O.D.R.A. – blues z rynsztoka

O.D.R.A. sprowadziła Święty Breslau z kart książek do rynsztoka. Obrzydliwe, zapadłe zaułki, śmierdzące rozkładem, mroczne osiedla i wszechogarniający strach. Tak działa najnowsze dzieło zespołu, który jak nikt inny potrafi oddawać za pomocą dźwięków brzydotę miasta. Hałas generowany na płycie „Karl Denke Blues” to oferta tylko dla najtwardszych zawodników, bo reszta zwyczajnie nie przetrawi takiej dawki syfu. W zasadzie trudno mówić o kompozycjach, bo najnowsze dzieło wrocławian to sypany za pomocą gitar gruz, kierujący muzykę w stronę atawistycznego sludge rocka, szorstkiego wyziewu z otchłani. O.D.R.A posunęła stylistykę do krawędzi. Brzydziej i bardziej syfiasto już się nie da, choć muzycy odgrażają się, że pójdą jeszcze dalej. Gdzie? Do piekła? Chyba tylko ten kierunek pozostał. Zapraszam na mało śmieszną pogawędkę z wokalistą Chudym Bykiem. Tomkiem czyli…

 

Czy Wasza muzyka , jako pewien rodzaj ekspresji, mającej oddziaływać na słuchacza jest przemocą? Tak odbieram to, co płynie z głośników…

Chciałbym by była tak odbierana i była jeszcze bardziej gwałtowna. Tylko żeby to nie była bezsensowna przemoc. Żeby  była to przemoc w starym, dobrym stylu. Taka patologia z klasą,Odra Logo jak przedwojenny morfinista, a nie jakiś dresiarz. Żeby coś słuchaczowi zostawało po spotkaniu z muzyką. Odraza, zainteresowanie… By było to silne uczucie…

Udało się. Jest przerażenie i zainteresowanie. Ale te silne uczucia mają w dużej mierze negatywną konotację. Nie obawiacie się, że przez takie podejście trudno będzie przebić się na w sumie i tak ciasnej scenie?

Nie obawiamy się, bo nie robimy tego, żeby się przebijać czy spełniać czyjeś oczekiwania. Gramy, bo jest to nasza pasja, sposób spędzania wolnego czasu, okazja do opowiedzenia ważnych dla nas rzeczy, ciekawych historii. To wycieczka po ciemnej stronie stolicy Śląska i okolicach. Ale fakt, że ciężko nam o koncerty. Na scenie metalowej, hc czy punkowej jest to problem. Na naszej małej scenie (jeśli taka istnieje…) graliśmy ze wszystkimi i wszyscy się znamy. Przy okazji pozdrowienia dla ekip z Krakowa i Warszawy. Oczywiście, dla wrocławskiej, powoli rozwijającej się sceny też…

Właśnie – Śląsk… Sporo zespołów identyfikuje się ze Śląskiem. Są hc załogi w stylu Stone Heart czy Minority, jest metalcore’owy Frontside, ale także frakcja blackmetalowców, która wydała ostatnio składankę Silesian Black Attack. Opowiedzcie zatem o waszej, „ciemnej stronie” Śląska??

nie szukamy inspiracji po świecieTrzeba sprecyzować, że Śląsk i jego źródła są we Wrocławiu. To jest stolica całej krainy. To, o czym mówisz to wszystko Górny Śląsk, rubieże. Mamy tu masę ciekawych historii, nie musimy szukać inspiracji po świecie. Jeśli mamy takich „artystów” jak Karl Denke, który pod Wrocławiem mordował, a we Wrocławiu sprzedawał swoje „specjały” na Hali Targowej. Melcher Hedloff, arcyzbrodniarz który ma na sumieniu co najmniej 251 ofiar. Jego oryginalny arkebuz można oglądać w muzeum. Afera Grabarzy z Ząbkowic Śląskich(niem. Frankenstein), która podobno stała się inspiracją dla Mary Shelley. Inkwizytor Jan Kapistran, który też ma na sumieniu kilkadziesiąt osób. Zaraza dżumy, Festung Breslau. Bunt Tkaczy. Masa tajemniczych miejsc w samym Wrocławiu i okolicach. Trójkąt – wrocławska dzielnica, okryta złą sławą. Zamki, senne miasteczka, ciemne ulice, zaułki, działania Werwolfu po wojnie. No i sama brudna rzeka. To kręci. Można by wymieniać bez końca…

Ok, a jak odnosisz się zatem do tego, jak Wrocław przedstawił Orbitowski w „Świętym Wrocławiu”? A co z powieściami Krajewskiego? Doceniasz, czy ze względu na ich raczej komercyjny charakter negujesz?

Muszę przyznać, że nie czytałem „Świętego Wrocławia”. Czytam raczej książki historyczne o regionie. Krajewskiego przyjemnie się czyta, szczególnie gdy się studiuje w miejscu, gdzie główny bohater pracuje (śmiech…). Świetna sprawa, spacer po przedwojennym mieście, ciekawe historie. A że komercyjne? Po to są, żeby bawić czytelnika.

Ok, mamy już genezę mroku, jaki spowija płytę. Tytuł tez w pewnym sensie wyjaśniłeś. Opowiedz zatem więcej, co kryje się za takimi tytułami jak „Odrowąż” czy „Zdziczały Lump” i „Widelec Heretyka”. To prawdziwe historie czy tylko sztuczna kreacja mroku?

