O.D.R.A – Miejsca, których należy się strzec

Twierdza Wrocław trzyma za ryj mocno, nie puszcza. Wciąga w parszywe zaułki, śmierdzące uryną i śmiercią. I tym tropem podążają wykolejeńcy z o.d.r.a Po raz czwarty i w bolesny sposób opowiadają o swoim mieście: zapluta dzielnica stęchłych burdeli, gdzie stara kurwa przegniła do cna… opętany biseks szuka ofiary wulgarny kleptoman i plująca bezzębna starucha… insekt judasz dryfuje wciąż na głodzie w szaleństwie znów skurwił się odkręca gaz! Chlupot uryny ubrany w szmaty do schronu niszczą seriami laserów striptizer kloszard… To tylko mała próbka świata, do jakiego zaprasza nas zespół. Wchodzicie na własną odpowiedzialność. 

Zanim o nowościach, słowo o Karl Denke Blues. Trochę minęło czasu od wydania płyty – co w tym czasie udało się z tym materiałem zrobić?

Bartes: Po wydaniu „Karl Denke Blues” udało nam się zagrać na kilku ciekawych imprezach – na Before Asymmetry Festival, co było dla nas wielkim wyróżnieniem, na Days of the Ceremony Festival min z Church Of Misery z Japonii oraz support przed szwedzkim Kongh. Do dzisiaj gramy część tej płyty na koncertach co spotyka się z bardzo dobrym przyjęciem publiki.

Czy od tamtej płyty zmieniło się podejście do muzyki – czyli nadal hobby po godzinach, czy dostrzegacie jakieś nowe możliwości?

B: Nic się nie zmieniło. W takim samym stopniu jest to nasza pasja i ciekawy sposób na spędzenie czasu. Nie ma co ukrywać, to jest underground, który rządzi się swoimi prawami…

Tomek: Dla mnie jest to swoiste hobby, bez którego jest ciężko. Nie widzę większych możliwości. Nie ta muzyka, nie ten kraj, nie te czasy…Live

Na pewno zmieniła się scena sludge/stoner. Jak oceniacie ją dzisiaj? Pamiętam wasze przytyki do kapel co wszędzie Jacka D. wstawiały…

B: My to robimy po swojemu, bez tej całej „amerykańskiej” otoczki. Jesteśmy polskim zespołem i działamy w naszych realiach. Od paru lat wyraźniej widać zainteresowanie sludge metalem. Powstało kilka ciekawych grup, min: 71 Ton Man z Wrocławia. Bardzo fajna ekipa. Wiesz, jest cała masa kapel. Tak naprawdę ta „scena” to zlepek kilkudziesięciu ludzi, którzy próbują sił w różnych projektach i składach. Od kilku lat nazw przybywa i to cieszy. Ciężko w sumie stwierdzić czy w Polsce istnieje coś takiego jak „scena sludge”. Jest kilka kapel i ludzi.

T: Nie wydaje mi się, aby była jakaś „scena”. Są kapele, które się znają i trzymają razem. Powstało na pewno sporo zespołów, te starsze są bardziej „profesjonalne”. Teraz z alkoholu poszło to w innym kierunku: weed, smoke, bongo itd. I kozły rogate. No właśnie – 71 Ton Man to przyjaciele z naszego miasta. Warszawa trzyma razem, ktoś tam inny też i tak to się kręci.

Nie uważacie, że cały ten biznes kręci się w jakimś zamkniętym kręgu – ludzie, którzy słuchają, sami grają a ich słuchają inny muzykanci. To prawie kazirodztwo!

T: Dokładnie. W Wrocławiu to idealnie widać. Nawet mamy dwie „sceny” hc/hc i hc/punk. Ostatnio grało Pyramido i podobno było kilkanaście osób. Wcześniej Dopethrone, coś tam jeszcze i też porażka. Na nas przychodzą kumple. Mieszamy się jedynie jeśli gramy na wspólnej scenie. Ale niedawno byłem zaskoczony bo graliśmy z Legalize Crime w Alive; klub nabity, masa ludzi i oprócz kolegów z zespołu znałem z 4 osoby. To było dziwne. Kółko wzajemnej adoracji i to się tyczy każdej tzw. „sceny”. Oczywiście, nie ubolewamy jakoś nad tym i nie narzekamy. Pełen luz.

