PIGS – dźwięki bez określonej harmonii

Na zespół Pigs trafiłem zupełnie przypadkowo. A w zasadzie na portal Violence trafiła wytwórnia wydająca „You Ruin Everything”, dzięki czemu mogłem zapoznać się z tą niezłą płytą. Oczywiście, Pigs znani są głównie z tego, że w składzie hałasuje legenda noise, czyli Dave Curran z Unsane, co nie zmienia faktu, że zespół ma całkiem indywidualne podejście do muzyki. Choć, co oczywiste, ta zainteresuje głównie fanów beznadziejnie zakochanych w „złotej dekadzie hałasu”. Na odpowiedzi zapracowanego Dave’a czekałem dość długo, jednak w końcu się udało, zapraszam zatem do przeczytania kilku moich uwag, okraszonych przemyśleniami gitarzysty zespołu…

 

 

Noise rock jak feniks z popiołów odradza się i po raz kolejny zapładnia drugą już dekadę brudnym i niesamowicie energetycznym graniem. Choć to nadal margines muzycznego światka. Margines, bez którego nie byłoby wielu dzisiejszych zespołów i świat nie byłby tak kolorowy. Wkraczamy zatem w zwariowaną przestrzeń, tym razem świń. Świnie powstały w Nowym Jorku w 2008 roku i niemal idealnie odwzorowały muzykę sprzed blisko dwóch dekad. Jak to możliwe? Zapewne nie bez znaczenia jest fakt, że sześć strun szarpie tu wspomniany Dave Curran, basista morderczego kombo Unsane. W Pigs sięga dużo głębiej, łącząc klasyczny noise z dobrym, rockowym rzemiosłem. Oddajmy zresztą głos samemu zainteresowanemu – „Jak powstał nasz zespół? Ja i perkusista Jim Paradise graliśmy od kilku lat razem w zespole Players Club. Kiedy ten projekt zakończył działalność, nie chcieliśmy się za długo nudzić i powołaliśmy do życia nowy projekt, który na początku był duetem. Początkowo trochę się u nas zmieniało. Pierwsze demo nagrywaliśmy z Erikiem Cooperem, znanym z Made Out of Babies, który grał także w Players Club. W tym czasie dołączył do nas także basista Bob Russell (Brought Low) i w tym składzie działaliśmy około roku. Od 2010 działamy już jako trio, z basistą Andrew Schneiderem”.

Zapewne dla wielu zagadką pozostaje nazwa zespołu, tym bardziej, że jest to dość często używany wyraz. Okazuje się jednak, że Dave, oszczędny rozmówca, w idealny sposób puentuje nazwę, mówiąc, że „To wyraz krótki, słodki i smakowity. Co więcej trzeba?”. Faktycznie, noise w wydaniu Świń taki właśnie jest – krótkie piosenki, napakowane smakowitym hałasem, który w idealny sposób zachowuje proporcje między niezjadliwym zgiełkiem a chwytliwością, godną nieodżałowanego Hammerhead.

dźwięki bez określonej harmonii

dźwięki bez określonej harmonii

Dochodzimy w tym miejscu do elementu najistotniejszego, czyli szufladki. Pojawiające się w tym tekście słówko „hałas” jest jednocześnie nazwą całego, dość hermetycznego ruchu, do którego Dave nie chce się przyznawać, bądź zwyczajnie dość ma wrzucania swojego projektu do wąskiej i dokładnie określonej niszy, dlatego jego odpowiedź na temat istoty fenomenu   noise rocka, jest w tym przypadku symboliczna: „Czym jest noise? Ok, po pierwsze to określenie dźwięku, w szczególności głośnego, szorstkiego, drażniącego i ogłuszającego, po drugie to dźwięk każdego rodzaju, np. to, co słyszmy za drzwiami. To także określenie głośnego krzyku czy wrzasku, to dźwięki bez określonej harmonii czyli dysonanse. Wreszcie na koniec możemy tak nazwać elektroniczne zakłócenia w systemach komunikacji, zniekształcające odbiór pewnych komunikatów czy obrazów, takie jak buczenie w słuchawce telefonu czy śnieżenie ekranu telewizyjnego. To wszystko jest hałas…”.

