OSLO KILL CITY – hałas, zabójcy i miasto nocą

Zamiast do szarka, kolejny zespół trafia na główną stronę, bo też i dźwięki, jakie generuje trio, przyprawiają mnie od szybsze bicie serca. Indie rockowa wariacja na temat Sonic Youth, młodzieńcza pewność siebie, nonszalancja w stosunku do mistrzów. Oslo Kill City ma dobrą nazwę, świetny pomysł na siebie i smykałkę do wymyślania znakomitych zagrywek, które zostają w głowie, burzą spokój lekkim dysonansem a przede wszystkim sprawiają radość, bo nic tak nie cieszy, jak oryginalna, choć nawiązująca do wybitnych wzorców muzyka. A jako, że indie i shoegaze mocno mnie ostatnio, czego nie ukrywam, zniewalają, Sonic Youth kocham miłością dozgonną, zatem Oslo Kill City także moją pełną aprobatę posiada, sadowiąc się tuż obok innej, stołecznej nadziei hałasu – Brooks Was Here. Kilka słów od śpiewającego basisty, Barta Filida poniżej…

Na początek: jak możecie się zareklamować/przedstawić komuś, kto jeszcze Was nie słyszał i nic o Was nie wie?

Oslo Kill City to trzyosobowy zespół, działający na polskiej scenie muzycznej od 2010 roku. Debiutowali w drugiej połowie 2013 roku ep-ką „Our Private Safari”. W marcu tego roku, ukazało się kolejne wydawnictwo, „A Conspiracy of Cartographers”. Utwory z obu ep-ek często pojawiają się na falach radiowej „Trójki”, w audycjach Piotra StelEP Imacha i Tomasza Żądy, oraz w wielu stacjach lokalnych i studenckich. Brzmienie Oslo Kill City charakteryzują przestery, pogłosy, ściany dźwięku, dużo basu, a całość dopełniają mocne teksty i rockowa energia. W licznych porównaniach najczęściej pojawiają się takie zespoły, jak Sonic Youth, The Sound, The Smiths i Ewa Braun. O tym jak jest naprawdę, najlepiej przekonać się samemu na oslokillcity.bandcamp.com lub na koncercie.

Bardzo miło się ep – ki słucha, tym bardziej, że jesteście kolejnym zespołem, który niezależne, alternatywne granie gryzie z całkiem przyjemnej strony. Bliżej Wam do shoegaze, alternatywnej psychodelii czy może jednak noise rocka? Jak sądzicie?

Nie jesteśmy za jakąkolwiek kategoryzacją. Shoegaze, psychedelia, noise rock… a można wskazać jeszcze inne gatunki. Pojawia się tylko pytanie: jakie to ma znaczenie? Gramy swoją muzykę; swoją, czyli taką, jaką czujemy.

hałas, zabójcy i miasto nocą

hałas, zabójcy i miasto nocą

Dla mnie muzyka OKC to krzyżówka indie rocka z eksperymentalnym podejściem Sonic Youth. Zawsze cieszy mnie, kiedy ktoś odwołuje się do spuścizny Kim Gordon i kolegów. Interesuje mnie, jakie Wy macie podejście do Sonic Youth – myślicie, że po latach nadal pozostaja reformatorami gitarowego grania?

Nie. Dziś to, niestety, „klasyka”. Słuchając Sonic Youth nie da się nie usłyszeć pewnej inności i innowacyjności. Ale obecnie, po kilkunastu latach, ta inność i innowacyjność to „kamień milowy w historii muzyki popularnej”, czyli eksponat muzealny, który trąci myszką. Ostatnio na koncercie Thurstona Moore’a w Warszawie dało się to słyszeć. Muzyka nie intrygowała, ale nudziła.

Może zatem trochę pod włos zapytam – skoro tak arogancko uderzasz, co dla Ciebie jest dzisiaj innowacyjne, wyprzedzające czas? Przykłady?

