RED FANG – Kilka drinków ze Slayerem

Ciężko byłoby wskazać kapelę z szeroko pojętej sceny stonerowej, wokół której w minionych parunastu miesiącach było tyle pozytywnego zamieszania, co wokół Red Fang. W dużej mierze odpowiedzialne za to są kapitalne wideoklipy do kawałków „Prehistoric Dog”, „Wires” oraz „Hank Is Dead”, które pochodzą z pierwszej (pierwszy z wymienionych) oraz drugiej płyty kwartetu (dwa pozostałe). Krążki „Red Fang” i „Murder The Mountains” pewnie i bez obrazków nieźle by sobie poradziły, bo zawarta na nich muzyka, będąca stonerem zmieszanym z klasycznym heavy, jest próby wysokiej. Ale w obecnej rzeczywistości nie ma to jak zwrócić na siebie uwagę w sieci, a wspomniane klipy łącznie obejrzało zdrowo ponad trzy miliony ludzi. Grupa z Portland latem 2013 roku dała genialny koncert na małej scenie podczas MetalFestu. Niedługo później pojawiła się zapowiedź trzeciej płyty studyjnej, „Whales And Leeches„, w postaci świetnego kawałka „Blood Like Cream”. Album ukazał się za sprawą wytwórni Relapse 15 października 2013. I na pewno nie zawiodą się na nim fani Red Fang! Aczkolwiek muzyka kapeli delikatnie się zmieniła. Dlaczego? O tym między innymi w krótkich żołnierskich słowach opowiedział nam wokalista i basista Aaron Beam.

Po pierwsze, gratulacje za „Whales And Leeches”, bo to świetna płyta. Wasz poprzedni krążek, „Murder The Mountains”, zebrał doskonałe recenzje, był świetnie przyjęty na całym świecie, nie wyłączając Polski. Po jego wydaniu koncertowaliście niemal bez przerwy. Wiem, że zabawni z was kolesie, z dystansem do siebie, ale nie czuliście jakiejkolwiek presji podczas pracy nad trzecim albumem? Nie mam na myśli jakichś bzdurnych wymagań, na przykład ze strony wytwórni, w stylu: „Macie nagrać więcej piosenek przyjaznych antenie radiowej”, lecz bardziej to, iż sami czuliście, że nie możecie zawieść siebie i musicie nagrać dużo lepsząRed Fang "Whales and Leeches" press photos 2013 płytę od poprzedniej.

 AARON BEAM: Na początek, wielkie dzięki za miłe słowa! Tak, dobrze trafiasz, jeśli chodzi o tę presję, którą narzuciliśmy samym sobie. Aczkolwiek wynikała ona w niemałym stopniu z tego, że na napisanie nowych piosenek mieliśmy zaledwie parę miesięcy, a zaczynaliśmy praktycznie od zera, nie mając niczego, ani jednego pomysłu na początku. Dwa miesiące mogą się wielu wydawać długim okresem, ale trzeba wziąć pod uwagę, że u nas proces komponowania jest dość długi i wiążą się z nim liczne rozważania między nami na temat muzyki. Prawda jest też taka, że gdy już ruszymy z miejsca, wszystko staje się nieco łatwiejsze. Nie wydaje mi się, abyśmy wtedy myśleli, jak ta nowa płyta będzie się miała do poprzednich. Raczej skupialiśmy się na tym, czy podobają nam się piosenki, które napisaliśmy.

Pracowaliście z dwiema sporego kalibru postaciami ze światka muzycznego, Chrisem Funkiem, który produkował „Whales And Leeches”, a jest przy okazji muzykiem The Decemberists, i z Vance’em Powellem, który album zmiksował, mającym w CV pracę z White Stripes, The Raconteurs, Kings Of Leon (a nawet z polskim zespołem OCN). Czy to były Wasze pierwsze wybory, jeśli chodzi o producenta i miksującego? Jak pracowało się z Chrisem i Vance’em?

To było wspaniałe doświadczenie! Z nimi oboma współpracowaliśmy już przy płycie „Murder The Mountains”. Spodobało nam się jak pracują do tego stopnia, że postanowiliśmy to powtórzyć. Przez krótką chwilę pojawił się w naszych rozmowach temat pracy z innymi osobami, lecz szybko doszliśmy do wniosku, że to zły pomysł.

Miałem przyjemność słuchać i recenzować „Whales And Leeches”. Co uderzyło mnie od razu to to, że jest to mniej zabawna płyta, nie utrzymana w tak imprezowym klimacie, jak poprzednia. Jest bardziej mroczna, ma elementy psychodeliczne. I wszystko doskonale pasuje! Takie numery jak „Dawn Rising” oraz „Every Little Twist” to mistrzostwo świata. Czy jest jakiś szczególny powód, dla którego muzyka Red Fang stała się mroczniejsza i bardziej psychodeliczna? Może to jakieś następstwo wyczerpania po długiej trasie? Albo zwykły dowód na poszerzenie horyzontów muzycznych?

Wydaje mi się, że to bardziej wzięło się z tej presji, o której wspomniałem ci wcześniej. Czuliśmy mniej więcej coś takiego: „Ok, musimy skomponować i nagrać płytę, a nie mamy zielonego pojęcia, jak ma brzmieć i czy do czasu wejścia do studia będziemy mieć wystarczającą liczbę piosenek”. Te stresujące momenty spowodowały, że pojawiło się trochę niefajnej atmosfery, co z kolei znalazło odbicie w naszych kompozycjach na „Whales And Leeches”.

