OTWARTA SYTUACJA – Rozmowa z Łukaszem Rychlickim

Zrobiłem mały eksperyment. Zajrzałem do swoich zestawień płyt godnych zapamiętania z roku 2014. I wiecie co – parę przetrwało. Inne jakoś przyblakły. Piszę to, bo jestem pewien, że kiedy za parę lat odszukam podsumowanie roku miłościwie nam panującego, na pewno takie pozycje jak Elite Feline i Las nadal będą mocno trzymać za jaja. Lotto i Kristen to dzisiaj nie tylko awangarda polskiej alternatywy, mariaż jazzu z tarnsem i niezalu z profesjonalizmem, ale przede wszystkim inteligencja i muzyczna intuicja, dzięki którym z małych dźwięków i oszczędnych aranżacji muzycy wykuwają porażające konstrukcje. Jako, że nie tylko na łamach Violence płyty zostały docenione, ale dużo większe magazyny i dzienniki ukłoniły się przed tymi dziełami, postanowiłem jeszcze raz zwrócić się z kilkoma pytaniami do Łukasza Rychlickiego, gitarzysty, co w powstaniu obydwu tych płyt maczał swoje utalentowane paluchy.

Rok się kończy, czas na oceny. Jakie były dla Ciebie mijające miesiące? Zadowolony? Wszystko udało się zrealizować?

W zasadzie to tak, wszystko udało się zrealizować. Co prawda coś tam jeszcze było w planach ale nie ma co za bardzo wszystkiego przyspieszać. Cieszę się z tego, że udaje nam się od jakiegoś czasu utrzymać szybki proces od nagrania do wydania płyty. Zazwyczaj się to zupełnie niepotrzebnie rozwlekało. Teraz robimy to płynnie, dzięki czemu można przejść do następnych rzeczy. Proces nagrywania, mixów, etc. do wydania, to nie dłużej niż 3 miesiące. Chciałbym, żeby dalej tak było.

Nie ukrywam, że pretekstem do tej rozmowy jest fakt, że maczałeś palce w dwóch płytach, które zostały przez dość szerokie gremium uznane za najlepsze dokonania polskiej alternatywy AD 2016. To chyba powód do dumy i pewnie jakichś przemyśleń. Banalnie: co czujesz?

Na pewno czuję się komfortowo, że razem z kolegami udało nam się zrealizować to co sobie założyliśmy. W zasadzie nigdy nie byliśmy tego tak blisko. Szczególnie cieszy mnie to co stało się z Lotto, bo w przypadku Kristen jest nieco inaczej, to zespół o bardzo mocnych podstawach, istniejący już wiele lat. Z Lotto jest inaczej. Mam wrażenie, że obecnie nie jest łatwo wystartować z czymś nowym, potrzeba do tego wiele determinacji, na początku można być traktowanym trochę lekceważąco. Sama płyta, bardzo specyficzna, trudno było odgadnąć w którą stronę to wszystko pójdzie. Także cieszy nas to, że „Elite Feline” spotkało się z takim przyjęciem. Choć trzeba przyznać, że byliśmy świadomi wartości tego co zrobiliśmy, podobało nam to się po prostu. Z Kristen też udało nam się odnaleźć nową drogę, granie sprawia nam bardzo dużo radości. Sytuacja jest otwarta, możemy pójść z tą muzyką w wielu kierunkach, zaczęliśmy już próby z nowymi rzeczami. Oczywiście cieszy mnie uznanie tych dwóch płyt. Cieszę się, że gram w takich zespołach.

 Lotto: Elite Feline. To było bardzo mocne przeżycie, sytuacja dla mnie wcześniej nie spotykana. Wymagająca dużego skupienia i koncentracji. Trudno będzie uzyskać podobne napięcie w przyszłości.

Łukasz: To było bardzo mocne przeżycie, sytuacja dla mnie wcześniej niespotykana. Wymagająca dużego skupienia i koncentracji. Trudno będzie uzyskać podobne napięcie w przyszłości.

