SEPULTURA – Zmutowana maszyna

Sepultura skończyła się, gdy ich szeregi zasilił czarnoskóry krzykacz. Sepultura skonczyła się, gdy Max Cavalera przefarbował włosy. Sepultura skończyła się, gdy zaczęła flirtować ze skocznym rytmem groove. Sepultura skończyła się, gdy jej szeregi opuścił Wagner Lamounier. Książkę, by można napisać o tym, kiedy i w jakiej sytuacji mogła skończyć się Sepultura. Albo porozmawiać z jednym z jej członków. Na spytki wzięliśmy obecny filar formacji w postaci Andreasa Kissera. A z racji tego, że nowy krążek Sepultury, nazwany fikuśnie „Machine Messiah” dopiero nadchodzi, konwersowaliśmy na inne, mniej lub bardziej poważne tematy.

Jesteś wyluzowanym człowiekiem?

A co masz na myśli?

Takim, który pewne rzeczy – pardon my french – zlewa z góry, nie przejmuje się nimi.

Nie zlewam bardzo wielu rzeczy. Gdyby ten stan rzeczy, o którym mówisz, towarzyszyłby mi, nie byłbym obecnie w tym miejscu, gdzie jestem teraz. Jako ojciec, członek rodziny, zespołu (nie tylko muzycznego, ale i piłkarskiego), przyjaciel. Skąd pytanie?

Ano stąd, że zlewasz jednak niektóre zagadnienia. Na przykład negatywne opinie nt. Sepultury. Od latandreas ludzie narzekają na zmiany w składzie, waszą muzykę, lecz ty wydajesz się nie przejmować tym zbytnio.

Dobra, to zlewam. Na przestrzeni ostatnich kilkunastu lat takich głosów pojawiło się tyle, że w pewnym momencie przestałem zawracać sobie nimi głowę. Każdy ma prawo do swojej opinii i w pełni to szanuję. Nie zgadzam się ze wszystkimi, fakt, ale na pewno je szanuję. A zmiany personalne nie były moim wyborem. Ludzie odchodzili z zespołu bez naszej ingerencji, sami obierali własne nowe ścieżki. Derrick jest w zespole od prawie 20. lat. Nasza ekipa jest dosyć stabilna. Czuję się z tym dobrze.

Fajnie, że przestałeś zawracać sobie tym głowę, ale nie irytuje cię czasami, gdy jeden delikwent z drugim narzekają na Derricka i waszą obecną twórczość?

Nie, skupiam się na przyjemniejszych rzeczach. Mam styczność głównie z pozytywnymi opiniami i to głównie one mają wpływ na moje działanie. Oczywiście nie całkowity, ale jednak. Ludzie młodsi już nie będą, więc narzekają na obecny obrót spraw. Powinni się otrząsnąć. Mamy w końcu rok 2016, do cholery jasnej. Ile można płakać nad samym faktem, że lata 90. już nie wrócą?

Mamy rok 2016, a dokładnie 20 lat temu wydaliście „Roots”, które obecnie – w całej swej okazałości – odgrywają bracia Cavalera na trasie Back to the Roots. Co o tym powiesz?

Nic nie powiem, bo mam to najzwyczajniej w dupie. W odróżnieniu od niektórych nie żyję przeszłością i sentymentami. Skupiam się na tym, co tu i teraz. Możemy zakończyć ten temat? Jest on irytujący.

Spoko. Wpuściliście do sieci nowy kawałek – I Am the Enemy. Pełen prostolinijnej agresji i hardcore punkowych inklinacji. Dawno nie słyszałem u was czegoś takiego.

Może powinieneś umyć uszy (śmiech). Nasz poprzedni album (The Mediator Between Head and Hands Must Be the Heartprzyp. Brzoza) także utrzymany jest bardzo na agresywnej osnowie. Rzuć uchem na kawałek otwierający ten materiał, „Trauma of War”, szybki strzał na sam początek. Takie „The Tsumami” również przykuwa uwagę bardzo szybkimi tempami i kostkowanymi riffami. Wystarczy wytężyć słuch. A „I Am the Enemy” to piosenka o tyle dobra, że odstająca od wszystkiego, co usłyszycie na tym albumie. Zaczyna się on bardzo powolnym, intensywnym kawałkiem, a po nim nadchodzi strzał w pysk właśnie w postaci „I Am the Enemy”. Jak wspomniałeś, jest on  nacechowany wpływami hardcore punka i hołduje raczej starszym nagraniom zespołu. To jeden z ostatnich utworów, które stworzyliśmy na potrzeby „Machine Messiah”.

