SAMO – niedopowiedzenia wywołują głód i ciekawość…

Muzyka powstaje w domowej atmosferze, w azylu  codzienności. Skupiam się nad jej okiełznaniem między innymi dzięki temu, co każdego dnia pojawia się przed moimi oczami po odsłonięciu żaluzji. Panorama Warmii widziana z pokaźnej wielkości okien najwyższej kondygnacji kamienicy  jest jakby spoiwem burzy koncepcyjnej jaką dzielę się z instrumentem – opowiada o kulisach powstawania nowego materiału SAMO Robert Gasperowicz. Jeśli przyjąć, że polaryzacja między ciszą warmińskiego krajobrazu a jazgotem gitary elektrycznej jest miejscem, gdzie rozszczepia się jądro współczesnej ekstremy dźwiękowej, lider SAMO jest Einstein’em muzyki metalowej. Bo to, że coś jest niezrozumiałe nie znaczy, że nie jest wizjonerskie. Jeśli tylko kilka osób zrozumie, o co chodzi twórcy takich dzieł jak „S1” czy „Plex Zero”, uznam misję za zakończoną. Nie, to nie koniec, bo obok wydanej – wreszcie! –  na fizycznym nośniku, debiutanckiej płyty SAMO, czeka już nagrana, najnowsza porcja hałasu, opatrzona kryptonimem „S3”. Zagłada zbliża się milowymi krokami…

Czy ukazanie się – wreszcie! – debiutanckiej płyty na CD zmienia coś w waszej działalności –  jakieś nowe otwarcie?

Tym razem zamknięcie jest kolejnym otwarciem. W myśl nigdy nie określanej,a podświadomie wprowadzonej treści, nie ma zasad. Próbuję ocierać  się o chropowaty mur, a niebezpiecznie jechać  po chodniku na desce undergroundu. Pierwsza płyta ujrzała światło dzienne w postaci CD  jako druga mimo, że padła propozycja zachowania klasycznej kolejności. Tomasz Smaga nie ukrywał zainteresowania sfinansowania „Plex Zero” jak i „S1”. Zdecydowałem , że zawieszenie w przestrzeni czasu nowej  dawki przelanych na dźwięki i słowa dysonansów między codziennością a Wasyla i moim spojrzeniem na świat, będzie uwidocznieniem antyrozwojowego symbolu, który czasem migał na ekranach telewizorów w górnym rogu. REPLAY.  Skoro „s1” stało się historią, nie było powodów, by się temu przeciwstawiać. Niczego to nie zmienia, jest urzeczywistnieniem pierwotnego celu, a przynajmniej jego części. Mimo wszystko ukazanie się tego materiału otwiera drogę poprzez dotarcie do osób nie mających wcześniej do czynienia z naszą muzyką . To co niegdyś było niezrozumiałe tym razem posłużyło nieco jak lajtowe wprowadzenie, a raczej  zachętę do trudniejszych w odbiorze, nowszych kompozycji  wydanych jako pierwsze . „S1” podaje również rękę nadchodzącemu „s3”.

Dlaczego tak długo czekaliście z tym wydaniem?

Odpowiedziałem już na to pytanie. Dodam tylko, że w minionym okresie początkowe zainteresowanie wykazywała Nowojorska, mała wytwórnia. Jednak sprawy nie udało się doprowadzić do końca. Manager tamtego labela, mimo wyjścia do mnie z inicjatywą, zmienił zdanie. Profil muzyczny  i rodzaj ostrego brzmienia jego firmy był diametralnie różny od propozycji SAMO. Wcześniejsze działania osób, które podjęły się „opieki” nad projektem S, nie były skuteczne. Myślę, że nie ma co wchodzić w szczegóły.

Epka „Plex Zero” zwiastowała zmiany w waszej muzyce – więcej matematyki, industrialu niemal, ograniczony skład. Dlaczego rozstaliście się z Wojtkiem Szymańskim, który moim zdaniem idealnie pasował do Waszej muzyki?

Wszyscy muzycznie pasowaliśmy do SAMO. Skład był pod tym względem idealny, podział ról sprawdził się w efekcie końcowym. Przywoziłem na próby niemal gotowe kompozycje, potem rozgryzałem to z Wojtkiem. W  międzyczasie pokazywałem Radkowi co i jak zagrać, Piotr wnosił swój komentarz i osadzał to wokalnie w gotowych utworach. Tak wyglądała praca. Nie ma co doszukiwać się drugiego dna w rozpadzie składu. Żeby grać trzeba chcieć, być konsekwentnym, zdeklarowanym, dojrzeć do świadomości typu „to jest dla mnie ważne”. Myślę, że priorytety w zespole były różne. Między innymi z powodu ludzkich ułomności jakie drzemią w każdym z nas, „Plex Zero” jest świadomym wyborem minimalizacji składu i zmiany formy. Mimo pozornie ograniczonych możliwości to zdecydowanie nowe „narzędzie”. Tworząc PX  nie starałem się zbliżyć do normalności, byłem daleki od choćby  urealnienia programowanych bębnów, kąsam łapkę konsumpcji zamiast ją lizać.

Jak z dzisiejszej perspektywy podchodzisz do debiutanckiego materiału – czy jego stosunkowa szorstkość, brud były zamierzone, czy raczej to dzieło przypadku?

W sali prób brzmieliśmy jeszcze bardziej szorstko, to był dobry kierunek. Szymon Czech robił kilka podejść  do miksu by się zbliżyć ku pierwotnej formie. Kilka razy przed nagraniem pojawiał się na próbnych setach w sali jednak nie było łatwo podczas realizacji połączyć to brzmienie ze studyjną selektywnością. Dzisiaj pewnie poprawilibyśmy kilka elementów ale to chyba naturalne, że „dzieło” nigdy nie jest gotowe. Szymon pokazał klasę, wzajemne ścieranie się poglądów i jego umiejętności przyniosły interesujący efekt. Jest git!

