RADIOVIDMO – na przekór

Promujemy młodych, gniewnych, spokojnych i niespokojnych. Do jakiej kategorii zaliczymy zatem Radiovidmo? No, wiadomo – alternatywa, senne klimaty,  indie rock, Wyspy, nieoszlifowane diamenty. Wystarczy, prawda? Zespół ma na koncie jedną, skromną ep-kę, ale potencjał taki, że nie można ich przegapić, raczej będziemy kibicować i czekać na więcej. Póki co, skupiamy się na wydanej jeszcze w ubiegłym roku płytce. Co na jej temat mają do powiedzenia muzycy? Jeśli chcecie się dowiedzieć, zapraszamy do lektury…

Na dobry początek opowiedzcie, dlaczego wciągnęła Was muzyka a nie np rzeźba? Ktoś kiedyś powiedział, że wybór muzyki jako hobby jest najłatwiejszym rozwiązaniem, bo nie trzeba nic umieć a kariera jest możliwa…

Maciek Baczak: Nie wiem, czy to najłatwiejsze rozwiązanie i czy nic nie trzeba umieć. Poznaliśmy się w takiej właśnie – muzycznej przestrzeni. Może kiedyś będziemy razem rzeźbić? Każdy z nas grał już wcześniej, myślę, że dobrze się tak dogadujemy.

Konrad Nikiel: Hmmm… Trudniej jest chyba rzeźbić równocześnie z kilkoma osobami. Muzyka była dziedziną, która otaczała nas ze wszystkich stron i po prostu łatwo było do niej dotrzeć.

Marcin Trylski: Myślę, że muzykowanie to dodatek. Dużo czasu spędzamy razem; oczywiście, często pojawiają się tematy okołomuzyczne, ale to z uwagi, że dla każdego z nas jest to pasja. Często jest tak, że ludzie w zespołach utrzymują relację tylko ze względu na wspólne muzykowanie; myślę, że u nas tak nie jest.

na przekór

na przekór

Darek Mach: Gdyby poszerzyć zakres tego, czym się dokładnie zajmujemy, wyjdzie na to, że robienie muzyki jest tylko jednym z kilku elementów. Mamy w zespole pasjonata malarstwa, autora opowiadań dla dzieci i innego literata, który pisze teksty. Poza tym projektujemy okładki, tworzymy wizualki na koncerty, zajmujemy się plakatami. Mamy dostęp do wielu środków wyrazu, więc po co byłoby zamykać się tylko na rzeźbę?

Podoba mi się to, że coraz więcej zespołów rozpoczyna swoją karierę z zupełnie innego pułapu niż np. punk rock. Mam wrażenie, że w Waszym przypadku też tak było. Gdzie był impuls? Od czego się zaczęło?

Konrad: Radiovidmo nie jest naszym pierwszym zespołem – każdy z nas grywał już wcześniej z różnymi ludźmi. To zabawne, ale chyba każdy z nas miał w przeszłości trochę do czynienia z punkiem. Kiedy dorastaliśmy, w naszym pięknym Bielsku organizowano wiele punkowych koncertów.

Maciek: U mnie np. radiovidmowe granie zaczęło się gdzieś pomiędzy takimi kapelami jak Warpaint, Dot Hacker czy The Cure.

Ok, skoro tak, to jakie ścieżki doprowadziły Was do punktu wspólnego, jakim jest… indie rock?

Maciek: Indie nie indie (śmiech), trudno tak jednoznacznie określić. Radiovidmo to jakaś wypadkowa wyobrażeń o muzyce każdego z nas.

Konrad: Za każdym razem, kiedy wspominam początki naszego wspólnego grania, zastanawiam się jak to możliwe, że bez żadnych wcześniejszych założeń co do brzmienia i kierunku jaki chcemy obrać, byliśmy w stanie zacząć tworzyć razem. Nikt z nas nie nosił koszulki AC/DC i jakoś specjalnie nie manifestował swoich upodobań. Jest to dla mnie tym bardziej zadziwiające, że każdy z nas był już estetycznie ukształtowany i w wielu materiach nasze upodobania się nie pokrywały. W sposób instynktowny znaleźliśmy jakiś zbiór wspólny. Do dzisiaj nie wiem jak…

Marcin: Zgadza się; nie było żadnych założeń, w stylu dobra stary to zagraj coś funkowego. Na pierwszych próbach jamowaliśmy wspólnie i w niedługim czasie pojawił się „Dorian Grey”.

Darek: Jest w człowieku jakaś potrzeba bycia poza tłumem. Pewnie punk rock wziął się z podobnej potrzeby. To samo dzieje się z tak zwanym indie rockiem. Tyle, że do naszego miasta moda na alternatywne granie jeszcze nie doszła, więc cieszy nas robienie czegoś na przekór, mimo, że granie indie rocka już nikogo nie zaskakuje.