B: Biznes jest w korpo a nie w andergrandzie…

Nigdy nie mieliście pokusy, żeby wyjść z bagna i nagrać coś, co może Was nieco wybić? Wierność  über alles?

B: Muzyka to pasja a nie maszynka do robienia pieniędzy. Każdy z nas na co dzień gra w różnych bandach – Sicphorm, Legalize Crime, Palm Desert, John Revolta i Czoug. Poza O.D.R.A. każdy realizuje się w innych nurtach muzycznych. Więc nie ma pokus by pod szyldem „rzeki” uciekać w inne rejony. Chociaż z nową płytą udało nam się popłynąć w inne rejony.

T: Mnie osobiście to nie kusi. Bo nie mam umiejętności muzycznych i ambicji aż takich, ale wieczorami marzę by grać jak np. Jane’s Addiction, Porno for Pyros, STP itd.

Padło stwierdzenie, że z nową płytą popłynęliście w nowe rejony. Doprecyzujecie – co jest największą zmianą? Dla mnie w pierwszym momencie brzmienie, które jest dużo bardziej klarowne i mniej zgruzowane niż na „Karl…”?

B: „Karl Denke Blues” było dobrą płytą i zastanawialiśmy się jak to przeskoczyć, żeby nie było lipy. Postanowiliśmy trochę pomieszać w kompozycjach. Jest ciut melodii i spora dawka ciężaru. Myślę, że na tej płycie słychać inspirację takimi kapelami jak Electric Wizard, Down, Neurosis, Melvins, oczywiście dalej Eyehategod, Crowbar czy Iron Monkey.

T: Celowo nagraliśmy ją w piwnicy, w spartańskich warunkach a jednak brzmi klarowniej. To było drugie podejście do „Sexnarkomana”. Kompozycje są na pewno bardziej poukładane i mniej jest chaosu.Sexnarkoman

Drugie podejście?!

T: Drugie podejście bo najsampierw nagrywaliśmy to jako ep w Dzierżoniowie. Wyszło kiepsko, dodatkowo ciężko nam się było dogadać między sobą i z realizatorem. Zostawiliśmy 4 numery.

B: Pierwotnie narywaliśmy ep-kę, cztery kawałki. Nie do końca byliśmy zadowoleni z efektów. Kombinowaliśmy, czy przemiksować materiał czy nagrać ponownie, dodać kolejne numery i wydać jako czwarty album. Postawiliśmy na tą drugą opcję. Zrobiliśmy kilka dodatkowych kompozycji i nagraliśmy to u nas w piwnicy pod okiem Radka Sławuty z SoHighRecords.

Nowa płyta jest na pewno klarowniejsza, ale pod względem treściowym, wpadacie do najgłębszej, piekielnej pieczary. Przyznam się, że tytuł „Sexnarkoman” jest mocny. Skąd pomysł?

T: Nie będę się tłumaczył bo nie jestem winny. Czytałem tygodnik Gazeta Polska. Tam Pan Robert Tekieli miał swoją rubrykę, w której padło to słowo. Cudowne słowo.

Nie powiesz mi, że Gazeta Polska była jedyną inspiracją? Poza tym – odpowiedzcie na ważne pytanie – jaka jest różnica między sexoholizmem a sexnarkomanią?

T: Chodziło o sam tytuł. Moją główną inspiracją było okolica dworca we Wrocławiu. Sławne ulice Gwarna, Kościuszki. Miałem przed oczami człowieka wjebanego w uzależnienie od seksu, który tam szukał podniety. Nie jakiś Internet, pornografia itd. Taki łysawy, drobny facecik z wąsem, z twarzy nie podobny do nikogo i jego problemy wynikające z różnych „zawirowań”. Doszedł też Burroughs, Ginsberg, Wojaczek itd. Chciałem to pokazać od takiej prawdziwej strony. A czy słowa się różnią, nie mam pojęcia. Sexnarkoman brzmi lepiej bo jest „narkoman”. Dworzec, wrocławski Trójkąt ( o którym śpiewał Janerka) to okolice, w których się wychowałem. Tam były takie absurdalne sytuacje, że Artaud ze swoim teatrem by tego nie wyreżyserował.

