QIP – Budowanie świata od podstaw

Być może niektórzy z Was kojarzą Maćka Pasińskiego z Sirrah, choć to już całkiem odległa przeszłość. A może ktoś pamięta bardzo krótką historię TheManCalledTea i jedyny album tego projektu, „Sketchpad#1”? Jest też opcja, że czytacie ten wywiad, skuszeni nazwą wydawcy… Nie to jest jednak ważne – ważne jest, że Maciej nie jest już ponurakiem z Sirrah ani nieco szalonym Panem Zwanym Herbatą. Za sprawą qip otwiera w swoim życiu artystycznym kolejny rozdział, który – choć bardzo mroczny i tajemniczy – zapowiada się niezwykle obiecująco.

Na początek muszę zadać pytanie, które z pewnością nurtuje wszystkich tych, którzy już wcześniej mieli styczność z Twoją twórczością. Choć między „Sketchpad #1”, czyli jedynym albumem TheManCalledTea, a debiutanckim wydawnictwem qip jest 15 lat różnicy, są to płyty, na których pewne rozwiązania są podobne. Na ile qip można traktować jako swego rodzaju kontynuację TheManCalledTea? Czy są to może za daleko idące wnioski, a oba albumy stanowią kompletnie oddzielne byty?

Na moim solowym albumie można odnaleźć wiele elementów kojarzących się zarówno z Sirrah, jak i TMCTea. Te wspólne elementy to spora dawka melodii, drobiazgowość aranżacji i podejście do kompozycji zorientowane na wywoływanie obrazów w głowie słuchacza. Z drugiej strony trudno mówić o kontynuacji ze względu na dość istotne różnice. Struktura, klimat i treść w znacznym stopniu odbiegają od materiałów, które współtworzyłem w obu zespołach. qip ma też bardziej masywną atmosferę i sporo wokalnego gruzu, który występował wcześniej w dużo mniejszych ilościach.

Porównując „Sketchpad #1” z „On Ephemeral Substrates”, wyraźnie słychać, że drugi z albumów jest znacznie bardziej mroczny i dużo cięższy, często otwarcie czerpiący z death metalu. Zgodzisz się zatem z twierdzeniem, że tworzeniu Twojej najnowszej płyty towarzyszyły zupełnie inne emocje, niż miało to miejsce przy „Sketchpad #1”?

Oczywiście. Przez te 15 lat bardzo dużo zmieniło się w moim życiu, jednak były to głównie pozytywne zmiany. Zatem z tej perspektywy raczej nie miało to odzwierciedlenia w klimacie płyty. Pamiętam, że w czasie, w którym pisałem materiał miałem sporo energii, ale i dyscypliny twórczej, co miało wpływ na spójność kompozycji – pomimo ich zróżnicowania – a także na wyrazistość i czytelność warstwy lirycznej. Jeśli chodzi o death metal – nie uważam się za konesera tego gatunku, choć jest kilkanaście zespołów, które bardzo lubię. Mój wokal jednoznacznie kojarzy się z death metalem i na pewno kilka riffów również mieści się w tej konwencji. „Sketchpad” wspominam jako spastyczny eksperyment formalny. Inny klimat – bardziej humorystyczny i dziki.

Budowanie świata od podstaw

Budowanie świata od podstaw

Czy przez te 15 lat, które dzielą wspomniane płyty, Twoje spojrzenie na muzykę uległo diametralnej zmianie? Czujesz, że ewoluowałeś – zarówno jako twórca, jak i słuchacz? 

Przez lata odkryłem sporo muzyki, która w jakiś sposób wpłynęła na mnie i wzbogaciła moją wyobraźnię. Myślę, że mój gust muzyczny zmienił się w dużo większym stopniu niż styl moich kompozycji, choć być może następnym materiałem odwrócę tą proporcję.

Debiut qip opiera się zarówno na żywych instrumentach, jak i na dźwiękach wygenerowanych na komputerze. Który ze sposobów tworzenia jest dla Ciebie bardziej istotny, może bardziej naturalny? Być może oba mają dla Ciebie tak samo znaczenie?

