RUSTY CAGE – staramy się łączyć gatunki

Krakowski Rusty Cage to kolejny dowód, że nie trzeba udawać wielkiego artysty w klubach polonijnych, by stać się Amerykaninem.  Debiutancka płyta zespołu przynosi ze sobą solidną dawkę rasowej, southern’ rockowej nawalanki, w której jak w lustrze przeglądają się różne odmiany gitarowej muzyki. Jak na debiutantów, zespół popisał się znakomitym wyczuciem stylu, dlatego postanowiliśmy przedstawić RC na łamach Violence. Nie będę się zatem bardziej wymądrzał i oddam głos (s)twórcy tegoż ansamblu, mojemu imiennikowi – Arkowi Żureckiemu.

 

 

Gratulacje. Jesteście Amerykanami. Za takie płyty zielona karta powinna być gwarantowana. Co jest w tej fascynacji muzyką z USA – co dla Was jest aż tak pociągające?

To nie tylko Ameryka jest dla nas pociągająca, ale też muzyka całej Europy zachodniej jak Anglia, Skandynawia i wiele innych krajów. Ameryka jako kraj skupia całą muzykę, daje możliwość by cały świat ją poznał. Wiadome jest każdemu chyba, że oczy wszystkich krajów są zwrócone w tamtą stronę, oczywiście mówię tu o potężnie rozbudowanym przemyśle muzycznym i możliwościach, jakie on niesie. Nawiasem mówiąc, nie staraliśmy się o zieloną kartę, może powinniśmy (śmiech…), ale byliśmy tam i każdy z nas zachwycił się kulturą Stanów Zjednoczonych, o ile można mówić o takowej „kulturze”, bo kraj ten jest zlepkiem całej gamy kultur i subkultur świata. Ponadto westerny czyli zachód i wszyscy najwięksi bohaterowie jak superman, kanapka big mac, kfc, najszybsze samochody, bezkresne równiny, wielki kanion, Arizona, Los Angeles ( cala Kalifornia ), no przecież tam jest wszystko (śmiech). Poważnie jednak mówiąc, to tak, jak już wspomniałem USA, Anglia oraz Skandynawia to najwięksi giganci w przemyśle muzycznym i wszyscy z nich czerpiemy, chcemy być jak oni i im dorównać. Oczywiście, ktoś może powiedzieć, że wcale nie, ale pokaż mi choć jeden zespół, który nie zahacza o to, co dzieje się w muzyce tworzonej przez nich. Kraje te dały początek bluesowi, jazzowi, rockowi i muzyce metalowej, to największa kolebka wiedzy na temat muzyki współczesnej. Te kraje są prekursorami i wyznaczają trendy, tworząc coraz to nowsze gatunki, które zbiegają się do jednego bluesa i jazzu więc Ameryki – to jest niesamowite i dlatego nas ten kraj pociąga.

Kilka słów o historii kapeli – gdzie zdobywaliście szlify i kto był nauczycielem. Pytam o nauczyciela dlatego, bo taki belfer to skarb; wyedukował Was doskonale…

staramy się łączyć gatunki

staramy się łączyć gatunki

Kapela powstała już w 2007 roku i przechodziła wiele przeistoczeń, można  powiedzieć, że ewoluowała z muzyki progresywno – metalowej ( w Internecie można znaleźć nasz numer „Vampire” z dawnych lat…), aż do tego, co teraz jest czyli po prostu rockowo – grunge’owej, zahaczającej czasami o cięższe gatunki. Nasz rozwój, myślę, postępuje dalej z każdą odbytą próbą, przesłuchaną płytą, która nas zachwyci czy wspólnym koncertem. Na samym początku graliśmy w trójkę czyli ja, Paweł Badziński (gitara) i Arek Kołodziej (bębny). Niedługo później doszedł do nas Basik (bas, jak wskazuje ksywka). W tym składzie staraliśmy się pozyskać przez prawie 3 lata wokalistę, ale było  mega – trudno, bo bardzo wielu ludziom w naszym kraju wydaje się, że umieją śpiewać. W końcu pomyślałem, że nagram płytę z gotowym materiałem i będę po prostu zapraszał do studia wokalistów. Delikatnie wspominając o tym zespołowi, zacząłem nagrywać utwory, z  Pawłem Badzińskim wyłożyliśmy całą kasę,  następnie chłopaki kolejno nagrywali instrumenty i tak powstała płyta „Let The Rifle Fire”.  Greg, realizator, który pracował w owym studio gdzie nagrywałem, postanowił dołożyć swoje wokale. Uznałem to za żart, bo on nigdy w życiu nie śpiewał, ale jak widać, pracując jako realizator można się dużo nauczyć (śmiech…). W ten sposób pojawił się wokalista Greg Toma. Mamy niepisany pakt funkcjonowania zespołu: ja tworzę muzykę i całe aranżacje numerów a chłopacy, jako, że lubią to, co tworzę, po prostu grają. Organizacja prób, koncertów, komponowanie i aranżowanie muzyki, kwestie brzmieniowe i wszystkie działania w zespole to moja działka. Nie chcąc przekłamać, chodzi tu o brzmienie instrumentów w danym numerze i grane przez nie partie, bo przecież każdy z członków Rusty Cage ma swoje własne, przez siebie wykreowane brzmienie i jedynie on na nie wpływ, staram się jednak czasami i o to zadbać – rozmawiam z chłopakami o tym, jak widzę w danym numerze np. brzmienie bębnów czy innego instrumentu. W większości ufają mi na tyle, by poszukiwać wraz ze mną tego, co słyszę, ale też sami wiele mnie uczą jeśli chodzi o rozwiązania, których nie znam. Jesteśmy jak jeden organizm, w którym ja jestem mózgiem. Każdy w zespole oczywiście ma pełne prawo wyrażać opinie na temat kompozycji, ale rzadko się zdarza, żeby odrzucali jakikolwiek mój utwór. W komponowaniu pomaga mi również Paweł Badziński, który jest twórcą kilku kompozycji takich jak „Marching Song” czy współkompozytorem utworu „Bound to Fall”. Naszymi nauczycielami były płyty największych i one pokazały nam, jaką drogę obrać i w którą stronę iść.