Pytania o tytuły płyt z reguły stanowią zapychacze wywiadów, ale wasz urzekł mnie wyjątkowo. Dlaczego zestawiacie Mesjasza z maszyną? Czyżbyście sądzili, że nowoczesne technologie mogą ogłupić człowieka tak mocno, jak religijny bełkot?

Tak, trafiłeś w sedno. Ludzie starają się rozwiązać większość swoich problemów dzięki Internetowi, nowinkom technologicznym i innym tego typu rzeczom. Nie jest to dla mnie krzepiące. Z tego względu tracimy mnóstwo czasu. Elektronika przejmuje nasze umysły. Ten koncept zakorzenił się w naszych głowach na długi czas przed komponowaniem materiału i z pewnością bardzo pomógł przy tworzeniu tekstów. W wielu religiach ludzie oczekują nadejścia Mesjasza, który pozwoli im przetrwać i przezwyciężyć wojnę ze złem. Patrząc na rozwój spraw w dzisiejszych czasach, śmiem stwierdzić, że przyjdzie on w postaci jakiejś zmutowanej maszyny, robota. Inspirację stanowiły także ciekawe poglądy niektórych ludzi. Wierzą oni bowiem, że nasz świat stworzony został przez maszyny. Nie czyni nas to wyznawcami takiej ideologii. Teorie na temat powstania świata według każdej religii są zupełnie od siebie inne i niezwykle fascynujące. Ludzie wyznają różne rzeczy. Wszystko ma swoją zależność: kraj, w którym żyją, szkoła, rodzina, znajomi. Jak sam dobrze wiesz, w Brazylii i Polsce na przykład bardzo prężnie działa chrześcijanizm, w Turcji islam, gdzieś indziej wierzenia, ludowe, buddyzm etc. Tyle informacji aż głowa mała, ale człowiek łaknie więcej!

Zmutowana maszyna

Zmutowana maszyna

Ciekawie odpłynąłeś z tą teorią powstania świata. Aż zapytam, jaka jest twoja? Trzymasz się naukowego punktu widzenia?

Ciężko mi to stwierdzić. Wierzę we wszystko i nic. Jestem otwarty na różne opcje i nie tkwię w jednym punkcie, jak idiota. Lubię czytać na ten temat, poszerzać swoją wiedzę z różnych zakresów. Nie znaczy to wprawdzie, że to czego uczyłem się w szkole, jest rzeczywistym oddaniem stanu rzeczy. Kiedyś w Brazylii panowała sroga dyktatura, nie istniało coś takiego, jak wolność własnych przekonań. System edukacji odgórnie był przyporządkowany władzy. Często otwieram oczy ze zdumienia, gdy popatrzę, czego uczą się moje dzieci, a co mnie wpajano. Ciekawa jest też religijna strona tego wszystkiego. Jak wiadomo, w każdej z religii najciekawszym punktem są kultura i styl bycia jej wyznawców, aniżeli głoszone przez nich tezy na temat istnienia kolesia w niebie.

Warto być otwartym na nowe rzeczy, racja. Nie sądzisz, że ten średnio lubiany przez ciebie Internet może w tym pomóc?

Czasami owszem. Problem w tym, że ludzie łykają wiele rzeczy, jak młode pelikany. Wedle ich opinii pojawienie się czegoś w Internecie od razu ustanawia jego prawdziwość. Dosyć niedorzeczne, nieprawdaż? Internet jest świetnym narzędziem do wyszukiwania różnych informacji. Otwiera przed ludźmi wiele furtek. Kiedy w telewizji mamy parę kanałów informacyjnych, Internet oferuje szeroką paletę różnych gazet i cyfrowych mediów. Ciekawe są też różne teorie spiskowe snute przez internautów, można się dowiedzieć z nich wielu ciekawych rzeczy, które z reguły są niesłusznie pomijane w telewizyjnym przekazie informacji. Mimo wszystko namawiam do ostrożności i opierania swoich poglądów przede wszystkim na własnych umysłach.MM

Nie bez kozery nazywa się moje pokolenie generacją smartfonów. Ludzie w dzisiejszych czasach w wielu przypadkach są wręcz uzależnieni od dobrodziejstw w postaci Internetu i elektronicznych gadżetów. Czy to m dedykowany jest „Machine Messiah”?