Fundamentem i punktem wyjścia były riffy, które skomponowałem na gitarze akustycznej. W moim przypadku jest to podstawowa i najczęstsza metoda pisania muzyki. Posługuję się nią od lat. W dalszej kolejności dobudowuję pozostałe elementy, warstwy, wokal, odgłosy w tle itd. Pracując samodzielnie jestem skazany na posiłkowanie się całą paletą wirtualnych instrumentów. Nauczyłem się z nich korzystać i staram się je wykorzystywać w mało kwadratowy sposób. Bez technologii cyfrowych, nie byłbym w stanie nagrać tej płyty samodzielnie, ani jej zmiksować.

Póki co, qip jest całkowicie Twoim solowym projektem. Planujesz rozwinąć tę ideę i przedstawić swoją muzykę na scenie, czy jednak odpowiada Ci sytuacja, w której qip jest typowo solowym tworem?

Nie planuję koncertów, choć wiem, że materiał świetnie sprawdziłby się na żywo. Niestety, przez najbliższe kilka lat nie będę miał czasu na próby i granie z ludźmi.

Teksty na „On Ephemeral Substrates” najkrócej można określić jako political fiction. Sięgasz po tematy, które z jednej strony dotyczą nas coraz bardziej, z drugiej ciągle wydają się być odległą fikcją. Przybliżysz myśl, jaka towarzyszyła Ci podczas ich pisania? Na ile to, o czym piszesz, należy traktować jako wytwór Twojej wyobraźni, metaforę, a na ile jest to już komentarz do naszych czasów i otaczającej nas rzeczywistości?

To, o czym wspominasz (political fiction) to jedynie tło niektórych, opowiadanych w tekstach historii. Każdy z utworów opisuje nieco inną rzeczywistość, ale można też znaleźć inny wspólny mianownik – one w znacznym stopniu skupiają się na emocjach protagonistów. Podczas pracy nad materiałem spędzałem sporo czasu biegając i poświęciłem te długie godziny na dopracowanie konceptu i dobranie słów i środków w taki sposób, żeby temat był czytelny, a treść niepozbawiona głębi. Dlatego sporo się tam dzieje w warstwie emocjonalnej i psychologicznej. W pewnej części jest to także komentarz do naszych czasów. Utwór „Millennium Way” w największym stopniu dotyka tematów społecznych, genezy systemów totalitarnych i zniewolenia. „Humanity+” skupia się na emocjonalnej stronie przełomu w dziedzinie transhumanizmu. Opisuje etyczne i emocjonalne wyzwania związane z wyzwoleniem ludzkości z kajdan biologii. „Payback Ritual” – psychologiczny portret kogoś, kto przez długi czas opracowuje szczegółowy plan zemsty. „Discarded Specimens” – piosenka o porwanych przez obcych. „Industrial Espionage” koncentruje się na przykrywkowcach kradnących know-how w czasie zimnej wojny. „A Moral Nuance of Coding Stealth” to historia polowania na agenta renegata z perspektywy ścigającego. „This Place is a Tomb” opisuje ostatnie godziny życia załogi łodzi podwodnej Kursk, a więc klaustrofobia, ciemność i desperacja. “Teller-Ulam Configuration” to transmisja z miast odparowanych przez nuklearną zagładę. Jedynym prawdziwie metaforycznym tekstem jest “Ergoregion”. Z pozoru wydaje się, że opowiada o podróży ku odległym gwiazdom, ale tak naprawdę jest o mnie. Dość ważną rolę pełnią zastosowane w większości utworów nagrania przemówień, fragmenty filmów propagandowych, instruktażowych itd. Dobrałem je w taki sposób, że idealnie pasują tematycznie i rytmicznie. Styl jest czytelny i konkretny. Do wszystkich tekstów zrobiłem research i dopasowałem wszystko co do sylaby. Akcenty są w odpowiednich miejscach. Nic nie wystaje. Nie pisałem na kolanie.violence2

Swoją wypowiedzią zdajesz się sugerować, że bardzo ważne jest dla Ciebie opowiadanie historii. Czy koncept albumu, opowieść, jest dla Ciebie tak samo ważna, jak warstwa muzyczna? Zdaję sobie sprawę, że zapewne oba te aspekty są w symbiozie, jednak czy ważniejsza jest dla Ciebie forma, czy treść? A może oba elementy są ze sobą połączone na tyle, że ich rozgraniczanie nie ma w ogóle sensu?