B: Typowy Mirek tramwajarz z wąsem, który szuka atrakcji w życiu. Pospolity żonobijca szukający rozrywki. Proste…

Takiego nagromadzenia negatywnych epitetów, opisujących sam szlam z ulicy to faktycznie mistrzostwo. Brzmi to dla mnie trochę jak wyrzucanie syfu z głowy. Bardziej oczyszczenie niż opisywanie rzeczywistości…

T: Np. siedzę przed Dworcem, lato, skwar, jem zapiekankę (wtedy nie było Mc Donalda, początki pity i knyszy), przed budynkiem był „basen”, fontanna, nieczynna. Stoją sokiści, w tym basenie pełno szczurów. Podchodzi stara baba, jakieś śmiechy i nagle zadziera suknie do góry. Spokojnie odchodzi… Wszystko wygląda jak u Thompsona. Masa sytuacji, które dopiero po latach się obudziły. Pamiętam jak sąsiad zabił się gazem. Czy otruł czy wyleciał w powietrze, nie pamiętam, ale mam przed oczami te obrazy. Te podwórka, oszczane, obsrane śmierdzące bramy. Później powódź w 1997. Też się zgodzę, że to oczyszczenie. Z różnych sytuacji w zespole, w życiu.

Sami mnie prowokujecie – jakie sytuacje w zespole? Raportować!

T: Nie chcę, żeby koledzy mieli pretensje. Co w szatni to zostaje w szatni, ale kto nas zna to wie, że normalni to nie jesteśmy. Nie jesteśmy normalnym zespołem. Jak jedziemy grać to jest fajnie, wesoło, specyficznie. Wygląda to jak trupa cyrkowa. Jednak każdy wie, że kurwa jest coś nie tak…

B: Prawda, ale skład jest w miarę stabilny. Na basie jest teraz Kobi, co mnie osobiście bardzo cieszy. Dużo wnosi do tej szopki i fajnie uzupełnia to czym jest O.D.R.A Np. pałker LC i typ co nas nagrywał często mnie pyta „czemu wy się tak nienawidzicie?” Jaki kraj, takie Eyehategod.o.d.r.a. okładka

O.D.R.A  Sexnarkoman (B.S.F.D. Records) Wrocławski zespół nie p… się w tańcu, proponując nam surowy i złowieszczy miks słów i riffów wprost z ulicznego rynsztoka. Dosłownie. W stosunku do Karl Denke Blues nowa muzyka brzmi jakby nieco klarowniej, mniej syfiaste brzmienie ujawnia jednak jeszcze większy, mentalny brud, jakim chcą nas nakarmić. Muzycznie o.d.r.a pozostaje przywiązana do tego samego gara rzygowin i bez skrępowania czerpie z niego pełnymi garściami. Jest sludge’owy riff, napędzany wolno bijącą, mozolnie torującą swoją ścieżkę perkusją i brudne, zaropiałe wokale. Można tu jednak wyczuć większą dbałość o puls i okrutną dynamikę. Być może nie powoduje to, że muzyka stała się przystępniejsza, jednak słucha się tych numerów z perwersyjną przyjemnością. Jeśli oczywiście lubimy surowy jak zepsute mięso, sludge rockowy walec. Czasami nieco przyspieszają („Bi-sex”), najczęściej mielą jednak wolno i z wściekłością, ocierając się o wczesny DOWN („Rapsodia Alfonsa”), czy inny Crowbar. Do tego dochodzą teksty, utrzymujące ten sam poziom wypowiedzi. Brak nadziei, historie z burdelu, rynsztokowe przypowieści, nasycone moczem, kompotem, serwowanym brudnymi strzykawkami i seksualnym upodleniem. Nie taki Wrocław sobie wyobrażamy, jednak, kiedy zgasną latarnie, a normalni obywatele kładą się spać, wychodzą zaropiałe demony. Jednym słowem – solidny, dopracowany i spójny przekaz, jaki serwuje nam „Sexnarkoman” pozwala zaliczyć album do kolejnego, udanego etapu działalności tej lekko obłąkanej załogi. Jeśli nie boicie się usiąść koło śmierdzącego menela w autobusie, możecie z powodzeniem skosztować tego cuchnącego opłatka.

