ORGANEK – wartość dodana

Płyta Głupi to przykład nawrócenia na dobrą drogę. Tomasz Organek, gitarzysta znany z kilku nie do końca rockowych składów (o czym dowiecie się czytając wywiad…), zrealizował wreszcie swoje marzenie i ze sprawdzonymi kolegami założył solidne power trio, które ma szansę zająć wysokie miejsce w tegorocznym rankingu riffowego grania. W dodatku, posiadający talenty literackie lider potrafi w fajny sposób połączyć hałas z dobrym tekstem i już mamy przed sobą kompletną, a przede wszystkim zróżnicowaną muzykę. O inspiracjach, pisaniu książek i o tym, kto jest głupi a kto nie, rozmawiałem z liderem zespołu. 

Na początek pytanie drażniące i na wspak – dlaczego „Głupi”? Kto jest głupi?

Bo ja jestem głupi. Popełniam mnóstwo błędów i nie wyciągam z nich wniosków. Niczego mnie nie uczą, dlatego jestem głupi.

Szczerość w naszym klubie to norma. A może to ekshibicjonizm? Jesteś – jako artysta – zwolennikiem szczerości a nie kreowanej sztucznie historii?

Oczywiście, szczerość to podstawa wszelkiego działania, pod warunkiem, że robimy coś na serio. A muzykę i sztukę w ogóle traktuję wyjątkowo serio – niewiele jest takich rzeczy w moim życiu. Może to i ekshibicjonizm, ale bez niego nie da się szczerze o sobie mówić, a przecież pisząc czy komponując mówimy głównie o sobie.

No to szczerze- jak w Twoim przypadku wszystko się rozpoczęło? Przyznam, że niewiele o Tobie wiem, a FB – zajawka też jest raczej „artystyczna”. Wnioskuję z tego, że nie chcesz zdradzać szczegółów ze swojej przeszłości. A może jednak uchylisz rąbka tajemnicy?

Dlaczego? To żadna tajemnica. Wydałem trzy płyty z Sofą, do której wciągnęli mnie koledzy. Byłem wtedy pod dużym wpływem muzyki jazzowej, pociągały mnie harmonie modalne, więc w to poszedłem. Zresztą pierwsza płyta Sofy zdobyła Fryderyka za debiut. Współpracowałem z Foxem, z którym zdobyliśmy kilka nagród (WOW! Orange Music Festival Award czy nagroda jury Top Trendy, zrobiliśmy razem czołówkę do Top Model i mnóstwo innych fajnych rzeczy. Nagrywałem ze Smolikiem, O.S.T.R.em, Kayah i innymi artystami, ale ciągle tkwiła we mnie silna potrzeba zrobienia kroku w bok. Chciałem trochę uciec z popu, wiedziałem, że to nie do końca ja. Fajna zabawa, ale we mnie było coś niespełnionego. To zresztą tkwi w mojej świadomości od bardzo wczesnej młodości aż do dziś. Zacząłem pisać opowiadania (dwa opublikowałem) – teraz piszę książkę i nagrywać nową muzykę, bez barier stylistycznych.

 wartość dodana

wartość dodana

No robi ten rozmach wrażenie. Jak zatem czuje się ktoś, kto spełniał się i w popie i w jazzowych klimatach, grając, za przeproszeniem, trzy mocne riffy w numerze? Oczyszczenie? Reset?

Tak, coś w tym rodzaju. Przyszedł tak moment, w którym przestały mnie bawić te wszystkie komputery, hiper produkcje i multiefekty. Zawsze kończyło się tym samym, na koniec dnia i tak wracałem do swoich starych ulubionych płyt, które mi się nie znudziły od liceum: Sonic Youth „Dirty”, The Doors ” L.A. Woman”, Pan Maleńczuk, Variete, Nick Cave itp. Zrozumiałem, że czas na mnie, że mam dużo do powiedzenia i chce to zrobić tu i teraz. I zrobiłem. Zależało mi na prostej, niewymuszonej energii, dobrej melodii, porządnej harmonii i celnym tekście.

Bardzo podoba mi się forma zespołu – trio to idealny skład. Czy twoi kompani to osoby sprawdzone przez Ciebie wcześniej, czy tzw świeża krew?

Nie, to ludzie, których dobrze znam. Gramy razem od lat. I takich potrzebowałem. Takich, którzy są w podobnym wieku, wiedzą o czym mówię, gdy rzucam hasło „Bonhamowska stopa”, nie chce mi się takich spraw tłumaczyć…Offsesja

„Głupi” to dla mnie jedna z lepszych płyt w tym roku. Szczególnie zachwyciła mnie delikatna polaryzacja między starym rockiem (powiedzmy – vintage’owym…) a współczesnym indie. Jak to wygląda z Waszego punktu widzenia – chcecie być takim pomostem między tym co było i tym co jest, czy jednoznacznie opowiadacie się po którejś stornie?

Dziękuję. Nie kalkulowaliśmy w żaden sposób czy to jest indie czy vintage. To bardziej kwestia wyczucia. Jestem rozmiłowany w starych brzmieniach, ale na pewno nie chciałem ich tylko skopiować. Wiedziałem, że to mnie nie usatysfakcjonuje. Byłaby to tylko marna kopia płyt z lat 60′ czy 70′. Potrzebna była jakaś wartość dodana, taki update współczesności, po to, żeby stworzyć z tego patchworku coś świeżego. Ot, taki nasz mały postmodernizm.