Teraz zapewne tak wrogowie, jak i przyjaciele zadają sobie jedno pytanie: „W jaki sposób można osiągnąć taki poziom? Co trzeba zrobić, żeby zaintrygować do tego stopnia słuchacza?„. Jeśli miałbyś znaleźć odpowiedź na to pytanie, co byś odpowiedział?

Trudno mi odpowiedzieć na to pytanie, bo musiałbym dawać jakieś rady, a tego nie potrafię. Poza tym, nie znam żadnej recepty. Po prostu muzyka to znaczna część naszego życia, podchodzimy do tego poważnie, staramy się robić to jak najlepiej, nie idąc na skróty albo kompromisy. Ostatnio lubię też myśleć o płycie jako pewnej dźwiękowej opowieści, która ma logiczny ciąg. Jest to materiał, z którego formuję się końcowy rezultat. To coś co mi przypomina proces montażu filmowego. Istotne aby nie bać się skrótów, wycinania, rezygnowania z pewnych rzeczy. To wszystko robiliśmy przy tych płytach. Tyle mogę powiedzieć.

Dużo mówi się o relacji krytyka a publiczność – jak to jest w przypadku Lotto i Kristen? Uznanie krytyków przekłada się na koncerty czy to nadal niszowe sytuacje i granie w małych klubach? Myślisz, że muzyka Kristen czy Lotto może trafić na wyższy pułap, do radia itp?

Na pewno nie ma to takiego przełożenia jak się niektórym wydaje. To ciągle niewielkie zespoły. Dobra prasa nie do końca wpływa na frekwencję, choć z pewnością nie jest bez znaczenia. Mam wrażenie, że spokojnie moglibyśmy grać dla większej publiczności, bo jak już nam się zdarza grać w miejscu gdzie jest więcej ludzi (typu festiwal) to dobrze przyjmują tą muzykę, nawet jak jej wcześniej nie znali. Na pewno jest lepiej, wydaje mi się, że nie możemy narzekać. Oczywiście, zawsze znajdą się miejsca, gdzie wypada to gorzej, ale to często zależy od innych czynników, jak zawalona promocja koncertu czy coś takiego. Jeśli chodzi o radio to też chyba nie jest źle. Przypadek Lotto jest ciekawy, bo wydaje się, że to absolutnie nieradiowa rzecz a wiem, że to było wielokrotnie emitowane. Kristen też. Zatem trzeba konsekwentnie robić swoje, a jak inni będą wspierać w jakiś sposób tą muzykę to będzie to dla nas miłe.

No właśnie – gdzie tkwi haczyk? Bo faktycznie, można podciągnąć i Lotto i Kristen pod łatkę muzyki „trudnej”, ale jednocześnie jest w niej coś hipnotyzującego. Czy kluczem jest trans? A może po prostu ma tu znaczenie pewien, hmmm, elitaryzm jaki wytworzył się wokół tych zespołów? Przy czym wydaje mi się, że Lotto mógłby dzisiaj spokojnie zagrać na festiwalach jazzowych, z kolei Kristen to rzecz o formacie światowym, jeśli chodzi o tzw. muzykę alternatywną, cokolwiek to znaczy. Czy taka sytuacja jest Twoim zdaniem, dobrym punktem wyjścia do prób zrobienia tzw. większej kariery?

Mam nadzieję, że kluczem jest tutaj muzyka, to wszystko. Trudno mi się wypowiadać za ludzi. Czy kluczem jest trans? Może dla niektórych tak. Przy czym dla mnie, jako dla osoby będącej przy powstawaniu tych dwóch płyt, jednak dość zasadniczo się od siebie różnią. Wiem, że niektórzy lubią stawiać je obok siebie ale ja nie do końca tak to odbieram. Tak samo jak wrzucanie ich do wspólnego worka minimalizm. Obcy jest mi jakikolwiek elitaryzm, mam nadzieję, że nas to nie spotka. Do tej pory tego nie zauważyłem. Faktycznie, Lotto jest zespołem, który może zagrać wszędzie, czy byłby to festiwal jazzowy, improwizacyjny, czy alternatywny. Z Kristen zresztą jest dość podobnie. Taka sytuacja bardzo mi odpowiada, bo to pozostawia dużą swobodę, nie musimy kisić się w jakichś stylistycznych szufladkach. Zawsze mi na tym zależało. Jeśli chodzi o robienie kariery to mam do tego rezerwę. Chciałbym grać jak najwięcej, ale znam też realia. Zobaczymy co się wydarzy w najbliższej przyszłości.

