OCTOPUSSY – Uchwycić klimat z sali prób

Chętnie bym w tym miejscu napisał, że zespół Octopussy z dalekiej północy Polski nagrał najlepszy tegoroczny debiut, ale czy wrzucanie tak znakomitej płyty do tej kategorii nie jest lekko protekcjonalne? „Octopussy” stoi na własnych mackach i nie musi liczyć na wsparcie przymrużonego oka słuchacza, który mruknie pod wąsem „niezłe, jeszcze się wyrobią”. Większość kapel stonerowo-hardrockowych przed dwadzieścia lat i trzydzieści płyt nie dorobi się tak niszczących numerów. Jak to się robi, opowie perkusista Oktowaginy – Konrad.

Dlaczego Octopussy, a nie np. Pussy Galore, Xenia Onatopp albo Kissy Suzuki?

Bo akurat „Octopussy” leciało w telewizji. Poza tym Kissy Suzuki jest za świeża, Pussy Galore to jest dobry temat, ale jednak zostańmy przy Octopussy.Logo

 Prosty wybór: Eva Green jako Vesper Lynd czy Jane Seymour jako Solitaire? Decyzję uzasadnij.

Pytasz mnie o młodą, piękną aktorkę i klientkę, która zagrała doktor Quinn… Odpowiedź może narzucać się sama, ale co vintage to vintage. Ja wybieram to co jest stare, ma większy klimat.

Czasy politycznej poprawności mocno przewartościowały serię filmów o Bondzie – ton jest poważniejszy, kobiety ukazane są w pozycji stojącej, chodzą ploty o wymianie Daniela Craiga na (znanego z „The Wire” i „Luthera”) Idrisa Elba. Czy twoim zdaniem w drugiej dekadzie XXI wieku jest jeszcze miejsce na Bonda – mizogina, alkoholika i czarującego socjopatę, którego świat pokochał 50 lat temu?

Bardzo chciałbym aby nadal tak było, w końcu za to uwielbia się Bonda. Nie jestem rasistą, ale uważam, że pewne rzeczy powinny zostać jakie są, no ale może z drugiej strony taki jestO duch naszych czasów. W końcu miło wraca się do starych rzeczy, również w muzyce. Ciężko jest powtórzyć klimat lat 70., drugiego Led Zeppelin przecież nie będzie. Może pewne rzeczy już nie wrócą? A może tak ma być aby właśnie umieć je docenić?

Octopussy tułał się po lokalnych koncertach od lat, by wtem zadebiutować płytą, którą bez kompleksów można zawojować świat. Celowo ociągaliście się z nagraniami, czy to tylko moje wrażenie?

To był celowy zabieg. Stwierdziliśmy, że chcemy zamknąć się w sali prób, odciąć się od świata i skupić się na muzyce i na nas samych. Ponieważ tworzenie w zespole to również umiejętność przebywania w nim. Liczyła się dla nas tylko przyjacielska atmosfera w różnych oparach. Do końca nie wiedzieliśmy co powstanie, bardziej liczył się klimat i atmosfera wspólnych prób.

Skąd w ogóle pomysł, by płytę nagrać w sali prób, a kontakt ze studiem ograniczyć do rejestracji wokali, miksu i masteringu?

Chodziło właśnie o zatrzymanie pewnego klimatu, przez rok graliśmy w świetnej atmosferze w sali prób, czuliśmy się tam bezpiecznie, to był nasz świat. Chcieliśmy więc ten klimat przenieść na nagranie. Więc nic nie zmienialiśmy i nagraliśmy tak naprawdę naszą próbę. Nie wiem jak byśmy się zachowali w studio, tak zwany „syndrom czerwonej lampki” potrafi zniszczyć niejedno nagranie. Lecz płyta nie brzmiałaby tak gdyby nie Ricardo Pasini. Ten koleś jest geniuszem. On zmiksował i zmasterował naszą płytę w jeden dzień. Jako, że miał produkować nowy Blindead, napisałem do niego z propozycją miksu i masteringu, był akurat nieźle zajęty, ale ten człowiek posiada chyba jakąś wiedzę tajemną, bo z nagrania w sali prób zrobił coś z czego jesteśmy bardzo zadowoleni.

Czy nagrywaniu „Octopussy” towarzyszyła spina, aby album nie brzmiał jak tajwańska podróbka typowo amerykańskich brzmień?

Spiny żadnej nie było, my do końca nie wiedzieliśmy co z tego wyjdzie. Wiesz, nagrywając w hałasie fajnie się bawiliśmy, ale czy to profesjonalne? A czy to amerykańskie? W naszej muzie odbijają się echa południa USA, ale to nie jest zabieg zamierzony, to nam jakoś wyszło. Myślę, że następna płyta może iść w innym kierunku, a w sumie kto to wie?

 Uchwycić klimat z sali prób

Uchwycić klimat z sali prób

Wydanie płyty nakładem własnym wynika z niemożności znalezienia sensownego wydawcy czy może z założenia, że wszystko od początku do końca rzeźbimy własnymi siłami?

To była spontaniczna akcja, na zasadzie: „Chłopaki, nagrywamy płytę? Tak. To co? Sami ja wydamy? Jasne”. Nikt z nas nie myślał jak to będzie wyglądać. Może trochę było to nieprzemyślane, ale z drugiej strony nie chciało nam się szukać wytwórni, a mieć wszystko w swoich rękach i robić to wspólnymi siłami daje niesamowitą satysfakcję.

Odnoszę wrażenie, że „Octopussy” jest płytą niedopromowaną, która naprawdę zasługuje na szerszy żywot. Planujecie jakoś rozdmuchać fakt nagrania tak znakomitego materiału?

