PRELUDIUM – nie siłujemy się z eksperymentem

Przyznam otwarcie, że lubię zespoły z – i tu proszę o nie rzucanie we mnie zgniłymi pomidorami – prowincji. Już spieszę tłumaczyć dlaczego. Więcej w nich z jednej strony chęci do wymyślania czegoś ciekawego, bez parcia na szkło czy siatkę mikrofonu, bez prób załapania się na mody. Mają smykałkę do grania i nie zastanawiają się, czy ktoś o nich usłyszy. A izolacja przyjemnie wpływa na oryginalność formy. Do tego stopnia, że nawet jak powstaje płyta silnie zakorzeniona w danej stylistyce, to i tak się wyróżnia. Tak jak Redemption, czwarty krążek Preludium. Niby standardowy death metal, a jednak gdzieś tam pod skórą, śmierdzący dekadencją, czymś niepokojącym. O swoich odczuciach względem tego materiału już pisałem, a teraz zapraszam na przedświąteczną konwersację z śpiewającym gitarzystą, znanym również z M’A’S, Łukaszem Dziamarskim.

GrafikaW recenzji wyraziłem przypuszczenie, że w zasadzie wypinacie się gołym tyłkiem na kwestie promocji i tzw. zaistnienia – miałem nosa, czy wręcz odwrotnie, usilnie staracie się pokazać szerszemu audytorium?

Myślę, że prawda leży gdzieś pośrodku. Pewnie gdzieś podświadomie chcielibyśmy zostać gwiazdami rocka, ale jesteśmy na to za słabi i za leniwi. Marzenia o gwiazdorstwie zniknęły już p ładnych parę lat temu. Rzeczywistość sprowadziła nas na ziemię. Miło jest czytać przychylne recenzje, fajnie jest się być poklepanym po dobrym koncercie, ale na siłę nigdy nigdzie się nie pchaliśmy. Czy jest to słuszna, obrana przez nas droga? Raczej nie. Niewielu maniaków zna naszą nazwę co, niestety, przekłada się na propozycje koncertowe.

Hałasujecie od 99 roku, mieliście zatem okazję przyjrzeć się scenie death metalowej z każdej strony – co jest w niej zajebistego a co uważacie za jej największąPreludium foto słabość?

To prawda, trochę już się tłuczemy, ale czy zdołaliśmy się przyjrzeć scenie DM? Raczej nie mieliśmy zbyt wielu okazji. Niestety, nie mamy na swoim koncie oszałamiającej liczby zagranych koncertów w kraju i zagranicą, ale widocznie tak miało być. To co zaobserwowałem przez kilka lat to utrzymujący się wysoki poziom polskich produkcji metalowych, zarówno wykonawczo jak produkcyjnie. Nie da się za to nie zauważyć, że „scena” to również swojego rodzaju bagienko pełne zawiści i współzawodnictwa. My ogólnie mamy to w dupie.

Death, tak jak napisałem, jest wytrychem, pozwalającym bardzo relatywnie podchodzić do muzyki – z jednej strony można nic nie umieć i grać barbarzyńską pieczarę a jednak trudno wyobrazić sobie death metalową hordę, która nie ma dobrych, technicznych umiejętności. Czy waszym zdaniem technika warunkuje taką muzykę, czy raczej liczy się duch i energia, jaką ta stylistyka wyzwala?

Ponownie będę nudny i mało kontrowersyjny – wg mnie prawda znów leży gdzieś pośrodku. Musiałbym być tępym troglodytą, aby twierdzić, że umiejętność obsługi instrumentu przeszkadza w tworzeniu muzyki, jednak niektórym w moim odczuciu nie wychodzi to na dobre. Mam tu na myśli całe zastępy technicznych death metalowców, których riffy bazują na tym aby zagrać jak największą ilość dźwięków w takcie. Można jednak używać ponadprzeciętnych umiejętności w sposób arcyciekawy tak jak to robią Gorguts czy Ulcerate. Ich ostatnie płyty posiadają tony klimatu i atmosfery. Z drugiej strony nie jestem przekonany do prostackiego do bólu napierdalania w kółko tego samego.

Zazwyczaj gra się „po coś”. Powody bywają różne, ale interesuje mnie, jakie są Wasze aspiracje – do czego dąży Preludium i co chce pokazać?