Słucham płyty i zastanawiam się – z kim chciałbyś pojechać na miesięczną trasę – z The Black Keys, Jack’iem White czy może z Frantz Ferdinand? A może np. z naszym rodzimym Psychocukrem?

Bardzo lubię wszystkie te zespoły, szczególnie The Black Keys i Jacka White, ale to zależałoby pewnie od spraw pozamuzycznych, które w trasie stają się najważniejsze, chodzi mi o tzw. czynnik ludzki. Albo się z kimś dogadujesz albo nie możesz go znieść. W długiej trasie bez wzajemnego porozumienia nie dojechalibyśmy zbyt daleko.

„Głupi” to też mocny ukłon w stronę bluesa, zarówno harmonicznie jak i w pewnych aspektach tekstowych. Masz jakichś ulubionych bluesmanów, którzy byli w tym przypadku inspiracją? A może chodzi bardziej o ten atawizm, który z tej stylistyki wydestylował wspomniany przez Ciebie Cave?

Tak, blues to gatunek, który mnie ciągle inspiruje. Ale ja go pojmuję korzennie – dobrze to ująłeś – pociąga mnie jego prostota i siła wyrazu, atawizm, który w nim tkwi, ekspresja wykonawcy i przede wszystkim historia, którą bluesman ma do przekazania. Nie ma bluesa bez opowieści, historii z życia wziętej, jakiejś osobistej emocji . Rozumiał to dobrze Tadeusz Nalepa, Maleńczuk w czasach krakowskich robił to doskonale, tylko oni w moim rozumieniu zbliżyli się do idei prawdziwego bluesa. Większość bluesowych kapel w Polsce to cover bandy grające w kółko trzy akordy, z których nic nie wynika oprócz wyuczonych w domu gitarowych licków. Lubię Roberta Johnsona, Muddy Watersa, Skipa Jamesa czy Lightnin’ Hopkinsa. Lubię też słuchac takiech post bluesowych bardów w stylu Boba Dylana, czy ostatnio ożywionego Sixto Rodrigueza.

No to po takiej wypowiedzi muszę zadać pytanie o innego szaleńca zakochanego w bluesie, który fajnie go parafrazuje, czyli G.Wolf. W pewnym sensie nawet postawiłem sobie „Głupiego” obok debiutanckiej płyty Garwolińskiego…

Wiesz, że nie znam tej płyty… będę musiał się w takim razie zapoznać. Włączyłem YT… brzmi świetnie… ale muszę tego dokładniej posłuchać.

Jak wyglądała sesja nagraniowa? Poszliście na żywioł, tzw „setkę” czy mozolne dłubanie szczegółów?

Nie, nic to nie było na żywioł. To zbyt skomplikowana sprawa, by podejść do tego bez koncepcji zdając się na przypadek. Wiedziałem jak ta płyta ma brzmieć i realizowałem ją krok po kroku. Chłopaki mi często coś podpowiadali, ale chciałem ją wyprodukować zupełnie sam. Nie dłubaliśmy mozolnie przy szczegółach, wybieraliśmy najlepsze „tejki”i wgrywaliśmy kolejne partie. Trochę eksperymentowałem z aranżami i brzmieniem instrumentów, szukaliśmy odpowiednich mikrofonów, ambience’ów itp. Bardzo lubię prace w studio, więc to był dość naturalny proces.

Trafiliście z jednej strony na dobrego wydawcę, prężnie działającego na terenie Polski i nie tylko, a jednocześnie trafiacie na rynek zapełniony zespołami w sposób wręcz absurdalny. Czy macie jakiś pomysł, jak przedrzeć się na szczyt, zwrócić na siebie uwagę?

Jedyne co możemy w tej sprawie zrobić, to dalej nagrywać dobrą muzykę. Reszta ani do nas ani od nas nie zależy. I nie mamy zamiaru się na tym skupiać, bo to zabiera ostrość obrazu.Studio Osieckiej

Zbliżają się wakacje, czas festiwali – będziecie chcieli się gdzieś na dużej scenie pojawić, czy preferujecie małe, zadymione kluby? Gdzie dotychczas grało się najlepiej?

Oczywiście, chcemy latem zagrać na festiwalach, bo tam są latem ludzie. Gramy na Orange Warsaw Festival, bierzemy też udział w konkursie na Nowe Męskie Granie. Jesienią zejdziemy do klubów i na ten czas najbardziej czekamy.

Wspomniałeś wcześniej, że pracujesz nad książką. Możesz uchylić rąbka tajemnicy – o czym będzie to dzieło? Czy to jednorazowe wydarzenie, czy może wiążesz z taką drogą artystycznego wyrazu większe plany?

Książka opisuje kilkudniową podróż dwojga znudzonych życiem, sfrustrowanych trzydziestokilkulatków. To nie epizod, mam nadzieję. Pracuję nad nią metodycznie, dużo się uczę, nie spieszę się, daję sobie czas. Do tej pory opublikowałem dwa opowiadania, ale doszedłem do momentu, w którym chcę stworzyć pełną narrację. Pisanie traktuję tak samo poważnie, a może i nawet poważniej niż muzykę. Jednym słowem, pracuję i daje mi to olbrzymią satysfakcję.

OK, nie będę więcej męczył – na koniec zostawiam Ci tzw wolny głos…

Wolny głos… Uprawiajcie seks, bo to dobrze robi na głowę… To jedyna sensowna odezwa, która przychodzi mi do głowy. Nie czuję potrzeby wygłaszania manifestów, od tego są moje teksty.

Rozmawiał Arek Lerch

Zdjęcia: Stefan Kornacki/Magdalena Ostrowicka