Nie chodziło mi o to, że SY jest kiepskie, bo nie jest. To wciąż świetny zespół… Bardzo go lubię (lubimy) i zawsze figuruje na moich (naszych) listach top 10 „wasze najważniejsze inspiracje”. A odpowiadając na Twoje ostatnie pytanie, muszę powiedzieć, że nie wiem, czy da się mówić dziś o jakiejś innowacyjności w muzyce. Przy obecnym tłoku na rynku, innowacyjność to raczej niezręczny termin. Osobiście, najbardziej inspirują mnie zespoły z pogranicza gatunków (np. Joy Division) lub tzw. „perełki”, czyli stare, nieznane szerzej zespoły (Tunnel Vision lub Inca Babies).

Oslo Kill City – to świetna nazwa dla zespołu – stoi za nią coś konkretnego , jakaś ciekawa historia, czy to po prostu dobrze brzmiące słowa?

Jedno i drugie. Nazwa pochodzi z norweskiego filmu pt. „Reprise” (2006), którego jesteśmy wielkimi fanami. Nie chcę wdawać się w szczegóły, powiem tylko, że wiele wątków z tego filmu ma dla nas znaczenie osobiste. Sama nazwa zespołu, jak zauważyłeś, to także „dobrze brzmiące słowa”, które świetnie oddają klimat naszej muzyki. Bo i Oslo, i Kill, i City to przewijające się motywy i słowa-klucze. Na marginesie dodam, że po masakrze w Norwegii z 2011 roku otrzymaliśmy liczne wiadomości na temat „nieszczęśliwego zbiegu okoliczności” między tragicznymi wydarzeniami a naszą nazwą. Od tego czasu często musimy się tłumaczyć, że nazwa pochodzi z filmu, że powstaliśmy długo przed Utoyą i Breivikiem, itd.

Macie na koncie nową ep-kę, która pobudza apetyt na więcej. Rozumiem, że to fajna, krótka forma, ale czy jest szansa na całą płytę?

Szansa jest zawsze, jednak istnieje wiele trudności, które trzeba pokonać, zanim wejdzie się do studia. Po pierwsze, pieniądze, a po drugie czas. Mamy kilka pomysłów, jak zaradzić na pierwszy, np. przez crowdfunding lub wygrana 10000000000000 zł w lotka. W międzyczasie, w sierpniu i wrześniu ukażą się dwie kolejne ep-ki. Pierwsza z nich zawierać będzie dwa utwory: jeden, który nie zmieścił się poprzednie pe-ce, a drugi, który do nich nie pasował. Można powiedzieć, że będzie to ep-ka odpadów. Natomiast ta druga płytka, wrześniowa, zawiera trzy utwory, które tworzą już pewną całość. Obecnie trwa ich mastering i prace nad oprawą graficzną. Planujemy też zrobić teledysk promocyjny.

OSLO KILL CITY A Conspiracy of Cartographers  Pokoleniowa zmiana stała się faktem i z przyjemnością zauważam, że z każdej strony atakują mnie młode, frapujące zespoły, które w przeciwieństwie do starszych kolegów, zamiast przyswajać klasykę punka, startują z zupełnie innego pułapu, dając nadzieję na zmartwychwstanie alternatywnego rocka w wydaniu zdecydowanie nie – nadwiślańskim. Druga ep-ka młodego trio Oslo Kill City, to dobry przykład powyższych słów. Trzy numery i samo dobro gitarowego, wykręconego hałasu. Zamiast wściekłości, lekka blaza, zamEP IIiast agresji – psychodelia. Startujemy od rozjechanego, zgrzytającego indie „Coming to Terma”, który to kawałek jest jedynie wstępem do prawdziwej uczty. Jazda zaczyna się wraz z nietypowymi dźwiękami gitary w „Sour Sunset”. Toż to, wypisz, wymaluj, Sonic Youth, gdzieś z okolic „Bad Moon Rising” – dysonansowe zgrzyty, charakterystyczna motoryka i rewelacyjne harmonie. Oj, mój kandydat do piosenki roku. Choć trudno te dość długie, lekko transowe loty zwać piosenkami. Podobnie jest z zamykającym stawkę kawałkiem tytułowym. Zespół nie bawi się w gmatwanie aranżacji, zachowując prostą formę, opartą o miarowo sunące bębny, świetny, bardzo aktywny bas, zaś cała reszta należy do gitarzysty, który ze swoim instrumentem poczyna sobie w sposób wielce niekonwencjonalny. W ten sposób otrzymujemy alternatywną, rockową, lekko niose’ową wariację, gdzie usłyszymy szczyptę shoegaze, nieco post punkowych brzmień a przede wszystkim – talent. Kolejny, młody zespół, na którego nowe nagrania czekam z niecierpliwością. Ta ostatnia zostanie pewnie niedługo zaspokojona, patrz wywiad…