Kiedy zaczynaliśmy, chcieliśmy zostać gwiazdami rocka – trasy, groupies, używki. Taka sytuacja. Dziś sam zastanawiam się – po co nam to? Chyba chcemy udowodnić ludziom jak i samym sobie, że potrafimy stworzyć ponadprzeciętną płytę. Miłość to tworzenia muzyki jest silniejsza niż zdrowy rozsądek. Jesteśmy facetami wkraczającymi w średni wiek, rozum podpowiada – „tyle lat nic nie osiągnąłeś może lepiej już dać spokój”. Jak się okazuje, recenzje nowej płyty są bardziej niż optymistyczne co pokazuje, że to co robimy nie mija się z celem. Na chwilę obecną naszym celem jest zagranie kilku koncertów i promowanie nowej płyty. Może uda się wykrzesać jeszcze jakiś entuzjazm do tworzenia kolejnych utworów. Zobaczymy.

Preludium zawsze – a szczególnie na ostatniej płycie – było zespołem, który grał death, a jednak gdzieś tam w tle pojawiały się zakusy na coś więcej. Grasz w eksperymentującym Mord’A’Stigmata, trafiają się ciekawe załamania w aranżach – nie mieliście ochoty na więcej eksperymentu niż te w sumie delikatne dodatki?

Zespół Preludium nigdy nie był nastawiony na to, aby zaskakiwać i eksperymentować. Akurat w tym temacie mam pełne pole do popisu w M’a’S . Co do Preludium – oczywiście, staramy się na każdym kolejnym wydawnictwie dodawać jakieś nowe elementy oraz wykorzystywać świeże rozwiązania aranżacyjne, jednak tak jak napisałem na wstępie, Preludium nie jest zespołem nastawionym na siłowanie się z eksperymentami. My po prostu lubimy grać blasty.

Preludium dalej dużą atencją darzy klasyczne wątki literackie, związane z death metalem. Dzisiaj bardzo różnie można je oceniać – jak się Wam wydaje, są jeszcze ludzie, którzy faktycznie mogą do tych okultystycznych i czarnych elementów lirycznych podchodzić z powagą?

Tak, osobiście znam wielu ludzi, którzy traktują takie rzeczy w poważny sposób. Nawet same teksty są przez niektórych traktowane na równi z muzyką. Do tej pory nasze teksty były raczej standardowe dla kręgu d/m. Na nowej płycie autorem tekstów jest nasz wydawca Kunal. Teksty są bardzo nietypowe jak na ten gatunek muzyczny. Dotykają tematyki spirytualizmu i postrzegania świata przez ludzi wywodzących się z całkowicie innej kultury niż nasza, europejska. Stanowi to pewne novum i wprowadza pierwiastek oryginalności (?) w działania Preludium.

 nie siłujemy się z eksperymentem

nie siłujemy się z eksperymentem

Death metal jest jednym z nielicznych gatunków, który mając bardzo komercyjne odnogi, nadal ma w sobie niezależnego i mało ułożonego ducha. Odeszły w niepamięć nu metal, rapcore i grunge a death metalu ciągle się słucha i nie sprawia on wrażenia starzejącej się stylistyki. Jaka jest recepta na taką długowieczność?

Myślę, że jedynie inteligencja i upór ludzi tworzących scenę d/m warunkuje ten stan rzeczy. Nie chodzi mi tym miejscu o tysiące zespołów tłukących d/m dla samego tłuczenia takich jak Preludium. Mam na myśli zespoły, które mimo wielu lat na scenie ewoluują i tworzą oryginalne albumy.

Skoro przy takim temacie jesteśmy – dokąd zmierza death metal – możecie z Waszego punktu widzenia wskazać najciekawsze kierunki rozwoju – jeśli taki ma jeszcze miejsce – death metalowej muzy?

Ja myślę, że nie ma się tu nad czym rozwodzić. Wystarczą 3 słowa, Gorguts – Ulcerate – Portal.

W kontekście metalu gdzieś tam jeszcze obija się pojęcie prowokacji – jest szansa, żeby grając death kogoś urazić czy wytrącić z równowagi?

Jasne, najlepszym przykładem jest Nergal. On wie jak to robić najlepiej. Z jednej strony robi z siebie satanistę i postrach dzieciaków, z drugiej jednak jest na tyle medialny że irytuje to twardogłowych metalowców.

Człowiek ma w genach zapisane narcystyczne dążenie do wyjątkowości swojego życia, choć w rzeczywistości jest to raczej smutny i chwilowy wątek na tym świecie – czy granie muzyki powoduje, że stajemy się kimś wyjątkowym?

Nie wydaje mi się. W tym momencie każdy kto ma w domu kawałek gitary i komputera może rejestrować swoją muzykę i rozpowszechniać ją po całym świecie. Codziennie powstają nowe zespoły, codziennie ma premierę mnóstwo płyt, więc co w tym wyjątkowego?

