PLANKS – depresja ustąpiła miejsca melancholii

Niemiecka scena muzyczna nie kojarzy się raczej ani z dobrym black metalem, ani tym bardziej ze sludge’em. Na przekór tym tendencjom, Planks od kilku lat próbuje polepić oba gatunki, z całkiem zgrabnym skutkiem. Do wysłuchania ich nowej, naprawdę udanej płyty „Funeral Mouth” i pogrążenia się w melancholii spróbują was nakłonić perkusista Benny i wokalisto-gitarzysta Ralph.

 

Czym właściwie są tytułowe „pogrzebowe usta”?

Ralph: Pogrzebowe usta są tym, co przyjdzie ci do głowy podczas słuchania tej muzyki i lektury tekstów. Pomysł „pogrzebowych ust” przyszedł mi do głowy gdy byłem świadkiem przemarszu konduktu żałobnego. Chodzi o moment, w którym emocje wysysają z ciebie całą energię i odwagę, kiedy twoje nastawienie do życia wywrócone zostaje do góry nogami. Twoje ciało nie jest w stanie tego wytrzymać i tracisz nad sobą kontrolę.

Muzyka Planks jest bardzo posępna, chwilami wręcz depresyjna. Czy jest to kanał przez który pozbywacie się złych emocji, czy może po prostu ten rodzaj muzyki najbardziej do was przemawia?

Benny: Dla mnie faktyczne jest to ulubiony rodzaj muzyki. Z reguły nie przepadam za dźwiękami, które są pozytywne i wesołe. Sam zresztą na co dzień nie prezentuję takiej postawy, tak już po prostu jest. Nie jestem typem wakacyjno-rozrywkowym. Lubię jednak słońce, dlatego najlepsze jest dla mnie połączenie ciepłego, słonecznego dnia i depresyjnej muzyki.

Ralph: Ja także preferuję ponure utwory i melodie. Zawsze tak było. Dźwigam też z sobą pewien bagaż negatywnych doświadczeń. Jako że to ja odpowiadam za riffy, na bazie których powstają utwory Planks, wszystko to w oczywisty sposób wpływa na naszą muzykę. Na pewno wyrzucenie z siebie tych emocji daje pewnego rodzaju ulgę.

Jak opisalibyście ewolucję waszej muzyki? Czy uważacie, że na „Funeral Mouth” wasz styl już się skrystalizował, czy to tylko kolejny krok na drodze waszego muzycznego rozwoju?

Benny: Nie wydaje mi się aby w ogóle możliwe było odnalezienie jednego stylu i trwanie w nim. Może przez moment, albo poprzez kultywowanie pewnego gatunku, aby zachować muzyczną tożsamość. Ale koniec końców każdy styl będzie się zmieniał, inaczej stałby się nudny.

Ralph: Zgadzam się. Zespoły pokroju Bad Religion nagrywają wciąż tę samą piosenkę i tę samą płytę. Jeśli im to pasuje, to spoko. Ja chcę się rozwijać. Chcę, aby tworzenie muzyki było dla mnie wyzwaniem i dzięki temu pozostawało interesujące. Poza tym dojrzewamy jako muzycy i jako zespół. „Funeral Mouth” jest z pewnością kolejnym niewymuszonym krokiem w cyklu przemian, w którym bierzemy udział.

Czy jako zespół macie poczucie przynależności do jakiejś muzycznej sceny, jak hardcore czy ten nowomodny „cascadian” black metal? Wydajecie się mieć sporo wspólnego z zespołami pokroju Castavet, Tombs czy nawet Wolves in the Throne Room albo Altar of Plagues. Czy w grę wchodzi jedynie podobieństwo muzyczne, czy prezentujecie też podobną do tych zespołów życiową postawę?

Benny: Moim zdaniem podobieństwo występuje głównie na płaszczyźnie muzycznej. Nie ma jakiejś konkretnej idei, którą łączyłbym z naszą muzyką. Jest jednak coś innego, co zaczyna się jeszcze na sali prób, podczas wspólnego grania tych utworów, a kończy na koncercie, gdzie staje się to także udziałem publiczności. To coś fascynującego. I może to właśnie łączy nas z tymi zespołami, które były lub są związane z ideami D.I.Y.

