PLUM – rude rzęsy i stargardzkie podziemie…

Założony w 1999 roku zespół przeszedł długą drogę, znaczoną kolejnymi płytami, by dojść do miejsca nazwanego „Hoax”. Od początku grupa była wierna i miłością bezwarunkową darzy niezależny rock z pierwszej połowy magicznych lat 90 – tych. Noise czy indie – jak zwał tak zwał, dość, że na czwartej płycie muzycy przedstawiają bardzo przekonującą mieszankę, gdzie  jak w lustrze przegląda się tradycja chicagowskiego podziemia, ale i pustynne klimaty bliskie dokonaniom Josh’a Homme’a. Jednocześnie jest to doskonała porcja hałasu dla każdego, kto uważa, że gitarowy rock nigdy nie umrze. „Hoax” to dobitne potwierdzenie takiej teorii, zaś na okrasę jeszcze kilka słów od gitarzysty, Rafała Piekoszewskiego…

Czwarta płyta pokazuje bardzo dojrzały zespół, który dokładnie wie, czego chce – czy z dzisiejszej perspektywy pozmienialibyście coś w poprzednich wydawnictwach?

Nasze poprzednie płyty to już historia nie do ruszenia. Przynajmniej nie zamierzamy jeszcze raz ich nagrywać.  Ale gdybając  sobie odrobinę – jeśli  mielibyśmy zrobić to jeszcze raz, to na pewno brzmiałyby bardziej jak „Hoax” niż jak „Out of Confusion”. Nagrywając „Hoax” mieliśmy sprecyzowane wyobrażenie efektu końcowego, poza tym byliśmy lepiej przygotowani i bardziej świadomi. Również sam proces nagrywania różnił się od wcześniejszych sesji. Przede wszystkim czas nagrywania nie był ograniczony. Sesję podzieliliśmy na trzy części: osobno rejestrowaliśmy  bębny z basem, osobno gitary, na końcu wokale. Całość miksowaliśmy do momentu, kiedy wszyscy wraz z realizatorem Bartkiem Borczem byliśmy zadowoleni z efektu. I może w tym dojrzał Plum, że w końcu nagrał płytę z zapałem z jakim gra koncerty. Bo zdajemy sobie sprawę, że głównie z nich jesteśmy  kojarzeni.

Plum eksploatuje muzyczne rejony, które w Polsce nie mają zbyt wielu zwolenników – skąd takie zainteresowania?

Pamiętam, że w XX w. odkrywaliśmy z Marcinem zespoły, o których w gazetach typu Tylko Rock pisano jedno – akapitowe wzmianki. To były ekscytujące poszukiwania muzyki, która później na nas wpływała, uwalniała wyobraźnię, inspirowała. Na początku lat 90 – tych zacząłem grać na gitarze w zespole z przyjaciółmi, z którymi  non stop  słuchałem  „Surfer Rosa”  Pixies  a w programach  MTV leciały klipy Sonic Youth, Pavement, Codeine i Dinosaur Jr.  W sklepach muzycznych, kiedy rządziły pirackie kasety, można też było trafić na licencjonowane taśmy z poznańskiej oficyny Outside.  To oni rozpowszechniali wówczas zespoły z kultowej, noise rockowej wytwórni Aphetamine Reptile.  Cows, Today Is The Day, Lowercase to były między innymi zespoły, które w tamtych czasach bardzo mocno wpłynęły na muzykę Plum.

Noise rock, główny składnik waszej muzyki to w sumie przeszłość – czy jakiś zespół szczególnie wywarł na was wpływ? Macie swoich faworytów wśród współcześnie działających grup?

Mnóstwo kapel, nieskończenie wiele płyt: przesłuchanych i nowych do przesłuchania. Jesteśmy fanatykami gitarowego grania. Wciąż nas to wszystko inspiruje i daje kopa do działania. Czy gramy noise rock, czy ktoś nazwie to stoner  albo indie, nie ma to znaczenia. Mogą nas nazywać jak chcą, to nie nasz problem. Naszym zadaniem jest  odpalić rakietę i pomachać Wam z kosmosu.