Wróćmy do pracy nad muzyką. Kiedy wiedzieliście, że nowe kawałki są gotowe do zaprezentowania szerszej publiczności – jest taki moment?

Tak, tym razem idąc z duchem czasu pozwoliliśmy sobie na wcześniejszą rejestrację tych utworów na komputerze. Mogliśmy spokojnie dopracować ścieżki gitar i wokali, choć w studio też pozwoliliśmy sobie na kilka improwizacji. Studio mieliśmy zarezerwowane już kilka miesięcy wcześniej więc wiedzieliśmy, że musimy się wyrobić z dopracowaniem nowych „piosenek”.

Co Waszym zdaniem jest najbardziej wyróżniającym elementem „Redemption” – czymś, na co od razu można zwrócić uwagę?

To na pewno nasza najbardziej dopracowana pod każdym względem płyta. Zarówno muzyki, tekstów na oprawie graficznej kończąc. Tak jak wspomniałem wcześniej, pierwiastkiem oryginalności są na pewno teksty. Każdy kto kupi egzemplarz będzie mógł sam się o tym przekonać interpretując teksty Kunala na swój sposób. Co mnie niezmiernie cieszy to nowe elementy w naszej muzyce, na które recenzenci zwracają uwagę. Aranżacje gitar są najlepsze jakie mieliśmy, wokalnie również jest najbardziej interesująco. Brzmienie jest praktycznie takie jakie sobie założyliśmy. Jest brudno, ale klarownie i dość żywo. Nic, tylko kupować płyty!!!!!!

Moim zdaniem, nową płytą dotarliście do death metalowej ściany. Lepiej nie można, pozostaje kroczenie wzdłuż muru, co może oznaczać stagnację – jaki macie patent na to, by cały czas pozostać w napięciu i nie osiadać na laurach? Słowem, co zamierzacie zrobić ze sobą w przyszłości?

Chcemy zagrać kilka koncertów i posprzedawać trochę płyt. Co będzie dalej, czas pokaże. Wiele zależy od przyjęcia „Redepmtion”. Jeżeli postanowimy jeszcze coś nagrać to obiecuję, że będzie trochę więcej eksperymentów.OKŁADKA

Opowiedzcie coś na temat pracy nad materiałem – chodzi mi o takie elementy, które wyłamywały się ze schematu. Coś co może zaskoczyć kogoś, kto ma standardowe pojęcie na temat pracy w studiu nagraniowym i na sali prób…

Oprócz wspomnianej pre produkcji wszystko odbywało się raczej standardowo. Z uwagi na to, że mieszkam poza Mielcem od paru lat, możliwość wcześniejszej rejestracji utworów na komputerze dała mi szansę spojrzenia na nowe utwory z dystansem, dzięki czemu są bardziej dopracowane. Później już tylko próba, piwko i blasty. W studio jak zawsze kilka dni na rejestracje instrumentów i płyta jest. Niczym Cię nie zaskoczę.

Preludium działa już całkiem długo, Wy jesteście dorośli – zatem warto zastanowić się nad tym, jak życie codzienne wkracza w świat muzyki… Wskakujecie na salę prób pomiędzy zmienianiem pieluch dzieciom czy raczej jesteście ortodoksami, co to rodziną gardzą?

Mimo zaawansowanego wieku każdego z nas jak na razie żaden z nas nie ma dzieci. Rodzinami nie gardzimy. Jak się pojawi mały Dziamarski/a to wiem, że oszaleję ze szczęścia a jaki to będzie miało wpływ na granie muzyki, czas pokaże. Jak na razie wszystko przed nami.

Idąc tym tropem – Miles Davis powiedział kiedyś, że żonatym muzykom nie podaje ręki. Jakiś komentarz na ten temat?

Tak.

Jak oceniacie miniony rok – czy były jakieś muzyczne wydarzenia, które odcisnęły na Was niezmywalne piętno? Pomijam oczywiście nagranie „Redemption”

Muzycznych nie przypominam sobie, jednak jednym z ważniejszych wydarzeń to bez wątpienia założenie instalacji gazowej w moim sportowym Fiacie Siena. Poza nowymi płytami Preludium i M’a’S nic ważniejszego w świecie muzyki się nie wydarzyło.

I na zakończenie – plany na nowy rok…

Tak jak wspomniałem – Koncerty, Groupies , Używki. Dziękuję, dobranoc.

GrafikaRozmawiał Arek Lerch 

Zdjęcia: archiwum zespołu