SACRIFER – Nie określajcie muzyki Sacrifer mianem power metalu!

Jak Polska długa i szeroka rządzi u nas ekstrema. Jeśli słuchasz/grasz ciężką muzykę to istnieje duże prawdopodobieństwo, że zajmujesz się death lub black metalem. W ostatnich latach coraz głośniej przypomina o sobie też thrash tylko tradycyjny heavy metal wydaje się być u nas w odwrocie… Dopóki jednak pojawiać się będą tak dobre nowe zespoły jak Sacrifer to bardziej skłaniał się będę ku twierdzeniu, że scena heavy metalowa nie idzie w ilość a w jakość… Zapraszam na rozmowę z Pioterm i Maćkiem, którzy mieli w temacie debiutu swojego zespołu całkiem sporo do powiedzenia.

 

 

Witaj Piotr! Jak czujesz się w chyba trochę dla Ciebie nietypowej roli przepytywanego a nie zadającego pytania?

P.B. Kłaniam się! To prawda, że w moim przypadku ilość wywiadów przez mnie przeprowadzonych bije na głowę ilość wywiadów udzielonych, ale myślę, że jakoś daję radę i narzekać nie mam zamiaru…

Właściwie to skąd przyszedł do Was pomysł, by zacząć wspólnie hałasować pod szyldem SACRIFER? Zespół ten miał być odskocznią od muzyki, jaką tworzą BlackSnake, Dreamare, Underdark i Rotengeist, czyli Wasze macierzyste formacje? Jaką rolę w powstaniu SACRIFER odegrał projekt o strasznie frapującej nazwie: Abbadon – A Metal Salute to Abba?

P.B. Z kronikarskiego obowiązku nadmienić muszę, że w BlackSnake się już nie udzielam. Chyba od grudnia 2010 roku… Underdark z kolei chyba nie istnieje, przynajmniej takie sprawia wrażenie, albo czekają w uśpieniu… Natomiast SACRIFER nigdy nie był przez nas traktowany jako jakaś odskocznia od grup, w których się udzielaliśmy bądź udzielamy nadal. SACRIFER to najprawdziwszy zespół. Taki z krwi i kości. Tworzymy, nagrywamy, koncertujemy. Nawet, jeśli zdarzają się nam przerwy w naszych poczynaniach. Natomiast prawdą jest to, że w powstaniu SACRIFER projekt Abbadon odegrał bardzo ważną rolę. W chwili, gdy Abbadon, zgodnie z założeniem, po jedynym koncercie został złożony do grobu, uznaliśmy, że w tym składzie świetnie nam się współpracuje, dogaduje a nawet, jeśli się kłócimy to i tak wychodzi z tego kawał porządnej muzyki. Ciekawostką może być fakt, że ten, który przynosi praktycznie całą muzykę, teksty, pomysły na linie wokalne – jako ostatni zgodził się na kontynuację czy też rozpoczęcie działalności pod nowym szyldem. Ja o Maćku Gawliku mówię! I to, co słyszycie na „Valhalla Is For Me” jest Jego wizją muzyczną zrealizowaną z udziałem całej kapeli. Dodajmy kapeli nie-podwórkowej (śmiech)…

M.G. Z tą „wizją” to spora przesada. Gramy heavy metal nie siląc się na żadne nowatorstwa i eksperymenty. Tak to sobie wymyśliliśmy na początku działalności i tak jest do dziś.

Debiutancki krążek SACRIFER ukazał się sumptem Speedfire Records. Uważacie, że u nas w kraju nie ma rynku zbytu dla muzyki, jaką gracie czy też powód, że płytę wydala akurat ta wytwórnia jest zupełnie inny?

P.B. A czy w ogóle jest u nas jakiś rynek zbytu? Pomijając największe nazwy oczywiście. Gdy słyszę, że zasłużone zespoły sprzedają po 300 – 400 sztuk jednego tytułu i uznają to za sukces… Faktem jest to, że istnieje sytuacja, w której wydawcy chcą podpisywać zespoły tylko z kręgu death/black/thrash metal. To może zastanawiać, bo przecież koncerty takich formacji jak Maiden, Priest, Saxon, Helloween spotykają się u nas ze sporym zainteresowaniem publiczności. W przypadku Iron Maiden zainteresowanie jest wielkie. Oczywiście, nie ustawiam SACRIFER obok tych wielkich nazw, ale mam raczej na myśli to, że jest publiczność, która w muzyce nie szuka tylko i wyłącznie ekstremy, gwoździ, blastów, pentagramów i corpse paintu (śmiech)… Pozostaje mieć tylko nadzieję, że chce im się szukać nowych nazw na heavy metalowej mapie.