Skoro tak – to najbanalniejsze pytanie pod słońcem: co gra Radiovidmo?

Konrad: Najprościej rzecz ujmując: piosenki. Komponując, zawsze mam wrażenie, że gramy rocka progresywnego (śmiech). To przede wszystkim dlatego, że poświęcamy sporo uwagi samej kompozycji. To dla nas ogromnie ważna część procesu twórczego.

Darek: Trzeba by zapytać jakiegoś speca od popkultury, my jesteśmy od grania, a nie nazywania.

W dużej mierze słyszę tu wyspiarski klimat Radiohead. Balansujące na granicy dysharmonii gitary, lekko deszczowy nastrój. Gdzieś w tle czuję też coś delikatnie „sonicyouth’owatego”… Dobry trop?

Konrad: To prawda, oba zespoły są nam bliskie, jednak ostatni materiał, jakim pochwaliliśmy się światu, powstał już jakiś czas temu i odzwierciedlał to jakim byliśmy zespołem wtedy, na samym początku. Od tego czasu naprawdę mocno ewoluowaliśmy. SY i Radiohead to trochę taka Biblia alternatywnych grajków. Niezbyt ufam ludziom, którym nie podobają się solówki Greenwooda… Nikt nie powiedział mi nigdy tego w oczy, ale pewnie odebrałbym to podobnie jak żarty z mich rodziców, czy coś…

Marcin: Coś w tym musi być, bo często te zespoły wymieniane są jako nasze, rzekome inspiracje…

Maciek: Poniekąd dobry trop, ale to nie tak, że radio w naszej nazwie to tylko od Yorke’a i spóły.

Konrad: Nie, to od takiego, dawno już zapomnianego urządzenia domowego.

Radio okładka

RADIOVIDMO – s/t  Tylko wrodzonym lenistwem mogę wytłumaczyć fakt, że ten zespół dopiero teraz zagościł na naszych łamach. Może nie jest to grupa, która pcha się drzwiami i oknami w objęcia zblazowanych dziennikarzy, ale trudno pominąć taką muzykę w kontekście naszej sceny. Przede wszystkim – na całe szczęście – nie ma tu grama metalu, punka, hardcore’a, słowem niczego, co staram się ostatnio omijać w ilościach większych niż 30 min/tydzień. Jest za to melancholia, wycofanie, ten swoisty tumiwisizm, który w większych dawkach zwie się arogancją i mieszka głównie w Anglii a w mniejszych powoli zaczyna przenikać – wreszcie! – do krajowego grajdoła. Debiutancka ep-ka zespołu wywodzącego się z Bielska-Białej to muzyka zwyczajna, prosta i pozornie nudna. Taka, obok której łatwo przejść obojętnie. Oczywiście, padną takie kreślenia jak indie rock, oczywiście, jest widmo Radiohead. Oczywiście, że mi się podoba. Przede wszystkim oszczędność i fajne budowanie nastroju. Dla jednych nudziarstwo, dla innych klimat. Chłopaki nigdzie się nie spieszą, nie popisują się nadmiarem energii, chodzi raczej o harmonie, opierające się gdzieś o shoegaze’owe rozchwianie („Dorian Grey”). Muzyczka sączy się leniwie, w większości przypadków najlepiej pasuje tu określenie „senny garaż”, jedynie „Erase Your Head” łączy bardziej dynamiczną pracę sekcji z lekko „slintowymi” gitarami. Nie gorzej jest w „Say Go” czy „Lone Dots”; hipnotyzuje zimna melodyka, zawieszona atmosfera i świetne gitary. Ok., może te nagrania nie przynoszą odpowiedzi, czy to już własne dźwięki czy nadal fascynacje czymś co już było, ale mając takie podejście do tworzenia i wyczucie klimatu, zespół na pewno zaskoczy. Na razie delektuję się tymi utworami i zdecydowanie czekam na więcej…

Wspomnieliście o materiale – dlaczego w wersji cyfrowej jet więcej kawałków niż na płycie CD i winylu?

Konrad: Nie chcieliśmy wystrzelać całej amunicji od razu; 2 utwory, które nie znalazły się na CD, opublikowaliśmy troszkę później. Za to w wersji fizycznej są jeszcze ładne obrazki, naklejki i zapach. Ludzie, którzy kupili płytę, nie powinni czuć się poszkodowani.

Maciek: Uznaliśmy, że te trzy numery są najbardziej reprezentatywne. I że dobrze jest mieć coś w zanadrzu, po prostu.

Darek: Poza tym nie czujemy się przymuszeni do kurczowego trzymania się jednej wersji. Nigdzie w sieci nie ma okładek fizycznej wersji naszej ep-ki, a do niektórych płytek dodajemy wlepki i bonusowe utwory. Nigdy nie wiesz, na co trafisz. Nie może być tak, że wszystko musi być w Internecie. Po ważniejsze wartości trzeba wyjść z domu. Poza tym, na koncertach używamy też komputera, którego nie słychać na ep-ce.

