PRIMATE – gramy hardcore/punk

Czy 25 lat po tym, jak Sex Pistols wywrócili (a może McLaren wywrócił, kto wie…) biznes i życie młodych ludzi do góry nogami jest sens słuchania punk rocka? Ok., punk rocka zmutowanego, hc, crust itd.? Może i jest, ale w zalewie setek zespołów, katapultowanych przez promocyjną machinę, nie wiem już, komu wierzyć. Jest spory ruch  w interesie, co i rusz powstają nowe, niezależne (może raczej chcące takimi być…) zespoły; lepsze i gorsze, jednak gdzieś w tym wszystkim zagubił się duch. Idea. Za dużo sprzętu, strun, kabli i drogich zestawów perkusyjnych. Dlatego, jeśli mogę komuś uwierzyć, to tym, którzy robią, co robią, bo mogą i chcą a nie muszą. Czyli podtatusiałym panom, co zjedli zęby na tym biznesie, swoje zaliczyli a teraz rzępolą, bo mają coś do powiedzenia.  Tak jak Primate. Band z Atlanty, w którym szarpią struny, walą w bęben i ryczą muzycy tak uznanych formacji jak chociażby Mastodon, Venomous Concept czy Brutal Truth.  Przed Wami pałker formacji – Shayne Huff.

No i mamy „Draw Back a Stump” – debiutancką płytę na rynku…

Super, cieszymy się, że wreszcie jest. To zajęło jednak chwilę, by wszystko dograć z Relapse, wiesz, sprawy związane z trasami, prawne kwestie i po tej całej robocie, która często z graniem nie ma zbyt wiele wspólnego, móc zobaczyć wydaną płytę.

Możesz wyjaśnić skąd pojawiał się wasza nazwa? Dlaczego Primate – czy to coś dla was znaczy, jakiś specjalny podtekst?

Nazwa brzmi surowo, prymitywnie i „matowo”. Zależało nam na nazwie „punkowej” mocnej i prostej.  Czujemy, że ta nazwa odzwierciedla nasze brzmienie, bardzo surowe, pierwotne. Może odnosi się też do nas, do naszego atawistycznego zachowania na scenie – wiesz, wyglądamy jak stado małp skaczących na scenie (śmiech…).

W przypadku takich zespołów jak Primate zawsze pojawia się dylemat, czy istotna jest w tym przypadku zwierzęca energia i rzeź, czy gdzieś ma znaczenie techniczne przygotowanie – utwory muszą być dopracowane, czy „mniej więcej dopracowane”, tak, żeby zachować pierwotny charakter?

Wiesz, Bill realizuje się w kwestii techniki w Mastodon a Kevin w Brutal Truth. Brutalność, agresja i takie zwierzęce, punkowe podejście jest w naszym przypadku chyba najważniejsze. Jesteśmy zespołem, który stawiana na potężny riff, ale oczywiście, nie jesteśmy debiutantami i mamy przygotowanie, dzięki któremu ta techniczna strona naszych  nagrań nie kuleje, choć nie jest też to coś, co nam zaprząta głowy. Najważniejszy jest odarty z wszystkiego, surowy atak.

Primate pochodzi z Atlanty, miasta, które może pochwalić się wieloma znakomitymi zespołami – z czego wynika ten stan?

Mamy trochę naprawdę niezłych zespołów, lecz ich duża ilość wynika pewnie z faktu, że Atlanta jest po prostu bardzo dużym i pojemnym, jeśli chodzi o kulturę miastem. W obrębie metropolii mieszka ok. 6 mln ludzi, więc jest więcej możliwości niż w mniejszych miastach.

Trudno jest współpracować w takim zespole jak Primate, który można określić jako „all star band”. Ciężko organizować próby?

Gdybyśmy byli faktycznie zespołem gwiazd, byłoby łatwiej, bo nit nie miałby zobowiązań i prac, które nie pozwalałyby mu grać. A tak w sumie największy problem pojawia się jedynie, kiedy Bill i Kevin są ze swoimi zespołami na trasach. Kiedy jednak wszyscy jesteśmy na miejscu, staramy się układać próby i pracować, grać wieczorami, tak jak każdy inny, normalny zespół. Pięć osób i pięć harmonogramów. Najważniejsze jest jednak to, że dobrze się ze sobą bawimy i mamy cały czas „zajawkę” na nowe rzeczy. Szczególnie podczas koncertów jest znakomicie – kiedy gram z zespołem na takich festiwalach jak Scion Fest w Kalifornii, czuję, że to jest to! Mamy różne pomysły, które dają nam chęci do działania. Np. w Helloween w 2010 roku graliśmy koncert w Atlancie w klubie Clermont Lounge, gdzie wygarnęliśmy cały set kowerów Black Flag. Pamiętam, że szał był taki sam, jak w latach 80 – tych, kiedy byliśmy w tym miejscu na koncercie… Black Flag właśnie. To jest magiczne.

gramy hardcore/punk

gramy hardcore/punk

Kiedy słucham waszego krążka przede wszystkim słyszę rasowy, punk rockowy zespół, szczególnie jeśli chodzi o tzw. „estetykę muzyki” – zgadza się?