Ukułem sobie taką teorię, że skoro teraz pojawia się płyta z 2004 roku, to może i wasza nowa muzyka będzie znowu bardziej organiczna, zespołowa?

Wątpliwa sprawa. Może gdyby muzycy nie uczestniczyli w innych projektach jednocześnie, pokusiłbym się o w pełni namacalne instrumentarium i wcześniejszy proces rysowania, jednak jak za pewne wiesz, Wojtek ,Wasyl i Staszek są zaangażowani twórczo w innych miejscach, a SAMO wymaga skupienia i pełnego wkładu. Kompozycje są bardzo rozbudowane, odegranie tych dźwięków było czymś niesamowicie napędzającym, adrenalina i euforia, naturalny narkotyk. W zasadzie SAMO mogłoby takim pozostać , dźwiękiem w kanciapie. Świadomość kumulacji emocji jakie były efektem interakcji podczas precyzyjnie zagranej „piosenki” już na tym etapie mnie satysfakcjonowała ale tego typu efekt to spore poświęcenie, a ja nie śmiem oczekiwać od kumpli więcej niż są w stanie dać.

Wiem, że kończą się prace nad nową płytą zespołu – właśnie – czy mamy do czynienia z zespołem, czy nadal to dwuosobowy projekt?

Prace zakończyłem ze Staszkiem w czerwcu ubiegłego roku. Materiał czeka na oprawę graficzną i konkretną decyzję daty wydania płyty. Minimalizm składu, nie oznacza ograniczeń estetycznych i braku emocji zamkniętych w formie s3. Zdecydowania projekt, nie zespół, ale nazewnictwo to i tak tylko niezrozumiała dla mnie próba wsadzenia nienamacalnego do kolejne szufladki…

Czego możemy się spodziewać po nowej płycie – w jaką stronę tym razem ewoluujecie?

Niedawno na podobne pytanie odpowiedziałem , że jest to próba połączenia  z „Plex Zero”, jednak chyba nie mi to oceniać. Muzykowi łatwiej jest tworzyć niż o tym opowiadać. Dźwięki są przekazem samym w sobie. Spróbuję uchwycić  to w kilku słowach. Instrumentalne pogmatwanie, wściekle-łagodnie wprowadzone szeroką gamą melodyjnych partii wokalnych. Wyraziłem się wystarczająco jasno? Jakiekolwiek określenia  w tym przypadku chyba niewiele wnoszą. Zapraszam niebawem do indywidualnej korekty.

Coś na temat pracy nad muzyką – jak powstawały nowe numery, co zaskakującego działo się podczas komponowania muzyki i jak wyglądały nagrania?

Przewyższająca technikę wielkość tej muzyki to punkt widzenia świata, dosłownie i w przenośni, komentarz, przeżycia, doświadczenia. To co mam do powiedzenia w formacie SAMO czy Słonina jest ponad wyszukaną aparaturę. Niezłe słowo, aparatura, he, he. Muzyka powstaje w domowej atmosferze, w azylu  codzienności. Skupiam się nad jej okiełznaniem między innymi dzięki temu, co każdego dnia pojawia się przed moimi oczami po odsłonięciu żaluzji. Panorama Warmii widziana z pokaźnej wielkości okien najwyższej kondygnacji kamienicy  jest jakby spoiwem burzy koncepcyjnej jaką dzielę się z instrumentem. Zakole rzeki, korony starych dębów, fragmenty mniej lub bardziej zabytkowej infrastruktury , zalesiony, pagórkowaty horyzont i zachody słońca zostawiające piętno na przecinających niebo smugach wysoko lecących samolotów. Zderzenie. Przy zachowaniu niezbędnego minimum sprzętowego, poza nagraniem wokalu, jestem w stanie robić to, co lubię w tych warunkach. W zasadzie nie umiałbym komponować w innych. Sale prób, jakie miałem przyjemność odwiedzać, były raczej miejscem w którym ujawniałem pomysł niż rzeczywistym poczęciem. Stanisław nagrywa głosy we własnym studio. Jego miejsce zdecydowanie już na pierwszy rzut oka przypomina cel, jakiemu służy. W moim przypadku jest integralną częścią wnętrza, również współgrającą estetycznie nie dominując pomieszczenia. Można by pokusić się o odniesienie tego do mojej osoby. Muzyka jest  częścią życia. Zabrzmiało bardzo banalnie, ale czasem nie warto używać wielkich słów, by coś powiedzieć.

Czy tym razem SAMO ruszy na podbój klubów czy nadal stawiacie na daleko posunięty enigmatyzm?

Niedopowiedzenia wywołują głód i ciekawość. Kilka dni temu padła propozycja wystąpienia przed zespołem VoiVod, dawniej nawet nie pomyślałbym, że z uśmiechem podziękuję za ofertę. Koncerty może kiedyś, nie wiem, nawet się nad tym nie zastanawiam…
Jakie są plany wydawnicze – kto wyda płytę, kiedy i w jakiej formie?

W najbliższych miesiącach ukaże się płyta SAMO – „S3”, muzyka zrealizowana jest w nowym składzie. Porcja agresywnego i „przyjaznego” grania jednocześnie. Multiinstrumentalista  Stanisław Wołonciej po raz kolejny odnalazł się idealnie w roli wokalisty. Twór, jaki mamy do zaproponowania, wydany będzie przez  www.czolo.com.pl. Serdecznie zapraszam.

Rozmawiał Arek Lerch