Ralph: Odczuwam pewne muzyczne pokrewieństwo Planks z niektórymi z tych zespołów, ale wydaje mi się, że jest ono inne niż mogłoby się to ludziom wydawać. Rozumem porównanie do Tombs, bo to nasi przyjaciele i mamy podobne inspiracje. A jednak oni są zupełnie inni niż my. Z płyty na płytę ich muzyka staje się coraz cięższa i szybsza, a my zmierzamy w innym kierunku. Mimo wszystko spośród wymienionych przez ciebie zespołów są nam chyba najbliżsi. Bardzo lubię WITTR, ich zainteresowanie duchową stroną natury jest fascynujące i dobrze wpasowuje się całokształt tego, czym jest ten zespół. Jestem też pod wielkim wrażeniem ich zdolności kompozytorskich, tworzą wspaniałe melodie. Z pewnością są dla nas inspiracją, ale też nic co gramy nie przypomina tego zespołu. Poza tym nie postrzegam naszej muzyki jako uduchowionej, a wiele spośród tych młodych zespołów tak właśnie widzi swoją twórczość. Ja tego nie czuję. Wydaje mi się, że zamiast uduchowienia muzyka Planks niesie z sobą melancholię.

Depresja ustąpiła miejsca melancholii

Depresja ustąpiła miejsca melancholii

Czytałem, że płyta „The Darkest of Grays” nawiązywała do trudnego okresu w twoim życiu. Jak to wygląda w przypadku „Funeral Mouth”? Czy każda z tych płyt odnosi się jakiegoś etapu waszego życia?

Ralph: Z pewnością tak właśnie jest. Obie te płyty bazują na tego typu rzeczach. Każda z nich opisuje jakąś fazę mojego życia, zarówno na poziomie tekstów jak i samych kompozycji. Można powiedzieć, że „Funeral Mouth” jest tą „drugą opcją” w moim życiu, wynikającą z wydarzeń opisanych na „The Darkest of Grays”. Wybrałem życie i próbę jego naprawienia. Wiele się u mnie zmieniło, pewne rzeczy uległy poprawie i udało mi się rozwiązać niektóre problemy. Czuję się lepiej, choć wciąż trudno mi powiedzieć, że jestem szczęśliwy. Myślę, że jest to widoczne zarówno w muzyce jak i w tekstach. Depresja ustąpiła miejsca melancholii.

Wiem, że inspirują was takie gatunki jak dark wave, gotycki punk i black metal, a korzenie waszej muzyki tkwią w hardkorze. Jak udaje wam się znaleźć wspólną płaszczyznę pomiędzy tymi gatunkami? Niektóre z nich bardzo różnią się od siebie nie tylko brzmieniem, ale także zabarwieniem emocjonalnym i ideologicznym…

Ralph: Cóż, w pewnym sensie sam sobie odpowiedziałeś na pytanie. Istnieje wiele cech wspólnych pomiędzy tymi gatunkami. Właśnie w takich rejonach muzycznych czuję się najlepiej, bo każdy z nich ma w sobie ten pierwiastek mroku, który jest mi bardzo bliski. Dlaczego więc nie wymieszać ich ze sobą? Nie byłbym zainteresowany graniem w jednym stylu przez więcej niż pół godziny. Z taką międzygatunkową mikstura możesz uczynić płytę albo koncert bardziej interesującym, ale tylko w wypadku, gdy publiczność jest na to otwarta. Graliśmy z zespołami z nurtów hardcore, doom i black metal, jak i z kapelami alternatywnymi i nigdy nie było problemów. Kogo obchodzi, że jakiś black metalowy ortodoks powie, że nie jesteśmy „prawdziwi”?

A jak zaczęła się wasza przygoda z black metalem i jak ta muzyka wpłynęła na wasz światopogląd w tamtym czasie?

Ralph: Kiedy miałem dwanaście lat, mój gust muzyczny zaczął się zmieniać. Zaczęło się od Guns’n’Roses i soundtracku z „Terminator 2”, a dalej było już z górki. W ciągu roku przeszedłem od kupowania płyt AC/DC do płyt Obituary. Mój ojciec zawsze zachęcał mnie do czytania wszelkiego rodzaju prasy, o ile tylko była w języku angielskim. Poprosiłem go więc, by przywoził mi z delegacji magazyny metalowe. Kupił mi gazety ze Stanów i Wielkiej Brytanii, a było to w czasie, kiedy w Norwegii płonęły pierwsze kościoły. To, w połączeniu z dzikim wizerunkiem i ekstremalną muzyką totalnie mnie pochłonęło. Myślę, że zmieniło to moje życie tak samo jak horrory (które zacząłem oglądać w wieku 11 lat): zacząłem być świadom fascynacji mrokiem i złem. Nigdy nie robiłem żadnych głupot ani nie nosiłem corpsepaint’u, chodziło tylko o klimat, który temu towarzyszył.

Benny: Odkryłem tę scenę parę lat temu. Ralph wymyślił blackmetalowe riffy, a ja starałem się dopasować do obcej mi muzyki. W moim przypadku inspiracje były więc czysto muzyczne, mój światopogląd pozostał nietknięty.

