OSLO KILL CITY – lubimy lata 80-te

Z Oslo Kill City spotkaliśmy się po raz pierwszy w połowie minionego roku, nie sądziłem jednak, że tak szybko wrócimy, by poinformować Was o kolejnym wydawnictwie zespołu. Czynię to z tym większą satysfakcją, wiedząc, że zespół nie stoi w miejscu, poszukuje i nadal ma dużo ciekawych rzeczy do opowiedzenia. A co najważniejsze – potrafi zaskakiwać, czego przykładem są nowe nagrania z krótkiej, jak zwykle, ep-ki „Clarity”. O samej płytce możecie przeczytać gdzieś w środku wywiadu, a teraz, żeby nie przedłużać, zapraszamy na rozmowę z gitarzystą zespołu, ukrywającym się pod pseudonimem Alle Fischer.

Na dobry początek, powróćmy jeszcze do poprzedniej ep-ki. Jesteście zadowoleni z odzewu? Pojawiły się jakieś zaskakujące Was opinie?

Jeśli chodzi o poprzednią ep-kę  A Conspiracy of  Cartographers, najciekawszą a zarazem najpopularniejszą reakcją było zdziwienie związane z progresem między poprzednią a tą ep-ką. Jak bardzo się rozwinęliśmy i zmieniliśmy. Chociaż materiał na oba wydawnictwa został nagrany dokładnie podczas tej samej sesji. Porównania do lekkiego, post – rockowego grania oraz tego, że jesteśmy zbyt garażowi by nas puścić w trójce również się zdarzały. Pozdrawiamy panią realizator, która puszczała „Coming to Terms”. Jeśli chodzi o odzew to mógłby być większy, ale wydaje mi się, że dziennikarze muzyczni nie do końca są zainteresowani recenzowaniem krótkich form, tzn. ep-ek.

Dziennikarze muzyczni są dzisiaj zainteresowani dziwactwami bo tylko to powoduje, że mogą czuć się oryginalni. Gdybyście wydali płytę np. w betonowym pudełku, pewnie byłoby większe zainteresowanie. Myślisz, że dzisiaj dziennikarstwo muzyczne, coś w rodzaju ciecia uchylającego rąbka tajemnicy, ma jeszcze sens?

Masz rację, ostatnio można zauważyć rosnące zainteresowanie zespołów, jeśli chodzi o „ciekawe” wydania płyt. Pytanie tylko czy idzie za tym jakakolwiek jakość muzyczna. Co do dziennikarstwa muzycznego, podobne pytanie Artur Rawicz zadał ostatnio Wojciechowi Waglewskiemu. Zgadzam się z Waglewskim, że jest trochę odizolowane od całego rynku muzycznego. Nie wiem czy chociaż raz widziałem jakiegoś „dziennikarza muzycznego” na moim koncercie czy jakimkolwiek innym. Większość zbiera się tylko i wyłącznie na festiwalach, ubolewając na tym, że branża czy rynek w jakimś stopniu kuleją. Dziennikarstwo muzyczne ma sens, ale wtedy, jeśli jest w 100% rzetelne i kończy się w momencie udostępnienia utworu czy teledysku na swojej stronie oraz napisaniu kilku zdań, będących losową przeróbką opisu zespołu. Takie coś z perspektywy zespołu jest git – dodatkowa promocja, ale dla kogoś zajaranego muzyką w niczym to nie pomaga a może wręcz zniechęcić. Trzeba się też zastanowić nad zasadnością recenzowania płyt itp. W czasach serwisów streamingowych, gdzie spotify poleca, co jest teraz cool.

wszyscy lubimy lata 80-te

 lubimy lata 80-te

Fakt, internet przedefiniował to środowisko. Równie istotnym pytaniem jest zasadność istnienia wytwórni płytowych. Czy Wy jako OKC uważacie, że z wytwórnią za plecami moglibyście dzisiaj osiągnąć więcej?

Na pewno dotrzeć to większej ilości osób, które nas nie znają, chociażby przez bardziej profesjonalną dystrybucję naszych nagrań, przez kogoś kto się na tym zna i ma czas, żeby konkretnie podejść do tematu. Póki co, robimy wszystko DIY i czasem po prostu brakuje nam czasu i pieniędzy. Na pewno – jeśli mielibyśmy majorsa za plecami –  jestem pewien, że to by pomogło. Pozostaje pytanie, czy nadal bylibyśmy sobą czy już tylko i wyłącznie produktem. Zresztą, ostatnio można zauważyć sporo takich tzw. pomocy, chociażby w wysypie tak modnego teraz electro-popu. Dostajemy gotowy produkt, kontrakt na 6 płyt i przez ten czas tańczymy jak nam zagrają, choć nie do końca do naszej nuty.

Nowa ep-ka pojawiła się bez szumnych zapowiedzi i znowu mnie zaskoczyła. Zanim jednak będzie o muzyce, pogadajmy o okładce. Bardzo mi pasuje bo jest prosta i bazuje na POMYŚLE. Poza tym, jest to zdjęcie faktycznej instalacji. Mam rację? W jaki sposób koresponduje z zawartością nowej ep-ki?