Rzeczywiście wydając ją nie zrobiliśmy pewnego planu promocyjnego. Myślę nad tym, aby płyta dotarła do odpowiednich ludzi z rozgłośni radiowych. Jednak każdy wie, że najlepszą promocją są koncerty, a tych chcemy grać jak najwięcej. Na razie będziemy grali na zajebistym festiwalu Days of the Ceremony w Warszawie, obok takich kapel, jak Orange Goblin, Pentagram, Acid King, Eyehategod, Mars Red Sky i wielu, wielu innych wspaniałych. Potem zjawimy się na pewnym ukrytym show w Gdańsku, o którym teraz nie mogę powiedzieć, a we wrześniu jedziemy na trzy koncerty do Słowacji. Jesteśmy świadomi, że przed nami dużo pracy, ale gdzieś tam marzymy o „american dream”.

Zdziwiło mnie, że tak energetycznej i porywającej muzyce towarzyszą teksty w moim odczuciu gorzkie i lekko zgryźliwe – kac po imprezie, kac po życiu, bliżej smętniejszego Bukowskiego niż uśmiechniętego Kerouaca. Skąd ta litość nad ciężkim losem penera?

Tutaj więcej mógłby powiedzieć Jan. Pamiętam, jak zbierał pomysły na teksty, Marcin podrzucał mu wybrane, bardzo ogólne tematy, które zawsze miały jakiś drugi podtekst. Dla nas rock’n’roll nie oznacza tylko, „sex, drugs” itd. To dla nas trochę przereklamowane. Jan zbierał różne historie, które raczej nie były związane z jego życiem, ale na pewno patrzył przez ich pryzmat, ja sam zgadzam się z takim ciężkim losem penera.

 Macki na scenie

Macki na scenie

Mając w pamięci pierwsze nagrania Incorrect Personality trudno uwierzyć, że to ten sam Konrad obija gary. Kiedy umyśliłeś sobie grać formy bardziej piosenkowe i wyluzowane?

No właśnie, grając od długiego czasu struktury, które towarzyszą w Blindead, czy jak wcześniej się nazywaliśmy Incorrect Personality, które wymagają pewnego zaangażowania, myślenia, to czasem miło wskoczyć na inny tor. Octopussy jest muzyka luźną. Ale w sumie to nie wiem kiedy to sobie umyśliłem, oraz czy w ogóle to sobie umyśliłem. To po prostu jakoś samo wyszło.

Cofając się jeszcze dalej w czasie, jak wspominasz radosne dni Sonheillon i jedyną płytę tego zacnego skądinąd składu?

No kurde, hejvi metal, horrory i „jechane”. Bardzo miło wspominam ten czas, bo grałem z zajebistymi ludźmi. Inaczej to by nie miało prawa bytu. Nigdy nie byłem fanem heavy metalu, tej specyficznej konwencji, ale atmosfera i ludzie na to pozwolili, było super. Wtedy nie było dużo grania, a oni w taki fajny sposób cisnęli do przodu. Zagrałbym jeszcze kiedyś taki heavy, taki jeden koncert.

Zespołów grających w tej samej szufladce co Octopussy jest tysiąc czterysta dwanaście na samym bandcampie. Śledzicie te wynalazki czy wolicie poprzestać na ulubionych płytach Queens of the Stone Age, Clutch i Five Horse Johnson?

Śledziłem kiedyś, to znaczy jakoś od roku nie śledzę, skupiłem się bardziej na tworzeniu, ale chłopaki cisnął grubo kapelki, których słuchamy sobie na próbach. Rozwój w muzyce to również jej słuchanie, mamy wszyscy swoje ulubione płyty, ale eksploracja nowości jest bardzo przyjemna. Nie skupiamy się tylko na takiej muzie jak Octopussy, jest za dużo pięknych rzeczy na tej Ziemi.

Octopussy w saliOstatnie miesiące obrodziły bardzo konkretnymi albumami, rzuć zatem tendencyjną opinią na temat:

„…Like Clockwork” Queens Of The Stone Age – jestem w trakcie eksploracji, ale płyta jest magiczna, trochę inna niż pozostałe i to mi się podoba, więcej eksperymentów rytmicznych, oj dzisiaj zarzucę.

„Earth Rocker” Clutch – Hellyeah, tak zwanej „do przodu” płyty dawno nie słuchałem. Jesteśmy wszyscy fanami Clutch, co pewnie słychać w jednym z naszych nagrań. Wiadomo, że tą płyta nie pobili swojego „master piece”, jednak ta płyta to istna czołówka.

„Choice of Weapon” The Cult – jeszcze nie przesłuchałem…

„Infestissumam” Ghost – Oj, jak najbardziej tak i jeszcze raz tak. Ten zespół łączy narody, klimaty i zawsze mi się morda śmieje jak tylko słyszę „Come together, together as one…”

„Octopussy” już jakiś czas żyje własnym życiem, jakieś koncert gracie… czego może chcieć od życia taki zespół jak wy?

Zapraszamy na Days of the Ceremony! No a taki zespół jak my chciałby, żeby ktoś nas odnalazł i powiedział: „jedziecie w trasę”, ale tak na poważnie, to wiemy że na to musimy zapracować i będziemy pracować, bo chcemy grać jak najwięcej.

Dziękuję za wywiad, ostatnie słowo pozostawiam tobie.

Dzięki Tobie również. Pozdrawiam czytelników i fanów Violence Online, tu zawsze jest dobra muza.

Rozmawiał Bartosz Cieślak

Foto: archiwum zespołu/Piotr Szczepaniak (live)