zakładaliście, że ma być trudno, brudno lecz przede wszystkim interesująco?

Może nie zabrzmi to zbyt profesjonalnie, ale wokale robiliśmy w większości po nagraniu instrumentów, kiedy już nie można było tego odwlekać. Miejsca, w których są dodatkowe chórki i harmonie, zaaranżowaliśmy na bieżąco w trakcie nagrania – to jest jeden z wielkich plusów tego, że robiliśmy to sami i nikt nas nie poganiał.

We wkładce do płyty znalazło się miejsce jedynie na rozwinięcie grafiki z okładki, bez tradycyjnego druku tekstów. Czy jest to spowodowane tym, że ta część waszej twórczości jest dla was mniej ważna? Shots from Deneb to zespół, który ma jakieś przesłanie, ideę do przekazania światu?

Powiedzmy, że to nasza inspiracja: Kyuss (śmiech). Faktycznie, teksty nie są dla nas takie ważne, jak ich wykonanie, co nie zmienia faktu, że są i może je kiedyś wrzucimy. Nasza muzyka nie niesie konkretnego przekazu (co nie oznacza, że jesteśmy ludźmi bez poglądów), inspirujemy się literaturą s-f, w szczególnościshots P.K.Dicka, ciekawostkami takimi, jak kult cargo, czasem coś się naskrobie „o życiu”. Każdy porządny nerd wyłapie też, chociażby w tytułach, nawiązania do gier z przełomu tysiącleci (śmiech).

Zastanawia mnie to skąd czerpiecie inspiracje do grania takiej a nie innej muzyki? Słychać w waszych dźwiękach bardzo szerokie fascynacje od Orange Goblin po sludge czy hc…

W zasadzie jest tak jak mówisz – to nasz główny krąg zainteresowań. Dodam od siebie High on Fire jako kapelę, która wywarła na nas zbiorowo największy wpływ. Wiadomo jednak, że świat się na tym nie kończy, więc luźno mogę dorzucić do worka z nazwami Cro-Mags, Slayera, Black Sabbath czy Mastodona – wiadomo, że w postaci bardzo odległych inspiracji.

Jaką widzisz przyszłość muzyczną przed Shots? Może jeszcze na to za wcześnie, ale muszę zapytać Cię o kolejne, planowane wydawnictwa zespołu; drugi album będzie kontynuacją debiutu czy może zostawiasz to chwili, która pokieruje komponowaniem nowych dźwięków?

denebOstatnie dwa miesiące to dla nas wakacje od grania, a to dlatego, że nie wszyscy z nas siedzą na stałe w kraju. Mamy sporo szkieletów utworów, które gramy na próbach, mam nadzieję, że je szybko i sensownie wykończymy. Ponieważ nagrywamy się sami, to liczę na to, że nowe wydawnictwo ukaże się bezzwłocznie, być może w postaci ep-ki – tego jeszcze nie potrafię powiedzieć. Kierunek, póki co, nie jest diametralnie inny, bo podobny jest sposób tworzenia i nie mamy odgórnych planów co do konwencji.

Materiał wydajecie sami, więc poproszę o dwa słowa w temacie dlaczego lepiej jest kierować się starą, dobrą zasadą „zrób to sam” niż wikłać się w skomplikowane układy zespół-wytwórnia?

Jak już o tym wspomniałem wcześniej – DIY wydaje nam się lepsze. To zupełna niezależność, nie musimy się do nikogo dopasowywać, nie musimy okaleczać grafik, żeby dorzucić loga czy inne cuda do płyty. Muzykę można pobrać za darmo albo kupić CD w cenie lepszego piwa w pubie. Wiadomo, że są spoko mniejsze wytwórnie, które wykonują dobrą robotę – myślę jednak, że prędzej my w podobny sposób wydamy komuś płytę, niż sami oddamy swój materiał. Liczymyshots na sprzedaż bezpośrednią, wymianę z kapelami, wożenie distra na koncerty etc.

Osobiście bardzo chętnie zakupiłbym egzemplarz waszego debiutu wydany na winylu. Nie myśleliście nad tym, że ten analogowy lo-fi sound swój pełny urok pokazałby dopiero na czarnym krążku?

Co do winyli, to wiem, że to obecnie topowy nośnik kolekcjonerski i np. w Niemczech nikt nie kupi od nas CD na koncercie. Mimo wszystko chcieliśmy wydać to właśnie tak, jak jest – płyta wygląda jak te, na które odkładaliśmy zaskórniaki, gdy byliśmy młodsi. Sprawa jest niby otwarta, ale w tym wypadku może faktycznie przydałaby się współpraca z labelem? Jeśli już, to kolejne wydawnictwo pójdzie na jakiś kolekcjonerski format, limitowane kasety, winyle we wzorki (śmiech). Póki co, akurat w Polsce CD trzyma się chyba nienajgorzej, wysłaliśmy też parę płyt za granicę.

Koncerty to dla Ciebie ważny element życia zespołu? Z tego co widzę zdążyliście zagrać już kilka sztuk; jak oceniasz te występy? Premiera płyty to doskonały czas na zwiększenie aktywności scenicznej – kiedy i gdzie będzie można was w najbliższym czasie?

Jak wspomniałem, mamy przymusowe wakacje. Planujemy koncerty od października, ale szczegółów na razie nie mogę zdradzić. Oczywiście, granie koncertów, zwłaszcza dobrze odebranych, to jest meritum istnienia kapeli, poza denebtym sam fakt wyjazdu w gronie przyjaciół z zespołu to najlepsza opcja na urlop. Nasze ostatnie koncerty wypadły… różnie, a to ze względu na różną frekwencję (śmiech). Generalnie jednak rozwinęliśmy się koncertowo od czasu Chainguns, więc już nie sypiemy się jak debiutanci i tworzy się właściwy klimat do grania i odbioru. Jakby co, jesteśmy otwarci na propozycje – na pewno się dogadamy (śmiech).

Na zakończenie chciałbym żebyś powiedział co właściwie przedstawia grafika z okładki i layoutu waszego debiutu? Dzięki za wywiad!!

To dzieło naszego basisty, Michała, dyplomowanego grafika. Okładka to część większej ilości zdjęć, które po prostu są „ujęciami z Deneba” (śmiech). Ogólnie Michał jest naszym człowiekiem od strony graficznej, wszystkie plakaty koncertów, które organizowaliśmy, to jego wytwory. Pokazał nam ileś wersji wstępnej okładki, wybraliśmy konkretną i tak już zostało – motyw nie do przeniesienia na sensownąshots koszulkę (śmiech). Skoro to ostatnie pytanie, to dziękuję Ci za wywiad również i mam nadzieję, że ktoś dzięki niemu posłucha naszych wypocin. Do zobaczenia na koncertach!

Rozmawiał Wiesław Czajkowski

Zdjęcia: Maciej Górzny i Zofia Andrée

Na zakończenie szybki konkurs dla czytelników Violence Magazine, chłopaki z Shots from Deneb chcą pozbyć się dwóch egzemplarzy swojego CD. Dwie pierwsze osoby, które wyślą maila z hasłem „Shots from Deneb” na adres w6i6e6@gmail.com, będą mogły cieszyć się własną kopią debiutu tegoż interesującego bandu….