Odrowąż to potwór z Odry. Jest to w sumie numer inspirowany Jackiem Odrowążem. Też postać historyczna, tyle, że to święty i gorliwy dominikanin. Tak więc nieco przewrotnie. „Widelec Heretyka” jest o tych wszystkich torturach, narzędziach kary, wymiaru sprawiedliwości, Galgen (miejscach straceń). Dużo u nas w okolicy kamiennych krzyży, które winowajca musiał zrobić by zadośćuczynić za popełnioną zbrodnię. A „Lump” jest o fabryce noży w podwrocławskiej wsi; fabryce, po której nie ma śladu a była konkurencją dla Solingen. Miałem przed oczami taki nóż w rękach bandziora. Refren wymyślił nasz przyjaciel Stiopa który mówi „garło” nie gardło. Oczywiście, udziela się w chórku.

nasze dziadostwo

nasze dziadostwo

Od inspiracji lirycznych, do muzycznych. Co w dzisiejszej muzyce wywarło na was największy wpływ? Tylko nie mów, że „jedynka” Black Sabbath…

No, każdy coś innego. Śmieją się ze mnie, że nie znam BS. Faktycznie przesłuchałem jedną ich płytę w całości i nie wiem, która jest jedynką, he, he. Basista Karolek uwielbia doom, drone, klimaty bagienno-narkotyczne. Ziółko- stoner (bębni też w Palm Desert…), Samlec słucha metalu, hc i grindu. Bartes metalu. Wszystkich jednak łączy wspólny cel: żeby było obrzydliwie, nieprzyjemnie i obleśnie. Taki blues z rynsztoka. Myślę, że coś w klimatach EHG, tylko po swojemu. A ostatnio katuję Hangman’s Chair.

Jak osiąga się brzmienie bluesa z rynsztoka? Macie jakieś swoje rytuały, narkotyki? Przyznam, ze w polskim sludge i okolicach zawsze mierzi mnie fakt, że muzykę grają chłopaczkowie wyglądający jak licealiści. Wiesz, jak widzę EyeHateGod czy Crowbar, wierzę w ich dźwięki… Jak z tą chemią/magią i życiem jest u Was? Tylko kreacja artystyczna, czy realny wpływ codziennego syfu?

Brzmienie jest wynikiem naszego dziadostwa, chaosu i lenistwa. Może to i dobrze. Zapewne wiąże się z tym, że dzisiejszy Śląsk zamieszkują przybysze, w większości z kresów. Coś jak dziki zachód. Dopiero teraz ludzie zaczynają rozumieć, że to ich mała ojczyzna i coś z tym robią, przedtem była tu patologia, dziadostwo, smród i ubóstwo. Z naszym graniem jest podobnie. Wystarczy posłuchać: spontan.  Nagrywka płyty  trwała jeden dzień i 3 sesje wokalne. Z tym, że każdy wokal jest nagrany za 1 podejściem. II to już totalne dziadostwo. Co do narkotyków,koncert to Karolek jest w tym temacie obeznany, ja jestem tzw. SxE. Reszta zajmuje się pijaństwem. Ostatni koncert w Warszawie… eeehh. Trzeba być sobą. Nie chcemy kopiować zachowań czy stylu. Śmieszą mnie kapele dające wszędzie Jacka D. bo to takie południowe, albo kozła bo to takie diabelskie. Jebać to. Stąd też teksty po Polsku.

Pijesz do konkretnych kapel (śmiech…)? Ciekawe, bo stawiacie tu naszą, słowiańską i syfiastą, dźwiękową wersję „Domu Złego” przeciw jankeskiej kokakoli. Problem, że ta jankeska kultura jest u nas mocno antycypowana…

Nie piję do konkretnych kapel. Raczej do zachowań. My chyba łykamy każde gówno, byle by było „niepolskie”. Co do muzyki, to jednak ona jest w większości jankeska. Zgoda, są „szufladki”, w których polski wokal nie pasuje. U nas może pasuje bo i tak ciężko zrozumieć nawalanie w instrumentysłowa. Nie chciałem powielać słów „hate, pain, feel, love” (śmiech…). Zresztą ciekawiej i łatwiej jest pisać i myśleć po polsku.

Jak wyglądają zatem wasze koncerty, bo to właśnie tam następuje weryfikacja muzyki. Rytuał, performance czy zwykle nawalanie w instrumenta?

Różnie, ciężko nam to ocenić… Raczej nawalanie w instrumenty, chociaż wspomniany koncert na Feel of the Doom III zahaczał o performance. Chciałbym grać więcej koncertów w jakiś spelunach i dziwnych miejscach. Tak na luzie, z dobrą zabawą.

A najdziwniejsze miejsce, gdzie mieliście okazję wystąpić?

No właśnie nie było takich. Chętnie zagramy u Ciebie w domu. Najdziwniej było w Świdnicy, ale to z racji organizacji a raczej jej braku.

Na koniec  – w jaki sposób macie zamiar przebić poziom tego albumu, skoro zbliżyliście się za jego sprawą do krawędzi?

Robimy nowe numery. Może po prostu się przyłożymy i będzie lepiej? Na koniec dziękujemy Marcinowi Gadomskiemu (upgrade desing) z Krakowa, bo koleś jest zajebisty i robi super rzeczy. On nas wyciągnął z graficznego bagna.

Rozmawiał Arek Lerch