 Kilka drinków ze Slayerem

Kilka drinków ze Slayerem

Bez wątpienia genialne klipy do „Prehistoric Dog”, „Wires”, czy „Hank Is Dead” spowodowały wielkie zainteresowanie Red Fang i w jakiś sposób przyczyniły się do wzrostu waszej popularności. Czy w związku z tym planujecie jakieś niesamowite teledyski do kawałków z nowej płyty? I czy na reżyserskim krześle znów zasiądzie Whitey McConaughy?

Mogę potwierdzić, że tak się stanie! Już nakręciliśmy część, w której występujemy, a stało się to w jednym z barów w naszym rodzinnym Portland. Sceny dotyczące historii opowiedzianej w klipie, powstaną w listopadzie. Whitey rzecz jasna całość reżyseruje. Uwierz mi, nie będziesz zawiedziony tym, co zobaczysz.

Zostając na moment przy internetowej promocji. Muszę przyznać, że świetnym pomysłem był konkurs na solówkę do kawałka „Blood Like Cream”. Czy spośród już nadesłanych, jakieś solówki zrobiły na tobie wrażenie? I tak z przymrużeniem oka – wiem, że już ustaliliście, jakie będą nagrody, ale czy rozważylibyście zmianę gitarzysty, gdyby któryś konkursowicz przesłał solo, które zwaliłoby was z nóg?

(śmiech) Nie, nie ma mowy, abyśmy zmienili gitarzystę. Choć być może byłoby zabawnie, gdyby zwycięzca wystąpił razem z nami na koncercie i wymiótł zwycięską solówkę. Prawdę powiedziawszy, jeszcze nie przesłuchałem żadnej z nadesłanych solówek. Wydaje mi się, że będziemy czekać aż upłynie czas nadsyłania zgłoszeń. Akurat ja nagrałem solo w tym kawałku, więc jestem bardzo ciekawy, jak będą wyglądały inne pomysły (zaskoczył mnie facet, myślałem, że tylko rwie struny basowe i daje gardła – red.).

Bardzo podoba mi się wasz blog z trasy z 2013 roku. Fajny jest opis tego, jak spotkaliście się ze Slayerem, wypiliście z nimi parę bań, a potem zwinęliście wszystko, co zostało w ich garderobie. Za przyzwoleniem Kerry’ego Kinga. Możesz zdradzić, jak wyglądało to spotkanie? Powiedzieli coś ciekawego? Może o nowej muzyce? Jak wyglądają relacje Toma i Kerry’ego z Garym Holtem i Paulem Bostaphem?

Niestety, nie mogę. Ale nie dlatego, że nie chcę, lecz z tego powodu, iż mnie akurat wtedy z chłopakami na spotkaniu ze Slayerem nie było. Ale wiem od nich, że nie trwało to długo. Wypili kilka drinków, dołożyli parę baniek wódeczki, i tyle. Goście ze Slayera dość szybko się zmyli, bo musieli zdążyć na samolot.Red Fang "Whales and Leeches" press photos 2013

Rozumiem. Jeszcze jedno pytanie dotyczące bloga. Jest w nim tylko króciutki post o tym, że byliście w Polsce na MetalFeście oraz że zagraliście koncert. Nic więcej. Nie podobało wam się, czy też nie mieliście czasu, aby doświadczyć czegoś więcej i podzielić się tym z fanami?

Przysięgam, że bardzo nam się podobało na MetalFeście! Impreza odbywała się w cudownym miejscu, niedaleko miejscowości wypoczynkowej (przypominam, Zalew Sosina koło Jaworzna – red.) i było tam jeziorko, w którym wszyscy sobie popływaliśmy. To było tak cudownie relaksujące doświadczenie. Pamiętam, że tego dnia było potwornie gorąco (oj było – red.) i wydaje mi się, że z tej przyczyny skoncentrowaliśmy się przede wszystkim na tym, aby jak najwięcej sobie popływać i uniknąć zabójczego upału. No i to jest przyczyna, dla której nie mamy za wielu zdjęć z Polski. Prawdą jest też to, że wszystko odbyło się dość szybko. Przyjechaliśmy, zagraliśmy, mieliśmy chwilę dla siebie, a potem trzeba było jechać dalej. Nie mogę się już doczekać ponownej wizyty w Polsce i koncertu w Warszawie! (31 marca 2014, klub Basen – red.)

Często podkreślacie, że jesteście z Portland. Czy to miasto w jakiś sposób wpływa na waszą muzykę, na was samych? Sądzisz, że byłbyś w stanie mieszkać w innym mieście, kraju, a może na innym kontynencie?

Kocham Portland! W żadnym wypadku nie zakładam, że kiedyś się stąd wyprowadzę. Byłem już w wielu wspaniałych miejscach, w różnych częściach świata, także w samej Ameryce. Ale klimat Portland, zarówno w sensie pogody, jak i relacji z ludźmi, najbardziej mi odpowiada. No i mam tutaj spory krąg przyjaciół, który zbudowałem mieszkając w tym mieście przez 22 lata.

Bardzo ci dziękuję za rozmowę.

Rozmawiał Lesław Dutkowski

Zdjęcia: Tim Tronckoe/James Rexroad