Na „The Darkest of Grays” użyliście sampli z „Twin Peaks”. Czy ten serial był inspiracją przy tworzeniu tej płyty, czy były to po prostu fragmenty, który pasowały do klimatu muzyki?

Ralph: Oglądałem go ponownie w czasie nagrywania płyty. To mój ulubiony serial wszech czasów. Oba intra pasowały do tych utworów i różnych oblicz tematyki „The Darkest of Grays”.

Czy są jakieś inne filmy, które wpłynęły na waszą muzykę?

Ralph: Jak już wspomniałem wcześniej, fascynują mnie mroczne i posępne obrazy, depresyjne historie, zło i walka o przetrwanie w świecie pełnym żywych trupów. Ale nie, nie ma żadnego konkretnego tytułu.

Jak dotąd każda kolejna płyta Planks była wydana przez inną wytwórnię. Postrzegasz to jako rzecz pozytywną czy negatywną?

Ralph: To dla nas luksus. Nigdy tego nie planowaliśmy, ale to bardzo komfortowa sytuacja, kiedy ludzie sami chcą z nami współpracować. Nigdy nie musieliśmy prosić o wydanie niczego. Po nagraniu demo umieściliśmy je w sieci, a Andre z Narshardaa Records uznał, że jest dobre i poprosił o nagranie dla niego płyty. Od tego czasu zagraliśmy sporo koncertów i poszerzyliśmy grono naszych przyjaciół i sprzymierzeńców. Dzięki temu nawiązaliśmy masę kontaktów z różnymi wytwórniami. Najwyraźniej mamy coś, czego szukają, inaczej by się do nas nie odzywali. Myślę, że nie ma takiej wytwórni, z którą nie chcielibyśmy ponownie współpracować, ale ciekawie jest też sprawdzać jak robią to inni. Ponadto docieramy do innej publiki, zwłaszcza dzięki Golden Antenna. To dla nas korzystna sytuacja.

Wszystkie wasze materiały są dostępne do odsłuchu na Bandcamp. Czy uważasz, że nie ma już zapotrzebowania na fizyczne nośniki, takie jak płyta kompaktowa?

Ralph: Zawsze będzie zapotrzebowanie, bo płyta dobrze wygląda i daje satysfakcję z posiadania. Czasem po prostu jest poza zasięgiem finansowym w czasach, kiedy tyle kapel na całym świecie wchodzi do gry i wydaje świetne materiały. Dzięki Bandcamp ma się przynajmniej możliwość wynagrodzenia w jakimś stopniu artystom ich wysiłku.

Benny: Jakiś czas temu rzuciłem pomysłem sprzedawania naszych materiałów w postaci pamięci USB, ale nie było to całkiem serio. Nie obchodzi mnie nośnik tak długo jak służy do tego, do czego służyć powinien.

Czy Niemcy i kultura tego kraju miała wpływ na muzykę Planks?

Benny: Z pewnością tak. Wszyscy dorastaliśmy w Niemczech, ale nie potrafię ci wiele o tym opowiedzieć, bo nie jesteśmy w stanie spojrzeć na siebie z dystansu. Nie czuję się Niemcem, ale jeśli spytasz o to jakichś Amerykanów, to na pewno pasujemy do niektórych stereotypów. Tak muzycznie, jak i personalnie.

Jako, że nasze kraje ze sobą sąsiadują, stoczyliśmy w przeszłości wiele wojen. Co byś dla odmiany powiedział na wojnę muzyczną? Czy byłbyś w stanie porównać niemiecką i polską scenę i powiedzieć, co ci w nich pasuje, a co nie?

Ralph: Raczej nie. Nie widzę szczególnych różnic w strukturze i stylu. I to jest dobry znak.  Ta „scena” powinna być jednością i pozostać w sektorze DIY.

Ralph, czytałem dwa wywiady, które przeprowadziłeś dla Cvlt Nation, i oba kończyły się pytaniami o ostatnio widziany film, przesłuchaną płytę i przeczytaną książkę. Bądźcie zatem tak mili i podzielcie się z nami swoimi najświeższymi fascynacjami. Dzięki za wywiad!

Ralph: Ok.

–         film: oglądałem „Zodiak” Davida Finchera w wersji reżyserskiej na blu ray. Ciągle jest to dobre kino,

–         książka: „Diable Eliksiry” E.T.A. Hoffman’a,

–         muzyka: aktualnie „The Seer” Swans, który niszczy. Najlepsza kapela i najlepsza płyta.

Benny: Oglądałem parę odcinków serialu „Synowie Anarchii”, czytałem książkę o socjologii i słuchałem na Youtube „Live at the Ieperfest” Converge.

 Ralph: Dzięki za wywiad!

Rozmawiali Michał Spryszak i Bartosz Cieślak

Foto: archiwum zespołu/Marc Gaertner