Zarówno w przypadku muzyki, jak i tekstu można mówić o formie i treści, ale jeśli pytasz czy przykładam większą wagę do dźwięku, niż słowa, to tak – muzyka ma priorytet. Myślę, że to naturalne podejście w tym gatunku muzycznym, w przeciwieństwie do np. poezji śpiewanej, czy hip – hopu. Praca nad muzyczną stroną pochłonęła dużo więcej czasu niż teksty, ale pewną jej część poświęciłem na jak najlepsze podkreślenie konceptu tekstów muzyką. Uważam też, że materiał obroniłby się w wersji instrumentalnej gdybym nie był wstanie zrealizować wokalu na takim poziomie, jaki był mi potrzebny.

Uważasz, że muzyka jest w stanie funkcjonować nawet nie tyle bez warstwy lirycznej, co bez stojącej za nią historii?

Tak. Zwłaszcza w mainstreamie. Od lat muzyka głównego nurtu ewoluuje w stronę piosenek o niczym albo infantylizuje przekaz robiąc ukłon w stronę nastoletniego odbiorcy.

Inspiracje czerpiesz z filmu? Z literatury? Muszę przyznać, że „On Ephemeral Substrates” sprawia wrażenie bardzo spójnej, właśnie niemal filmowej lub książkowej opowieści.

Dzięki. Płyta ma bardzo filmowy klimat bo w dużym stopniu inspirowałem się soundtrackami filmów s/f, noir i sensacyjnych. Jeśli chodzi o treść, to tym razem największy wpływ miały artykuły prasowe na tematy o których chciałem pisać. Od początku planowałem zrobić epicki i filmowy album i cel zrealizowałem, choć zajęło mi to 3 lata. Proces twórczy przypominał budowanie świata od podstaw. Materiał jest też spójny muzycznie pomimo sporego zróżnicowania dynamiki, brzmień i nastroju.

Jak doszło do Twojej współpracy z Arachnophobią? Ponoć Krzysztof Słyż wydaje tylko swoich kumpli…

Wysłałem Krzyśkowi maila i dostałem szybką, entuzjastyczną odpowiedź. Od tamtego czasu do wydania płyty minęło ponad pół roku i przez ten czas warunekviolence3 został spełniony – jesteśmy kumplami i bardzo dobrze się współpracuje. Płyta została znakomicie wydana i jestem bardzo usatysfakcjonowany. Spełniło się moje marzenie. Krzysztof rozdaje.

„On Ephemeral Substrates” w formie fizycznej ukazał się 16 września, wcześniej album dostępny był w formie elektronicznej. Czy zanim związałeś się z Arachnophobią, udało Ci się – za pomocą Internetu – dotrzeć do większej ilości fanów? Może jednak stojąca za Tobą wytwórnia z wyrobioną już marką jest nadal potrzebna, by tak naprawdę zaistnieć w świadomości słuchaczy?

Zanim wyszło na CD, było 19,000 odtworzeń i 1600 ściągnięć. Z całego świata, ale głównie z Polski, UK i USA. Czy to dużo? Wydaje mi się, że nie, ale samodzielnie trudno dotrzeć do większej grupy ludzi. Wydawca był mi potrzebny przede wszystkim ze względu na możliwość wytworzenia i dystrybucji CD. Nie miałbym czasu samodzielnie się tym zajmować. Oczywiście, Arachnophobia ma też dużo większe możliwości marketingowe niż ja – dzięki wsparciu wytwórni album skupia większą uwagę mediów. Najlepszy dowód, że w Twoim magazynie recenzja ukazała się dopiero po wydaniu CD.

Rozmawiał Michał Fryga

Zdjęcia: archiwum qip