Kristen: Las. Kojarzy mi się z dużą przyjemnością. Wszystko poszło bardzo sprawnie, utwory miały otwartą formę, czułem się swobodnie. Lubię obecne brzmienie i zrozumienie pomiędzy nami.

Łukasz: Kojarzy mi się z dużą przyjemnością. Wszystko poszło bardzo sprawnie, utwory miały otwartą formę, czułem się swobodnie. Lubię obecne brzmienie i zrozumienie pomiędzy nami.

Te dwie płyty pokazują, że faktycznie, w waszej muzyce może wydarzyć się wszystko. Czy dzisiaj, po zagraniu z tymi materiałami koncertów, możesz powiedzieć, w jaką stronę będzie ewoluować zarówno Lotto jak i Kristen?

Na pewno jest za wcześnie żeby cokolwiek powiedzieć w tej kwestii. Wynika to głównie z tego, że nie mamy jakichś planów czy założeń, typu: jak powinna brzmieć następna płyta. Wszystko wyrabia się w czasie grania prób i koncertów. Jesteśmy mniej podatni na konkretne inspiracje z zewnątrz. Słuchamy siebie nawzajem i patrzymy, w którą stronę to zmierza. W przypadku Lotto sytuacja jest o tyle oczywista, że po takiej płycie nie możemy nagrać niczego podobnego. Jesteśmy już po próbach na których graliśmy nowe rzeczy, ale to i tak za wcześnie żeby coś więcej powiedzieć. Sami jesteśmy ciekawi tego co się wydarzy i to w tym wszystkim jest bardzo ekscytujące. Z Kristen też już próbujemy nowe rzeczy. Mamy dużą przyjemność z grania, na razie niewiele ma to wspólnego z ciężką pracą nad nową płytą. Po prostu gramy i cieszymy się tym.

Jako, że mamy sam koniec roku, czas podsumowań itp., chciałbym Cię zapytać o płyty, czy ogólnie – muzyczne wydarzenia, które w tym roku były dla Ciebie szczególnie istotne, takie co zostaną w pamięci na dłużej?

Stosunkowo niewiele rzeczy mi przychodzi do głowy z nowości, które mnie jakoś poruszyły. Ale nigdy nie powiem, że nie wychodzi nic ciekawego, po prostu moja uwaga jest skierowana trochę w inną stronę. Choć faktem jest, że dużo słuchałem jednak archiwaliów. Może to kwestia wieku? Ciężko powiedzieć. Z Polski mogę wymienić płytę Andrzeja Nowaka, której słuchałem często, a jak widzę jest to rzecz pominięta i nie zauważona. Z wydarzeń to chyba koncerty, które grałem. Ciągle bardzo to lubię. Pierwszy raz byłem na Unsound, bardzo mi się podobało. Także rzeczy improwizowane, które uważam, że dużo mi dają. Np. koncert inspirowany Aylerem, który zagrałem z Pawłem Szpurą w Krakowie, był dla mnie mocnym doświadczeniem. Ciągle regularnie chodzę na koncerty, staram się nie zatracić w sobie tej ciekawości. I na pewno było dużo dobrych, jednak nic takiego co by mnie jakoś szczególnie odmieniło. Ale to już chyba za mną takie wydarzenia. Mam też pewną nowość w swoim życiu, o której jeszcze niedawno bym nie pomyślał. Otóż jestem skazany na słuchanie rzeczy, które puszczają moje dzieci. Na razie nie jest źle, dzięki temu zaliczyłem bardzo intensywny powrót do Beastie Boys, szczególnie „Paul’s Boutique” i „Check Your Head”. Ale zdaję sobie sprawę, że nie zawsze będzie tak dobrze. Pewnie czeka mnie też zetknięcie się z aktualnymi młodzieżowymi trendami.

Rozmawiał Arek Lerch