RED FANG – Scrabble, Black Sabbath i enchilada…

Być może Amerykanie z RED FANG nie są odkryciem, które rozwali rock’owy światek od środka, jednak to, że nie chcą zbawiać świata nie powinno ich bynajmniej dyskwalifikować. Także to, że mają raczej dość luźne podejście do swoich odpowiedzi, choć trudno dywagować, czy to dystans do własnej twórczości, czy zwykłe lenistwo stoi za postawą zespołu. Tak czy inaczej, debiutancki dla Relapse album „Murder The Mountains” przynosi kilka mało oryginalnych, ale przyjemnych dla ucha dźwięków z pogranicza rocka, stonera i lżejszego metalu. Warto więc zapoznać się z tymi lekkoduchami, choćby dla kilku miłych chwil jakie zapewnia nam ich płyta… Przed Wami Bryan Giles…

To pierwszy wywiad dla naszego portalu, tak więc pierwsze pytanie nie może być inne – jakie fakty z waszej historii wspominasz najczęściej?

Tak, nie pamiętam zbyt wielu istotnych faktów z naszego życia. Niech to będzie nasz pierwszy koncert – graliśmy go w piwnicy w Portland, dokładnie w Nowy Rok 2005. I w zasadzie od tamtego momentu cały czas gramy sztuki… To cała nasza historia…

Jakie były powody, by zacząć hałasować – co pchnęło Was do stworzenia zespołu?

Długa odpowiedź będzie za długa i zbyt nudna. Zasadniczo żyliśmy w różnych miejscach kraju i graliśmy w różnych zespołach a poznaliśmy się podczas różnych, wspólnych wypadów i koncertów. Tysiące piw później mieszkaliśmy już w jednym mieście Pacific Northwest i nie było innej możliwości, jak spotkać się w jednym zespole.

Co ma największy wpływ na waszą muzykę?

Palący się tłuszcz, gabinety krzywych luster, pikantne żarcie (najlepiej meksykańska enchilada…), dźwięki i zapachy, jakie wypełniają nasz koncertowy tur bus i oczywiście Black Sabbath (śmiech…).

Po takiej odpowiedzi nie wiem już, co sądzić o Waszej muzyce…

Idziemy cały czas w stronę potężnego, głośnego i ciężkiego rock’n’rolla. Chodzi o to, by nie trzymać się kurczowo jednej stylistyki a raczej staramy się uchwycić nasze odczucia i klimaty w danym momencie…

W waszej muzyce można faktycznie wychwycić mnóstwo wpływów, choć najważniejszy kierunek to moim zdaniem stoner rock, z szczególnym ukłonem w stronę Kyuss. Lubicie muzykę Josha, macie jakieś ulubione płyty?

Taaa… Kawałek o byciu spalonym przez zapalniczkę jest zabawny…

Co sądzicie o reunion tego zespołu (jako Kyuss Lives!) bez udziału Josha Homme? Dla mnie jest to dość kontrowersyjne wydarzenie…

W sumie, myślę, że dla fanów tego zespołu to świetny news. Szczerze mówiąc, nigdy nie widziałem Kyuss na żywo i będę szczęśliwy, mogąc zobaczyć ich na scenie. Wiesz, my nie jesteśmy purystami czy ortodoksami odmawiającymi innym prawa do takich czy innych zachowań. To indywidualna sprawa każdego fana.

Innym odkryciem, jeśli chodzi o Waszą płytę jest kawałek „Throw Up”, gdzie oddajecie wyraźny hołd Soundgarden…

Oczywiście! Trafiony! Soundgarden jest niesamowity!!

Podpisaliście jako kolejny z potężnej armii zespołów, deal z Relapse – jakie są wasze oczekiwania?

Relapse to zajebista, zabójcza stajnia z świetnymi ludźmi. Relapse otworzyło biuro w Portland, gdzie mieszkamy, więc trudno było do nich nie trafić. Dobrze mieć taką, dodatkową nić porozumienia, wiesz, co mam na myśli (śmiech…)

Jak w Waszym przypadku wyglądają prace nad muzyką – wszyscy razem dłubiecie przy numerach, czy ktoś sprawuje niepodzielną władzę?

Bardzo cenimy sobie współpracę, lubimy razem pracować nad muzyką, choć oczywiście każdy przypadek jest indywidualny. Czasami utwór rodzi się z jednego riffu, który ktoś z nas pokazuje reszcie zespołu. Proces komponowania to coś co stale ewoluuje, w miarę jak docieramy się, stajemy lepszymi muzykami. Kiedyś więcej musieliśmy sobie tłumaczyć, teraz często pewne sprawy wychodzą niemal intuicyjnie. Mamy różne gusty i staramy się z nich zawsze coś ciekawego stworzyć…

Jak wygląda Wasze życie poza zespołem?

Mamy dziewczyny, żony, rodziny, które bardzo nas wspierają. Oni wiedzą, co jest dla nas ważne i kim jesteśmy, można powiedzieć, że w chwili, kiedy spotkaliśmy swoje drugie połowy, wszystko było jasne, więc każdy wiedział, na czym stoi. Muzyka jest dla nas najważniejsza i nie ma powodu, by to zmieniać. Poza tym mamy różne prace, często dorywcze i uwielbiamy grać w scrabble…

To byłoby na tyle – macie coś do dodania?

Dzięki za wywiad, nie możemy się już doczekać naszego pierwszego, europejskiego tournee – musicie koniecznie pojawić się na tych koncertach!

Rozmawiał Arek Lerch