OJCIEC DYKTATOR – Nigdzie się nie śpiesz, niezależnie jak szybko grasz.

Jeśli szukacie muzy subtelnej niczym wschód słońca nad małą, urokliwie toczącą swe wody rzeczką to zespół, z którym miałem przyjemność porozmawiać raczej do was nie trafi. Ojciec Dyktator nie zajmuje się bowiem poezją śpiewaną a generowaniem hałasu, którego imię brzmi grindcore. Czy trzeba dodawać coś jeszcze? Jeśli nieobce są wam wulgarne, punkowo/grindcore’owe hity z repertuaru Ojca, macie teraz okazję dowiedzieć się kilku ciekawych rzeczy na temat tego co słychać w zespole. Na moje tendencyjne pytania odpowiadał gitarzysta Orlando…

Na początku pytanie zasadnicze – czy Ojciec Dyktator nazwać można poważnym zespołem? Odnoszę takie mgliste wrażenie, że bardziej aktywne i pierwszoplanowe sąOD choćby Belzebong czy Preludium, w których ludzie związani z OxDx maczają swe paluchy.

No tak to wygląda na chwilę obecną (śmiech). Jakoś tak wyszło, że wszyscy się wynieśli z Krakowa i ciężko zgrać cały zespół w jednym czasie na próbę. Każdy z nas pracuje, pojawiły się żony, dzieci i inne takie. Na dokładkę z Pyrą i dwoma innymi człekami gramy dibita w nowym projekcie. A swoją drogą, Ojciec Dyktator nigdy poważny nie był. Dlatego nie drukujemy tekstów we wkładkach a okładki wyglądają tak a nie inaczej (śmiech).

Skoro poruszasz temat grafik jakie zdobią płyty OxDx to wręcz muszę zapytać o to dlaczego nowe CD zdobi znamienna twarz? Nie obawiacie się tego, że w chwili gdy wiadoma opcja wróci na tron władzy traficie na listę zespołów zakazanych?

A dlaczego by nie? Właściciel, jak to ująłeś „znamiennej” twarzy idealnie wpasowywał się w koncepcję okładki/materiału, więc został przez nas zatrudniony. Jeżeli chce nas wrzucać na jakąś listę, proszę bardzo, ale niech też dopisze nas do listy Natanka.OD

Dosłownie przed chwilą wydaliście sumptem Every Day Hate Records drugi album OxDx 666 cm – jakich sztuczek użył Andy by zwerbować was w swoje szeregi? Jesteście zadowoleni ze współpracy? Jak wypada EDH na tle waszego poprzedniego partnera biznesowego czyli Brute! Prod.?

Użył magicznej sztuczki pt. „a może tak bym Was wydał” (śmiech). Wiesz, znamy się nie od dziś, z niejednej butelki razem piliśmy, więc można powiedzieć, że ten deal był załatwiony typowo po polsku. Andrzej robi bardzo dobrą robotę zarówno produkcyjną jak i promocyjną, czego nie można powiedzieć o naszym tajskim „wydawcy”. Współpraca z Brute! umarła śmiercią naturalną i zdążyła już zgnić i zostać pochłonięta przez trumienne robactwo.

„666 cm” to porcja cholernie dynamicznego grindcore, muzyki, która nie pozwala na nawet sekundę nudy. Od początku solidnie napieracie na instrumenty generując mieszankę dźwięków, w których słychać grind, punk, death metal, d-beat, grnid’n’roll… Jednak mimo świetnego materiału w moim odczuciu płyta pozostawia pewien (dość poważny) niedosyt – jest zwyczajnie za krótka. To będzie już wasz znak rozpoznawczy, materiały trwające trochę ponad 10 min?

Grindcore to punk tyle, że szybszy (śmiech). Dlatego też krótki. Poza tym jesteśmy leniwi i nikomu nie chce się długo grać szybkich dźwięków. Następny materiał, nagrany podczas tej samej „sesji” co split z Neurophatia zamyka się 4 numerami w niecałe 4 minuty.

Moim zdaniem z czystym sumieniem powiedzieć można, że macie sporo wspólnego z ekipą Psychoradka; czujecie się spadkobiercą muzycznej spuścizny Neurophatia? Jak oceniasz nowe, muzyczne oblicze chłopaków czyli The Dead Goats?