Prace nad materiałem zakończyliście w okolicach jesieni 2010 natomiast gotowa płyta dostępna jest dopiero od końca kwietnia tego roku. Jaki był główny powód tak długiego oczekiwania na wydanie krążka?

P.B. Poszukiwania wydawcy. To jedyny powód. Rzecz ruszyła z miejsca dopiero dzięki Speedfire Records i Darkowi Mazurkiewiczowi (pozdrawiamy i dziękujemy!!!). Może przez to dochodzi do nie do końca satysfakcjonującej sytuacji, bo pracujemy nad albumem numer dwa w chwili, gdy mało kto zdążył poznać płytę debiutancką, ale jakoś to przeżyjemy i na pewno się nie poddamy. Skoro o wydawcach mowa to pozdrawiamy Tomka z Pagan Records. Dziękujemy za bardzo miłe słowa pod naszym adresem! Tomek jest jedną z naprawdę niewielu osób z wytwórni płytowych, którym chciało się posłuchać, odpisać i powiedzieć, co sądzi o tych dźwiękach.

Jesteście zadowoleni ze współpracy ze Speedfire Records? Nie chcę się czepiać, ale nie widać ze strony tej firmy wielkich działań promocyjnych… Czy album będzie w kraju dostępny jedynie w dystrybucji Witching Hour Production?

M.G. Nie, nie tylko, pozostaje przecież jeszcze sprzedaż płyt na koncertach. Jeśli zaś mowa o współpracy ze Speedfire Records, to istotnie nie ma wielkich działań promocyjnych, ale są też pozytywy. Najważniejszym z nich jest fakt, że płyta w ogóle się ukazała. No i jeszcze taki drobiazg, że jesteśmy właścicielami nagranego materiału. To ważne. Nie wyobrażam sobie zrzeczenia się praw do utworów, które napisałem w zamian za wydanie ich przez kogoś na płycie. A coś takiego od bardzo dawna jest normą. To jest bandyckie prawo, właściwie bezprawie.

P.B. Mówiąc żartobliwie to Speedfire Records jest wytwórnią zbyt podziemną nawet jak na metalowe podziemie (śmiech). Na razie album dostępny jest bezpośrednio u nas i w internetowym sklepie witchinghour.pl Wystarczy napisać mail lub kliknąć i stanie się magia (śmiech)… Wiem, że dziś ludzie są strasznie znudzeni wszystkim, ale jak ktoś połowę dnia siedzi przy komputerze to zamówienie płyty nie powinno być dla niego kłopotem. Poza tym, czym mniej jesteśmy dostępni i nie podpisujemy płyt w Empikach czy innych Media Marktach tym mniej śmierdzimy komercją. Takie teorie też już słyszałem.

nie określajcie naszej muzyki mianem power metalu!

nie określajcie naszej muzyki mianem power metalu!

Jedyną rzeczą, jaka mi się nie spodobała, jest okładka „Valhalla Is For Me”. Czy jest ona dopełnieniem Waszej wizji tego jak wyglądać ma płyta, czy może wydawca narzucił wam gotową formę wydania albumu?

P.B. Przy okładce pracowali Ziemek i Maciek. Zdajemy sobie sprawę z tego, że gdy całość weźmie do ręki jakiś zawodowiec w tym temacie to doszuka się tu pewnie jakichś błędów, ale nie robiłbym z tego jakiejś tragedii. Jak się komuś nie podoba okładka to może spodoba mu się to, co znajdzie w książeczce. Następnym razem, gdy zadbamy o większy budżet, pewnie oddamy tę część płyty w profesjonalne ręce. Choć i tak znajdą się tacy, którzy stwierdzą, że mają to w dupie, bo jak dla nich to muzyka może być oprawiona nawet w papier śniadaniowy… Poza tym, po co komu okładka w czasach em pe trzy?