Dokładnie, masz rację. To nie żadna tajemnica. Startowaliśmy jako czterech kolesiów (potem już pięciu…) grających hardcore/punk, tak samo zresztą, jak wiele naszych poprzednich projektów – hardcore’owych, crustowych, grindcore’owych… Podobna droga.  Niektórzy ludzie myślą, że skoro gra w Primate Bill, chcemy mieć brzmienie jak Mastodon, albo jak Brutal Truth bo gra z nami Kevin, co jest bzdurą. Oczywiście, oni wnoszą swoje brzmienie, sposób grania do zespołu, ale, jak już mówiłem, jesteśmy grupą hc/punk z naleciałościami grind i crust.

Zatem jako zespół hc/punkowy spore znaczenie mają dla was teksty – o czym traktują te na debiutanckim albumie?

Podstawowym tematem, jaki przewija się przez większość tekstów jest upadek społeczeństwa, upadek moralny i degradacja socjalna i fizyczna a także upadek wartości, jakie znamy. To wszystko nie jest tylko mrzonką, czymś, co można nazwać fikcją literacką. To rzeczywistość, która nas dotyka. Wystarczy obejrzeć wiadomości, posłuchać polityków… wszystko się wokół nas rozpada…

Myślisz, że możecie to uświadomić ludziom, przekonać ich do takich dość brutalnych wizji, a nawet zmienić ich myślenie i zmusić do działania?

Nie, raczej nie, bo ludzie są głupi. Nieustannie tworzą nowe i bardziej perfidne sposoby samounicestwienia. Ci którzy to przetrwają, będą małpami, odbudowującymi nowe społeczeństwo. To będzie inny świat, nie taki, o jakim idealistycznie marzymy. Przetrwają tylko idioci, bo tylko tacy będą w stanie przejść przez to, co ludzie sobie szykują. Jak karaluchy. A może chodzi tylko o zniszczenie intelektualne? Nie wiem, może jest zresztą całkiem odwrotnie…

Dobra, wracamy do muzyki – jak przebiegała punkowa sesja nagraniowa – jakieś smaczki zza drzwi studia?

Właściwie to poszło całkiem dobrze. To  był nokaut czasowy, bo nagraliśmy sekcję, gitary rytmiczne i część wokali w dwa dni. Za to ok. dwa tygodnie zajęło dopieszczanie nagrań, solówek, brzmienia, tak, żeby wszystko grało dokładnie jak chcieliśmy. Problem był jedynie z miksowaniem, bo studio, gdzie pracowaliśmy, zostało w międzyczasie zamknięte i musieliśmy szukać innego miejsca, na szczęście wszystko się udało. Tak więc poza tym nie wydarzyło się nic szczególnego, dobry czas.

Primate jest często określany jako zespół grind core’owy, przynajmniej częściowo, zapewne ze względu na Kevina. Myślisz, że ten termin do was pasuje, co on w zasadzie dla ciebie znaczy?

Przypuszczam, że pasuje, nie chodzi o to, że jesteśmy prawdziwym zespołem grind, ale mamy takie elementy, niektóre riffy, wokale, pewien klimat. Grind w najczystszej formie to jest „matematyczny chaos”. Brutal Truth to jeden z tych zespołów, które były innowatorami i stworzyły ten styl. Pewnie dlatego często słyszymy, że gramy grind core’a. Dla mnie jednak przede wszystkim gramy muzykę prosto związaną z punkiem i crustem. A to nie pozwala, by nas klasyfikować jako band grindcore’owy.

Skro rozmawiamy, to zdradź nam, czym zajmujesz się oprócz grania w Primate?

Pracuję etatowo, w pełnym wymiarze godzin. Jestem zatrudniony w firmie oświetleniowej, która działa na planach filmowych, koncertach czy podczas różnych programów telewizyjnych. To moje życie poza zespołem. Wszyscy zresztą pracujemy. Dave jest kucharzem w pizzeri, Mike na razie pracuje jako barman, ale teraz uruchamia własną firmę zajmującą się sitodrukiem. Kevin zajmuje się budownictwem. Jedynie Bill z Mastodon żyje z grania, jest w zasadzie cały czas w trasie. Więc, kiedy widzisz nas na scenie, prawdopodobnie udało się nam wyrwać z pracy i martwimy się, czy starczy nam na rachunki…

Na koniec – kilka słów odnośnie planów na przyszłość?

Piszemy nową muzykę, mamy też nadzieję w najbliższych tygodniach coś ponagrywać, przygotowujemy  jakieś wypady koncertowe. Mam nadzieję, że coś nowego pojawi się już podczas najbliższych koncertów.

Rozmawiał Arek Lerch