Ten album dedykowany jest dosłownie każdemu, nie tylko komputerowym dziwakom (bo jak inaczej rozumieć zwrot PC Freaks? – przyp. Brzoza). Internet nie jest jedyną rzeczą, z której zbudowany jest robot, o jakim wspominałem wcześniej. Są też smartfony, tablety, nawet GPS, czipy. Wszystko to jest bardzo pomocne i przydatne w dzisiejszym świecie, ale bez przesady. Nie popadajmy w skrajności. Odłączanie się od tego aspektu życia, bądź zbytnie od niego uzależnienie są równie złe. Weźmy na przykład nagrywanie koncertów telefonami. Stoi taki delikwent, wymachuje telefonem, by zarejestrować coś, na co potem nawet nie rzuci okiem, tylko bezmyślnie wrzuci na Youtube. Gdzie w tym sens?

O, używanie komórki podczas koncertów. Bardzo gorący temat. Czy potraktowałbyś tych „mobilnych” tak, jak zrobił to niegdyś Corey Taylor na koncercie Slipknot?

Nie, bez przesady (śmiech). Bardziej mnie to martwi, niż wkurza. Daleki jestem od chęci jakiegoś dziwacznego wymierzania sprawiedliwości, bo i po co. Koleś płaci za koncert, więc niech robi, co mu się żywnie podoba. Szkoda jednak, że niektórzy ludzie nie przeżywają sztuk, jak kiedyś. Do dzisiaj pamiętam swój pierwszy koncert w życiu, kiedy szalałem na Kiss w 1983. Doskonale pamiętam tamtą noc, nie są mi do tego potrzebne zdjęcia, filmy, czy nagrania. Wszystko zostaje w umyśle, jeśli bawisz się naprawdę bosko.

A jak tam ma się sytuacja z twoim ostatnim projektem De La Tierra? Niedawno wypuściliście drugi krążek.

Całkiem w porządku. Dalej gramy sobie ten skoczny metal w naszym ojczystym języku, ostatnią płytę zmiksował nasz stary kumpel, Ross Robinson. To bardzo fajna i luźna odskocznia od pełnego stresów życia w Sepulturze (śmiech).sepultura-june-2016

W roku 2016 nowe płyty wypuściła całkiem spora grupa legend thrash metalu. Sodom, Destruction, Testament, Metallica, Megadeth, Death Angel. Mimo wszystko gatunek zbiera coraz to gorsze opinie w różnych środowiskach. Młodzi rozczarowują brakiem pomysłów, starzy popadają w marazm. Jak ty to postrzegasz?

Myślę, że ci ludzie zbyt pesymistycznie podchodzą do sprawy. Możesz mi wierzyć lub nie, ale ten rok jest jednym z najlepszych dla thrash metalu. Świetny nowy album Testament, potężna płyta Metalliki, agresywny Sodom, jak zawsze udany Death Angel. Staruchy dają radę (śmiech). Młodziaki nie odstają zbytnio. Popatrz na Lost Society. Gówniarze, a werwy tyle, że na koncertach każdy skacze w mosh i napierdala się w rytm ich żwawego thrashu. Z nadzieją spoglądam na rok 2017, mam nadzieję, że będzie jeszcze fajniejszy pod tym względem.

Pamiętasz jeszcze swój solowy album? To ciekawy materiał, usłany hard rockowymi przebojami. Nie masz momentami ochoty, by przemycić odrobinę takiego podejścia do tworzenia w płytach Sepultury?

Mam. Zresztą ostatnio mi to wyszło. Tytułowy kawałek otwierający płytę ma w sobie odrobinę tego hard rockowego riffowania. Przynajmniej moim zdaniem. Słuchajcie, a będziecie słuchani (śmiech).

Rozmawiał Łukasz Brzozowski

Zdjęcia: archiwum zespołu/Fernando Pires