Zawsze żałowałem, że noise z pierwszej połowy lat 90 – tych dzisiaj jest głównie kopiowany i mało jest zespołów, które taka muzykę INTERPRETUJĄ a nie odtwarzają – czy są jacyś wykonawcy, którzy takie kryterium spełniają?

Trudno byłoby dziś spełnić kryteria z połowy lat 90-tych. Muzyka wynika z myśli, doświadczeń i warunków, w jakich była tworzona. Poza tym nie wydaje mi się sensowne odgrywanie i wczuwanie się w konkretną historię czyjejś twórczości.  Muzyk filtruje poprzez swoją intuicję, wrażliwość i charakter ciąg inspiracji, wiedzę. Poddając się temu, może tworzyć rzeczy oryginalne, świeże. Pewnie można się skupić na tworzeniu gatunkowym, tak jak to jest  np. w  filmie. Ale nas taka droga nie interesuje. Poza tym zawsze znajdzie się ktoś, kto powie, że wcale nie gramy noise, bo noise to grała Ewa Braun.

Oprócz noise fascynujecie się stoner rockiem – macie świadomość, że połączenie noise – stoner jest całkiem oryginalnym pomysłem?

Nie fascynujemy się stoner rockiem. Znam tylko QOTSA. To chyba sztandarowy zespół tego gatunku. Reszta jest mi nie znana i obojętna.  Nie obniżamy stroju gitar, żeby brzmieć stoner’owo. W kawałku „Patch” gramy niżej, bo tak jest nam wygodniej. A takie połączenia, o których wspominasz, to wydaje mi się, że zespół Melvins od dwudziestu paru lat z sukcesem  wykorzystuje w swojej muzyce.

Jakie elementy waszej muzyki najbardziej skłaniają się w stronę stylistyki Homme’a  a które zostały w chicagowskim podziemiu?

Możliwe, że bardziej w stargardzkim podziemiu zostały niektóre elementy. W Chicago nigdy, niestety, jeszcze nie byliśmy. Za to w Poznaniu mieszkamy i gramy od czterech lat. Jeśli zaś chodzi o samego Homme’a  to w jego stylu podobają mi się przede wszystkim gitary, rude rzęsy i popularność.  Poza tym fajnie gra na gitarze.

„Hoax” to kopalnia pomysłów brzmieniowych i aranżacyjnych – jak pracuje się nada taką muzyką – więcej improwizacji czy matematyki?

Szkice, a nierzadko całe kawałki powstają w domu. Zazwyczaj układamy osobno. Wysyłamy sobie pomysły i dogrywamy gitary. Na próbach Adam wymyśla bębny. Po czym ogrywamy, zmieniamy, ogrywamy, Marcin układa  wokal lub nie, po czym znowu ogrywamy, trochę zmieniamy i gotowe.

„Threat” to dość dziwny kawałek, raczej – moim zdaniem – niezbyt pasujący do całości – skąd taki pomysł?

Na pomysł rapowego intra wpadłem w trakcie produkcji płyty.  Słuchałem wówczas sporo hip hopu z lat 90-tych, A Tribe Called Quest, Naughty By Nature. Puszczałem takie kawałki  obok gitarowych hałasów  jako dj w klubie Kisielice. Wyobraziłem sobie wówczas początek płyty z intro w tym stylu. Od razu też pomyślałem o Pierniku z NP, który mógłby takie intro stworzyć. Z intra wyszedł jednak pełnoprawny utwór, który nawiązuje, albo może być traktowany jako outro utworu „Patch”.

Jak będzie wyglądać kampania promocyjna nowej płyty?

„Kampania” trwa. Między innymi tym wywiadem promujemy płytę. A od 13 kwietnia na trasie będziemy promować koncertowo.

Rozmawiał Arek Lerch