PYRRHON – awangarda to nie zawody

Drugie uderzenie pełnogrającym materiałem łączy się z dwoma skrajnymi zjawiskami – łatwymi z resztą do przewidzenia. Album staje się swoistą kontynuacją rozpoczętej passy – dobrej/złej, albo całkowicie zmienia bieg ewolucji. Są też zespoły, które dokonują obu tych sztuczek jednocześnie, należycie rozwijając wcześniej zapoczątkowaną historię  wywracając przy tym całe przewidywania do góry dnem. Takim zespołem jest z pewnością Pyrrhon, śmiercionośna machina do zabijania, zbierająca żniwo w dość niecodzienny sposób. Do raportu wezwany został wokalista Doug Moore.

Pierwszy album nagraliście przy współpracy polskiego Selfmadegod Records. Jak oceniasz pracę z tą wytwórnią w pryzmacie wielu lat ciągłej ewolucji i czy w jakimkolwiek stopniu przyczyniła się ona do rozwoju Pyrrhon?

Selfmadegod Records kojarzy nam się przede wszystkim z jednym człowiekiem – Karolem Pieńko. Byłem fanem jego wytwórni przez wiele lat zanim jeszcze nawiązaliśmy wspólny kontakt. Karol był jedną z nielicznych osób powiązanych ze znaną wytwórnią, pokładających zainteresowanie w naszym pierwszym albumie; oczywiście, nasze podejście do tworzenia od zawsze nie kojarzyło się z komercją, dlatego czuliśmy wielką ekscytację: wytwórnia kroju Selfmadegod chce nam dać szansę! Praca z tą ekipą na pewno pomogła nam dotrzeć do obecnej pozycji, choć tak naprawdę czuję, że dopiero się rozkręcamy.Logo1

Jak to się stało, że zainteresowała się Wami Replase Records? Jak przebiegła współpraca?

Relapse w pełni zasługuje na swoją reputację. Wszyscy dorastaliśmy słuchając albumów przez nich wydanych. Był to niezwykły zaszczyt móc zobaczyć, że logo tej samej wytwórni pojawiło się na fizycznych kopiach naszego materiału. Świetnie nam się razem pracowało, tak naprawdę niewiele jest wytwórni, które byłyby w stanie zainwestować w tak dziwny zespół jak my. Relapse tego jednak dokonało.

Słuchając The Mother of Virtues mam wrażenie, że Pyrrhon jest w niezwykle dobrej kondycji, prawdopodobnie najlepszej w swojej karierze. Czy praca z ludźmi z Relapse sprzyja?

Mam wrażenie, że są zadowoleni z naszej pracy. Warto byłoby zapytać samą wytwórnię, co o tym sądzi.

Spotkałem się ze stwierdzeniem, że tworzycie awangardowy death metal. Czym według was odznacza się to ukierunkowanie i czy rzeczywiście podchodzicie do praktykowania death metalu w kategoriach awangardy?

Wydaje mi się, że nasza twórczość może być określana w dowolny sposób. Czuję, że popychamy death metal w kierunkach, które wcześniej nie zostały obrane, co tak naprawdę oddaje słownikowe znaczenie „awangardy”. Nie mam w zwyczaju zastanawiać się nad sensem tego terminu, ani w jakim stopniu wiąże się z muzyką Pyrrhon. Chcę po prostu napisać ciekawą muzykę, która oznaczałaby coś więcej niż tylko powielanie schematów pochodzących sprzed dwudziestu lat.

Skąd zatem czerpiecie inspiracje do tworzenia Waszej muzyki?

Są to zapewne te same miejsca, z których większość artystów czerpie inspiracje – przeszłość, życie codzienne, kolekcja albumów zebrana na przestrzeni lat, subiektywna percepcja otaczającego świata. Nie chcę też wypowiadać się w imieniu reszty załogi, aczkolwiek mój wkład w Pyrrhon przybiera niekiedy niezwykle osobistego charakteru. Czynniki wynikające z mojej egzystencji stają się materiałem produkcyjnym. Wygląda to mniej więcej tak, że przykładowo: jestem w stanie sklasyfikować konkretne podzbiory negatywnych emocji w naszej muzyce, ale nie istnieje jedno źródło ich powstania.

awangarda to nie zawody

awangarda to nie zawody

Mam wrażenie, że wśród społeczności lubującej się w takich klimatach, Pyrrhon jest niezwykle świeżym i mało znanym zjawiskiem. Jesteście relatywnie młodym zespołem, czy nie czujecie presji ze strony nieco starszych kolegów, takich jak Gorguts, Ulcerate, czy Gigan?

Nie, w żadnym wypadku. Muzyka to nie rywalizacja.