Jeden z recenzentów piszących o Waszym debiucie określił przekaz zespołu jako oparty na trzech słowach „Wojna! Braterstwo! Chwała!”. Czy rzeczywiście tematyka Waszych tekstów da się określić za pomocą takiego klucza? Jakie historie opowiadacie słuchaczom?

M.G. Te trzy słowa „jednego z recenzentów”, które przytoczyłeś wyżej, mające pełnić rolę opisu tematyki tekstów, czy też ogólnego nastawienia SACRIFER, to kompletna bzdura. Nie jesteśmy „rycerskim bandem”, co to opiewa czyny waleczne w kwestii eksterminacji smoków, nie toczymy bitew zwycięskich, o których śpiewać będą minstrele a śmiercionośna stal w naszych rękach nie gości. Pewnie chodziło o „Millenial Brotherhood” (to skojarzenie z „braterstwem”). Tekst tego utworu ma tymczasem zupełnie inną wymowę; komentuje (poniekąd) uprawianie przez kolejne polskie rządy „polityki sąsiedzkiej” z pozycji kolan i całkowite ignorowanie przeszłości. Moim zdaniem z „chwałą” nie ma to nic wspólnego.

P.B. To ja nie śpiewam o smokach? Trochę się z tego śmieję. Otrzymałem kilka dni temu mail od znajomego z innego miasta, ale z Polski, który stwierdził, że chcemy chyba być jak Sabaton (śmiech)… Może po części i nasza w tym wina, że jak ktoś widzi słowa: valhalla, war, do tego orzeł na okładce to od razu ustawia nas w szeregu jakichś bitewno-rycersko-walecznych ugrupowań muzycznych, które o powstaniach śpiewają. Ale zapewniamy, że nie tędy droga. Mamy na tej płycie także takie piosenki jak „The Wheels Are Turning” i to nie jest o wojnie. No chyba, że rycerze/żołnierze na rowerkach śmigali… To ja przepraszam… Jak się komuś chce zaglądać w teksty to w naszym przypadku ma spore pole do interpretacji, bo Maciek nie pisze w stylu: „chcę z moim bejbe wypić wino marki wino” lub „rogata czaszko oddaję ci hołd w blasku księżyca” (śmiech)…

Jeśli jesteśmy przy recenzjach to jak album został przyjęty przez „fachowców”? Jest jakaś różnica w tym jak odbierają płytę ludzie w kraju a poza Polską?

P.B. Zbyt wielu opinii jeszcze nie znamy. Płyty są nadal rozsyłane. Niektórym chce się odpowiadać, innym się nie chce… Ale to, co do nas dociera to są to w przeważającej części opinie bardzo pozytywne. Zdarzają się nawet słowa, że do tej pory w tym kraju tak się heavy metalu nie grało… To miłe. Tak samo jak słowa, że nie jesteśmy polską odpowiedzią na jakiś band z Zachodu… Tylko skąd ten power metal ludziom się bierze, nie wiem…

Brzmienie, które wypracowaliście w Chinook Studio jest w moim odczuciu bardzo udane, konkretne i trochę „po staremu”. Takie było założenie, by album nie brzmiał zbyt nowocześnie? Gdybyście mogli nagrać płytę jeszcze raz, co byście poprawili?

M.G. Ja niczego bym nie poprawiał, niczego bym nie zmieniał. Ta płyta to obraz naszych ówczesnych możliwości (i niemożności) i niech tak zostanie. Znam takich, co napisali pięć piosenek, a potem je „udoskonalali” przez resztę swojego życia. Zawsze było to żenujące widowisko. Brzmienie to robota Ziemowita Gawlika i Piotra Winiarskiego (no i siłą rzeczy Krzyśka Godyckiego, szefa Chinook Studio). Pozostali muzycy oczywiście wysuwali jakieś propozycje czy sugestie, ale to właśnie wyżej wymienieni mieli zdanie decydujące.