Na płycie słychać całe mnóstwo wpływów – hard rock bije się o pierwszeństwo z grunge, słychać Danzig, Soundgarden, trochę stonera i zatęchłe południe USA. Z czym sie identyfikujecie w pierwszej kolejności?

Tak, to prawda, na naszym krążku słychać zarówno hard rocka, grunge, stonera oraz elementy heavy metalu. Tego ostatniego jest najmniej a najwięcej, jak już wspomniałem wcześniej, rocka i grunge i chyba na dzień dzisiejszy to jest szkieletem naszej twórczości. Te dwa gatunki są zróżnicowane nie tylko muzycznie, ale również mentalnie, jednak my identyfikujemy się z nimi i staramy się je łączyć, co odzwierciedla płyta „Let The Refile Fire”. Najzabawniejsze jest to, że ja z Pawłem wychowaliśmy się na płytach Gunsów, Greg jest zwolennikiem grunge a Basik i Arek Kołodziej to wyrównana mieszanka tych dwóch gatunków. Dodaj do tego moją fascynację muzyką progresywną oraz rockiem industrialnym i masz komplet inspiracji, które słyszysz na płycie.

Czy trudno jest w deszczowej, obskurnej Polsce produkować takie „dźwięki wolności”? Dźwięki, które prowokują, by siąść do Dodge’a Challengera i ruszyć bezdrożami USA. U nas raczej nie da się przy takiej muzyce szaleć, bo albo urwie się zawieszenie, albo za jednym zamachem zbierze komplet 24 punktów…

To już wiem, dlaczego zebrałem 19 punktów w czasie nagrywania krążka a moje sworznie i felgi są notorycznie do wymiany (śmiech…). Czy trudno? Z mojego punktu widzenia – nie. W naszym kraju jest ogrom ludzi, którzy uwielbiają rocka, grunge oraz te gatunki, o których już wcześniej wspominaliśmy. Najgorsze jest to, że żaden zespół cieszący się popularnością w naszym kraju nie potrafi nagrać po prostu rock’n’roll’owej czy też grunge’owej płyty. Nagrywają jakieś marne imitacje tej muzyki. Posiadając niesamowite fundusze, których my nie mieliśmy, tworzą  gatunkowego „frankensteina”. Zawsze dziwiłem się – „Boże, przecież oni mają takie możliwości, takie fundusze, słuchają tego samego co ja i nie słyszą, że to jest jakaś marna imitacja. Czemu to robią i dlaczego okłamują się wciskając nam ten sam shit, że nie posiadają takich samych możliwości a tak naprawdę po prostu im nie wyszło?!” Wiesz, szanuję bardzo naszą rodzimą muzykę, ale myślę, że dzieciaki w garażach i zespoły, które znajduję w necie o tysiąc lat przeskoczyły nasze polskie sławy, które lecą w niektórych radiach. Oczywiście, mamy takie bandy, które są po prostu jedyne w swoim rodzaju i stworzyły swój styl. Ciężko moim zdaniem będzie im się przebić na zachodzie, bo – niestety – zachód nie żyje naszymi realiami a zespoły śpiewają o szerszej tematyce niż tylko o własnym podwórku; dlatego trafiają do wszystkich. U nas ciągle jeszcze śpiewamy o komunie, która przecież skończyła się 20 lat temu i zamiast patrzeć w przyszłość, wciąż wspominamy przeszłość. Zgadzam się, że świadomość historii naszego kraju jest bardzo ważna i nie można zapomnieć o tym, co się wydarzyło i trzeba o tym głośno mówić ale bez przesady (śmiech…).  To tylko moje zdanie i nikt nie musi się ze mną zgodzić. Ja sam szukam jeszcze odpowiedzi na wiele pytań, więc może ktoś kiedyś wytłumaczy mi to inaczej i wszystko zrozumiem; przecież człowiek ewoluuje przez całe życie. Dlatego też uwielbiam numery przy których można zdobyć 24 punkty (nie narażając oczywiście nikogo, bezpieczeństwo na drodze, to podstawa i trzeba o tym pamiętać…).