Melina i kompot. Nieodłączne elementy dna. Tak się zastanawiam – mieliście jakieś doświadczenia z czymś mocniejszym, poza haszem?

T: Tak, z TVN… Ja byłem 7 lat sxe, koledzy raczej alkohol, ale nie tak „zabawowo” w Pubie pod fotkę na fejsika. Przewinęły się osoby, które miały kontakt z czymś mocniejszym. Ja byłem blisko z racji miejsca zamieszkania i chyba w odpowiednim momencie się przeprowadziliśmy. Oczywiście, nie popieramy, nie wychwalamy, nie jaramy się tym. Nie damy sobie fotki z wiadrem i nie napiszemy „cool”. Taka sytuacja po prostu. Nie chodzi o coś w stylu: „EHG powróciło do łask, jest moda na patologie, to damy narkotyki”, albo moda na doom to nagle będziemy łazić we mgle haszyszu.

Co nie zmienia faktu, że taka wyliczanka: „pogarda, kajdany, ohyda, nalot, bruk, gwałt, strach” robi wrażenie. To nie brzmi jak moda, ale jak ostrzeżenie…

B: Wiele jest w życiu kwestii i spraw, które trzymają w niewoli…

T: Nazbierało się tego w mnie dużo, miałem masę pomysłów a jak przyszło co do czego, byłem w stanie wyrzucić takie pospolite, nieuporządkowane słowa. Chciałem pisać jak Wojaczek, Rimbaud a nie wyszło…

A jest syfiasty Varga.

T: Varga to celebryta a nie rebeliant…

Mieliście już jakiś ciekawy odzew na nową płytę?

T: Nic szczególnego. Jedyne co mi zapadło w pamięci i warto to cytować to: „co ja mogę powiedzieć; człowiek chce się nawąchać kleju, rozebrać do naga, i z dziurą w głowie srać na ludzi skacząc w moszpicie” – taka opinia do nas dotarła. Może będzie demon miesiąca w MH, te kilka lajków więcej i na nic poza tym nie liczymy…

Ale po tych wszystkich złych rzeczach, mimo wszystko Wrocław jest waszą Ziemią Obiecaną?

T: o.d.r.a jest ściśle związana z tym miastem i nie ma innej możliwości. Po latach mieszkania na rubieżach miasta, w centrum jest mi ciężko, ale nie da się uciec z „twierdzy”. Jak byś był w okolicy lub jeśli będą jacyś chętni to oprowadzę, opowiem o ciekawych zakamarkach, kanałach „miejscach, których trzeba się strzec„. Zapraszam.

Na chwilę o okładce, która jest równie fajna jak teksty i muzyka. Skąd wzięliście ten obrazek?

T: Ten w wersji limitowanej z typem musi pozostać tajemnicą – przedstawia kolesia, który czuje wstręt po nazwijmy to seksie, a ten z drugi to nam zrobił znajomy, który robił okładkę. Dla mnie imprezowa trochę…

I na koniec coś o nadchodzących wydarzeniach – co macie w planach?

T: Ja mam w planach iść jutro na „tory” jak wstanę i kupić jakieś kasety po złotówce. Grać koncerty. W maju wychodzi na winylu split, w czerwcu robimy kolejną płytę bo od tej się w końcu uwolniliśmy.

B: A w lipcu the best of , koncert unplugged, remixy i koncert z orkiestrą…

Rozmawiał Arek Lerch

Zdjęcia: archiwum zespołu