Okładkę ep-ki, podobnie jak dwóch poprzednich, zaprojektowała Karolina Bielawska. Daliśmy jej do przesłuchania „Clarity” i na podstawie utworów miała coś przygotować. Przedstawiła nam kilka pomysłów i zdecydowaliśmy się na rybę. Sama fotografia jest częścią instalacji „Bezdech”. Nawiązanie do ep-ki to minimalizm i oszczędność środków.

Ciekawe, bo ryba i reklamówka kojarzą mi się z zimnem, a nowa ep-ka taka właśnie jest – oszczędna, zimna, nowofalowa… Co Ty na to?

Zgadzam się. Chociaż nie do końca słyszę tą nowofalowość…

„Electric Void” to dla mnie The Cure! Ale jeśli nie słyszysz, trudno. Zacznijmy od „Unfounded”. W pierwszym momencie, ten syntetyczny beat mnie zmroził, potem było już lepiej. Skąd pomysł na taki monotonny, niemal mechaniczny kawałek?

Może inaczej się odbiera swoje kawałki i inaczej odbierają je słuchacze. Co do „Electric Void” – słyszałem podobne skojarzenia od kilku osób, które zapoznały się za materiałem. Początkowo mieliśmy nagrać „Electric Void” i utwór „Shark”. Jeden, maksymalnie dwa utwory. To trochę przypadek, mieliśmy do odzyskania pieniądze ze studia, bo przy pierwszych nagraniach realizator dostał dwa razy ten sam przelew. W związku z sytuacją, umówiliśmy się, że wpadniemy do nowego studia i nagramy w ramach długu 1 – 2 kawałki. Podczas nagrań wszystko się trochę pozmieniało – nagraliśmy „Electric Void”, ale nie nagraliśmy „Shark”. Za to dodatkowo zarejestrowaliśmy  „Clarity” oraz „Sensitive Dependence on Initial Conditions”. Potem dodatkowo pojawiły się problemy z odzyskaniem nagranych śladów i w ten sposób wydanie „Clarity” przedłużyło się prawie o pół roku…   Samo „Unfounded”, z tego co pamiętam, nie miało podobnie jak „Clarity” wejść na ep-kę.

OSLO KILL CITY Clarity Przy okazji A Conspiracy of Cartographers zdradziłem się, że z niecierpliwością czekał będę na nowe nagrania Oslo Kill City. Okazuje się, że kolejna ep-ka przyszła szybciej niż się spodziewałem. Bez szumu i wiwatów, kolejne cztery nagrania trafiły na stół. I co najważniejsze – zespół znowu zaskoczył, delikatnie skręcając w bok. Cztery nowe piosenki to znowu eksplozja gitarowego hałasu, tym razem jest jednak zimniej, bardziej sterylnie i oszczędnie. Otwierający zestaw kawałek „Unfounded” wprowadza niejaką konsternację.Oslo Okładka Elektroniczny, monotonny bit, prosta linia basu i bardzo oszczędna, pływająca gitara są podkładem dla rozemocjonowanego głosu wokalisty. Całość brzmi dziwnie nierealnie. Aż sprawdziłem, czy to aby na pewno ten zespół. Wszystko się zgadza, a trio funduje nam kolejne zagwozdki, bo o ile „Sensitive Dependence On Initial Conditions to kolejny w przypadku chłopaków ukłon w stronę środkowego okresu Sonic Youth (jak zwykle smakowity), o tyle kolejne utwory tylko gmatwają obraz. „Electric Void”, choć równie zgrzytliwy, ma w sobie całe pokłady kjurowego zimna. Smutny motyw przewodni, falujący pięknie bas i wreszcie świetne przełamanie w środku, wyprowadzające utwór na zupełnie inny poziom, bardziej dynamiczny, choć zachowujący klimat całości. No i wreszcie tytułowy song. Dziesięć minut, z czego jedynie pierwsze cztery mają charakter lekko rozregulowanej, nostalgicznie połyskującej piosenki, potem zaczyna się prawdziwa jada bez trzymanki, szaleństwo gitarowych przetworników, dysonansów i zgrzytów. Ep-ka stanowi kolejny dowód na to, że mamy do czynienia z niesamowicie utalentowanym, intrygującym zespołem, który świetnie wykorzystuje zdobycze gitarowej alternatywy, budując z pozornie znanych klocków własny, zaskakujący świat. Namawiam chłopaków, żeby wreszcie nagrali dużą płytę. To będzie dopiero uczta.

To piosenka dość charakterystyczna i mocno odstaje od reszty. Dajecie radę przez trzy minuty trzymać ten bit jak z klawisza?

„Unfounded” wymyśliłem kiedyś w domu i przed nagraniem grałem to dosłownie jeden raz z Bartoszem. Po wejściu do studia zaproponowałem, żebyśmy nagrali ten utwór jako dodatek. Beat w kawałku jest nagrany ze starego automatu perkusyjnego Rolanda z lat osiemdziesiątych. Może więc Twoje skojarzenia z nową falą nie są jednak tak odległe? Jeśli jesteśmy już przy tej nowej fali to ten kawałek brzmi najbardziej nowofalowo/newromantic.