Dlaczego na płycie udzielało sie dwóch bębniarzy – czy to jakaś gościnna akcja, czy w trakcie nagrywania płyty zmienialiście perkusistę?

Jest to bardziej zabieg brzmieniowy oraz gościnna akcja. Łukasz Marek jest moim przyjacielem od bardzo wielu lat, razem gramy w dwóch innych zespołach. Jego brzmienie jest niesamowicie rockowe, dlatego też zaprosiłem go by nagrał z nami utwory, w których strona grunge była silniejsza – dla równowagi.

Jeśli dostalibyście propozycję wyjazdu na koncert np. do Nowego Orleanu – zdecydowalibyście się, by wieźć „drewno do lasu”?

No pewnie, że tak. Składa się na to  kilka przyczyn:  wiedza, którą moglibyśmy tam zdobyć, przeżycie tak ekscytującej przygody oraz zwiedzenie Nowego Orleanu (śmiech…).

Opowiedzcie coś o waszym statusie – gdzie gracie koncerty, co dotychczas udało się Wam zdziałać i co w najbliższym czasie zamierzacie „wykręcić”?

Do tego momentu zagraliśmy 6 koncertów, patrząc na to, kiedy uformował się ostatecznie skład Rusty Cage, czyli kwiecień – maj zeszłego roku. Dodając okres nagrywania materiału, czyli luty – sierpień 2011 r. Pierwszy koncert odbył się 29 września 2011 r. Istniejemy na rynku tak naprawdę od września 2011 r. a mamy marzec 2012 r. Daje nam to 7 miesięcy działalności formalnej. Do tej pory zagraliśmy koncerty jako suport przed Ploretaryat, Ziyo, resztę koncertów organizowaliśmy sami. Zebraliśmy niesamowite recenzje z wysokim poziomem ocen w gazetach Teraz Rock, Metal Hammer, Magazyn Gitarzysta a także w portalach takich jak Fabryka Zespołów, Wyspa.fm, Artrock.pl i wielu innych; wystarczy zajrzeć do nas na  facebooka i przejrzeć tablicę – jest tego strasznie dużo. Wspierają nas medialnie OtherCenter, Muzzo.pl, Magazyn Gitarzysta. Artrock.pl. Ukazał się krótki wywiad w Teraz Rocku, Fabryce Zespołów, Wyspie.fm. A co najważniejsze chyba dla nas, doceniła nas taka osobistość jak Piotr Rogucki w umieszczonym przez siebie wideo na youtube do konkursu organizowanego przez empik, jest to dla nas wielki komplement. 1 maja zagramy również na festiwalu Metallima Fest oraz osobiście poprowadzę tam warsztaty gitarowe. Naszą muzykę użyto w  beznadziejnej, ale zawsze reklamie WSZiB w Krakowie. Zespół planuje nakręcić teledysk oraz poszczególne utwory z koncertów i nagrać drugą płytę, już trochę dłuższą. No i grać koncerty, ewoluować. Myślę, że na siedmiomiesięczną działalność osiągnęliśmy całkiem sporo.

Na koniec – pięć utworów, które zmieniły Wasze życie?

Wiesz, sam osobiście mógłbym wymienić ich z pięćset i co najgorsze – każdy z nas ma inne (śmiech). Arek Kołodziej “Blackened” Metallica,  “Raining Blood” Slayer “Smells Like Teen Spirit” Nirvana, “Stinkfist” Tool i “Tutu” Milesa Davisa.  Według Basika to Neil Young „Don’t Let It Bring You Down”, Frank Zappa „Dangerous Kitchen”, John Coltrane Quartet „Crescent”, Killing Joke „The Fall Of Because”, The Beatles „Helter Skelter”. Greg Toma nie potrafi wymienić pięciu, ale ważne są dla niego takie zespoły jak Nirvana, Nine Inch Nails, Elvis Presley i Stone Temple Pilots oraz Johnny Cash. Paweł Badziński wymienia Guns N’ Roses – Welcome To The Jungle, Queen – Bohemian Rhapsody, Jimi Hendrix – Hey Joe, John Lennon – Imagine, Sixx A.M – Skin. Moim zdaniem są to Guns & Roses – „Coma”, Dream Theater – „Silent Man”, Queen – „Breakthru”, Sixx A.M – Life is Beautiful, Marilyn Manson – Mechanical Animals.

Rozmawiał Arek Lerch