Słuchając Świń przychodzą do głowy różne nazwy, od wspomnianych Hammerhead po Janitor Joe, jednak Dave niechętnie dzieli się odczuciami względem pewnych zależności między muzyką swojego zespołu a dokonaniami klasycznych wykonawców tego nurtu – „Nie wiem, czy  jesteśmy podobni do tych zespołów… Wiesz, w tych czasach było całe mnóstwo bardzo ciekawych bandów, które muzykę interpretowały w różny sposób, dlatego uogólnienia typu, że brzmimy jak zespoły noise rockowe z lat 90 – tych są po prostu niedokładne. Może pewne brzmieniowe aspekty wchodziły tu w grę? Ja wolę myśleć o pewnym podobieństwie jeśli chodzi o etykę – w takim wymiarze mam do tych zespołów duży respekt, a wyrażam go stosując podobne zasady i szacunek do dźwięku. Dla tych zespołów, tak samo jak dla nas dzisiaj, liczy się pomysł, ta idea, która wpływała na nasze działania, pobudzała naszą kreatywność, tylko w ten sposób można stworzyć muzykę, która będzie żywa i intrygująca. Tak dla słuchacza jak i dla nas”

Do dzisiaj intrygują mnie okładki płyt zespołów, które rozpoczynały noise’ową rewolucję w latach 90 – tych. Nie były to jeszcze te koszmarne, komputerowe produkcje, ale dzieła, które wymagały POMYSŁU. Nie powiem, że okładka płyty Pigs jest dziełem przełomowym, a jednak na pewno będzie wyróżniać się na półkach sklepowych.  Mój rozmówca wyjaśnia kulisy jej wykorzystania – „Ten obrazek znalazł mój przyjaciel. Przyznam się, że miałem go od lat na ścianie w moim mieszkaniu, byłem przyzwyczajony do niego i kiedy zaczęliśmy się zastanawiać nad okładką, wpadłem na pomysł, by wykorzystać właśnie ten obraz. Zasugerowałem takie rozwiązanie Andrew i Jimowi, oczywiście, został on komputerowo wyczyszczony, jednak nie zmienialiśmy w nim niczego. Prezentuje się zupełnie nieźle, prawda?”.

szacunek do dźwięku

szacunek do dźwięku

Przechodzimy do spraw technicznych związanych z nagrywaniem „You Ruin Everything”. Wprawdzie technika studyjna różni się dość mocno od czasów, kiedy powstawały płyty w rodzaju „Goat” czy „Into The Vortex”, nie zmienia to jednak faktu, że tamte brzmienia są dzisiaj traktowane z nabożną  czcią i mimo nowych technologii, wielu wykonawców za zaszczyt poczytuje sobie możliwość nagrywania analogowego. Jak Pigs doszli do swojego brzmienia? Dave uważa, że nie ma tu żadnej filozofii – „Będąc szczerym, nie ma w naszym warsztacie specjalnych dziwactw czy tajemnic. W zasadzie używamy tylko gitar i perkusji, budując swoje brzmienie przede wszystkim na naturalnym dźwięku tych instrumentów. Podczas sesji było oczywiście wesoło, ale tak jest zawsze, kiedy w tym samym pomieszczeniu jest Andrew, tego nie da się wyjaśnić (śmiech…). A jeśli chodzi o jakieś nietypowe sprawy, nie jestem przeciwny eksperymentowaniu, jeśli tylko ma ono sens w kontekście muzyki. Dla przykładu, nie miałem oporów, by wykorzystać w jednym z  kawałków hałasu, jaki robiły puste butelki po piwie, wrzucone do worka na śmieci (śmiech…)” .

W ten sposób powoli dochodzimy do końca historii. Pigs nie gra wprawdzie wielu koncertów, jednak miejmy nadzieję, że kiedyś pojawią się w naszej okolicy ze swoim hałaśliwym rockiem. Póki co Dave jest mocno zajęty – gra z Unsane, współpracuje z Melvins a także pracuje jako inżynier dźwięku w nowojorskiej Webster Hall. Na razie pozostaje nam tylko poszukanie na różnych ibejach i allegrach „You Ruin Everything” i wzdychanie do przeszłości. Jeśli ktoś ma w sobie odpowiednie pokłady nostalgii…

Arek Lerch

Foto koncertowe: Meghan McInnis