W samym „Electric Void” ciekawe jest przełamanie, od połowy zmienia się puls, co brzmi trochę jak dwa kawałki w jednym…

Takie zwroty akcji to ogólnie dość powszechny motyw w kawałkach post-punkowych. A, że wszyscy lubimy lata 80-te, to sam rozumiesz . Tak na szybko to przychodzą mi do głowy The Chameleons – View from a Hill, The Sound – New Dark Age czy Sad Lovers and Giants – 3 Lines.

No i standardowa opcja, czyli świetne partie gitarowe – jakich efektów używacie do generowania tych „miodziastych zgrzytów„?

Nareszcie jakieś pytanie o efekty! Szczerze na to czekałem! Postaram się przybliżyć jak mniej więcej to zostało zagrane. Sygnał gitary w nagraniu jest rozdzielony na 3 wzmacniacze. Fender Twin reverb Silverface , Eganter Rebel 30 combo + paczka Marshall jtm oraz Fender eighty five (tranzystor). Gitary, których używałem przy nagraniu to Jaguar i Jazzmaster. W twin reverba szły same przestery czyli vox 810 + klon centaur + Crowther hot cake + Big Muff  (rosyjski), do tego boss rv 3 i rozdzielenie sygnału Na twina i Egnatera za reverbem wpinałem big muff pi (nyc) i to wszystko do Egnatera. Eigty five szedł w miarę czysty plus delay i chorus ehx clone theory. Suma szła w Ehx Holy Grail. Jeśli chodzi o same zgrzyty to wzmacniacze rozkręcone na 10. Gitary na singlach bardzo dobrze się do tego nadają, trzeba jedynie dobrze operować samą gitarą. W każdym utworze jest jeden ślad gitary rozdzielony na te 3 wzmacniacze. I wszystko to zmiksowane razem. Bass to ebs compressor + graphic fuzz + ehx clone theory w ampeg svt II. Perkusja – centrala sonor phonic + werbel Ludwig Supraphonic + floor tom premier . Blachy – nie pamiętam…

Uh, to do magazynu Gitarzysta się nadaje… Teraz opowiedz historię najdłuższego na płycie „Clarity”, który też przedstawia się nader ciekawie. Piosnka, gdzieś od czwartej minuty zmienia się w prawdziwie noise’ową erupcję gitarowego zgiełku. To zamierzone działanie, czy też popuściliście wodzy fantazji w studiu?

„Clarity” podobnie jak „Unfounded” powstało z automatem i pierwszy raz zostało tak właśnie zagrane. Zamysł utworu był taki, żeby powtarzalnością i przestrzenią wprowadzić słuchacza w trans . Sam bardzo lubię takie noisowe czy shoegaze’owe kawałki po 10 minut, w których nie za wiele się zmienia oprócz ściany dźwięku czy przestrzennej gitary. „Clarity” zazwyczaj gramy do 4 minuty a później dajemy upust wodzy fantazji; w zależności od nastroju gramy to od 8- 15 minut. Wszystko zależy od naszego flow i jak się wzajemnie słyszymy. Jeśli sami bardziej się wkręcimy to gramy dłużej.band

I tu pojawia się pytanie – skoro macie taki flow, czemu nie „pojechaliście” dalej – trzeba było nagrać całą płytę…

Płytę oczywiście,  nagramy, musimy tylko uzbierać pieniądze lub znaleźć jakiegoś hojnego sponsora. Mamy kilka nowych, nienagranych kawałków. Może coś z tym zrobimy w niedalekiej przyszłości…

Wspomniałeś, że będzie płyta fizyczna – czy może pokusicie się o wersję winylową?

Płyta fizyczna pewnie niedługo – dla prawdziwych fanów, wraz z nią kilka egzemplarzy poprzedniej ep-ki. Jeśli chodzi o winyl to trafiłeś w punkt bo jest taki pomysł. Myślimy nad tym i być może pomysł zostanie sfinalizowany. Pojawiły się głosy od paru osób, że chętnie wersję winylową kupią. Nie wiemy jeszcze czy materiał się zmieści na 7″ więc prawdopodobnie, jeśli się ukaże, to na 12″ może w formie splitu a może jako ep plus jakiś nie publikowany bonus. Mamy to w planach i zobaczymy co z tego wyjdzie.

Skoro o planach mowa – zdradź gdzie będziemy mogli Was zobaczyć i jakie atrakcje przygotowujecie dla swoich fanów?

Chcemy odwiedzić Pomorze i może tym razem uda się też południe Polski, np. Kraków czy Katowice. Ciężko coś więcej powiedzieć na chwilę obecną. Warto śledzić nasz facebook – wrzucamy tam zawsze informacje o nadchodzących koncertach . Dla naszych fanów jak zwykle przygotujemy garść emocji, żartów i popisów cyrkowych. Zresztą, najlepiej przekonać się o tym na naszym koncercie! Pragniemy również co 35 osobie przekazać laurkę ręcznie namalowaną przez jednego z członków zespołu.

Rozmawiał Arek Lerch

Zdjęcia: archiwum zespołu/Patryk Wiśniewski