Szacunek za poruszenie na waszym FB tematu, który od jakiegoś czasu jest wszechobecny, jeśli chodzi o młode, debiutujące zespoły, choć nie tylko. Koncerty za benzynę, za 120 zł i zimny ryż z keczapem, ale najlepiej jakby sprzęt cały przywieźć i wszystkim pożyczyć… Co się dzieje z tym biznesem… Nie boicie się, że takimi ruchami zamykacie sobie furtki na większe festyny?

To nie nasza akcja, ale naszych przyjaciół z Poznania. My im gorąco dopingujemy, a wspieramy w 100%. Historie o tym, jak traktuje się polskie zespoły na najważniejszych festiwalach, to już prawie legendy, ale skandaliczne legendy. Jako polski zespół muzyczny, my się na to nie zgadzamy i dlatego nawet nie zgłosiliśmy się na OFF-a. Dziwi mnie tylko, że Artur Rojek, jako osoba o dużym doświadczeniu, przyzwala, a nawet tworzy system, którego celem jest wykorzystywanie młodych zespołów. Nie interesuje nas granie o 14 na scenie ToiToi na OFF-ie ani innych tego typu festynach.OKC Live

Wracając do nowych rzeczy – możesz choć ciutkę zdradzić, w jaką stronę zmierza Wasza muzyka, w stosunku do aktualnej ep-ki? Więcej czego? Psychodelii? Hałasu? Zabójców? Czy może miasta nocą?

Na nowych ep-kach będzie psychedelia, hałas, zabójcy i miasto nocą… Jak napisałem, pierwsza płytka to odpadki z poprzednio wydanych ep-ek, więc brzmieniowo można będzie dosłyszeć się podobieństw. Natomiast druga ep-ka to efekt poszukiwań nowego brzmienia. Jakie to brzmienie będzie, ciężko opisać; na pewno wypadkowa Safari i Conspiracy, Coming to Terms i Stockholm, i coś jeszcze… coś, co często określa się jako New Romantic.

Czyli jazda do przodu z rękami wykręconymi do tyłu…

Coś w tym rodzaju! Chyba na tym polega to „ponadczasowe przesłanie” Sonic Youth: poszukiwanie, eksperymentowanie, próbowanie…

Na zakończenie zdradźcie jeszcze, gdzie zamierzacie hałasować w najbliższym czasie…

W najbliższym czasie, po krótkich wakacjach na przełomie lipca i sierpnia, gramy w Poznaniu (to już oficjalnie potwierdzony gig) oraz w trzech innych miastach, m.in. w Warszawie. Wciąż jesteśmy w trakcie dogadywania szczegółów. Zachęcam do śledzenia naszego facebookowego profilu, na którym można znaleźć wszystkie najświeższe newsy.

Rozmawiał Arek Lerch

Zdjęcia: archiwum zespołu/Monika Stolarska/www.fisty.pl (foto koncertowe)