Przez ostanie 6 lat mocno daliście o sobie znać. Powiedzcie, jak dobieracie swoją pozycję w świecie nietuzinkowego death metalu?

Nie jest to coś, o czym myślę zbyt często. Jesteśmy po prostu zespołem i czasami wydajemy jakiś materiał – to jest nasza pozycja. Nie obchodzi nas, w jaki sposób ludzie postrzegają nas w stosunku do innych zespołów, lub miejsca na „scenie”. Mam po prostu nadzieję, że nasza praca jest interesująca sama w sobie.

Gorguts, Ulcerate, Gigan, to marki znane w świecie, a jednak w pewnych kwestiach mające z Wami wiele wspólnego. Czy macie na uwadze twórczość tych grup? Chodzi mi o to, czy z racji tego, że jesteście najmłodsi z tego zestawienia to ludzie mogą pomyśleć, że ściągacie od nich niektóre pomysły?

Tak, jestem fanem tych trzech zespołów, ze szczególnym uwzględnieniem albumu „Obscura” Gorguts, stał się on zdecydowanie głównym źródłem inspiracji dla nas podczas tworzenia pierwszego materiału. Lecz po za tym nie mogę stwierdzić, że to, co robimy jest bezpośrednio inspirowane dokonaniami wymienionych przez Ciebie bandów. I znowu, muzyka to nie zawody. Rozumiem jednak, że przez swoją twórczość trafiamy do tej samej grupy odbiorców, ale każdy, kto stwierdza, że nasze istnienie zawdzięczamy „żerowaniu” na cudzych pomysłach w rzeczywistości nie przykłada szczególnej uwagi do naszej pracy i innych zespołów.

Jak możesz porównać czas nagrywania pierwszego i ostatniego materiału? Co zmieniło się w waszym nastawieniu do tworzenia?

Ogólnie nasze podejście nie bardzo się zmieniło, zarówno pierwszy, jak i drugi materiał został zrealizowany z podobnym nastawieniem. Staliśmy się po prostu nieco starsi i bogatsi w wiele doświadczeń, więc przedsięwzięliśmy pomysły ambitniejsze konceptualnie i dokonaliśmy bardziej technicznych wyborów niż miało to miejsce podczas nagrywania pierwszego albumu. Ponadto teraz mieliśmy więcej czasu na realizację – przykładowo, na pisanie i wszelkie próby z materiałem na „The Mother Of Virtues” przeznaczyliśmy dwa lata, natomiast na An Excellent Servant but a Terrible Master z 2011 roku mieliśmy jedynie rok. Jednak kreatywny bodziec był ten sam: mamy pewne, negatywne emocje oczekujące na wypróżnienie i chcemy tego dokonać w sposób, który nie jest nudny i zbyteczny. Myślę, że to dość skromny cel.Pyrrhon Live

Jakie są główne różnice między tymi albumami? Oczywiście, ja takie dostrzegam, lecz są one zauważalne na poziomie subiektywnych odczuć. A jak z waszej perspektywy są one postrzegane?

Nowy materiał jest zacznie dłuższy, przy tym mentalnie „brzydszy”, lepiej zagrany i nagrany. Jest tu mniej tradycyjnego, death metalowego rzemiosła, dzięki temu zrobiło się więcej miejsca na zaangażowanie innych rodzajów muzyki. Teksty dotyczą różnych spraw, choć spokrewnionych ze sobą wspólnym ładunkiem emocjonalnym. Trudno mi też wskazać konkretniejsze różnice, ponieważ nie zastanawialiśmy się nad nimi gdy zabieraliśmy się do tworzenia obydwu materiałów. Choć nasza muzyka jest rzeczywiście skomplikowana, często kierujemy się intuicją – niektóre wewnętrzne procesy zachodzą własnowolnie, nie przykładamy większej wagi do rozmyślania nad nimi, nie określamy dla nich konkretnego i wyraźnego celu. Gdyby te dwa albumy miałyby diametralnie różnić się od siebie, oznaczałoby jedynie to, że czas oddzielający je nie oszczędziłby nas na gruncie zmian osobowościowych. Nie sądzę też, że robilibyśmy sobie przysługę przez wyliczanie wszelkich zachodzących zmian w naszej muzyce, albo przez zastanawianie się, w jaki sposób ewentualne mogłyby wypłynąć na nas proces twórczy; muzyka mówi sama za siebie bardziej zrozumiale i jasno niż mógłbym to przekazać w słowach. Myślę nawet, że Twoje przypuszczenia dotyczące zmian są w tej kwestii są znacznie ciekawsze niż moje próby opisania ich.

Rozmawiał Adam Piętak

Zdjęcia: archiwum zespołu/Caroline Harrison