Ani trochę. A Martwe Kozły to kawał porządnego, szwedzkiego śmierć metalu, tyle, że z Białegostoka (śmiech)

Niektóre ikoniczne dla gatunku grindcore zespoły, opierają swoją muzykę na patentach bardzo prostych i przewidywalnych, tymczasem w waszym graniu dzieje się naprawdę sporo, wyłamujecie się ze schematu gdzie rządzą blasty i niemiłosiernie intensywnie miksujecie różne brutalne style. Czy stworzenie płyty tak mocnej a jednocześnie ciekawej jak „666 cm” jest zdaniem trudnym?

Biorąc pod uwagę nasz zwykły stan podczas „pisania” numerów, to raczej trudne zadanie. Choć staramy się nie odbiegać za bardzo od schematu „trzy riffy na (odwrócony) krzyż”. Jednak robimy to po swojemu i zamiast klasycznej kolejności abc-abc-ab rozpisujemy riffy na karteczkach, wrzucamy do cylindra i wyrzucamy na podłogę. W jakiej kolejności upadną tak zostają i je gramy (śmiech). Nowym numerom dużo też dał Piotruś dochodząc do Ojca. Musieliśmy się nauczyć grać jeszcze szybciej (śmiech).

Nigdzie się nie śpiesz, niezależnie jak szybko grasz

Nigdzie się nie śpiesz, niezależnie jak szybko grasz

Materiał został nagrany w tajemniczym (szerzej nieznanym) Red Shift Studio i jak dla mnie brzmi wręcz i idealnie: ciężko, dynamicznie, chwilami wręcz punkowo. Jaka jest wasza recepta na udaną sesję nagraniową?

Materiał został nagrany w tym samym miejscu co „Heresy….”, za gałkami usiadł znów Misiek, nasz poprzedni basista (a potem przez chwilę perkusista). Na brzmienie „666cm” wpłynęły w dużej mierze nowe graty, większe doświadczenie Miśka i mój upór w dążeniu do brzmienia takiego jakie chciałem, żeby było (śmiech). Miało brzmieć jak wypadkowa Repulsion zmieszanego z dibitową/crustową Szwecją i wysuniętym do przodu bulgoczącym basem i chyba tak wyszło… Recepta na udaną sesję jest prosta – nigdzie się nie śpiesz, niezależnie jak szybko grasz.

Z jednej strony płyta sama w sobie dość mocno zahacza o politykę, z drugiej nie mogę się oprzeć wrażeniu, że wasze teksty to żart, prowokacja i kabaret. Więcej jest w poezjach Ojciec Dyktator poważnych refleksji czy jeśli się pojawiają to są one z gruntu prześmiewcze?

To już pytanie do Ojca. Z tego co widziałem to po trochu wszystkiego co wymieniłeś. Zresztą, wsłuchaj się a poznasz głębię Ojcowych limeryków.

Niewątpliwie należy też uwzględnić wyjątkowo głębokie przemyślenia egzystencjalne „po co mi sześciopak skoro mogę mieć beczkę?”… Twoim zdaniem teksty w muzie takiej jak ta, którą tworzy OxDx są sprawą ważną?

JLiveak najbardziej tak! Natomiast egzystencjalizmy Ojca zostały zarejestrowane bez jego wiedzy i tak też użyte na płycie (śmiech). Jest ich jeszcze kilka, być może do wykorzystania przy najbliższej okazji. Poza tym, akurat idealnie wpasowały się w tekst numeru.

Macie na swoim koncie europejską trasę koncertową u boku Infest – czy w związku z tym, że pokazaliście się w kilku krajach czujecie zwiększone zainteresowanie nową płytą OxDx? U nas w kraju koncerty grindcore’owe bardzo często straszą pustą salą a jak to wygląda poza polską? Jest szansa na to by po premierze „666 cm” zespół znów ruszył w świat?

W przypadku OxDx nie ma to większego przełożenia. Nie ma też reguły pustej sali. Zdarzały się sztuki dosyć liczne, zdarzały się też te z gatunku „mniej licznych”. Jeśli się zbierzemy i nie będzie to kolidowało z dosyć napiętym terminarzem Belzebong i Preludium to kolejnej wycieczce po ojropie mówimy zdecydowane „czemu nie” (śmiech)…

Który dyktator należy do Twoich ulubionych? Dzięki za poświęcony czas!

Ja sam.

Rozmawiał Wiesław Czajkowski

Zdjęcia: archiwum zespołu