P.B. Sound „po staremu” jest mile widziany. W naszej muzyce jest trochę lat 80-tych i nowoczesność brzmieniowa mogłaby tu do końca nie pasować. Ja się nawet upierałem na więcej pogłosów, ale byłem w tym chyba osamotniony. Uwielbiam „Abigail” Kinga Diamonda a tam jest pogłos na pogłosie (śmiech)… Tak się wtedy nagrywało. Jedyne, co bym zmienił to dodałbym pozostałe utwory, które zostały zarejestrowane w ramach sesji nagraniowej płyty. To naprawdę zacne numery. Może kiedyś z niewiadomo, jakich przyczyn ukaże się reedycja debiutu to wtedy…

Jesienią planujecie zwiększyć aktywność koncertową. Będą to pojedyncze gigi czy też planujecie może jakąś trasę? Są szanse na to by z koncertami dotrzeć poza granice Polski? Jest jakiś zespół, z którym wyjątkowo chcielibyście zagrać?

M.G. Do najbliższej granicy mamy czternaście kilometrów, więc szanse jakieś są.

P.B. Natomiast na trasę szans nie ma. Chyba, że dwa koncerty pod rząd to już trasa (śmiech)… Myślę, że w grę wchodzą jedynie wyjazdy weekendowe. Ja chcę odwiedzić Niemcy! (to sobie odwiedź – M.G.) A co do zespołów, z którymi chcielibyśmy zagrać to w swoim imieniu powiem, że czym większy zespół tym lepiej, bo więcej osób ma szansę wtedy poznać muzykę supportu. To wychodzi mi na to, że ja chcę przed The Rolling Stones bo ich kocham maksymalnie (śmiech)… Do tej pory udało nam się zagrać m in. przed TSA, Katem, Grzegorzem Kupczykiem & CETI i było naprawdę OK. A festiwal Metalowa Twierdza w Nysie to już w ogóle ciary mistyczne na plecach miałem (śmiech). Nie oznacza to, że nie chcemy grać na typowo podziemnych imprezach. Na to by być gwiazdą to jeszcze za mali jesteśmy, choć są tacy, którzy twierdzą, że SACRIFER z siebie gwiazdy robi… Gratulujemy spostrzegawczości i prosimy o jeszcze!

Jak wygląda w obecnej chwili kwestia następcy „Valhalla…”? Jako, że debiut ma już trochę czasu to pewnie powstała już niejedna nowa kompozycja…

nie jesteśmy rycreskim bandem!

nie jesteśmy rycreskim bandem!

M.G. Jest połowa lipca 2012, dłubiemy przy kawałku numer sześć, więc do zrobienia zostało stosunkowo niewiele. Są też dwa nowe covery, które tradycyjnie na płytę nie wchodzą, ale będą (są) grane na koncertach.

Macie jakieś sprecyzowane plany odnośnie daty wydania drugiego L.P.?

M.G. Nie. Jeśli teraz coś nagramy, to tylko demo z dwoma nowymi numerami. No i ewentualnie zrealizujemy planowany od pewnego czasu projekt o roboczej nazwie SacRotenSnake. Jak łatwo się domyślić, stworzą go ludzie związani z SACRIFER, Rotengeist i BlackSnake, mam jednak nadzieję, że pojawią się również Jacek Fall (ex-Cryptic Tales, ex-Bleeding Art), Daniel Klimczak  (Zmierzch, Morr) i kilku innych zacnych (zaprzyjaźnionych) muzyków.

P.B.. Ja nawet nie wiem, kiedy dokładnie do studia wchodzimy, ile czasu nam zajmie sesja, mastering i te wszystkie sprawy związane z nagrywaniem płyty. Później pewnie tradycyjnie poszukamy wydawcy. Tak wyglądają „plany”.

Dzięki za rozmowę! Ostatnie słowa zostawiam Wam…

P.B. Jak to się kiedyś mówiło? Wspierajcie podziemie, metal, scenę, kupujcie płyty i wyruszajcie na koncerty. Ale nie tylko wtedy, gdy przyjedzie Metallica lub Iron Maiden (śmiech). Dziękujemy za pomoc w promocji. Jeśli jakiś heavy fuckin’ metalowiec jest zainteresowany zespołem heavy fuckin’ metalowym i płytą „Valhalla Is For Me” to niech pisze na adres: sacrifer@o2.pl lub odwiedzi internetowy sklep witchinghour.pl. Pozdrawiamy czytelników i całą ekipę Violence Online.

M.G. A ja na koniec mam prośbę do recenzentów/dziennikarzy/słuchaczy, którzy przeczytają ten wywiad: NIE określajcie muzyki SACRIFER mianem power metalu. Z góry dziękuję.

 

Rozmawiał Wiesław Czajkowski