Konrad: I pianina, którego nie ma, ale podobno go słychać (śmiech).

Przyznam, że te numery robią niezły klimat i wzmagają apetyt. Czy teraz nadal promujecie ten materiał, czy przygotowujecie coś w rodzaju „prawdziwego debiutu”?

Konrad: Jak już wcześniej wspomnieliśmy, nieustannie pracujemy nad nowymi piosenkami i ciągle odkrywamy w sobie coś nowego. Bardzo możliwe, że w niedługim czasie zarejestrujemy kilka kolejnych utworów… Z pewnością będą troszkę inne niż te sprzed roku, ale z pewnością nie zatracą całkowicie ducha poprzedniczek.

Maciek: Raczej myślimy o czymś nowym, świeżym. Myślę, że dobrze wykorzystaliśmy to, co zrobiliśmy w zabrzańskim Nożu w bżuhu. I trzeba iść dalej!

Konrad: Wokół nas jest tyle energii twórczej, że na tych kilku utworach z pewnością nie poprzestaniemy…

Na własny użytek używam wobec Was określenia „nieoszlifowany diament”. Macie pomysł jak go oszlifować? I mówię tu o kwestiach związanych z karierą a nie samą muzyką…

Maciek: Ojeju, dzięki!

Konrad: Bardzo nam miło. Wydaje mi się, że fundamentalną kwestią w działalności naszego zespołu są koncerty. Te nieuchwytne i niepowtarzalne momenty, które trwają krótką chwilę. Dajemy się tam poznać w zupełnie inny sposób, niż ma to miejsce na nagraniach. Poza tym zauważyliśmy, że niektóre kompozycje ukształtowały się tak naprawdę po ograniu ich przed publicznością. Tak, planujemy grać dużo koncertów.

Wiadomo, że w którymś momencie kończy się cierpliwość, podłoga i śpiwór przestają wystarczać. Chcemy czegoś więcej – zastanawialiście się nad próbą nawiązania kontaktu z wytwórniami? Wejście na kolejny szczebel?

Maciek: Na pewno! Grać koncerty z różnymi, ciekawymi kapelami. Działać dalej tak, jak działamy do tej pory, tylko coraz bardziej świadomie. Podłoga i śpiwór nigdy nie przestaną wystarczać (śmiech). A tak serio – myślimy o odezwaniu się do kilku wytwórni.

Konrad: Jeśli tylko znalazłaby się wytwórnia, która chciałaby nas wydać, to nie mamy nic przeciwko. Czasem śpimy w śpiworach, ale to nie dlatego, że nie mamy łóżek – po prostu trochę to lubimy. W tej chwili każdy z nas ma pozamuzyczne źródło utrzymania.Radiovidmo2

Właśnie – kiedy przekracza się ten próg frustracji – z jednej strony normalna praca a z drugiej estrada? Myślicie, że w Polsce jest szansa, by osiągnąć coś więcej niż kilka weekendowych koncertów?

Konrad: Jasne, że się da, ale to wymaga pracy na innym polu, niż samo tworzenie muzyki. Można czasem żałować, że nie poświęciło się maksimum czasu na pisanie nowych utworów, ale nie da się zajmować tworzeniem non-stop. Na tym etapie, na którym się obecnie znajdujemy, jakoś sobie z tym wszystkim radzimy. Poza tym, nie wydaje mi się, żeby nagle tłumy oszalały na punkcie naszej muzyki. Nie warto wybiegać myślami zbyt daleko.

Na koniec jeszcze kwestia okładki – skąd wytrzasnęliście to świetne zdjęcie?

Maciek: Zdjęcie właściwie wpadło w nasze ręce przez przypadek.

Darek: Zdjęcie nie jest przypadkowe. Pochodzi z czasów, kiedy popularne były tzw. one man bands. Artyści ścigali się wtedy w wymyślaniu coraz większych dziwactw – konstruowali cudaczne instrumenty, zakładali frymuśne stroje. Było w tym więcej kuglarstwa niż samej muzyki.

I obowiązkowe plany na przyszłość?

Maciek: Nagrać to, nad czym teraz pracujemy i zacząć grać koncerty od października!

Konrad: W tej chwili mamy kilka założeń i można powiedzieć, że trochę dryfujemy. Chodzi o to, że myślimy bardziej o konkretnych działaniach – komponowaniu, nagrywaniu, koncertach a nie o wynikach tych działań. To pozwala zachować zdrową atmosferę w zespole i ogranicza ryzyko zawodu. Poza tym, kierujemy się pewnego rodzaju niepisanym kodeksem i chcemy pozostać mu wierni.

Rozmawiał Arek Lerch

Zdjęcia: archiwum zespołu